Prawdy, fałsze, fantazje: Sir Barry!

Barry_Briggs

Angielski rynek czytelniczy jest wypełniony książkami sportowymi. W 1974 wydawnictwo Hamlyn/ Londyn, Nowy Jork, Sydney, Toronto/ wydaje album pt.”SPEEDWAY and short track racing”/140 zdjęć/ autorstwa popularnego komentatora telewizyjnego/ Sky Sports/ Dave Lanninga. Poznałem go w Chorzowie rok wcześniej, kiedy przyleciał na finał indywidualny mistrzostw świata, który wygrał niespodziewanie Jerzy Szczakiel, przed Nowozelandczykiem Ivanem Maugerem i Zenonem Plechem. Lannnig, przystojny Anglik, wysoki, uśmiechnięty i bez reszty ulegający urokowi speedway’a. Pochodził z Poole, gdzie żużel miał zawsze markę i startowali tam Polacy /m. inn. Antoni Woryna/. W 1975 roku jest finał IMŚ w Londynie na Wembley, no bo gdzie jak nie w świątyni tego sportu, futbolu i gonitw psów. Kultowy stadion, byłem tam trzy razy. Kupuję album Dave Lanninga, proszę o wpis, jeden z rozdziałów poświęcony jest Zenonowi Plechowi. Lannning lubił moich rodaków, zaprzyjaźniliśmy się i widywaliśmy na mistrzostwach świata. Dave rocznik 1938, zmarł pod koniec roku 2016. Jeden z pierwszych rozdziałów efektownego wydawnictwa poświęcony jest Nowozelandczykowi Barry Briggsowi, czterokrotnemu mistrzowi świata, którego też poznałem osobiście w Katowicach w 1973 roku. Brytyjczycy, kochający tradycję, zamawiali zwykle sosnowiecki Novotel.

Miał 18 lat i wystartował w klubie Dons na Wimbledonie, udanie kilkanaście lat potem jeździł w tym londyńskim zespole Edward Jancarz. Barry urodził się w Christchurch, tam gdzie Ivan Mauger i obaj zapisali fantastyczne karty w historii żużla. W 1971 roku w Rybniku przegrali z polską parą w MŚ Andrzejem Wyglendą/ Rybnik/ i Jerzym Szczakielem/ Opole/, nota bene dla każdego zagranicznego radiowego czy telewizyjnego reportera nazwisko opolanina w komentowaniu było wprost męczarnią.

Barry/ Briggo/, to dzisiejszy bohater mojego felietonu. Rocznik 1934, cztery razy zdobywał złoto w indywidualnych MŚ, pierwszy raz w Londynie w 1957 roku, potem za rok znów na Wembley, w 1964 w Goeteborgu, i dwa lata potem też na torze Goeteborga. 18 razy był w finałach indywidualnych MŚ, 6 razy zdobywał mistrzostwo Wielkiej Brytanii, 2 razy był mistrzem swojej ojczyzny. Objechał cały świat, jako zawodnik i jako człowiek po zakończeniu kariery szukający szczęścia w interesach. To on jest właśnie pomysłodawcą deflektorów w motocyklach / wyłapywacze kamieni spod tylnego koła/. Barry był pierwszym, który lansował na świecie, czeską markę Jawa na żużlu. W Japonii przepytał producentów motocykli i próbował ich zainteresować żużlem, bezskutecznie, gdyż Japończyków nie skusiła tak mała produkcja silników. Szkoda. Pamiętam jak Briggo był oczarowany widownią Stadionu Śląskiego w 1973 roku, szczelnie wypełnionymi trybunami. Razem z amerykańskim zapaleńcem żużlowym Harry Oxley’em zorganizował w Los Angeles/ na olimpiadzie w 1932 roku Janusz Kusociński zdobył złoty medal na 10 km/ po raz pierwszy na sztucznym torze stadionu olimpijskiego Memorial Coliseum finał indywidualny MŚ. Turniej/ rok 1982/ miał oprawę w stylu westernu, bo jakże inaczej, z dramaturgią a wygrał Amerykanin Bruce Penhall. Gwiazda na miarę Hollywood. Edward Jancarz/ 10 m./ poleciał na zawody z gorzowskim mechanikiem Edwardem Pilarczykiem a delegatem Międzynarodowej Federacji Motocyklowej był niezapomniany Władysław Pietrzak, najbardziej znany działacz z Polski na forum FIM. Tak to było.

Barry był wszędobylski, Polskę poznał bardzo dobrze, chętnie przyjeżdżał, nie słyszałem, aby kiedykolwiek miał jakieś pretensje; elegancki gość, podobnie jego żona June, która zmarła już dawno. Stanowili szczęśliwą parę z udanymi synami.

W 1976 roku w królewskim pałacu Buckingham Barry otrzymał order MBE, ustanowiony przez króla Jerzego V w 1917 roku; prestiżowe odznaczenie czyli Najwspanialszy Order Imperium Brytyjskiego/ otrzymał także m. inn. słynny polski pianista Ignacy Paderewski/. Motto orderu MBE jest takie: “Za Boga i Imperium”/ For God and the Empire/. W albumie Lanninga jest zdjęcie rodziny Briggsów sprzed pałacu królewskiego, obok June, Barry’ego stoją synowie starszy Gary i Tony. Chłopcy jak malowani, udali się rodzicom. Za Garym dziewczyny szalały, był zgrabnym modelem, ujmującym, reklamował różne produkty, był sympatyczny i uwodzicielski. Młodszy Tony, urodzony/ 1962 w Southampton, “pojechał” śladem słynnego ojca, w finale MŚ juniorów w niemieckim Pocking wywalczył brązowy medal. Zapowiadał się dobrze, niestety podczas zawodów na Antypodach w żużlowej kraksie odniósł/ 1982/ kontuzję kręgów szyjnych, rehabilitował się intensywnie, rodzice na leczenie wydali majątek /o tym kiedy indziej/, wrócił na tor ale już bez iskry, jeździł w drugoligowym Wybrzeżu Gdańsk. Często bywa w Polsce, na Wybrzeżu. Barry jest dumny, bo Tony wprawdzie nie zrobił kariery sportowej wskutek przykrej kontuzji, lecz wymyślił dmuchane bandy, które skutecznie chronią zawodników przed ciężkimi kontuzjami. Tony ma głowę do interesów po ojcu, komunikatywny, lubiany, speedway przyniósł mu splendor i pieniądze.

BRIGGO… dziś już sędziwy multimedalista, obok rodaka Ivana Maugera/ też z orderem MBE/, Szweda Ove Fundina pokolenie mistrzów, którzy mają diamentowe karty/ w sumie 15 złotych medali/ w historii speedway’a. Nowozelandczycy mocni ongiś, dziś mają kadrowy kryzys, tory Wellington, Rotorua, Palmerston North, Christchurch zapomniane, nie ożywiły zainteresowania turnieje incydentalne Grand Prix/ Auckland/. SPORT i jego sukcesy tworzą ludzie, osobowości, charaktery. Brakuje następców Briggsa, Maugera, w pobliskiej Australii jest inna sytuacja, która mimo sukcesów nie pobudza wyobraźni działaczy i kibiców Nowej Zelandii, teraz popularność tego sportu jest tam miłą historią do wspominania.

W okresie polskiej transformacji, wielkiego cudu w polskich klubach, kiedy płacono za punkt 2000 marek niemieckich, był finał na Ullevi w Goeteborgu i boss Zielonej Góry zapowiedział rewanż za ten finał u siebie z główną nagrodą 100 tysięcy dolarów! Briggs senior podszedł do mnie i zapytał, kim jest ten gość i obiecuje taką gigantyczną nagrodę. To był wtedy kompletny szok, bo speedway poza Polską nie miał pieniędzy. – Barry, powiedziałem, dolary można znaleźć w lesie, “nie żartuj ze mną”. Do rewanżu za finał IMŚ nie doszło, ale myślę, że nie z powodu braku kasy a organizacyjnych. Speedway, każdy sport potrzebuje ludzi z tzw. otwartą głową, najlepiej charyzmatycznych, którzy realnie oceniają wydarzenia, analizują, prognozują, bo przeszłość jest historią, ale należy tworzyć nową z perspektywami na rozwój. Światowy speedway potrzebuje ciekawych mistrzów oraz wizjonerów, którzy dadzą aktywny impuls temu sportowi. Takim myślącym człowiekiem był bez wątpienia Barry Briggs, człowiek legenda, niespokojny duch, który zawsze chciał, żeby ten sport był atrakcyjny i lepszy. Briggo królewski.

Adam Jaźwiecki

Nie lubimy siebie…

az234

Żyjemy w czasach okrutnie pogmatwanych i mało ustabilizowanych. Przyglądając się temu, co dzieje się na świecie dochodzimy do wniosku, że wszystko wisi na włosku. Ogromne różnice w poziomie życia wywołują społeczną destabilizację,; z jednej strony ludzie targani są przez nędzę, bezrobocie; z drugiej strony mamy takich, choćby w sporcie, którzy zarabiają milion euro tygodniowo. Szalone dysproporcje powodują animozje i nie brakuje przemocy. Świat nie jest spokojny.

A Polska?

Nagle w mgnieniu oka wysłane maile spowodowały olbrzymi zamęt w instytucjach, szpitalach i doszło do masowych ewakuacji ludzi zagrożonych wybuchami. Straszny kłopot i koszty jeszcze większe. Mamy do czynienia z wybrykiem, który wywołany został kliknięciami komputerów. Strach wyziera raz po raz i tragiczne zdarzenia budzą głębokie refleksje.

Świat jest podzielony, ludzie przestają siebie lubieć.

A Polska jaka jest? Czy my lubimy się?

Krytyczne głosy na łamach, głoszone przez tęgie głowy w radiu i telewizji,  oracje przepojone nienawiścią człowieka do człowieka budzą już nie zdziwienie, lecz odrazę. Eskalacja wypowiedzi nasączonych jadem nienawiści nakręcana jest systematycznie i mocno.

Jak reagujemy zatem w takim szambie słów na krytykę? Na głosy dyskusyjne, na postulaty słuszne mniej czy więcej?! Różnie! Jedni zwyczajnie olewają krytykę i robią swoje dalej wypowiadając opinie niezbyt przychylne pod adresem konstruktorów odmiennych zdań.

Jak jest w polskim żużlu?

Znałem działacza, który zawsze stwierdzał ze złością i przekorą, że nie czyta gazet ani nie słucha tego, co w mediach elektronicznych wypowiadają dziennikarze. Lekceważył do cna wszystkie opinie. Oświadczał, że nie przejmuje się tymi zdaniami. Nie czytał, nie słuchał i nie oglądał a doskonale wiedział o co chodzi. Kłamał. Postponował „z buta“ krytyczne głosy, obojętnie jakie by nie były. Czysty fałsz i pospolite zakłamanie.

Kiedyś mówiono, że nie ma demokracji, szaleje cenzura i brakuje tolerancji, dziś jest demokracja i każdy wali prosto z mostu co mu ślina na język przynosi, bez jakiejkolwiek węwnętrznej cenzury ale i bez taktu oraz elegancji.

A zatem lubimy się czy nie? W tych trudnych czasach budującej się demokracji, europejskości bez granic i sloganów często bez pokrycia. Bez cenzury.

Był czas w polskim żużlu bez krociowych apanaży, chociaż i tak speedway nazywano zawodowym. Dlaczego? Bo oficjalnie mówiło się o wypłatach za zdobyte punkty. W innych sportach „kwitło“ amatorstwo wynagradzane przez fikcyjne zatrudnienie w zakładach pracy. Wszystko było cacy. Takie “misiowate“ towarzystwo.

A dziś? Sponsorzy i reklamodawcy ustalają swój świat sportowego biznesu.

Zawrotne zarobki w żużlowym świecie nie budzą respektu, gdyż w stosunku do piłkarzy czy tenisowego świata są one „drobnymi“ kwotami, biorąc pod uwagę zagrożenie życia w każdym wyścigu i na każdym wirażu. Starzy mistrzowie żużlowego rzemiosła oświadczają: „szkoda, że tak wcześnie urodziliśmy się“, widząc roczne milionowe  zarobki dzisiejszych asów. Pierwszy mistrz świata rodem z Polski Jerzy Szczakiel zarobił na tytule drobny procent tego, co dziś zgarnia mistrz globu.

Czy wielkie pieniądze krążące po świecie i Polsce na żużlowych torach są właściwie wydatkowane?

Czasy się zmieniają i nie można porównywać mistrza Szczakiela z mistrzem Tomaszem Gollobem. Jakże inne czasy, lata:1973 i 2013.

Jak reaguje młodzież na ten nowy świat? Czy jest lepszy? Bez animozji? Życzliwie czy z pogardą, z zawiścią w oczach czy kompromisem…

Mamy zwichrowany, niespokojny świat i polski układ. Z jednej strony wdzierająca się demokracja, która wcale nie jest łatwa i dysproporcje majątkowe, które obnażają słabość systemów panujących na świecie. I w Polsce.

Warto czasem, nawet latem zastanowić się dokąd zmierzamy, z kim i z czym. Jakie mamy autorytety, które są mentorami. Trudny ten tekst, prawda? Inny, wybaczcie. Nie zawsze żyje się punktami, tabelami. Życie w swojej prozie nie jest pozbawione obaw o przyszłość. Wystarczy mail, by zakłócić byt. Wywrócić ład. Wzbudzić nienawiść.

Świat sportu w finansowej karuzeli zatracił proporcje i dzieli apanaże niesprawiedliwie. Ktoś musi nad tym zapanować by nie było kontrowersji, które wywołują burze.

Nadal twierdzę, że w polskim żużlu brakuje autorytetów, które swoim dorobkiem tamowały by wybryki tych, którzy wierzą w potęgę pieniądza. Potrzeba nam ciągle mądrych decyzji i budowania szacunku.

Głosy krytyczne powinne być zrozumiane z ufną wiarą w lepszy żużel. Zadufanie zwykle marnie się kończy. Tak uczy historia.

Kończę kwestią, która dotyczy tasiemcowej walki o indywidualne mistrzostwo świata. Mamy raz po raz krytyczne głosy, jednak nie mamy takich, którzy by mądrze i odważnie powiedzieli stop kilkunastu turniejom. Po co nam taki rozbuchany serial? Niech będzie, lecz bez męki zawodników, z radością dla uczestników po obu stronach bandy. Komercja wzięła kiedyś górę i tak buszuje a inni bezkrytycznie przyklaskują jak to fajnie. Otóż nie. Fajnie nie jest!

Jeszcze jeden ból…Frekwencja na polskich stadionach spada. Dlaczego? Transmisje TV odbierają widownię. Kibic jest uboższy i wygodniejszy więc kiedy ma wybór decyduje się na domowy fotel, swój bar i przekąskę. Znajomy twierdzi, że już za niedługi czas będziemy mieli tylu widzów na stadionach ile Skandynawowie. Oby do tego nie doszło, aczkolwiek na tym zwariowanym, „demokratycznym“ świecie wszystko jest przecież możliwe.

Ale może być inaczej. Pokazali to Janowicz i Kubot na Wimbledonie.

Królewski Wimbledon

Południowy Londyn i trawniki Wimbledonu, zaczął się spektakularny turniej tenisowy ze słynnym deserem czyli truskawkami z bitą śmietaną. Rewia mody na korcie i na trybunach, elegancja śwatowa i słynne gwiazdy sportu, estrady, filmu, polityki. Przed laty na łamach SPORT- u ekscytujące, barwne felietoniki z wydarzeń Wimbledonu pisał dr Jerzy Roha, z zawodu znakomity lekarz, rodem ze Lwowa, dziennikarstwo było jego pasją, a poznałem go przy okazji pobytu na Wembley, gdzie rozgrywano finał indywidualny mistrzostw świata. I tak potem już widywaliśmy się w Londynie co roku na imprezach. Na Wimbledonie był także speedway, drużyna w której startował Edward Jancarz. Nie ma już żużla i nie ma Jancarza, są jednk historyczne korty trawiaste, przystrzyżone po mistrzowsku na których każda wygrana jest prestiżem niemal królewskim. Cudnie, biel trybun, zielono i wspomniane truskawki smakują tam jak nigdzie. Wimbledon jest jak bita śmietana.