Salonowe cuda narodowe

Zaczął się i lecą dni, rok 2021. Już nie przestępny a raczej szczepionkowy, bo cały świat żyje nadzieją pokonania koronawirusa, który wywrócił nasze życie do góry nogami i dalej niebezpiecznie fika. Bardzo. Nowy rok sypnął urodziwie śniegiem a trwający lockdown w różnych obszarach zamknął drzwi przed normalnością. Wróci? Kiedy? Szybciej, niż się spodziewamy? Niewiadoma dręczy głowy, myśli o niebezpieczeństwie plączą nadal prace, zajęcia, sport nie jest obojętny na ataki Covid-19. On raz po raz przynosi dramaty, życie zmienia, walczymy, nie dajemy się, lecz ciągle przyszłość jutra jawi się mglisto, mimo, iż szczepienia są wielką nadzieją pokonania wroga. Polska akcja szczepień jest jednak anemiczna, optymizm tonie w zaspach, system oplata pesymizm.

Styczeń jest miesiącem, gdzie kumulują się podsumowania minionego roku, plebiscyty i głosowania zajmują umysły, w sporcie początek roku jest także opanowany przez narciarskie konkurencje a polscy skoczkowie fruwają nad przeciwnikami.Tak lubimy.

Tradycyjny/ 86/ Plebiscyt “Przeglądu Sportowego” przyniósł rozstrzygnięcie spodziewane – wygrał najlepszy piłkarz świata, strzelec wyborowy Robert Lewandowski. Impreza bez balowania odbyła się z rygorami /maski, dystans/, aczkolwiek podczas transmisji Polsatu zobaczyliśmy dwóch dżentelmenów redakcyjnych/ “PS” i Polsat/ bez masek ale w czarnych rękawiczkach, blisko siebie, co wyglądało cudacznie. Rok temu Roberta Lewandowskiego pokonał ku dużemu jego zaskoczeniu Bartosz Zmarzlik po zdobyciu złota mistrzostw świata. Bartosz w ubiegłym roku powtórzył wyczyn i był w gronie ścisłych faworytów. Podium… W tamtym roku zaskoczony był Lewandowski a tym razem Zmarzlik. Jeden z gorzowskich polityków żużla wyraził opinię, że Bartosz nie był zaskoczony. Otóż wyraźnie był, liczył na lepsze miejsce, bo nie lubi przegrywać tak wyraźnie. As żużlowych torów, multimedalista zajął piąte miejsce, to tak jakby na torze przyjechał ostatni. Robert Lewandowski nieco spięty, mimo, że już wcześniej odbierał światowe trofea. Łzy napływały do oczu, nie tylko jemu. Za polsko – bawarskim napastnikiem uplasowała się 19 – letnia odważna księżniczka tenisowych kortów 19 – letnia Iga Świątek w kobaltowej długiej sukni, rozciętej z boku do biodra. Kusiła. Trzeci był Kamil Stoch, który jest gwiazdą skoczni światowych i leci niczym orzeł zakopiański z Zębu. Ląduje i zgarnia szwajcarskie franki. W gronie ekspertów wcześniej trwały rozważania, kto będzie trzeci i głosy klikały pomiędzy Stochem a Zmarzlikiem. Kibice wybrali narty, nie motocykle, niech tak będzie; Kamila nie było tradycyjnie, gdyż zawodnicy skaczą tu i tam, więc trofeum znów odbierała żona, ozdobiona srebrnym diademem, niczym miss Tatr. Opuszczam ten komplet kreacji bez komentarza. Czwarte miejsce/ sic!/ przypadło niepodziewanie rajdowemu kierowcy Kajetanowi Kajetanowiczowi. Zbyt długo opowiadał o sobie, zaś przedstawiający go rajdowy mag, pilot nieprzeciętny Maciej Wisławski opuścił scenę… Zdziwiłem się niepomiernie sukcesem KK. Piąty za Kajetanowiczem dopiero Zmarzlik. Niepojęte! Rajd lepszy od wiraży?! Przedstawiał żużlowca ex-gorzowianin Krzysztof Cegielski, który zafundował mikro-zebranym na sali statystykę sukcesów dwukrotnego mistrza świata i chciał być dowcipny. Bez diademu.

Świetną bez udziwnień mową natomiast popisała się szykowna, szósta na plebiscytowej liście Natalia Maliszewska, mistrzyni w łyżwiarskim short tracku, 25 – letnia brawurowa białostoczczanka, w udanej czarnej sukni, spontanicznie wyrażając swoje przeżycia nagrodzonej. Wzruszająca Natalia, zwyczajna, aż nadzwyczajna, bez dystansu short.

A siódme miejsce zajął… no właśnie… silny jak tur, właściciel mistrzowskiego, światowego pasa UFC, waga półciężka, nokautujący sztukmistrz walk mieszanych MMA –  Jan Błachowicz /ur. 1983/. Pochodzi z Cieszyna, nazywają go… księciem tego zgrabnego miasta. Siódmy, plebiscytowy, czyli Jan Waleczny musi bić się jeszcze skuteczniej, niż w Abu Zabi. Ile można… On też za rajdowcem!

Gala Mistrzów Sportu była pandemicznie obostrzona; dobrze, że w ogóle się odbyła, bo przecież imprezy z gośćmi się nie odbywają, chyba, że Pasterka… A to gala nad gale, na której wybiera się SPORTOWCA ROKU. Robert Lewandowski nr 1, żużel został w tyle, a speedway fest “namieszał” w minionym roku, niemal wzorowo organizacyjnie.

Jak będzie na torach w 2021? Trwa odliczanie do premiery. Prezesi klubów prężą się na portalach, prezentują na FB co tylko mogą, widzimy celebryckie maniery, które codzienność ostro weryfikuje. Jeden z prezesów wierzy niemal w medal Mister Speedway. Taki ładny i gładki. Zgadnijcie kto?

Doświadczenie sportu żużlowego w urządzaniu imprez, kiedy było tak ciężko, zasługuje na wyróżnienie, imprezą roku 2020 na opisywanym przeze mnie 86 Plebiscycie “ PS”, wybrano kolarski samograj Tour de Pologne. Nie przesadzajmy, właśnie polski speedway pokazał, że można w skomplikowanym okresie przeprowadzić rozgrywki ligowe razy trzy! Ponadto być mecenasem mistrzostw świata, Europy. Przykład jawny dla innych sportów, jak uciekać przed wirusem, żeby dojechać do szczęśliwego końca. Zdrowo, w maskach, kaskach, bez limitu środków antycovidowych. Być mistrzem świata ponadto.

Tyle zatem z Gali Mistrzów, gdzie diadem wcale nie skradł show, co niektórzy niby brandowi spece obwieszczali a żona “Lewego” fatalnie spudłowała z metra. Nadal nie opuszcza mnie szczere zdziwienie, jakim “kliknięciem” rajdowiec samochodowy wyprzedził w plebiscytowym labiryncie, nie tylko urodziwą “iskrę” Natalię, mocarnego Księcia Cieszyńskiego i żużlowego Bartosza. Salonowy, objawiony, narodowy cud w stolicy.