Na karuzeli

 

Wonder-Wheel-8-1600x900-c-default

Woody Allen zrobił taki filmowy dramat “Wonder Wheel”, z polskim tłumaczeniem tytułu “Na karuzeli życia”, obsada z gwiazdami/ Kate Winslet, Justin Timberlake, Jim Belushi/ i 137 nagrodami, 4 Oscarami! Akcja toczy się na plaży, Luna Parku Coney Island na Brooklynie a mistrz kina pokazuje, że życie jest karuzelą, wielkim, diabelskim młynem. Wszystko przelatuje, choć nie przemija w historii losów każdego z nas. Właśnie, nie przemija a wspomnienia są okruchami, wracamy zatem do nich, zwłaszcza w takie nastrojowe święta.

More Than a Speedway, więcej niż speedway? Niż sport? Posypały się dni, tygodnie, miesiące odchodzącego roku, jak płatki śniegu z wiatrem na Kasprowym Wierchu. Siadamy do stołu wigilijnego, odświętnie i jakby z tremą, która ogarnia wszystkich, nawet tych najdalszych gości, bardzo gospodarzy z obawą czy będzie smakowało. Kiedy już atmosfera emocjonalnego wzruszenia minie rozmowy przebiegają w różnych kierunkach, jednak najwięcej niepokoju wzbudzają tematy polityczne, które są jak granaty z podpalonymi lontami. A sport zwykle znajduje swoje miejsce, neutralne i choć nie każdego interesuje lokuje się w repertuarze. Życie rodzinne jest jednak tematem nr 1. No dobrze, wszystko już skosztowane, smakuje świetnie, oprawa świąteczna z choinką bogaci samopoczucie, jest kolorowo i uroczyście. Rok 2017 w polskim sporcie zaznaczył się awansem futbolistów do rosyjskiego Mundialu, co jest wydarzeniem przynoszącym ogromne nadzieje, jak gwiazdy na niebie z blaskiem na granatowym niebie. Piłkarze z Robertem Lewandowskim w połowie roku przyszłego zagrają z atrakcyjnymi rywalami wpierw o wyjście z grupy a potem zobaczymy… Ufam, że reprezentacja zrobi wszystko, żeby powalczyć na miarę kwatery w Soczi o wszystko. Diabelna karuzela.

***

A na żużlu drużynowe złoto mistrzostw świata dało nam kolejną satysfakcję, że mamy medalową reprezentację. “Kapela” Marka Cieślaka, który przyzwyczaił się do podium, nie dała szans nikomu na torze w Lesznie, które znów było areną takiego finału. Stadion Unii ma szczęście do reprezentacyjnego złota. Polska dominuje, jest najlepszym teamem. Nagle rozpadli się Duńczycy, ich as Nicki Pedersen leczył kontuzję, ma swoje lata i ma receptę na życie pozasportowe, bo książęce Monte Carlo jest przyjemne o każdej porze roku, więc kochają to miejsce sportowcy i celebryci, świat artystyczny i bogate towarzystwa wzajemnej adoracji w kasynie, które słynie z gości, mających fortuny, królewskie jachty. Tam się gra w ruletkę, która daje z bólem a odbiera z radością. Czego jest więcej? Wonder Wheel…

Danią kierował Hans Nielsen, zawodnik z zaszczytami, medalami, lecz bez charyzmy jak jego starszy rodak Ole Olsen. Hans przy swojej ujmującej osobowości i wielkiej klasie zawodniczej, jako menedżer niestety traci grunt pod nogami. Jako zawodnik potrafił pojechać bez pardonu po “wapnie”, wepchnąć się w tłoku na pierwsze miejsce ale w roli trenera brakuje mu jak mówią Francuzi “bel esprit”. W Lesznie Duńczyków brakowało, inni skandynawowie, Szwedzi byli za nami, potem sensacyjnie Rosjanie, no i na końcu rozkojarzeni Anglicy.

Indywidualnie debiutant w mistrzostwach świata konsekwentny i myślący Patryk Dudek w Melbourne wywalczył srebro, co jakby przyjęto z pewną dozą normalności, gdyż przyzwyczajono się, że Polacy mają taką ekipę, że ktoś musi zdobyć medal. Wcale nie musi, lecz powinien… Marek Cieślak charakterny coach reprezentacji był w Australii, komentował ze swadą ostatni turniej Grand Prix dla stacji TV Canal +.

W MŚ juniorów częstochowianin vel wrocławianin Maks Drabik został mistrzem świata, tata Sławomir jest dumny z takiego rodzinnego “ziarna”.

Wspominam o dokonaniach polskiego żużla, który jest w Europie na samej górze, brakuje jednak ciągle ostatecznej mocy indywidualnie, gdyż nadal mamy tylko dwa tytuły: Jerzego Szczakiela i Tomasza Golloba.

Sport jest ekscytującym, uzależniającym zjawiskiem a speedway dodaje moc adrenaliny wywołując często skraje emocje: z błota do złota, z kolan na podium, tragedie przeplatają się ze łzami nieszczęścia i szczerej radości. Bosko i niebezpiecznie. Wonder Wheel…

***

Na speedway warto, trzeba patrzeć przez witryny innych sportów.

Znakomity piłkarz holenderski, nieżyjący już Johan Cruyff, świetny zawodnik rodowodem z Ajaxu a potem grający znakomicie w Barcelonie i następnie trenujący ten zespół, był niezwykle skromnym człowiekiem z charakterem Dla niego rodzina była wszystkim, tak jak i klub. Pomnikowa postać futbolu, sportu. W jego świetnej autobiografii emitowanej przez Wydawnictwo Literackie a mało tak szczerych w sporcie, zaś w żużlu to rzadkość szczególna, pisze:

” Nie skończyłem żadnych studiów. Wszystkiego nauczyłem się dzięki doświadczeniu. Po tym jak w wieku dwunastu lat straciłem ojca, moim życiem stał się Ajax – najpierw towarzyszył mi drugi ojciec, gospodarz klubu, a później trenerzy”…

“ Dzięki klubowi uczyłem się nie tylko tego, jak być lepszym piłkarzem, ale też jak się mam zachowywać”…

” Chcę podkreślić, jak ważna jest rodzina, nie tylko rodzice, teściowie, żona, dzieci i wnuki , ale ludzie związani z Ajaksem, którzy podali mi pomocną dłoń w bardzo trudnym okresie mojego życia. Dlatego mogę powiedzieć, że klub także jest moją rodziną. Wiem też, że jeśli chodzi o sprawy piłki nożnej, mam jedną wadę – myślę tylko o byciu na szczycie. Jako zawodnik czy trener nie potrafię robić niczego na niskim poziomie, staram się być najlepszy w swoim zawodzie”.

Rodzina, klub – integralnie powiązane “instytucje”, do tego trener. Cruyff pisze, że życie nauczyło go najbardziej. I dosłownie: “Ostatecznie wiedza to doświadczenie”.

Koło się zamyka. Każda gra to wyczyn jeśli jest na poziomie, który gwarantuje sportowy artyzm. Holenderski internacjonał zeznaje, że nie wszystkiemu co robił mu przyklaskiwano i rozumiano, również dokuczano. Nie ma życia bez pochwał i krzywd.

”Ale cóż Rembrandta i van Gogha też nie rozumiano”, pisze. Książka jest świadectwem

niezwykłego talentu Holendra, człowieka z charakterem, sportowca z krwi i kości.

SPORT w globalnym wydaniu frapował mnie zawsze i to jest moje zeznanie w tym felietonie, dlatego patrzę na speedway z różnych stron, recenzuję, analizuję, kocham.

Adrenalinowy do bólu speedway jest otwartą grą, zawsze potrzebuje atmosfery rodzinnego wsparcia, uczenia bez owijania w kocyk prostych spraw. Więcej niż sport?

Mamy święta, wolne dni a już za progiem czai się Nowy Rok 2018. Ludzie związani uczuciowo obojętnie z jakim zawodem, pasjami nigdy nie tracą wątków dyskusji ani na chwilę.

Hiszpański trener, który wzbił się na wyżyny szkoleniowe jako zawodnik i trener w Barcelonie, prowadzący teraz Manchester City, Pep Guardiola powiedział: “Przed poznaniem Cruyffa nie wiedziałem nic o futbolu”. Szczera jak sumienie prawda kolegi.

Czasem nam się wydaje, że wiemy już wszystko a szara rzeczywistość obnaża boleśnie ignorancję, do której tylko krok do trudno akceptowanej arogancji.

Sport jest pięknym zjawiskiem a SPEEDWAY więcej niż grą, której uczymy się za każdym razem, z sezonu na sezon, od świąt do świąt. I tak już zostanie, jak na karuzeli życia, Wonder Wheel.

Gęganie za plecami

Tytuł jest krótki, problem szeroki. Oddaje mentalność działaczy, w ogóle ludzi, którzy najlepiej się czują kiedy “szyją buty,” jak to się mówi popularnie, za plecami. Metoda stara jak świat, perfidna. Trudno powiedzieć wprost w oczy więc uruchamia się  “umyślnych”, którzy wypuszczają informacje i badają grunt. Potem najlepiej decyzje przekazać jeszcze przez kogoś innego. Decydenci pozostają  z czystym kontem. Najgorzej, że tak im się tylko wydaje. Osad się gromadzi. Podstępnie za plecami uruchamia się decyzje. Nie chcę dociekać rodowodu takich postępowań, zna je historia aż za dobrze. Funkcjonują.

Od kilku miesięcy albo i więcej słychać na żużlowej wokandzie, że szykuje się zmiana na stanowisku trenera reprezentacji Polski. Szkoleniowcem nr 1 jest Marek Cieślak, intuicyjny trener o którym można dużo mówić ale wyniki świadczą, że potrafi zgrabnie zestawić  zwycięską drużynę. Ma sukcesy klubowe i reprezentacyjne. Jako zawodnik rodem z częstochowskiego Włókniarza był rewelacją, tamtejszy klub miał wówczas dobrą kondycję finansową, zacnych opiekunów i talenty pod ręką. Cieślak takim był.

Nie zawsze najlepszy zawodnik, kiedy chce być trenerem takim się staje. Trzeba umieć “czytać grę”, umiejętność raczej wrodzona. Marek Cieślak “przeorał” różne tory w te i wewte, startował w lidze angielskiej. Zna środowisko a ono jego.

Wielu zawodników próbowało trenerskiego chleba i wydawało im się, że udana kariera zapewni szkoleniowe ABC. Niestety jak życie pokazuje tak nie jest i nie chodzi tylko o żużel, również inne sporty. Trenerski zawód poza istotną wiedzą musi posiłkować się instynktem. Dobrzy trenerzy mający “ czuja” z marnymi składami potrafili zdobywać laury. Księżycowe teamy pod wodzą sławnych byłych zawodników – instruktorów nie zdobywały tytułów i mimo potężnych nakładów finansowych projekty kończyły się fiaskiem. Mam dawać przykłady?

Rynek szkoleniowy w żużlu nie tylko w Polsce jest ubogi. Najczęściej tym zajęciem parają się byli zawodnicy. Ilu mamy trenerów z dyplomami? Serdecznie mało. Aby taki “papier” zdobyć trzeba mieć niestety maturę.  W środowisku żużlowym każdy kto zdobędzie dyplom uczelni jest już guru. Teoretycznie.  Wielkim guru był przed laty dr Ryszard Nieścieruk z Gorzowa Wlkp., potem trener we Wrocławiu. Zrobił doktorat na uczelni sportowej. Wyjątek żużlowy. Mankamentem u niego była jednak skłonność do kaperowania zawodników. W sumie miał jednak sukcesy, no i ten doktorat na AWF.

Cieślak tego nie ma jest typowym samorodkiem. Ma wyczucie jak jego piękne psy.

Z dyplomem uczelni sportowej jest natomiast jeszcze niedawny zawodnik Rafał Dobrucki.

Obu, tzn. Cieślaka i Dobruckiego kojarzą wirujące wersje zdarzeń, że młodszy zastąpić ma starszego. Ten pierwszy ma umowę na prowadzenie reprezentacji do końca sezonu. Od jakiegoś czasu jakby czekano na jego potknięcie i wtedy Polski Związek Motorowy oraz Giekażet mieliby czystą sprawę, bo jak szepczą “króliczki” posadę trenera nr 1 ma objąć wykształcony ten drugi. Jakie ma osiągnięcia trenerskie? Startuje. Namaszczony został w mistrzowskim teamie Falubazu, gdzie startował i zakończył karierę z powodu kontuzji. Karierę bogatą i bardzo pechową. Poprzednio prowadził zielonogórski zespół Cieślak. Następca zatem wchodzi w przetarte ścieżki i być może spadnie na niego splendor z rozpędu. Sport jest jednak zagadką wielką jak ocean, nie mówiąc już o szkoleniowych meandrach.

Cieślak powędrował do Tarnowa i wydaje mi się, że złapie przyjazny klimat do restaurowania mistrzowskiej Unii. Gdzie osiadł było dobrze. Taki farciarz.

Pojedynek Cieślak – Dobrucki trwa, podkręcany przez wersje przyszłych zdarzeń. Podobno prezes PZM lansuje linię odnowy na reprezentacyjnym stołku i jakże wygodnie byłoby dla  niego, gdyby trener reprezentacji sam zrezygnował. A tak jest hardy trener, który jednak nie lubi plątać się w problemy.  Czy wytrzyma presję? Reprezentacja Polski pod jego kierunkiem zdobyła trzy razy z rzędu mistrzostwo świata i broni w tym sezonie złota na obcym terenie. Nie będzie lekko.

W środowisku żużlowym mówi się, że Dobrucki zna swoją ofertę a z Cieślakiem mimo wielu okazji nikt z PZM nie rozmawiał. Dziwne jeśli prawdziwe. Tak?

Tomasz Gollob, także inni zawodnicy z reprezentacji stoją murem za obecnym trenerem. Kuriozalna sytuacja, wiruje w powietrzu coś, co jakby towarzysko degraduje następcę, natomiast podtrzymuje na duchu obecnego szkoleniowca. Czy to jest zdrowe warto zapytać psychologa. Albo w siedzibie PZM vel Giekażet u źródła.

W dobie sukcesów reprezentacyjnych krążą od dłuższego czasu słuchy, że konieczna jest zmiana pokoleniowa. Oficjalnie nic nie wiadomo, zbliża się sezon, brakuje odwagi.  Podstawą w sporcie sa rezultaty. Nie zawsze dyplom zapewnia sukces, choć tak niektórym się wydaje. Trzeba mieć jeszcze ten wspomniany instynkt, no i autorytet. Ten ostatni tworzą wyniki sportowe, ciężka praca klubowa etc. etc., harówka wielu lat, bo “chleb” trenerski bywa z zakalcem i nie zawsze duże pieniądze zapewniają medale.

Polacy są mistrzami w psuciu atmosfery i potrafią ostro mącić, tworzyć koterie i gęgać za plecami. Nieładnie.

To nie jest obrona Marka Cieślaka, to jest krytyka złych praktyk, które nie powinny mieć absolutnie miejsca na każdym szczeblu a tym bardziej reprezentacyjnym.

Szukam w pamięci, mam…Woody Allen znakomity reżyser filmowy, scenarzysta, muzyk i aktor powiedział:  “Dobrzy ludzie śpią lepiej niż źli ale złym lepiej się wstaje”.