Lot żurawi

zdzislaw_jalowiecki1

No i mamy kwiecień, już po świętach z jajkami. Na twardo. Zaczynamy zabawę w speedway. Anglicy nakręcili się dawno, wiadomo wyspa i… północ/?!/ a na południu podskoki zimnych nocy. Ale będzie lepiej, coraz lepiej. Raj? Z determinacją trenowano na polskich torach, choć nie wszędzie. Jedni cenią sobie wilgoć, drudzy nie cierpią. Nie ma recepty na matkę naturę. Jednym daje, drugim dawkuje.

W Toruniu ścigały się zespoły parami pod nazwami sponsorskimi. No i o tym trochę na miarę jednego okrążenia. Mogę wyrazić opinię? Może nie bardzo podobać się organizatorom, lecz nie jest to tylko moja refleksja. Dzwoni mój dobry znajomy i pół godziny przed transmisją TV/ Euro/ i pyta mnie, gotowy? Bo mam wszystko przygotowane do pisania, zakładam okulary 3D i mam nadzieję na dobre zawody otwarcia sezonu. Dzielę się wspomnieniem, że dawniej, hm, jak ten czas leci a dla niektórych to nie była Polska, tylko PRL /przecież urodziłem się chyba w Ojczyźnie?!/ otwarcie sezonu było szumnym wydarzeniem. Życie pisze scenariusze, felietony moje także… Kryterium Asów im. Mieczysława Połukarda w Bydgoszczy było premierą przed ligą. Za tydzień po Kryterium mieliśmy mecze. Połukard zginął tragicznie na stadionie bydgoskiej Polonii, gdy na jego plecy, kiedy stał jako trener na murawie, wjechał z impetem zawodnik. Wypadek dramatyczny, niezawiniony, nieszczęście. Mietek był zawodnikiem, który wtargnął na Wembley w Londynie, ścigał się na lodzie, był zawadiaką, który wchodził na podium wiele razy. Był człowiekiem do bitki i wypitki. Żużlowy naturszczyk z krwi i kości, który nie bał się nikogo. Polonia Bydgoszcz była marką klubową wysoko wycenianą, słynęła też z grząskich torów i długo nie było na nią rady. Istniała jako firma milicyjna i prezesi w mundurach rządzili tam niepodzielnie. Takie czasy/ nie polskie?/, a Polonia nie była jedynym klubem mundurowym. Historię pomorski klub zapisał nie tylko sportowymi sukcesami ale i organizacyjnymi, bo turnieje Grand Prix były mocnym wydarzeniem. Rozbudowano stadion; znany bydgoszczanin, światowy przedsiębiorca Jan Kulczyk oraz jego przyjaciel minister stanu Mieczysław Wachowski wspomagali Polonię. I niektórzy powinni o tym nie zapominać, choć hipokryzja jest modna w ostatnim czasie. Co nam zostało z tych lat, PRL –u, Polski, ojczyźnianych bitew ligowych, turniejów światowych, organizacyjnych sukcesów? Ano widzimy ten plac. Zgryzota; spadek ligowy, sukcesorzy, którzy są napompowani frazesami.

Kryterium Asów było indywidualnym turniejem, startowali najlepsi zawodnicy a kibice pędzili do Bydgoszczy jak na święta do mamusi. Prapremiera sezonu huczna zwykle była, potem tradycyjnie w drugi dzień Świąt Wielkanocnych ruszała ligowa karuzela. O ile pogoda była łaskawa a niebo nie skąpiło słońca. Najczęściej jakoś było i nie byle jak. Na Kryterium i na ligową premierę w lany poniedziałek po obiedzie urywano się z domów na stadiony. Tradycja święta rzecz, acz nie dla wszystkich. Życie ciągle wywraca historię a ludzie jakby nie wiedzieli, że potem znajdują się na jej kartach. Każdy chce wyglądać jak na komunijnym zdjęciu. Niestety bywa różnie.

Wracam do okularów 3D mojego przyjaciela i premiery na Motoarenie w Toruniu. Kibiców było mało, nie tylko z powodu chłodu, jedni otulali się szalikami, drudzy ubrani bardzo letnio. Turniej w Toruniu był imprezą pomieszania z poplątaniem, nie ma klubów, nie ma państw, Polak jedzie w parze z Rosjaninem itp, itd. Jest kasa i nazwy zlepionych duetów sponsorskie. Donoszę, że klarowność. nie tylko w sporcie, jest gwarantem powodzenia. Na randki nie wysyła się zmiennika. Kibice żużlowi są koneserami, wiedzą co dobre a co przecenione. Ścigano się parami i gęsiego, tych emocji było funt. Podziwiałem Amerykanina Grega Hancocka, który ma lat 45 plus. I nadal ma ambicje, odpuścił Ekstraligę, wybrał niższe rozgrywki, jest czterokrotnym mistrzem świata i marzy o piątym tytule. Trudno mu będzie, bo pesel atakuje a młodzież wjeżdża na podium z szacunkiem i bez litości dla mistrzów. Normalne zjawisko przecież. Greg prowadzi się sportowo; szwedzki dom pozwala mu oddychać witaminowym powietrzem a polski smog mu nie szkodzi. Polska daje robotę dobrze płatną. Kalifornijczyk z urodzenia na pewno jest wzorem sportowca, który dba o wszystko: rodzinę, sprzęt, kasę i amerykańską flagę. Nie tak bardzo widać jego następców znad Pacyfiku, jeszcze poczekamy zanim po europejskim, polskim uniwersytecie żużlowym Yankesi będą liczyć się w walce o tytuły. Kiedy zakończy karierę Hancock? Ten czas jest bliższy, niż dalszy. A co do wyścigów w Toruniu, no to raz jeszcze podkreślam grubą kreską, wolę czytelność przynależności zawodników, gdyż to podnosi rangę imprezy nie ściemniajmy. Kibic wszystko przyjmie nawet na przednówku? Nie bardzo, tłumów na Motoarenie nie było a “lot żurawi” na torze był mało ekscytujący, tak na stadionie, jak przed ekranami TV.

Mimo wszystko dobrze, że wrota żużlowe otworzyły się/ jeszcze odbył się turniej w Gdańsku, jubileusz: 65 urodziny, Boże jak ten czas leci, Zenona Plecha/ i pachnie metanolem. Czego możemy spodziewać się w nowym sezonie? Polski apetyt rośnie, choć przyplątała się zgaga po wycięciu drużynowych mistrzostw świata. Klasyk z tradycjami, polskim złotem znika, jest implant a sport naprawdę nie lubi tego. Speedway od dawna stoi na schodach i nie wiemy, czy wejdzie na górę, czy zejdzie w dół. Niektórzy fatalnie wyrokują i ten fakt mnie przeraża nie od dziś.

XXX

NIE chciałem kończyć smutnie, lecz wspomniałem, że życie pisze białe i czarne scenariusze. Zmarł inżynier ZDZISŁAW JAŁOWIECKI, pierwszy trener nie tylko Marka Cieślaka, kiedyś działacz polskich władz żużlowych, zacna postać z Włókniarza Częstochowa, która zasługuje na tablicę pamiątkową. Nie był malowanym działaczem, znaczył swego czasu w Częstochowie tyle, że klub mógł odczuwać dużą ulgę, podobnie zawodnicy. Mieli się dobrze; sukcesy były i talenty się rodziły. Zdzichu dożył sędziwego wieku, co absolutnie nie ogranicza w żaden sposób żalu, że go już nie ma wśród nas. Był zawodnikiem, trenerem, wychowawcą, działaczem…porządnym człowiekiem. RiP.

Patrzę za okno, słońce grzeje wiosenne, trawa się zieleni i myślę, że nie dla każdego ten czas bywa sprawiedliwy.

Zdzichu

Często do mnie pisze, mój dobry przyjaciel Zdichu Jałowiecki. Kawał historii, niezapomnianych przeżyć wokół ‚czarnego toru’ i nie tylko!

Zdzichu do zobaczenia niebawem!

A dla tych, co nie pamiętają 🙂 … Zdzisław Jałowiecki przez 39 lat związany z klubem Włokniarz Częstochowa, jako zawodnik, trener i prezes: – Blisko czterdzieści lat byłem bardzo blisko związany z Włókniarzem, najpierw jako zawodnik, później trener, a na końcu prezes. Stąd moja obecność na jubileuszu i medal, który wręczył mi dzisiaj prezes. Cóż teraz przyszedł czas zbieranie pamiątek, skądinąd bardzo miłych. Ja wciąż jestem sympatykiem klubu, śledzę to co się dzieje i cieszę się z każdego sukcesu. A wspominam najczęściej wydarzenia z 1959 roku, kiedy zdobyliśmy pierwszy w historii złoty medale. Inaczej być nie może, takie przeżycie zostaje w pamięci na zawsze. Ja nie musiałem długo czekać na ten tytuł. W 1952 roku zacząłem uprawiać sport, a siedem lat później mieliśmy złoto. Mam też tą satysfakcję, że wychowałem dwóch trenerów, którzy teraz zdobywają tytuły. To Marek Cieślak i Marian Wardzała, z którym przez dwa lata pracowałem w Unii Tarnów.

Znajomość fizyki…

To list, który dostałem od przyjaciela Zdzicha Jałowieckiego, byłego świetnego zawodnika, trenera i prezesa częstochowskiego Włokniarza. Niebawem zobaczymy go w pojedynku z Gregiem Hancockiem. Twardy facet 🙂

 

zdzichu

 

„Czołem Adam! Gratuluje Ci za ocenę wykluczenia Pedersena w Grand Prix w Goeteborgu. Syn Andrzeja powinien więcej zdobyć wiedzy o technice prowadzenia motocykla na łuku toru żużlowego. Każdy sędzia powinen być zobowiązany do przeszkolenia. Wiedzieć coś o nauce jaką jest fizyka. Już każdy sympatyk tego sportu wie żeby pokonać łuk toru trzeba motocykl wprowadzić w tzw. ślizg kontrolowany umożliwiający obrone przed siłą odśrodkową i jazde po łuku z maksymalną szbkością. Głupotą i niewiedzą było „przyklejanie” przedniego koła motocykla Sajtfudinowa do tylnego koła Pedersena po zewnętrznej stronie. Tego pan sędzia Grodzki nie wie. Miałem wspólny język na te tematy z Z. Flaśińskim. Dlatego byłem wykładowcą i egzaminatorem kursów trenerów i napisałem trochę na te tematy. Niestety jest mnóstwo ludzi niedouczonych w różnych dziedzinach wiedzy, tacy niekiedy są autorytetami – takie jest życie.”