15 maja, godz.19.00, anno…

Processed with VSCO with l2 preset

Nie jest dobrze. A musi być? Życie zaskakuje, przewraca, stawia też na nogi. Polski speedway uratował mini globalny żużel w mijającym roku. Zaplanowano, wykonano. Działacze spod biało – czerwonej flagi ściągnęli zagranicznych zawodników, dali im chleb i desery. Na początku było lekkie fikanie niektórych żużlowców, przyzwyczajonych do grubego podpisu za kontrakt i punkty. Nic za darmo, zwłaszcza, że nadeszło nagle pandemiczne tsunami. Ogarnęło świat, zabrało bliskich, dalszych, wywróciło rytm życia, wprowadziło do głów strach przed koronawirusem. Lekceważenie wirusów kosztuje życie, nie wszyscy niestety zdają sobie z tego sprawę. Mam na myśli głównie Polskę.

Żużel w kraju nad Wisłą obronił pozycję ale czy wzmocnił międzynarodową? Mam wątpliwości, obserwuję/ i obracam ten temat/ od lat zjawisko “polskiego robotnika żużlowego”. Taki przysłowiowy “hydraulik” od organizacji imprez udanych jest działacz rodem z Polski. Przygotowano plan uruchomienia wpierw rozgrywek Ekstraligi z pełnym reżimem sanitarnym i ten rygor był przykładny dla innych. Dojechano do finału, w którym zasłużony dla naszego żużla /taka Barcelona na kółkach dwóch/ Unia Leszno, zdobyła czwarty tytuł mistrzowski z rzędu, wyczyn extra, styl do oklaskiwania i naśladowania. Team Piotra Barona pędzi, taranuje, panuje atmosfera prawie familijna. Alfred Smoczyk, a jego imienia jest stadion może być dumny ze swoich ziomali.

Sezon anno 2020 zaliczony, jeszcze na jego koniec władze międzynarodowe wepchnęły kolanem SoN do Lublina, bo gdzie, jak nie do Polski? Nikt nie chciał zrobić, twór dziwny, nie ma ekscytacji. Jest tylko statystyka. A nie ma takiego na tym zwariowanym świecie, który jest jasnowidzem i ogłosi, kiedy ten przeklęty koronawirus przestanie niszczyć ludzi. Dziwię się, że kluby już w amoku zawierają kontrakty jakby świat się walił, czyj to jest interes? A może warto dogadać się zespołowo i zamknąć ten transferowy kojec dopiero na początku roku, z końcem stycznia? Trwa eskalacja najmu na oślep, żeby już, mocarstwowo. Podobnie było ongiś z podkupywaniem turniejów serialu Grand Prix. Panie i panowie, jeśli wszystko będzie polskie, może stać się nudne. Na razie nie ma żadnej dyskusji, swoista dyktatura: MY albo NIKT? Chyba potrzeba więcej kobiet w klubowych działaniach, funkcyjnych, same chłopy, tylko dziewczyny pod taśmami startowymi za mało a kto się tak boi?

Zastanawiam się/ a jesień niejako zmusza/, nad kalendarzem międzynarodowym, z serialem GP na przodzie. Pierwsza sztandarowa impreza w Warszawie roku 2020 była przekładana, ostatecznie z terminu majowego wyszły konopie. Podano datę nową 15 maja 2021, godzina 19. Godzina tradycyjna dla GP, miesiąc także a rok? Już gorzej… Na razie na Stadionie Narodowym jest urządzony covidovy szpital, 300-500 łóżek a może być 1.500 i więcej. Sytuacja ekstremalna, nie wiemy jak potoczy się pandemia, na razie atak wirusa drugą falą jest groźniejszy, niż na wiosnę, zaś przepowiednie nie są optymistyczne, więc majowa data GP w polskiej stolicy staje się mrzonką – mamy szpital narodowy. Optymiści zaślepieni żużlowo nie widzą problemów… Na pewno farsy nie będzie.  W uciekającym roku dużo prestiżowych imprez w różnych sportach odbywała się bez udziału publiczności. Sytuacja globalnie jest poważna, czas szybko leci, jeszcze szybciej rozszerza się moc pandemii. Zjawisko niebezpieczne w swojej istocie.

Warszawa jest w przyszłym roku zaznaczona jako otwarcie serialu GP; mądre głowy niech myślą z wyobraźnią wyostrzoną, jak skonstruować kalendarium międzynarodowe. Uważam, że tym samym tokiem myślenia powinny podążać polskie władze motorowe. Rzecz w tym, by nie myśleć górnolotnie a raczej przymierzyć się do zestawu imprez koniecznych i zrealizować plan, łatwiej wcześniej odłożyć, gorzej rezygnować, a najlepiej racjonalnie zresetować swoje wizje. Zdrowie z jednej strony, z drugiej kalendarz imprez niezbędnych. Teraz polski speedway vel światowy organizacyjnie zdał egzamin, okazał się sprawny, empatyczny, lecz nie doskonałością absolutną.

Urządzanie na siłę igrzysk nie bardzo się udaje, pierwsza połowa tego sezonu była lepsza, naładowana animuszem, potem od sierpnia atmosfera zaczęła siadać, przyszło znużenie transmisjami, bo prawie codziennie mecz albo turniej.

Opieram się na tym co widzę, słyszę a także analizuję prognozy związane z pandemią. Owszem potrzebne gorące serce, lecz I otwarta, zimna głowa.

Zastanawiam się ciągle nad tym, co międzynarodowe władze zrobią dalej ze swoistym lockdownem żużlowym i gniazdem dobroci dla tego sportu, jakie funduje polska strona,  warto pamiętać, że nie jesteśmy kolonią FIM/BSI. Zresztą dzierżawa angielska wygaśnie już nie długo. Jeszcze jest… FIM powinien planować, jak ratować żużel gdzie indziej. Nie mam złudzeń, że nadal polskie ligi będą “Eldorado”. Co by zrobili Australijczycy, gdyby nie polska gościnność? Pandemia prostuje kontrakty, kryzys gospodarczy światowy uderzy. Na razie kiedy docierają do mnie sygnały o kompletowaniu teamów, mam wrażenie jakby nic się nie stało… A przyszły rok nie będzie łatwiejszy, on wyznaczy perspektywę następnego i kto buja w obłokach, może boleśnie spaść, bez otwartego “spadochronu”. Konkretna dewiza to przetrwanie…

Bartosz Zmarzlik jest gwiazdą żużla nie tylko w Polsce, również symptomem nowej ery na świecie tego sportu. W ogóle postacią sportową, która budzi szacunek. Obok niego /tak, tak/ rosną dzięki naszym ligom konkurenci zagraniczni. Zaskakuje ofensywa australijskich młodzieńców, którzy jak kangury skaczą fantastycznie. W końcu tam narodził się speedway. Talenty. Są też zwiastuny niemieckie, inne… Speedway nie jest sportem pokaźnym, ma swój obszar i granice, wymaga umiejętności lokowania funduszy oraz trafionych decyzji. Rzecz w tym by nie został tylko w polskiej przestrzeni, bo wtedy ten globalny zaniknie. Prezesom klubów, sternikom wyższej rangi radzę mieć lód pod ręką oraz wizję nieco dalszą, niż płot swojego ogrodu. Speedway prowincjonalny, zanurzony w swoim sosie będzie zużytym scenariuszem dla fanów. O nich trzeba również walczyć, bez nich widowiska są smutnym, szarym obrazem. Większość kibiców została w domach, przyzwyczaiła się do wygody, do mniejszych wydatków, oni oczekują od telewizyjnych nośników bogatej wiedzy, urozmaicenia, większego i atrakcyjnego przekazu informacji  w komentarzach. Czas pandemii weryfikuje każdego z nas, zawodników, działaczy, reporterów także, bo już nie będzie tak, jak było. A kto myślał jeszcze nie tak dawno, że Stadion Narodowy będzie… polowym szpitalem narodowym? W maju… hm, zielony miesiąc i zwykle pachną bzy.

WARSZAWA, PRAGA = grand majówka

10d32a56f998f1eabbf111836a52dd94

No to zaczyna się żużlowa „trasa koncertowa“ w wykonaniu uczestników indywidualnych mistrzostw świata, pod szyldem Grand Prix. Premiera majowa nr 1 odbędzie się na PGE Stadionie Narodowym w WARSZAWIE 12 maja, potem kolejna w PRADZE 26 maja. Wpierw na sztucznym torze, który rok temu został starannie przygotowany, przy komplecie widzów. Narodowy wytrzymał napięcie, organizatorzy i uczestnicy, jednak Polak nie wygrał, choć biało – czerwoni mieli liczebną przewagę. Zabawa była świetna, maszyna startowa nie zawodziła, nawierzchnia pozwalała na mijanki. SUPER. Stadion Narodowy zaraz na początku maja został sponiewierany w czasie piłkarskiego finału Pucharu Polski, murawa zaśmiecona racami, jedna nawet poszybowała pod kopułę, teren został zadymiony i mecz pomiędzy stołeczną Legią a gdańską Arką był przerywany, bo nie można było zobaczyć piłki a ona w futbolu jest kopana kto jej dopadnie. Kibole piłkarscy są nie do zdarcia, nawet kiedy szefem polskiej piłki nożnej jest superman Zbigniew Boniek. Sprawa jest prokuratorska na amen a jak się zakończy owiana jest na razie dymem. Różnica pomiędzy kibicami żużlowymi a piłkarskimi jest taka, jak pomiędzy szybkim samochodem a wozem drabiniastym. Nie tak dawno byłem na meczu w Częstochowie, gdzie miejscowi Ekstraligowi włókniarze pokonali wrocławską ekipę Sparty. W komplecie widzów siedziały rodziny z dziećmi, które jeszcze nie wymawiają słowa żużel. Bezpiecznie i tak jest na speedway‘u nie tylko pod Jasną Górą. Przykład żużlowych turniejów i meczów z rodzinną atmosferą nie jest kopiowany, niestety.

Jak to się dzieje, że kiedy wchodzę na stadion, a bywam nie tylko na żużlu, ochrona sprawdza mnie prawie jak na lotnisku w Nowym Jorku. A tu proszę mimo obmacywania race zostały wniesione, więc jakim fortelem? Dym na Narodowym był gęsty jak mgła w najgorszym wydaniu. Zakopcony stadion wywietrzy się na szczęście do 12 maja i będzie wizja. Co prawda motocykle żużlowe też kopcą, lecz nie tak jak bateria rac. DOŚĆ już fajerwerków na stadionach i pora na odsiadki przymusowe dla tych, co zadymiają.

SPEEDWAY w Warszawie wiosną staje się już tradycją i kibice chętnie przyjeżdżają do stolicy z całego kraju. Spodziewają się zwykle triumfu POLAKA, bo przyjemnie jest wysłuchać hymnu narodowego na… Narodowym. Symbolika. Ale, ale…

Utrzymujący się w znakomitej formie Szwed Fredrik LINDGREN wygrywa wyścigi w stylu niemal kosmicznym. Kto mu zagrozi, kto pokona szybkiego, doświadczonego Szweda? Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik? Jeszcze mamy na flance Macieja Janowskiego, debiutanta Przemysława Pawlickiego i z „dziką kartą“ Krzysztofa Kasprzaka, który dostał duży kredyt zaufania, wszak ma na koncie srebrny medal mistrzostw świata, po którym niestety dostał przykrej zadyszki. Pora najwyższa na zresetowanie tego, co niedobre. Rezerwowymi są młodzi: Maks Drabik i Bartosz Smektała.

Turniej w Warszawie otworzy długi wyścig po mistrzostwo świata, wprawdzie finał jesienny będzie miał miejsce w TORUNIU, lecz nie odbierając chwały temu miastu, stolica Polski dałaby radę na przygotowanie zakończenia sezonu, spinając klamrą serial turniejów GRAND PRIX. A Toruń mógłby mieć imprezę w innym terminie, zwłaszcza, że właściciele serialu MŚ nie mają za dużo ofert na organizację GP.

PREMIERY mają to do siebie, że przynoszą niespodzianki a sport nie znosi rutyny, dlatego funduje zaskakujące rozstrzygnięcia i ten walor przyciąga, magnesuje, fascynuje bez granic kibiców na świecie.

HISTORIA Grand Prix sięga 1995 roku, pierwszy turniej we WROCŁAWIU wygrał Tomasz Gollob, który na obszarach tych imprez zostawił dużo wspaniałych wspomnień; rozkochał nie tylko polskich fanów. Ubiegłoroczny turniej w stolicy zakończył się triumfem wspomnianego Lindgrena, który przy takich osiągach na polskich torach znów ma szansę udowodnić wyższość w elicie światowej. Czy tak będzie? Szwed wygrał w Goeteborgu w 2012 turniej GP, jednak nie zbliżał się w karierze do podium mistrzostw świata. Stabilny w miarę, ma szybkie motocykle i doświadczenie, błyszczy w barwach częstochowskiego Włókniarza i tolerują go przy okazji psy trenera Marka Cieślaka.

Tytularnym sponsorem warszawskiej bitwy jest firma BOLL z Zielonej Góry, która działa w branży samochodowej a dominującym kolorem tej marki jest zieleń. Sędziuje na Powiślu Duńczyk Jesper Steentoft, który nie jest kryształowym arbitrem. Prezydentem Jury Międzynarodowej Federacji Motocyklowej – Włoch Armando CASTAGNA, który szefuje światowemu żużlowi jeszcze i nie wiadomo jak długo.

Tor ma 274,21 m, rekord 54,34 sek. wykręcił Amerykanin Greg Hancock podczas GP w 2016 roku, myślę, że może być pobity, bo towarszystwo ma coraz szybsze motory. W historii GP w Warszawie w 2015 roku zwyciężył Słoweniec Matej ŻAGAR, jemu dobrze tam się jeździ, rok później był trzeci a wygrał Tai Woffinden, angielska reklama totalnego tatuażu. W 2017 Fredrik LINDGREN nad Wisłą był najszybszy i co to oznacza teraz? Maciej Janowski był drugi a trzeci przyszły mistrz świata Australijczyk Jason Doyle. Działo się, oj działo a kibiców ponad 50 tysięcy. Mocna atmosfera. STADION NARODOWY jest elegancką areną dla żużla, organizatorzy zapomnieli już wpadkę z torem a jak będzie tym razem? Jak się nie przewrócisz, to nie nauczysz.

Majowa premiera jawi się prawdziwie ekscytująco. Następnie będziemy mieli na naturalnym torze 26 maja Grand Prix Czech w PRADZE na Markete. Firmuje ten turniej turecka oponiarska firma ANLAS, która niespodziewanie podpisała na trzy lata kontrakt z organizatorami BSI/GP i dostarczać będzie opon dla uczestników ścigania się o mistrzostwo świata. TURKÓW w przestrzeni żużlowej jeszcze nie mieliśmy; „po drodze“ firmują oni GP w Pradze. Eray Sayci dyrektor zarządzający Anlasem twierdzi, że towar nie zawiedzie, gdyż wsłuchiwali się w opinie zawodników. Ano zobaczymy.

WARSZAWA i PRAGA na początek, dwa różne stadiony, tory przede wszystkim, ale stawka jednakowa i uczestnicy z cenzusem. Do Pragi wrócę po Warszawie, nad WEŁTAWĄ mówią, że jeśli nad WISŁĄ wygra POLAK, to Czesi będą mieli plochą drahę z kompletem widzów i Marketa będzie biało – czerwony.

No dobrze, ale co zrobić z rozpędzonym fantastycznie Frederikiem Lindgrenem? Może pięcioosobowa polska husaria zatrzyma szwedzki „potop“? Byłoby hucznie i radośnie.

Foto: Monsterenergy

Koncert na Narodowym i Chopin w Łazienkach

 

Zrzut ekranu 2017-05-28 o 12.29.28Stolica, to stolica. Warszawa. Bogaty weekend. W sobotę szczyt speedway’owski na Stadionie Narodowym, następnego dnia piłkarze Legii rozgromili Termalikę a romantyczny hymn legionistów “Sen o Warszawie” w ten słoneczny dzień leciał daleko z Łazienkowskiej, w tym mniej więcej czasie słuchałem w pełni słońca, przy pokaźnym audytorium koncertu chopinowskiego pod pomnikiem kompozytora w Łazienkach.

Co było najlepsze? Speedway i Chopin, i myślę, że za taki wybór nikt mi nie dokopie.

Stadion Narodowy, sportowa bombonierka na Powiślu. Korki dojazdowe nieziemskie, drugi turniej z tegorocznego serialu Grand Prix. Pierwszy odbył się na naturalnym torze w słoweńskim Krsku. Z układanymi torami bywają trudności i wymagają one kunsztu. Narodowy ma dach, zakrył niebo, otworzył widowisko na długo do pamiętania. Spotykam Adama Olkowicza, który był guru przy piłkarskim Euro 2012 a stadion odsłonił wtedy swoje oblicze. Adam może być dumny, ale to skromny człowiek. Warszawska Grand Prix ma swoją historię, organizatorzy wyciągnęli wszystkie wnioski i stworzyli żużlowy koncert na 274 metrowym torze, na widowni prawie 50 tysięcznej. Były szef światowego żużla Norweg Roy Otto przyleciał nad Wisłę, obok niego działacz węgierski Janos Nadasdi, który długo działał na forum żużlowym, choć dużo mu zawdzięczaja rodacy przy promocji wyścigów F – 1 na torze pod Budapesztem. Na imprezie było pokaźne grono działaczy, byli rozmaici celebryci i byli kibice, którzy zobaczyli świetne wyścigi. Spektakl off Broadway nad Wisłą.

Polacy nie wygrali, niektórzy z nich byli zawiedzeni. Nie dziwię się, mogli zdominować podium. Zwyciężył szybki jak rakieta Szwed Fredrik Lindgren, który w finale ograł Macieja Janowskiego, jednego z pięciu polskich zawodników. Kosmicznie “latał i obijał” się o bandy Bartosz Zmarzlik; chciał wygrać wszystko, ostatecznie nie pojechał w finale. Bracia Pawliccy: Piotr i z “dziką kartą” starszy od niego Przemysław byli nierówni, wprost przeciwnie do niemal idealnej nawierzchni toru wypracowanego przez trzykrotnego mistrza świata Duńczyka Ole Olsena, korzystającego z podpowiedzi nie tylko Zenona Plecha. W poprzednim turnieju w Krsku Patryk Dudek był trzeci, tym razem zabrakło mu dojazdu do finału. Lindgrenowi przygotował silnik ”zegarkowy” Szwajcar Marcel Gerhard, który specjalizował się w jazdach na długim torze i był mistrzem świata, silnik jak gazela a zawodnik mocno doświadczony. Jest w gronie kandydatów do tytułu mistrza świata. Anglik Tai Woffinden, który ma ciało wytatuowane od stop po szyję, jeszcze nie złapał rytmu, potrafi i jeszcze pokaże, gdzie należy nosić kolczyk a lubi je mieć. Warszawska Grand Prix była wielkim sygnałem dla ikon światowego żużla czyli trzykrotnego mistrza świata Duńczyka Nickiego Pedersena oraz czterokrotnego mistrza globu Amerykanina Grega Hancocka. Nie liczę lat, Jankes ma 46. Jeszcze chce, jeszcze i jeszcze ale jak długo można? Filozofia sportowców z żelaza bywa refleksyjna, gdyż albo odchodzi się ze sceny w glorii, albo goni rozpaczliwie uciekającą młodzież. Zarówno Nicki, jak i Greg mają medale, rutynę, ambicje nie wygasają i na pewno nie odpuszczą, potrafią jeszcze pogonić młodszych rywali, jednak dostają sygnały, że udany koniec wieńczy dzieło.

Oglądanie pleców jest miłe, lecz dotyczy raczej płci pięknej. Podprowadzające na starcie   urodziwe panie ubrane seksownie w obcisłą czerń nie były obojętne wzrokiem, poruszały się, jak na wybiegu modelki a maszyna startowa nie zawodziła. Perfekt. Ryszard Opara, który ongiś promował wyścigi na lodzie w ramach Grand Prix na warszawskich Stegnach, razem z siedzącym obok aktorem Stefanem Friedmanem, mieli co podziwiać. Prawie wszystkie wyścigi na styk, mijanie, gonitwy i ryk widowni, barwnej, “podjaranej” na maksa od startu do mety. Ktoś to przewidział? Zaplanował? Absolutnie; sport jest niespodziankowy, wzruszający i urokliwy zwłaszcza pod dachem, kiedy pogoda nie reżyseruje sceny walki. Tak było teraz. – “ Super wyścigi, fajna impreza”, powiedział mi pierwszy/ 1973/ polski mistrz świata Jerzy Szczakiel/w opolskiej formie/, który oczywiście przyjechał na “Narodowy”.

Dla wszystkich, którzy zjawili się na speedszczyt w Warszawie, był to wieczór do filmowania, utrwaleniem w pamięci z nadzieją, że za rok znów odbędzie się tutaj koncert w wykonaniu żużlowej elity. Organizatorzy mają chyba wyobraźnię i podpiszą kontrakt na następne lata, bo stolica za trzecim razem zaakceptowała taką imprezę i wpisuje do kalendarza na przyszłość. I radzę, żeby dla gości zrobić jeszcze po turnieju towarzyską imprezę, zabawę/ żeby się działo na 100 fajerków/, w ogromnym namiocie poza stadionem, aby tam wyszumieć, wygadać, wyśpiewać wszystkie emocje, z dobrą kapelą, jedzeniem i piciem. Taka impreza potrzebuje przedłużenia, bo też tempo /sprawny sędzia szwedzki Krister Gardell/ było OK. Rozmawiałem z wieloma przybyłymi po raz pierwszy na takie zawody, którzy oczarowani, przeżyli niespodziewane emocje w atmosferze afrodyzjakowego zapachu żużla. “Fantastycznie i bajkowo, znów będziemy, bo mamy zakodowane doznania niesamowite”. Dziewicze i prawdziwe opinie, bez gnuśnego zrzędzenia malkontentów w stylu, że woda za mokra. Live na stadionie załatwia zawsze przekaz bez suflerów. Realnie, bez złośliwych, kanapowych uwag.

Idealny byłby finał serialu Grand Prix w październiku na Narodowym a nie w dalekim Melbourne, kiedy zawodnicy już mają dość sezonu. Wnosiłem taki projekt, bo jak już na Antypodach, to tylko na wiosnę, kiedy w Europie zima jeszcze mocno dokucza. Firma BSI z Londynu zarządzająca serialem powinna tak zrobić, co byłoby logicznym układem turniejów GP. Prezes PZM Andrzej Witkowski, zarazem wiceprezydent Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/, musi postawić warunki na ostrzu brzytwy angielskim dzierżawcom. Można zazdrościć takich zawodów w Warszawie, co potwierdzało sporo ludzi żużla, w ogóle koneserów sportu, którzy nie omijają imprez, dużo widzieli i mają porównania ze świata. Potwierdzam, turniej był inteligentnie, sprawnie zorganizowanym widowiskiem. Z Pragi przylecieli czescy organizatorzy GP, którzy mają zawody 10 czerwca; u nas 50 tysięcy ludzi, oni stadion pięć razy mniejszy. Atmosfery nie ogranicza jednak wielkość stadionu, potęguje wielkość, na pewno, lecz sztuką jest zrobić “żużlowy koncert” w każdych warunkach. Czeska stolica ma inne przyciągające walory, polska stolica daje światu imprezę w stylu Rolling Stones, którzy wyruszają znów na podbój Europy. Przyznam nieskromnie, że widziałem w życiu różnej rangi sportowe widowiska od Azji po USA, acz speedway na starym, legendarnym Wembley mam zawsze przed oczyma, no i GP warszawskie: pierwsza/niestety/ i ostatnia /super!!!/, także zalogowały mi się na lata, bez bicia piany nadaremnie. Ostatnie, warszawskie wydarzenie miało dreszcze, duszę, obrazki, teatr na torze i na trybunach. I hołd dla Tomasza Golloba.

Kończę, bo dopadł mnie katowicki świt, nie nadwiślański a pachnący zielonym majem.

Dwa koncerty w dwa dni; speedway na Narodowym i plenerowy Chopin w Łazienkach Królewskich. Świetne wyścigi, showmax i muzyka Fryderyka, która nie przeminie nigdy. Jak poruszająca pieśń/ hymn stołecznej Legii/ o Warszawie Niemena ze słowami Marka Gaszyńskiego, która równie dobrze może być hymnem dla następnych żużlowych Grand Prix na Powiślu. I to jest mój kolejny, kolorowy sen.Tylko sen?

Za wielkie marzenia? Kobiety mówią, że dorośli mężczyźni mają chłopięce marzenia.

  1. “Urywam” więc jeszcze kawałeczek z książki Jurija Andruchowycza pt. “Dwanaście kręgów”; filozoficzny, życiowy: “Wszystko, czego sobie życzymy, o czym marzymy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej”. Przewrotne diabelnie… Nie mogłem więc tego nie wspomnieć, taki już jestem.