Dobruszek wybrał Danutę

Raz po raz czytam książki, kupuję, niektóre przeglądam i odkładam na bok. Świat sportowych książek jest specyficzny, nie opisuje raczej zdarzeń a głównie bohaterów aren. Kibice uwielbiają statystyczne zestawienia, bardzo potrzebne, lecz mnie nudzą, bo wolę w ten obszar zajrzeć dzięki internetowi. O właśnie, internet wtargnął mocno w przestrzeń zainteresowań kibiców i mają na ekranach co tylko zapragną. Niesamowity świat, który przybliżył historię, poznawczo zbratał się z nami już chyba na zawsze. Przed laty książki sportowe w Polsce były rarytasem, istniało bodaj tylko jedno wydawnictwo, które zmonopolizowało rynek, choć zdarzały się wyjątki i mieliśmy książki na chwałę czempionów. Było tego jednak zbyt mało. Czesi wydawali o wiele więcej i zawsze kiedy impreza rzuciła mnie w ten rejon przeglądałem z ciekawością wydawnicze hity, językowo bliskie. Gorzej było z Węgrami, oni chyba jeszcze więcej wydawali książek sportowych od Czechów. Kiedyś miałem okazję kupić „ciepłą“ wydawniczo pozycję o legendarnym piłkarzu Puskasie. Kolega z redakcji, hungarysta, poźniejszy sędzia i prezes PZPN przetłumaczył i została w odcinkach publikowana na łamach „ Sportu“. O brytyjskim sportowym rynku wydawniczym wspominam z wielką zazdrością, bo tam jest tego tyle, że wylatuje z witryn. Zostawmy na boku ich ocenę literacką, nie o to chodzi. Liczą się fakty, dokumentacja, zdjęcia. Skandynawowie mają urozmaicony dorobek sportowego koszyka książkowego, zaś Amerykanie publikują w nakładach tyle ile Europie się nie śni. A mnie się śni nie tylko wydawanie ale i dystrybucja, i… popyt.

No i tak zabrnąłem w kozi zaułek, bo statystycznie Polak czyta rocznie bardzo mało, wstydliwie śladowo i chyba branżowe publikacje mają największe szanse. Hobby i pasja biorą górę, lecz mimo wszystko i nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Taki kiepski rynek. Interenet wciąż połyka czytelnika i kusi ofertami. Co robić? Z E –bookami?

Przed laty żużlowe środowisko było wydawniczo wyraźnie na cenzurowanym, nie wiem dlaczego ale o ile sięgnę pamięcią, to na palcach dwóch rąk można policzyć pozycje, które traktowały speedway. A w Anglii, Skandynawii? Angielska machina napędzana przez „Speedway Star“ i np. Petera Oakesa może być wzorem do naśladowania. Mam kilkanaście pozycji, cennych i często je przeglądam. Wielcy zawodnicy zjeżdżali z torów i mieli od razu w rękach kompedium swojej kariery. Wartość bezcenna dla hobbystow, kolekcjonerów. Wiem coś na ten temat. Sam piszę i coś tam mi wydają, choć nie tylko żużlowe przeżycia, bo nie tylko samym sportem żyję.

Co było dawniej odeszło jednak w niepamięć. Nowe czasy uruchomiły wyobraźnię i ambicje, stworzyły warunki do „kupowania“ fanów. I takim wydawcą jest skromny dziennikarz i redaktor Wiesław Dobruszek z Leszna, miasta, które żużlem żyje a jego sławę podał światu Alfred Smoczyk. Unia Leszno kojarzy się z żużlem jak jezioro z wodą. I jeszcze wydawany jest tam jedyny w swoim rodzaju „Tygodnik Żużlowy“. Dopełnię reszty, kiedy podam, że w tej redakcji pracuje od wielu lat Wiesław Dobruszek. I tam zainicjował wydawniczą karierę „Ligą Polską“, pod auspicjami AWA PRESS/ TŻ/. Z Unią Leszno wydał cenną pozycję „ Pół wieku Memoriału Alfreda Smoczyka“, jakże mogło być inaczej. Dobruszek wtedy już połknął bakcyla wydawniczego;  „nauczyłem się sporo“ jak powiedział, „przy tych pierwszych pracach“, choć nie był żółtodzióbem. Z jednej strony była praca redakcyjna w „TŻ“, z drugiej myślenie i praca nad tym co wydać dla czytelników – fanów żużlowych na amen.

Od 2003 roku powstała firma wydawnicza „Danuta“, bo takie imię ma żona Wiesława. Wybrał nazwę firmy sam czy żona? Nie pytałem, w każdym razie mezaliansu w tym nie widzę, tylko normalność w celu spełnienia ambicji i sprawienia satysfakcji kibicom.  „Żeby jeszcze więcej kupowali“ wzdycha Wiesław. Pocieszam, że to bolączka wszystkich wydawców, przecież nie tak dawno katowicki „Videograf“ wydał mi żużlowe refleksje pt. „Szybkość nie wybacza nikomu“, co zeznaję przy okazji. Skręcam jednak do Dobruszka i jego DANUTY.

Hitowe było „Żużlowe ABC“, w sumie 10 tomów. Bardzo fajna rzecz. „Asy żużlowych torów“, to osiem tomów, w tym cztery autorstwa bossa DANUTY. Co dalej? „Żużlowe mistrzostwa“, to siedem pozycji, które spłodził Dobruszek. Trzy pozycje w cyklu „Żużlowcy znani i lubiani“, też cenna. Tak prawdę mówiąc nie ma tutaj pomysłów chybionych, np. „Żużlowy leksykon ligowy“. Wiesław Dobruszek wydał w sumie 30 pozycji żużlowych, w tym 26 napisał sam. Na rynku brytyjskim czy amerykańskim byłby chyba krezusem, mieszka jednak w Polsce.

Mimo słabego rynku wydawniczego w sporcie przed laty, dziś wprawdzie jest inaczej, jednak czasy tak się zmieniły, że potrzeby czytelnicze potaniały niemiłosiernie. Paradoksy. Wiesław Dobruszek i jego DANUTA bynajmniej nie mają zamiaru rezygnować ze swoich planów i ambicji wydawniczych chować za regał.

Żużlowe książki sygnowane przez Dobruszka mają swoją renomę i każdy kibic ich poszukuje by mieć na półce. To branżowe egzemplarze, więc z nakładem nie ma szaleństwa, co jest rzeczą normalną w biznesie nie rozpasanym przez kapitał. Liczy się każda złotówka, nie… ważona w funtach.

Dość na razie o książkach, które dotyczą żużla, kupujcie je i czytajcie, a ja biorę do ręki ulubionego Hrabala i kiedy chcę sobie poprawić humor czytam o choćby takie opowiadania jak „ Obsługiwałem angielskiego króla“ czy “Jak to zostałem milionerem“. Nawet czytelniczy monopol czasami szkodzi, wierzcie mi, więc trochę tego, trochę tamtego, no i zawsze w lewo.

Marian Lichtman: Żużlowy Trubadur

Z wielką radością przeczytałem te słowa – dziękuję Marian!

Z Adamem poznaliśmy się pod koniec lat 60. To on zaprosił nas, Trubadurów, i Marylę Rodowicz na jubileuszowy koncert „Dziennika Zachodniego” (w 1970 roku). Oklaskiwał nas wówczas Edward Gierek, panujący nad regionem i Polską. Pamiętam, że poprosił nas w Domu Prasy, abyśmy grali ciszej. Tak też się stało, choć graliśmy ostro w komplecie (jeszcze wtedy z Krzysztofem Krawczykiem) i się podobało. Nagraliśmy piosenkę dla górników, zawsze przyjmowano nas serdecznie. Adam pokazał nam Katowice i Śląsk, także żużel, który uwielbia od lat. Przyjeżdżaliśmy wielokrotnie do Katowic i rozmawialiśmy nie tylko o muzyce, sporcie, było co zjeść i wypić. Bywają różne znajomości, nasza jest długa i bez „Wysokie płoty tato grodził…”.

Cenię Adama za jego profesjonalizm dziennikarza, komentatora, felietonisty, poety, znawcy sportu, muzyki i życia na serio z fantazją. Mieszkam w Danii i wiem, że Skandynawowie uważają polską ligę żużlową za najlepszą na świecie. Niniejsza książka Adama na pewno przybliży żużel nie tylko tym, którzy tak bezgranicznie kochają ten sport.

Polecam więc i trzymam kciuki za Adama!

Marian Lichtman, członek zespołu Trubadurzy

Szybkość nie wybacza nikomu – nowa książka już za tydzień!

Już za tydzień dostępna dla wszystkich moja nowa publikacja. Dzisiaj, tytułem zapowiedzi, fragment wstępu…

Jeździłem z ekipami żużlowymi, obsługiwałem finały światowe od londyńskiego Wembley, przez Goeteborg, Monachium, do Katowic. Nazbierało się dużo wspomnień. Nie jestem z tych, którzy by je chowali pod dywan. Były turnieje dramatyczne, smutne i radosne. Polski speedway przeżywał różne koleje losu: raz pod wozem, raz na wozie.

Obecność polskich kibiców tam, gdzie dzieją się najważniejsze wydarzenia rangi światowej, jest znacząca. Biało-czerwone barwy są mocnym akcentem. Widać to również na zdjęciach w tej książce, których autorem jest Wiesław Ruhnke. W Polsce w ligowych rozgrywkach bierze udział światowa elita, a frekwencja na widowni jest imponująca. Adrenalina sięga zenitu. „To działa jak afrodyzjak” — mówią bywalcy stadionów. Żużel oglądany jest chętnie przez kobiety, na zawody przychodzą też całe rodziny. Polscy działacze organizują prestiżowe imprezy na wysokim poziomie i, nie tylko za sprawą Tomasza Golloba, coraz bardziej liczymy się na żużlowych torach.

Jestem recenzentem i świadkiem wydarzeń, skrzętnie odnotowuję to, co miłe i gorzkie. „Czarny sport”, jak nazywany jest speedway, w swojej szybkości czterech okrążeń ma dramaturgię często tragiczną, bo przecież szybkość nie wybacza nikomu.