ZENO STAR /1953 – 2020/

Tak po prostu. Zeno, tak mówili. Zmarł Zenon PLECH, 67 lat, żużlowiec Polski, obywatel świata, który nie bał się żadnych torów na tej planecie i potrafił z każdym wygrać. Talent spod Gorzowa, miał lat 20 kiedy upatrywano, że w Chorzowie na Stadionie Śląskim w 1973 roku może sprawić niespodziankę. Sprawił, zdobył brązowy medal, ale największą sensacją było zwycięstwo i złoty medal Jerzego Szczakiela. Obu Polaków przedzielił wtedy nowozelandzki as Ivan Mauger. Plech stworzył na żużlowym rynku markę niebanalną, zawodnika, który fruwał na torach jak ptak, objechał cały świat, startował na Antypodach i w Kalifornii. Kawalarz, dowcipny, niezwykle lubiany, towarzyski  waleczny, niezłomny. Tak. Niezłomny. Potrafił jechać do końca zawodów z piekącym bólem nogi, potem wylać dużo krwi z buta. “To dla orzełka”! Tak było ongiś w obecnym Petersburgu, podczas drużynowych mistrzostw świata a opowiedział mi o tym nieżyjący już energiczny Roman Cheładze, świetny sędzia międzynarodowy z Torunia, wówczas kierownik reprezentacji Polski. Plech miał charakter bojownika, sportowca, talent do ścigania, myślał na torze, czy kombinował? Nie, on bardzo chciał być pierwszy, za wszelką cenę, więc jazda była dla niego żywiołem. Zmarł w Gdańsku, tam się wyprowadził z Gorzowa, bronił Stali od ucznia, potem w barwach Wybrzeża. Gorzów miał zawsze chętnych do żużla i tak jest po dziś, choć mocno topnieje liczba adeptów, kiedyś było 300 chłopców do szkółki, teraz trzeba ich niemal szukać. A jednak tamtejszy klimat sprzyja i zadziwia rewelacyjny Bartosz Zmarzlik/rocznik 1995/, kolekcjoner medali MŚ.

Zenek był reprezentantem Polski, kilkakrotnym mistrzem, razem z Edwardem Jancarzem, klubowym kompanem stanowili parę, która świetnie się rozumiała w każdej sytuacji. Zdobywali medale mistrzostw świata, obaj startowali w lidze angielskiej; Zenek w Hackney, gdzie promotorem był Len Silver. Kochał Zenka niemal jak syna, pozwalał mu na dużo, a Polak odpłacał wyścigami, które dawały adrenalinę Wyspiarzom. Był uwielbiany przez fanów w różnym wieku. Wspomniałem o transferze z Gorzowa do Gdańska, były naonczas problemy, speedway klubowy w Polsce szanował barwy macierzyste, źle było widziane odchodzenie z klubu. Zenek zrobił zawieruchę, klub się nie zgadzał, gdyż władza tamtejsza chciała mieć taką perłę u siebie. A w Gdańsku niby lepsze powietrze, jod, Bałtyk, stało się jak się stało i Plech wystartował jednak w Wybrzeżu. Został w nim do swojego końca, stadion niemal domem był.

Moja dziennikarskie przygody z żużlem w redakcji “ Sportu” silnie związane były z karierą Plecha i Jancarza, także innymi zawodnikami; lecz ta para reprezentacyjna, dodając jeszcze mechaników gorzowskich Edwarda Pilarczyka i Stanisława Maciejewicza liderowała wyraźnie. Objechaliśmy zatem europejskie tory i turnieje mistrzostw świata, bywało różnie, Polacy mieli gorący hart ducha, waleczni, jednak ze sprzętem wówczas bywało kiepsko. Ile razy za nowości zapłata była w barterze butelkowym? Starty polskich zawodników w lidze angielskiej gwarantowały podpatrywanie i zaopatrywanie się w części, których nie było w magazynie Polskiego Związku Motorowego. Bariery trudne, nadrabiano więc brawurą, ambicją 200 %.

Plech był marką, zagraniczni dziennikarze wciąż dopytywali o niego a on miał czas dla nich zawsze. Zeno Super Star. Roześmiany, żartujący, bratnia dusza.

Oto zdarzenia, jakie mi utkwiły w pamięci z naszej wieloletniej znajomości, często burzliwej, komentowałem dla gazety a nie zawsze wyniki były satysfakcjonujące i  zawodników, i zagorzałych kibiców, których Zenkowi nigdy nie brakowało. A kibice są z natury ”chciwi” sukcesów, takie ich charaktery, często prawie fanatyczne.

O roku 1973 wspomniałem, na Jerzego Szczakiela nie liczono a został pierwszym polskim mistrzem świata, Plech był trzeci, debiutant w takiej randze imprezy miał lat 20, bardziej spodziewano się lepszej jazdy od Edwarda Jancarza. Przypominam o tym, bo ogromny sukces na Stadionie Śląskim Zenona jakby trochę pogubił się medialnie w sensacji, jaką sprawił Szczakiel. Komentarz telewizyjny polskiej stacji obracał się wokół żałowania, że mistrzem nie został Jancarz. Była draka, zawieszenia personalne w katowickiej TV. Pomyślałem wtedy, nie tylko ja, że Szczakiel –  “szkoda, że nie przepraszał za zdobyte złoto”… Różne krążyły głosy “na mieście”, nie było wtedy internetu, hejt byłby potężny, no cóż, zaskoczenie życiowe ma czasami odbicia nieprawdopodobne. Emocje chwieją sytuacjami, opanowanie wylatuje oknem.

Mamy rok 1979, znowu finał indywidualny mistrzostw świata na “Śląskim”. Kolejne moje biuro prasowe, na treningu podchodzę do Zenka, rozmawiamy, skupiony, zdeterminowany, pokazuje gadżety reklamujące siebie i londyńskie Hackney, gdzie startował, inny człowiek, “nabuzowany” fest, wreszcie mówi: “ Jutro będę mistrzem świata”… nie miał takich odzywek w zwyczaju, tym razem odmieniony. Wyraźnie miał swoją wewnętrzną presję na zrobienie extra wyniku. Przypomniałem sobie, rozmowę ze Szwedem Andersem Michankiem, mistrzem świata z roku 1974, który w kawiarni hotelu “ Katowice” i gdy zapytałem o karierę Plecha, oświadczył wprost: “Jeśli się nie zabije, będzie mistrzem świata”. Kruchej postury zawodnik z gorącym sercem i siłą, szalał na torze, latał jak spłoszony ptak z gniazda, kibice oczy zamykali, oszołomieni i zafascynowani. Fachowcy brytyjscy go podziwiali i cenili, jako zawodnika i człowieka, towarzysko dał się lubić. Kiedy piszę te słowa zdjąłem ze ściany srebrny medal mistrzostw świata par ze słoweńskiego Krska z roku 1980, Plech zdobył go razem z Edwardem Jancarzem, wygrali Anglicy, brązowy medal przypadł Duńczykom, pikanterii finału nad rzeką Sawą dodaje fakt, że Polacy jechali autem z Londynu i dotarli do Krska w ostatniej chwili, ówczesny szef polskiego żużla Zbigniew Flasiński strasznie się stresował i dopiero medal uspokoił jego nerwy. Sukces Polaków był zaskoczeniem, choć rok temu w duńskim Vojens zgarnęli brązowe medale. Stawka była wyrównana, polscy “Anglicy” dokonali niezłego manewru.

Zenon Plech, kultowy zawodnik, brylował, lubił “odgrywać” taką rolę. Kult Plecha… za tydzień będę ten temat snuł przez kolejne tygodnie, bo słowo KULT jest magicznym pojęciem poczynań bohatera i percepcji przez widzów. Zenek umarł za wcześnie, był mocno schorowany, żużel kocha twardzieli ale i drenuje ich zdrowie bez żadnych skrupułów. Długo zmagał się z trudną chorobą, w końcu nie dał rady i świat speedway’a płacze, wspomina karierę sportowca i nauczyciela zawodu żużlowca. Był otwarty z barwną karierą i rozmaitymi przygodami; dużo z nim przeżyłem na imprezach, w podróżach, był nietuzinkowym bohaterem wielu moich dziennikarskich relacji. Nie zawsze chwaliłem, nikt nie jest doskonały, wszak zdarzają się dni złote i szare. Nie “klajstrowałem” na wyrost nigdy, mieliśmy różne racje.

Uwielbiał atmosferę stadionów z dużą widownią, bardzo go nakręcał spleen angielskich meczów, odmienna organizacja imprez, niż na kontynencie. Anglia też go polubiła.

Czy był większym talentem od Tomasza Golloba? Hm, inny czas, zupełnie inne możliwości sprzętowe, kontrakty z innymi kwotami, inna zasobność kibiców, więc nie było plechomani. Wojażowania. Plech był wszechstronny pod każdym względem, jakże często pędził z fantazją tylko “dla orzełka”. A dziś? Nie czas na męskie porównania talentów tego czy tamtego zawodnika, speedway jest sportem dla silnych “orłów” i nie jest bajką na jeden wieczór, lecz powieścią, która zawiera w sobie wszystko, jak filmowa saga, więc kto więcej pokaże siebie samego na torze i poza nim – staje się kultową osobowością z charakterem. I o tym w następnym felietonie.

A teraz już koniec, smutno mi… wiecie co? Ludzie znad morza mówią, że fale uderzają z żalu o brzeg jak nigdy.

Był i jest taki Plech

Czy to pech? Ha, ha, ha… Fonetycznie wspak Plech, to „help”, czyli pomoc… Ha, ha, ha…

zple

O Edwardzie Jancarzu popełniłem tekst, jako gościu z żużlowych aren, który nie był anielskim zawodnikiem ale zawojował świat. Tak, zawojował i taka jest moja  skromna wersja zdarzeń. A kto jeszcze? A właśnie Zenon Plech, także gorzowianin, który jednak nie pozostał na rodzinnym gruncie, lecz pod pretekstem studiów na Uniwersytecie Gdańskim i oczywiście startów w Wybrzeżu wyemigrował nad Bałtyk i tam już pozostał. Tam łowi ryby do dziś. I oddycha morskim powietrzem. Tak chciał, tak ma. Zawsze tak z nim było.

Ostatni epizod  kariery Zenka to awans w 2008 roku z Polonią Bydgoszcz do Ekstraligi, w roli trenera, no może raczej coacha. O Plechu można pisać różnie, ale należy przede wszystkim podkreślać jego duszę wojownika, charakter zawodnika, któremu nie straszne kontuzje a celem nadrzędnym jest jazda i wynik. Zeno Super Star. Nie będzie statystyk ani chronologicznych zapisów kariery rok po roku, nie przepadam za takimi tekstami, chciałbym oddać, może mi się uda, jaki ten Plech jest, tak na serio i z przymrużeniem oka. Wicemistrz świata, kawalarz, trener, komentator telewizyjny, nie obciachowy gość, luzak, mąż i tata. Jaki jest ten Plech? Pokutuje od lat takie powiedzenie, że lepiej z mądrym stracić aniżeli zyskać z głupim.
Wolę zatem stracić. Zaczynamy.

1973 rok. W Chorzowie na Stadionie Śląskim indywidualny finał mistrzostw świata. Wielki szpan, speedway na takim stadionie, śląskie władze chcą mieć swoje Wembley. Nie ma miejsc, prawie 100 tysięcy na obiekcie a może ciut więcej. Z polskiej strony silny skład: Edward Jancarz, Paweł Waloszek, Jan Mucha, Zenon Plech wielka nadzieja młodości, no i niewiadoma w postaci Jerzego Szczakiela. W rezerwie Andrzej Wyglenda. Rybniczanin Wyglenda z opolaninem Szczakielem w 1971 roku na rybnickim stadionie zdobyli z kompletem punktów mistrzostwo świata par. Katowice żyją imprezą, ba cały region, wszystko podporządkowane imprezie, w TVP komentuje redaktor Jan Ciszewski. Dyrektor stadionu Tadeusz Ślusarek, postać nienaganna sportowo ma wszystko organizacyjnie przygotowane na ażur. Nawet pogodę. Goście zagraniczni nie mogą uwierzyć w taki tłum widzów, ale zakłady pracy Śląska i Zagłębia nie zawiodły. Jest dobrze, będzie medal.

I są  i to dwa, złoty po barażu ze słynnym Nowozelandczykiem Ivanem Maugerem zdobywa szybko w tym dniu Jerzy Szczakiel, trzeci jest 20 – letni Zenon Plech, wschodząca gwiazda polskiego speedway’a, przypominający raczej kolarza po morderczym wieloetapowym wyścigu, niż żużlowca. W katowickim studio TV po zawodach  wszyscy biadolą dlaczego nie wygrał Jancarz, a jak już to Plech, natomiast niechciane jakby dziecko Szczakiel jest w pełni  zaskoczenia złotym medalistą. I to do dziś. Tyle lat samotnik jako Polak.

z4565884n

W 1976 roku  znów w finale IMS na Stadionie Śląskim Zenon Plech jest piąty tuż za Maugerem. Wygrywa w kapitalnym stylu Anglik Peter Collins jeżdżący z nogą do tyłu, wyłożony jak zając na motocyklu. Plech bywał już w innych finałach i na różnych stadionach, przejechał się na kultowych stadionach Ullevi w Goeteborgu i na Wembley w Londynie. Nie wychodziło. Jak w Norden. Bywało z nim różnie. Najczęściej  z Edkiem Jancarzem uczestniczył w MŚ par. Stawali na podium, uzupełniali się zgrabnie.
Pamiętam ten finał solowy, znów w Chorzowie. W Katowicach, w hotelu o tej samej nazwie robię wywiad ze słynnym szwedzkim żużlowcem, który wtedy był rezerwowym Andersem Michankiem. Ten mówi wprost, Plech będzie mistrzem świata jeśli się nie zabije. Ostro, prawdziwie, dystyngowany Szwed komentuje jazdy Polaka, który fruwa po torach, wjeżdża tam, gdzie inni nie mają odwagi się zbliżyć. Ma szczęście, a ono podobno sprzyja lepszym. W parkingu przyglądam się Plechowi, wyjątkowo skupiony, przygotowane motocykle, wszystko lśni. Mówi „ jutro będę mistrzem świata”. Rozdaje autografy i efektowne naklejki, znaczki, koszulki, czapki wyprodukowane w Anglii, bo tam startuje na co dzień. Uwierzyć wtedy Plechowi było trudno, bo fakt, że jeździł jak wariat ale przy tym był jeszcze trzpiotem jakich mało. Kawalarz przyjemny dla każdego. Romanowi Jankowskiemu kazał kiedyś zatkać dziurawy bak auta gumą do żucia. Z Romkiem miał niebezpieczny incydent w finale indywidualnych mistrzostw Polski w Gdańsku, po którym życie Romka zawisło na włosku. O tym może kiedy indziej. Jesteśmy jednak na „śląskim stutysięczniku”, 30 lat temu… No i co mamy w niedzielę? Mamy srebrny medal! W wyścigu z Maugerem  Plech spojrzał raz w stronę lewą, potem w prawo a taśma poszła w górę i nowozelandzki lis już był kilka metrów przed nim, a dogonić na tym stadionie było ciężko, oj bardzo ciężko. O jeden ruch głowy za dużo i nie mamy takiego podium jakie zapowiadał Zeno. Jest „tylko” wicemistrzem świata. Mamy jednak bal, potem odjazd do Hackney i atmosferę cudownych wieczorów angielskich. Mecze na wyspie mają urok dyskotekowo – barowy.

PLECH, zawodnik z kufrem medali z różnych imprez światowych, europejskich i rodzimych. Jednego nie ma, tego srebrnego z mistrzostw świata par/ z Jancarzem/ z Krska w 1980 roku, bo mi wtedy niespodziewanie podarował. Ma na koncie kilka solowych mistrzostw Polski, tylko Tomasz Gollob go przebił, turniejowe „ kaski” i memoriały. Po prostu nadbagaż. Kariera bogata, malownicza, uznana w Polsce i na świecie. Koleżeński, podziwiany. 

Uwielbiał i chyba nadal tak jest Anglię. Tam miał fanów, którzy kochali go za polską fantazję, za towarzyskość bez granic. Czasem było jej w nadmiarze, nie panował nad sytuacjami ze stratami dla siebie. W Hackney Len Silver promotor głaskał go po głowie. Plech potrafił być filuterny i zasadniczy. Drapieżny na torze. Zmieniał się z biegiem lat, nie raz prosiło się by dać mu klapsa, nawalał w finałach przez młodzieńczą niefrasobliwość. Nie bardzo wierzyłem w małżeństwo, kiedy zakochał się w młodej dziewczynie z Grudziądza. Przeminęło z wiatrem, choć wszystko było tak na serio przez jakiś czas.

Vojens. Brązowy medal mistrzostw świata par w jaskini Ole Olsena. Ole startował z Hansem Nielsenem, Plech z Jancarzem. Przekładane zawody ze względu na fatalną pogodę. Zenek przyjaźni się z Ole do dziś. Czasami robił na jego prośbę tory na polskie edycje Grand Prix.

Plech gdy opuszczał rodzinny Gorzów była medialna i pezetmotowska zawierucha rzadkiej urody, tłumaczył transfer potrzebą studiów i lepszym powietrzem, wylądował wreszcie w Wybrzeżu. Jod był do łykania. Ryby brały lepiej niż w Warcie. Gorzej ze studiami.

Wracał kiedyś z Anglii Mercedesem via Dover – Ostenda i zmęczony podróżą zasnął nad kierownicą, miał szczęście znaleziono go w kaszubskim rowie żywego.

Potrafił ukończyć turniej z kontuzja nogi, po zdjęciu buta wylewał  szklankę krwi. Nigdy nie był mięczakiem. Taki niepozorny a taki twardy jak dąb. Odważny piekielnie. Poza torem już nie ten, ale speedway miał w żyłach i sport zakręcony na fest.

W czeskich Slanach dla draki schował kierownikowi ekipy teczkę z paszportami i funtami, bo jechali dalej na tournee do Anglii.- Musi pan kierowniku bardziej pilnować majątku, powiedział. Innych drak nie wspominam, bo niecenzuralne i wiąże mnie obligo towarzyskie na takie momenty. Bywało wesoło, ale nie goło.

Towarzyski, toteż wielbili go w lidze angielskiej wszyscy. Umiał pogadać, wypić piwo i uszczypnąć dziewczynę gdzie trzeba. Zenon Plech, marka żużlowego ułana. 

Czy dziś są tacy?  Otóż nie. Plech jest jeden.

Lubi ubrać dobry ciuch, zawsze tak było. Pogawędzić. Nie dospać, potem nadrobić. Komentował w TV i komentuje, bo zna się na rzeczy. Był trenerem w Atlasie Wrocław i ostatnio w Polonii Bydgoszcz. Dwa duże kluby. Szanuje czas i siebie, nie da się zapędzić w kozi róg przez byle jakiego nuworysza. Majątku wielkiego nie zdobył, bo czasy były takie a nie inne. Ma rodzinę, dzieci i to jest ten majątek nie do podważenia. Szczenięce lata w Gorzowie i dorastanie w Gdańsku. Trójmiasto hartuje, ćwiczy każdego. Byliśmy kiedyś razem u Lecha Wałęsy na Polanki, kiedy jeszcze nie był prezydentem. A Lech Wałęsa wie co to speedway i wyścigi. I wie, że Plech to znaczy żużel forever.

Urodził się w 1953 roku 1 stycznia. Ile ma dziś lat łatwo zliczyć. Startował w Europie wszędzie, ponadto w Australii, Nowej Zelandii i USA.

2zenon_plech_130

W 1973 roku wjechał na podium mistrzostw świata niespodziewanie  w wieku lat 20, tułał się po stadionach i kręcił kółka ile wlezie. Zapomina o tym kiedy łowi ryby, Plech potrafi wyłączyć się z amoku żużlowego. Nie każdy potrafi, a on tak. Kawalarz z urodzenia, oj przepraszam żużlowiec z urodzenia i fantazją niczym polski kawalerzysta w bitewnych szarżach na frontach, gdzie nie liczy się ofiar a jedynie zwycięstwo i orzełek biały jak śnieg. Wcale nie przesadzam i dmucham w trąbę, Zenon Plech jest postacią jakich mało w tym żużlu bywało i jakich jest. Nie piszę peanu na jego cześć, staram się tylko przybliżyć sylwetkę gościa, który  w tym czarnym sporcie, w trudnych latach odegrał rolę niebagatelną. Był guru przez wiele lat. Gdyby stworzyć żużlową biblię, miałby tam swoje rozdziały. Ale święty to on nigdy nie był. Stop. Już ciszej…

No to koniec na dziś, a zatem finał tekstu. Idę obejrzeć film z dawnych lat, takie żużlowe lawendowe wzgórza, w roli głównej przyjaciel Plecha Amerykanin aktor, żużlowy stylista Bruce Penhall. Po czymś takim nie można zasnąć. Szaleńcza jazda jest piękna, porywająca i bezgranicznie uwodząca przez lata. Jak na przykład słynna modelka Kate Moss kiedy lansuje obojętnie co, bo i tak wygląda nieprzemijająco. 

Anders Michanek: Krew w bucie

70-newcastle-anders_michanek_port

Anders Michanek, przed laty wielki szwedzki mistrz żużlowych torów, powiedział mi pewnego razu na ucho: „Jeśli Zenek nie zginie na torze to będzie mistrzem świata”. Niestety przepowiednia Wikinga nie spełniła się. Zenek Plech, jeden z najlepszych zawodników w historii polskiego żużla, był „tylko” i aż wicemistrzem świata w finale na chorzowskim torze w 1979 roku! Startował w parze z Edkiem Jancarzem, tragicznie zmarłym mistrzem polskiego żużla, tworząc srebrny duet świata! Byłem z nim w wielu miejscach, na dziesiątkach turniejów. Był wyjątkowym sportowym „twardzielem” i świetnym kompanem. Na londyńskim White City po jednym z turniejów wylał z buta sporo krwi. Startował z kontuzją, ale nikomu nie powiedział. Zaciskał zęby i wygrywał wyścig za wyścigiem.

speed_michanek

Miał słabość do Mercedesów, niejednego rozbił, kiedy wracał zmęczony z żużlowych torów. Kochał życie, podróże, sportowy rygor, żył niemal w transie, na pełnych obrotach, ze szczyptą młodzieńczej fantazji. Z natury Zenek był nieśmiały, ale rozbrajał uśmiechem, kulturą osobistą i zdobywał sympatię wszystkich. Teraz jest tak samo. Uczy młodzież „czarnego sportu”, komentuje zawody w stacjach telewizyjnych, związany ze speedway’em na dobre i na złe, do końca.