Żużloholicy /- holiczki/

buzzaldrin-1280x720

 

Zbadani wirusowo na Covid 19, po kwarantannach, wygłodniali na jazdy jak wilki na owieczki, spragnieni zarabiania. Ścigania, wygrywania, emocji. Adrenaliny, która ładuje każdemu sportowcowi “akumulatory” do życia. Wyselekcjonowana grupa zawodników I ludzi im potrzebnych do imprez jest gotowa z minusowym wynikiem testów. Żużel łapie powietrze na stadionach. Data 12 czerwca jest symboliczna, podobna niemal pierwszemu krokowi człowieka na Księżycu. Zostawmy jednak wszechświat, spadnijmy na ziemię. Jeszcze w rezerwie “drzemie” armia kibiców, żużloholików,  – holiczek dodam, bo speedway uwielbiany jest przez płeć, która od zarania dziejów podnieca mężczyzn. Na razie w Polsce trwa popuszczanie rygorów związanych z zakażeniami, znikają maseczki, choć prawdę mówiąc trzymajmy je w pogotowiu. To samo rękawiczki, bo wirus jeszcze nie odleciał, krąży zdradliwie jak zaraza, więc lepiej ręce mieć czyste jak łza. I odkażone. Kibice zasiądą przed telewizorami, muszą uzbroić się w cierpliwość, na pewno określona przepisami liczba fanów będzie wcześniej czy później wpuszczona na stadiony. Piłkarze już otworzyli boiska po pandemii, zagrali mecze przy pustych trybunach, smutnie karuzela zakręciła interesem.

SPEEDWAY. Polska w ostatnich latach jako “matka” ligowej egzystencji elity światowej a raczej europejskiej, przejęła postpandemiczne obowiązki uruchomienia spirali. Jak będzie przebiegać ten proces pokaże czas, bo do tej pory nie było takiego przypadku. Wirus wywołał balans wszystkimi elementami sportu, jego przygotowań, przebiegu imprez. Teatr bez widzów jest lustrem księżycowego krajobrazu. Czekamy na pomysły przejściowe, chyba/ ?!/ nie brakuje ludziom odpowiedzialnym za speedway inwencji/?!/. W następnym felietonie o dziwnej zapaści międzynarodowych władz a FIM istnieje od 1904 roku! Zaćmy warto leczyć. Resetować tradycje póki nie jest za późno.

PREMIERA sezonu zwykle miała miejsce wczesną wiosną, bywały lekkie opóźnienia, gdy zima robiła psikusy, jednak ocieplenie globalne powodowało w ostatnich latach dotrzymywanie terminów kalendarzowych. Gdzie marzec a gdzie czerwiec? Epidemia wyrzuciła brutalnie za burtę wszystko, co było przyzwyczajeniem, normalnością w życiu na planecie. Kilka miesięcy trwogi zrobiło wyłomy, które wcześniej czy poźniej dotkną poszczególne sektory naszego życia. W tym sportu także, vide kłopoty finansowe takiej potęgi jak Boska Barcelona. Kontrakty reklamowe, umowy medialne weryfikuje pieniądz. Gospodarka światowa wpadła w potężny dół. Każdy ma swoje problemy, nadchodzą jak tajfuny, prognozy trzeba rozważać i ustalać warianty. Podziwiam optymizm niektórych bossów, którzy jakby zamknięci w swoim kokonie nie widzą jutra i pojutrza. Sport finansowo już dawno zdziczał, kontrakty gwiazd np. futbolowych wyśrubowane zostały niebotycznie. Milion euro tygodniowo jest gażą normalną? Z jednej strony mamy świat umierających dzieci z głodu, z drugiej szaleństwa kontraktowe klubów. Bez dostrzegania realiów a ludzie chętnie korzystają w rozbiórce sejfów. Jest ogromna różnica między bramkarzem, piłkarzem obojętnie jakiej funkcji na boisku a zawodnikiem sportów samochodowych, motorowych. Speedway jest ryzykiem, ekstremalnymi wyścigami, które mogą być przerwane nagle wypadkiem skutkującym kalectwem, ba! Utratą życia. Piłkarz w każdej chwili może zagrać źle, bo czuje się słabo, być sfaulowanym brutalnie i długo rehabilitować. Prawda oczywista, druga potężniejsza jest taka, że na torze w walce gladiatorów bez faulu a przypadkiem złego losu karambol lokuje zawodnika w życiowej klatce nieszczęścia. Relacje finansowe pomiędzy asem piłkarskim i nie koniecznie gwiazdorem a wybitnym naukowcem, badaczem i także sportowcem ścigającym się na torze samochodowym, żużlowym jest przepaścią. Czy okres pandemii jest w stanie wyrównać niesprawiedliwość sportowych kontraktów? Wątpię. Za mało nieszczęścia dla rutyny zachowań. Przykłady grymaszenia niektórych, nielicznych zawodników w żużlu na polskiej scenie były niewinne. “Trudne dziecko” z Unii Leszno Piotr Pawlicki jr. ma charakter, który nie pozwala mu na akceptację narzuconych opcji. Dlatego mimo różnych wad, dostrzegam u niego zalety. Wolę z nim stracić, niż z innym zyskać. Zostawmy go w spokoju, wkrótce pokaże co potrafi, Dariusz Ostafiński ma Pawlickiemu jr. sporo do zarzucenia. Nie znam się z szefem żużla “Sportowych Faktów”, jak ongiś z jego ojcem, świetnym piłkarzem/ stoper/, reprezentantem Polski, Marianem/ur.1946, Przemyśl/, który często bywał w redakcji  “Sportu”, gdzie pracowałem, namawiam więc czasem do tolerancji, choć też nie toleruję wybryków w sporcie. Ostatnio ze smutkiem przyjąłem zatrzymanie w sprawie kradzieży lux auta, byłego zawodnika Falubazu Zielona Góra. Ten klub ma pecha do kryminalnych wokand, przypomnę sprzed lat zabójstwo człowieka/też chodziło o auto/ dwóch żużlowców tego klubu, ponadto tamże przykre samobójstwo jednego z talentów. Speedway, raz po raz, nie jest pozbawiony sądowych wyroków, rybnicki niedawny ”wyczyn” byłej gwiazdy, także “fantazja” byłego weterana, robią rysy i potwierdzają zarazem, że zawodnicy są podatni na rozmaite “słabości”. Życie potrafi zaboleć… Najgorsze, kiedy na własne życzenie.

– Głupota bywa hurtowa a mądrość detaliczna, jak napisała polska noblistka Wisława Szymborska. Popatrzmy wokół, posłuchajmy…

No a za kilkanaście dni mamy wreszcie start najlepszych polskich ligowców. Jak wypadnie premiera? Będzie dobrze, tak myślę, zawiruje ruletka, jednak pełnia radości zapanuje, gdy na stadionach “rozstawieni” kibice będą dopingować swoich ulubieńców. Na polski rachunek w determinacji koniecznych obostrzeń i tak będzie dużo więcej żużloholików – czek, niż gdzie indziej poza polskim krajobrazem. Taki nasz spleen.