3 razy po 1… cz. 3

bruce-penhall-2-805x452

Musiałem przerwać pisanie, bo “dojechałem” do płotu tydzień wcześniej. Dużo tego zanim się zacznie. W międzyczasie ciąg dalszy pandemii i gdybania: kiedy, jak, gdzie, za ile. Rewia masek i skrywanych twarzy. Who is who?  Po polsku: albośmy to jacy tacy… Z jednej strony koronawirus, z drugiej syndrom Zorro wszędzie. Coraz bliżej do sezonu na torach. W kaskach, rękawiczkach jak zawsze. W łaźniach też, bez masek ale z mydłem. Nadzieje przyprószone niepewnościami, gdzieś błąka się strach. Walczymy.

Skończyłem poprzednio na wspomnieniu o Bruce Penhallu/ skończył 63 lata/, Kalifornijczyku, charyzmatycznym żużlowcu, który zostawił efektowne ślady na taśmach Hollywood. Żużlowy świat ekscytowała ekspansja Yankesów dorodnych, utalentowanych do wyginania kręgosłupa na motocyklach. Wszędzie na torach z finezyjnymi popisami. Każdy sport łaknie “artystów”, dają oni moc, eskalują popularność, wzniecają emocje, przyciągają przyjazne tłumy. Pozyskują wiernych kibiców, dają im wolność serc. Gladiatorzy. Penhall był dla mnie magnesem, podobnie jak i wcześniejszy “armagedon” Barry Briggs, urodzony/ 1934/ w nowozelandzkim Christchurch, skąd pochodził Ivan Mauger. Bruce Penhall był dwukrotnym mistrzem świata, Barry czterokrotnym. Ponadto z nowozelandzkim rodowodem/ 1933 r. na Tasmanii/, był pionierem na żużlowych ścieżkach z Antypodów Ronnie Moore/ 2 razy złoto MŚ/. Extra mężczyźni, dżentelmeni, wytyczyli brytyjską drogę do ścigania się z radością i satysfakcją dla siebie oraz fanów. Pomnikowi faceci. Briggs miał talent przedsiębiorcy, ciągle pracował głową co zrobić, żeby ten sport był atrakcyjniejszy, lepszy, bezpieczniejszy. Nie udało mu się namówić Japończyków do produkcji silników, którzy wprost oświadczyli, że nie interesuje ich tak mała produkcja; oni chcieli setki sztuk a silnikowo speedway’owi wystarczy manufaktura. Taką był angielski WESLAKE, bardzo elastyczne silniki /założyciel Harry Weslake/ i teraz prosperuje Giuseppe Marzotto/GM/ w północnych Włoszech. Czeska Jawa była znaczącą fabryką, produkowała towar nie tylko dla żużla, jej motocykle pędziły po różnych kawałkach Europy, “ Jawki” były zgrabne na szosach i na żużlu. Los fabryki w Divisovie w ostatnich latach jest sponiewierany przez prywatyzację, zresztą takie przypadki nie są również obce polskiej rzeczywistości. Mr Briggs poważany/ tytuł szlachecki M.B.E/ przez samą brytyjską królową wymyślił deflektory, które poskramiają kamienie wylatujące spod koła motocykla. Mają od dawna atest Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Jednak nie zawsze “szpryca” jest przyjazna dla rywala, wszystko zależy od agresji jazdy. Briggs/ żona June zmarła na raka/ ma dwóch synów, starszy Gary był modelem w sektorze nie tylko mody, chłopak podbijał rynek i serca niewiast w różnym wieku. Młodszy – Tony próbował ścigania na torach, jednak przykra kontuzja skasowała jego ambicje, ma talent po ojcu do interesów, “kręci się” wokół żużla, zarabiał na balonowych bandach, nie może żyć bez speedway’a, współpracuje z BSI. Polskę Briggsowie poznali na tyle towarzysko, że młodszy syn przyjeżdża, zwłaszcza do Gdańska. Trójmiasto jest lubianym miejscem przez zagranicznych zawodników na różne sposoby, klimat Bałtyku, atmosfera mobilizują do aktywności i sprawiają przyjemności.

 

Chciałbym jeszcze wspomnieć o Niemcu Egonie Muellerze, częstym, aktywnym gościu, w sieci na FB. Prezentuje sporo zdjęć z dawnych lat. Mistrz świata z 1983 roku z niemieckiego Norden, gdzie spreparowano dla niego tor a protesty na nic się zdały, Egon kreatywna postać w sporcie, znający się na motorach, potrafiący rozebrać i złożyć silnik jak “zegarmistrz”, bardzo chciał być mistrzem świata. Kilka razy to zrobił na długim torze, Niemcy uwielbiają takie dystanse. W Norden, jak dziś pamiętam, na stadionie Halbemond bez sensu wybudowanym dla 30 tysięcy widzów na ściernisku, kilka km od małego, fryzyjskiego miasteczka wywinął numer rzadkiej urody; na bardzo zrytym torze uciekał światowej elicie do złotego medalu, niczym zając przed myśliwymi. Sportowo – “renesansowa” dusza, śpiewał w dyskotekach, nagrał płytkę, czuł klimat fanów, oni jego zagrania, lubił być w centrum zainteresowania, czarował, bawił się i znów szaleje,tym razem na Facebooku. Był także silnikowym mentorem lubelskiego rodu zdolnego fightera Roberta Dadosa, który sam zadał niespodziewanie swemu życiu ostateczny cios.

Takie oto dzieje gwiazd, które warto schować do pamięciowego sejfu na zawsze. Raz po raz przyjrzeć się historii. Aha, w pierwszym odcinku moich powrotów do tamtych lat, wspomniałem Anglika Petera Collinsa /diabelny chochlik wybił… Cravena/ z Manchesteru, otóż w 1977 roku na Ullevi w Goeteborgu “zapoczątkował” on w ortopedycznym, ba! mocno gipsowym bucie jazdy z powodu kontuzji nogi, potem niepotrzebnie “znalazł” naśladowców w takim procederze, także na polskim gruncie. Peter Collins wygrał IMŚ w Chorzowie w 1976. Żużlowa rodzina, treściwa saga!

A wcześniej…

Rok 1973. Około 100 tysięcy ludzi na otwarciu toru żużlowego na Stadionie Śląskim w Chorzowie, sensacja, liczny brytyjski przyjazd expertów, którzy nie mogą wyjść z podziwu. Obiekt pulsuje, faluje jak ocean. Pogoda idealna, Bóg sprzyjał władzy, organizacja OK. Kto wygra? Polacy chcą Edwarda Jancarza, Zenona Plecha na tronie, jeszcze Polak nie zgarnął złota. I jest w ich cieniu opolanin z Grudzic Jerzy Szczakiel. Dwa lata wcześniej w Rybniku z kompletem punktów z Andrzejem Wyglendą w finale mistrzostw świata pokonali Nowozelendczyków Ivana Maugera i Barry Briggsa. Szok. Nazwisko SZCZAKIEL dla zagranicznych korespondentów jest masakrą do przytaczania. Nie wiedzą , co ich czeka, zwłaszcza sympatycznego radiowca z BBC!!!  Mauger szykuje się na tron. Około 200 reporterów, pierwszy finał na Śląsku w takim rozmiarze kibiców, czekanie na polskie złoto. Sport jest bajecznym zjawiskiem, wyścigi zmieniają faworytów. No i co? Wygrywa SZCZAKIEL! Jurek jest szybki jak rakieta, Ivan leży na torze, czeka na powtórkę, nie ma zatrzymania, jest meta i złoto dla polskiej rewelacji. Szok sparaliżował nie tylko zagraniczne media, również polskie musiały oswoić się z tym faktem. Nie było jakoś łatwo. SZCZAKIEL GOLD. Pamiętam komentarze w dawnej, mojej redakcji “Sportu” i obcych mediach, sensacja obleciała migiem świat i na trwałe wleciała do kronik. I tak trwała, trwała cierpliwie…

Aż 37 lat czekał polski speedway na kolejny złoty medal MŚ. Na torach pojawił się Tomasz Gollob, mający zew motocykla w krwi. Ścigał się na motorach, lecz nie dawały mu skrzydeł, zapiął je wreszcie na żużlu w rodzinnej Bydgoszczy. Stworzył szybko erę GOLLOBOMANII. Uruchomił ogromny potencjał drzemiący w polskich kibicach, jego szarże, wyścigi, pogonie wciągały fanów  jak gąbka wodę. Jeździli z nim wszędzie po świecie, widoczni barwami biało – czerwonymi, głośni dopingiem, który tłumił wszystkie inne dźwięki. Gollob. Synonim jazd na krawędzi ryzyka, szaleństw na prostej jak niepowtarzalny Senna na torach F – 1. Zjawisko kultowe szybowało w górę szybko, jednak oczekiwane złoto uciekało, prawie już było w skarbcu w 1999 roku i dramatyczny wypadek na wrocławskim stadionie dał  szczęśliwie Tomaszowi Gollobowi “tylko” srebrny medal. A miał ten upragniony złoty na tacy. Cierpliwość jest cnotą.

2010, włoskie Terenzano, przedmieście starego miasta Udine. Lokalizacja turnieju Grand Prix zastąpiła kultowe Lonigo i nie mogła przetrwać. Na tym dziwnym, mało przytulnym, “industrialnym” stadionie Polak zdobywa wreszcie złoty medal. Po 37 latach Szczakiel doczekał się rodaka na tronie. Mimo serii wspaniałych zwycięstw Golloba w różnych kategoriach MŚ, entuzjazmu kibiców nie tylko polskich, triumf ostatecznie wieńczy pracę i talent. Bagażnik Mercedesa pełny medali, jeden tylko złoty singlowy.

Kariera potem dobiega końca, praktycznie na sportowej emeryturze Tomasz Gollob, najlepszy w historii polski żużlowiec, na pomorskiej ziemi ulega tragicznemu wypadkowi podczas treningowej sesji motocrosowej. Diagnoza jest wstrząsająca, uszkodzony potężnie kręgosłup lokuje ikonę na wózku. Ból nie zna granic… Dramat.

TORUŃ, 2019, finałowy turniej serialu Grand Prix. Polska nadzieja żużlowa Bartosz Zmarzlik, gorzowski diamentowy talent, który imponuje już światu pragnie być mistrzem świata po raz pierwszy a ma już na koncie medale IMŚ- brązowy i srebrny. Gonią go na torze uparcie Duńczyk Leon Madsen, spolszczony przez naszą rodaczkę małżeństwem, rodziną oraz błyskotliwy, doświadczony Rosjanin Emil Sajfutdinow. Finał mega nerwów, Bartosz broni się zaciekle, tamci atakują z furią a potrafią jeździć, głodni sukcesu jak nigdy, Motoarena wyje, szaleje, Polak w wyścigu ostatniej szansy –  albo albo, stawia wszystko na jedną szalę. Widownia na baczność, jak on to zrobił? Zmarzlik! Ano wykonał zadanie na 100 procent. Wygrał i zwyciężył determinacją w finalnym turnieju serialu GP’19, rozbrzmiewa triumfalnie hymn narodowy, buszuje szczera radość. Oto trzeci Polak w złotej koronie mistrza świata. Szczakiel, Gollob, Zmarzlik. Pięknie.

Bartosz Zmarzlik jest spadkobiercą triumfów polskich żużlowców, ba, w ogóle sportu, śmiały terminator z gorzowskiej, solidnej kuźni brylantów. Szlifowany od małego w ostrej walce na torze, ćwiczony mozolną pracą przy sprzęcie i kierowany przez rodzinę mądrym myśleniem życiowym. Trener Stanisław Chomski wierzył w niego od początku, kiedy zaczynał i był mikrusem, jak mi powiedział szczerze: “ Bartek zawsze imponował nie tylko charakterem”. Niech takim, kolejny mistrz świata, zostanie do końca kariery.

***

Na początku roku 2020 z dalekich Chin leci straszne “tsunami”, oto nad światem wybucha groźna pandemia #koronawirus, szybko obejmuje planetę, dociera wszędzie, poraża ludzi, umierają, strach paraliżuje plany, również sportowe. Hasło powszechne: ratować życie jest jednoznaczne z prolongatą także sportu, niestety witalność zamiera w odosobnieniu. Pandemia obejmuje globalnie wszystkie kąty na tym świecie, który jeszcze takiej zarazy nie doświadczył nigdy. Speedway nie jest wyjątkiem do uprawiania sportu, tak uwielbianego w Polsce, jest skazany na powikłania choroby, która drąży, straszy nawrotami. Medale zdobyte i chwile przeżyte zostają trwale w pamięci, odżywają w trudnościach, dodają mocy i nadziei, pozwalają na przetrwanie. Odradza się życie i speedway. Powroty nie są łatwe, lecz mają nadzieje. Finis coronat opus? Jakie dzieło?

Tata nauczył mnie żyć

 

Słodycze odstawił, choć je lubi. Teraz nie tylko żużlowy świat lukruje nowego mistrza globu. BARTOSZ ZMARZLIK. Lat 24 i perspektywy na kolejne tytuły. Ma w sobie coś, co predestynuje go do kolejnych laurów najwyższej wartości w sporcie. Skromny ? Tak. Utytułowany bardzo, bo przecież wcześniej już zgarnął brązowy medal i srebrny MŚ. Gorzowianin, który postawił dom na placu, gdzie ojciec Paweł wybudował maluchowi tor. Tam Bartosz postawił dom. Uczył go jazdy na żużlu Bogusław Nowak, zawodnik Stali Gorzów, który wskutek wypadku na rybnickim torze korzysta z wózka inwalidzkiego. Od początku wierzył w karierę wychowanka, bardzo zdyscyplinowanego, sumiennego. “Na niego nie trzeba krzyczeć, on wie co robić i podporządkowuje się sytuacjom ekstremalnym” – mówi Bogusław Nowak. A nowy mistrz świata podkreśla rolę ojca Pawła w teamie i akcentuje tata “nauczył mnie, jak żyć”. Rola mamy Doroty jest bezcenna, trzyma rękę na pulsie żużlowej rodziny. “Zawsze rodzina była dla niego najważniejsza oraz speedway” mówi Stanisław Maciejewicz były mechanik Stali Gorzów, reprezentacyjny “majster” przez długie lata. Doświadczony jak mało kto.

Wyjątkowy zawodnik. Gorzów na żużlowej mapie Polski i świata znaczy ogromnie dużo, tam rodzą się talenty a sława Edwarda Jancarza czy Zenona Plecha podbija cenę tego miasta i regionu. Tm chodzi się na żużel, tam kocha się ten sport i tych, którzy ścigają się po medale. Speedway jak stal, jak Gorzów…Talenty z mini toru we Wawrowie.

Bartosz Zmarzlik zdobył tytuł najlepszego żużlowca świata roku 2019 w ostatnim turnieju serialu Grand Prix na toruńskiej Motoarenie. Był liderem przed zawodami, a najwięksi konkurenci byli bardzo blisko; drugi na liście Rosjanin Emil Sajfutdinow miał 7 pkt straty a trzeci, Duńczyk Leon Madsen 9 pkt. Mało, trzeba dużo odporności, żeby wytrzymać presję, odeprzeć ataki przeciwników, którzy moc potrafią, mają sprzęt nienaganny. Bartek trzymał w napięciu komplet widzów na stadionie toruńskim, przed telewizorami oraz swój team. Nie od razu było wiadomo, kto rządzi na Motoarenie, wybijał się z ”tłumu” Madsen, zwinny jak kot, szybki na starcie, uciekający przed siebie jak zranione zwierzę, tracący pozycję i odzyskujący grunt po kołami. Leon zawodowiec. Emil Sajfudinow na pewno liczył na lepszy medal, jaki ostetcznie przypadł mu w udziale, bo brązowy to on już ma w domu. Duńczyk był świetnie dysponowany i nie musiał niczego… tylko mógł. Posrebrzył siebie ładnie.

A Polak jechał z presją na plecach ale i poparciem gorących serc sympatyków. Udało się? Nie udało, tylko wywalczyło po mistrzowsku. Zmarzlik pokazał styl złotego medalisty i mimo, że Madsen zbliżał się do niego jak torpeda, dwoma punktami sięgnął po trofeum, które będzie teraz symbolem jego już bogatej kariery. Duńczyk wygrał wszystko, był w furii, ścigał się jak na skrzydłach. Polak w finale po zapewnieniu sobie tytułu pojechał wyluzowany i patrzył jak rywale stoją na podium ostatniej rundy, on był myślami gdzie indziej, przy podium ostatecznym, najważniejszym, najcenniejszym dla niego. Jakie to wspaniałe uczucie być mistrzem świata – podkreślają zawsze zawodnicy ze złotymi medalami. Tak, bo to oznacza ukoronowanie ciężkiej pracy, czasem wielu lat a czasem tylko łutu szczęścia. Bartosz Zmarzlik zasłużył na sukces bez żadnych komentarzy zbytecznych. Rok temu szarżą wygrał przed nim Anglik Tai Woffinden w Toruniu, teraz tam właśnie Polak nie dał szans rywalom i awansował do finału po wspaniałym wyścigu. Mistrz pojechał jak mistrz! Uśmiechnięty, szczęśliwy, rodzinny do bólu, talent udoskonalany przez lata. W wyścigach ligowych, w gonitwach turniejowych tu i tam, wzór sportowca, który ma charakter bycia sobą wszędzie. Imponuje.

Trzeci Polak w historii tego sportu został mistrzem świata; po Jerzym Szczakielu/ 1973/ i Tomaszu Gollobie/ 2010/. Ten pierwszy triumfator długo był samotnym mistrzem, ten drugi szybciej doczekał się kolejnego polskiego zawodnika w koronie światowego czempiona. Mistrz z Gorzowa bez nałogów, błyskotliwy naturszczyk, który kocha speedway a ten sport pieści jego bez granic. Miłość obopólna, na dobre i złe.

Wypisywanie laurów na temat Bartosza Zmarzlika w zasadzie mija się z celem, bo cechy dodatnie ma we krwi, jakby tak musiało być, czy mu strzeli woda sodowa do głowy mocno wątpię, więc odnotowuję nie pierwszy raz jego silny charakter bycia najlepszym. Wygrywa jak szaleniec czasami ale myślę, że teraz uporządkuje jazdy, tytuł dał mu wiarę, że nie wypada na tym poprzestać. A jest wierzącym człowiekiem, co pomaga mu w wielu przypadkach nie tylko na torze. Mój Boże tylko 24 lata, ile przed nim startów? Kondycyjnie mocny, charakterny podkreślam i zmobilizowany na trudy walki w różnych warunkach. Jeśli podsumować lata startów i pomyśleć o przyszłości, jasno klaruje się sytuacja z dalszymi sukcesami. Nie może być inaczej, szczęście sprzyja lepszym, gorzowski matador wie, że nic nie spada z nieba, on uwielbia ściganie żużlowe, zna smak zwycięstw i dyskusji przy motocyklach, silnikach sposobionych przez Ryszarda Kowalskiego. Brat Paweł wierzy w brata, sam startował kiedyś ale rodzinna scheda przypadła Bartkowi i familijne wspomaganie uskrzydla mistrza anno 2019.

Na wiosnę kolejne rundy mistrzostw świata i Polak będzie bronił złota. Organizatorzy mają w planie pewne zmiany, zobaczymy co to za nowości… Dominacja Polaków jest wyraźna, do serialu awansowali Maciej Janowski i Patryk Dudek. Mistrzem świata juniorów na pardubickim torze został Maks Drabik. Juniorzy są mistrzami świata i Europy. Jak powstrzymać polski huragan? Radzę federacjom szkolić talenty, polskim władzom wypieszczać takich jak Zmarzlik. Boję się, że światowi włodarze żużla nie bardzo wiedzą jak odbudowywać stracony grunt tam, gdzie speedway był ceniony. Odrzucenie drużynowych MŚ jest sabotażem. Armando Castagna /FIM/, Paul Bellamy/BSI/ nie uniosą ciężaru renowacji tego sportu, toteż polska strona powinna narzucić swoje warunki, gdyż dominacja w życiu nie sprzyja rozwojowi. Tak nie może być, żeby nami rządzili inni, a Polacy jako mistrzowie byli dla nich utrzymaniem. Gdzie sprawiedliwość dziejowa? Gdzie? Takie dziwactwo do odrzucenia. O tym kiedy indziej.

BARTOSZU, gratuluję złota, byłeś kiedyś mały, dziś jesteś wielki. Tata nauczył ciebie, jak żyć… piękna fraza i niech tak zostanie do końca.

„Śląski“ europejski

 

IMG_0175-min-1920x1280.jpg

Zawsze tak było na tym stadionie, kiedy gościł sport, to grała górnicza orkiestra. Czerwone pióra na czakach, odświętne mundury. Tradycja jest świętością, tak też było i tym razem. Po raz drugi Stadion Śląski przyjął żużlowców, którzy ścigali się o mistrzostwo Europy. Toruńska firma One Sport jest doświadczona, zgrabnie organizuje imprezy rangi europejskiej. Blisko 30 tysięcy kibiców przybyło na obiekt z bogatą historią żużlowych wydarzeń. Tu po raz pierwszy urządzono w 1973 roku finał indywidualny mistrzostw świata, który wygrał Jerzy Szczakiel. Przyjechał z Opola i popatrzył na arenę zawodów, wspomina ze wzruszeniem ten ogromny sukces sprzed lat, kiedy Polak po raz pierwszy zdobył mistrzostwo świata. Jurek jest rozpoznawalny mimo upływu tylu lat, chętnie rozmawia z kibicami a oni z nim jeszcze bardziej. W 1973 roku była wielka feta, Szczakiel ograł faworyta nowozelandzkiego asa Ivana Maugera. Na stadionie było 100 tysięcy widzów, emocje siegające zenitu a jeśli dodać do tego polski złoty medal, można sobie wyobrazić euforię w czasie zawodów i potem. Tamte wspomnienia ciągle w żużlowym środowisku pulsują, zwłaszcza teraz kiedy szykuje się znów polski akcent, ZŁOTY w finale serialu Grand Prix w Toruniu. Ano zobaczymy, jeszcze kilka dni czekania na wydarzenie być może historyczne. Przyjemne dla oka i serca.

Finał ME w Chorzowie przyciągnął teraz trochę mniej kibiców/28.523/, sporo przyjechało z Rybnika, którzy głośno dopingowali Kacpra Worynę, natomiast zgodnie gwizdali na Grigorija Łagutę, który był zawodnikiem ROW, potem miał kiepską przygodę z braniem niedozwolonego środka, zawieszono go ale do Rybnika nie wrócił, stąd określany jest przez fanów jako zdrajca. Kibice wielbią ale i potrafią dołożyć za zachowania, które nie są honorowymi. Obok mnie stali kibice rybniccy i kiedy pojawiał się na torze Grisza pomstowali na niego okrutnie. No dobrze, Kacper Woryna, który przed rokiem był trzeci, liczono na niego, że wygra ale nawet nie zdobył brązowego medalu, bo przegrał medal z Duńczykiem Leonem Madsenem, który rok temu tu zwyciężył, tym razem trzeci, po barażu z Woryną,  któremu zatarł się silnik. Kibice rybniccy byli rozczarowani, jednak nie ma siły na defekty. O złoto walczyli, Duńczyk Mikkel Michelsen i Grigorij Łaguta, obaj z Motoru Lublin a czuwał nad nimi prezes klubu Jakub Kępa. Duńczyk okazał się sprytniejszy od Rosjanina, wykorzystał szansę na jednym z łuków i zameldował się pierwszy. Brawo.

Oprawa turnieju była atrakcyjna, podobała się, niebo okazało się łaskawe, mimo, że nie było pewności czy deszcz nie będzie kaprysił. Słońce w ciągu dnia ogrzało serca kibiców. Tor sztuczny 370 m wytrzymał do końca, decydował start, mijanek za mało, scenariusz tak się ułożył, spokojnie ścigano się pod okiem szwedzkiego sędziego Kristera Gardella. Dobry arbiter, czujny, trzyma w ryzach zawodników. No więc pojechali, finał ME zaliczony, organizator One Sport zadowolony z frekwencji, imprezy na legendarnym stadionie. Kibice na Śląsku spragnieni są dobrego żużla, rybnicki ROW awansował do Ekstraligi, świętochłowiczanie poza ligami, dalsza Częstochowa medalowa w Ekstralidze, tamtejsi fani nie opuścili turnieju w Chorzowie. Było radośnie, głośno, Leon Madsen jest jednym z liderów, szybko uwijał się na torze Paweł Przedpełski. Był świetny, torunianin, który dodaje punktów Włókniarzowi z Częstochowy. Zostaje nadal w tym klubie. Madsen także. W żużlu obecnej doby transfery dokonywane są w trakcie sezonu. Ścigali się młodzi, Bartosz Smektała, Maksym Drabik, którzy zwykle wprowadzają sporo emocji do obiegu na meczach, turniejach.

Mistrzostwa Europy przeszły do historii, Stadion Śląski nie zawiódł żużlowych fanów, firma One Sport myślami jest już z nowym sezonem.

Weekend  interesujący, polscy juniorzy w drużynowych mistrzostwach Europy rozegranych w Francji po barażu z Duńczykami zdobyli złoty medal. Jest czym się cieszyć, mamy talenty i dominujemy w żużlowych rozrachunkach. Złoto mają także juniorzy w mistrzostwach świata. Kolekcja do podziwiana.

Przed nami największa batalia, lider serialu Grand Prix Bartosz Zmarzlik w Toruniu będzie bronił tej pozycji a to oznacza złoty medal, trzeci w historii dla Polaka. Uda się?

Fachowcy z branży stawiają na gorzowianina, nikt z kibiców nie wyobraża sobie, żeby było inaczej. Motoarena będzie huczeć mocno, Bartosz sposobi się na maksa, musi wytrzymać presję, ciśnienie na złoto jest potężne, nie dziwię się wcale, ten młodzieniec ma szansę, zasługuje już na takie wyróżnienie. Za jego plecami Rosjanin Emil Sajfutdinow i wspominany powyżej Duńczyk Madsen nie są ułomkami, pojadą ostro. Toruński turniej zamknie sezon MŚ, tamtejszy szczyt intryguje kibiców, całe środowisko żyje zawodami. 5 października jawi się fantastycznie. Do Torunia przyjedzie sporo znawców tego sportu, koneserów, zagranicznych, z Polski. Taki mały kongres tego środowiska i zawody z opcją satysfakcji dla gospodarzy, polskiego plemienia żużlowego. Dla torunian okazja do obejrzenia mityngu, który może osłodzić gorycz spadku z grona elitarnego, czyli Ekstraligi. Tego nie spodziewano się tam absolutnie, obciach jest przykrym rozliczeniem z błędów zarządzania klubem, zaćmieniem tradycji. Toruń jest silnym punktem na żużlowej mapie, tzn. był…  Przeszłości nikt nie zepsuje, nawet taki spektakularny wybryk, jednak zgaga piecze. Czy torunianie odbudują wizerunek w świecie,  w Polsce? Powinni to zrobić za jednym zamachem, święto żużlowe mam nadzieję zdopinguje, nie da umrzeć tradycji bogatej jak historia i odkrycie Mikołaja Kopernika. A co odkryje dla kibiców teraz Bartosz Zmarzlik? O talencie jego wiedzą wszyscy, jazdach karkołomnych i ambicji, waleczności, umiejętnościach i determinacji. Taki Bartosz jest jedyny, takiego Bartka chciałaby każda federacja motorowa. Ale on jest tylko jeden, lecz nie sam. I warto, żeby mu zagrała orkiestra hymn. A ja to opiszę.

Gorąca blacha

No, no… zbliża się “poród” nie tylko ligowych werdyktów sezonu 2019. Przede wszystkim mamy mistrzostwa świata, indywidualne, w których miejsce na podium jest “zarezerwowane” dla Polaka, a może dwóch się zmieści? Czasem apetyt kończy się zgagą. A zatem powoli, bez napinki. W tłoku informacyjnych wieści, centralnych i gminnych wybiła się jedna treścią kryminalną, że został zatrzymany/ chyba już drugi raz?/ Grzegorz Ś., człowiek, który kręcił się wokół żużla, piłki. Przed laty Rafineria Trzebinia sponsorowała Unię Tarnów, sprowadzono Tomasza Golloba a Grzegorz Ś. kierował tymże zakładem. Tarnowianie zdobywali drużynowe mistrzostwo Polski, stadion pękał w szwach, Unia była hitem ligowej przestrzeni. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka… Zatrzymany przez odpowiednie organa spec od biopaliw miał ochotę na wpięcie się w ROW Rybnik, choćby z powodu bliskiego zamieszkiwania. Spotkał się z odmową. Piłkarski Śląsk Wrocław też był mu bliski, nic z tych apetytów nie wyszło, cash wisiał w powietrzu ale do konkretów nie doszło. Szczęście omijało kokietowanych? A może nie ma tego złego, co na dobre wyjdzie, jak uczy przysłowie.

Szwed Andreas Jonsson mocno poobijany w swojej karierze kończy jazdy. Znamy się i kwituję farewell AJ, że szkoda i, że dobrze. Lepiej być zdrowym i liczyć na jeszcze jakieś tam pieniądze, które w ułamku minuty może zabrać /także zdrowie/ złośliwy los. A znamy takie przykłady. Chytry traci czasem dwa razy. Jonsson kończy karierę bogatą w sukcesy i kontuzje w zespole rewelacji Ekstraligi Motorze Lublin, ostatni mecz w Grudziądzu był dla Szweda pomyślny, pokazał co potrafi, doświadczenie i umiejętności.  Andreas był zawodnikiem odważnie przed laty otwierającym swoją karierę, upadki wybijały z rytmu tego Szweda, który był kontynuatorem żużlowych tradycji “Trzech Koron”. Jonsson przechodzi do historii cały i zdrowy. Polska liga dała mu dużo, tak jak każdemu zagranicznemu zawodnikowi, który ociera się o bandy na naszych stadionach. Te bandy bywają niemiłosierne a walka na krawędzi ryzyka wyciska z żużlowców emocje niebagatelne. Andreas wie co znaczy ból i szpitalne łóżko. CV speedway ma usłane nie tylko szarżami podziwianymi, medalowymi, to jest spec szkoła Bo Wirebranda.

Play – offy. Szachy, kto z kim i… dlaczego. Zielonogórzanie stracili w karkołomnym meczu Nickiego Pedersena, zaliczył groźny wypadek w Toruniu. “Czerwona latarnia” wygrała z Falubazem dwoma punktami, wierzył, że tak się stanie prezes Włókniarza Częstochowa. Skąd ta jasnogórska wiara? Torunianie rozmienili w tym sezonie wszystko co mieli, stracili prestiż budowany latami. Od początku byli źle prowadzeni a człowiek do tego namaszczony okazał się bez instynktu menedżerskiego. Lansowanie kadrowe na siłę kończy się czerwoną kartką. Ubolewam. Tradycje żużlowe w mieście Kopernika są na miarę gwiazd, nie można ich schować do kieszeni i zapomnieć.

Kto będzie mistrzem Polski? Tytułu broni Team Dream Piotra Barona, Unia Fogo Leszno. Zgrana paka. Faworyci! Rytm w końcówce złapał Włókniarz Częstochowa, wpierw było dobrze, potem zachwianie i ostatnie jazdy na miarę walki o podium. Duńczyk Leon Madsen zostaje w tym klubie, podobnie jak i Szwed Fredrik Lindgren. Zawodnicy charyzmatyczni, Fredrik z kulturą żużlową, dojrzały, medalista MŚ ale indywidualnie złotym jeszcze nie był. Trener Marek Cieślak wie co czyni, nic nie wiadomo do końca, strefa play – offów rządzi się zgrabnie. Wystarczy komentarza w tej sprawie? W kręgach fachowców tego sportu krążą rozmaite wersje zdarzeń, tradycyjnie w meczach o medale, jeszcze ciut wcześniej szczegóły odgrywają ważną rolę.

Sędziowie z obsesją pilnowania startów często podejmowali irytujące decyzje. Czy to może wpływać na ostateczny wynik meczu? Jeśli zawodnik upada, silnik nie gaśnie, on wsiada na motocykl a zostaje wykluczony, mamy zgagę.

Proponuję zebranie wszystkich wątpliwości z tego sezonu i forum dyskusyjne, bez presji  celebrytów nominowanych przez stacje TV. Zbiórka zdarzeń kontrowersyjnych będzie lekcją, przyda się wszystkim, którzy speedway traktują bez zmrużenia oka. Albo dwóch. Oczy szeroko zamknięte?  Albo otwarte? Wybierajcie.

No właśnie, kluby wybierają, budują budżety, kontrakty z zawodnikami zawierane kiedyś po nowym roku, zapinane są już teraz. Klubowe władze chcą mieć spokojne dusze i zawodnicy także, elita może spać bez koszmarów, gorzej z innymi, oto średnia klasa nie mówiąc o niższej, zawodnicy niepewni w zbieraniu punktów mają co myśleć, gdzie znajdą miejsce. Ale czasy się zmieniły radykalnie, bo kiedyś spekulacje przypominały wrzącą wodę, dziś na zimno kalkulowane transfery zresetowały obraz polski ligowej. Ekstraliga, pierwsza liga w miarę uspokojone, play – offy są napędową siłą istnienia. Druga liga w żużlu jest zapleczem bardzo głębokim, pozostawiona samotności i jeśli chce przetrwać, to musi wykazać cierpliwość i mocne nerwy. Wielcy sponsorzy karmią bogatych. Biedni klepią codzienność.

Dyskusje nadal wywołują starty i manewry pod taśmą, wracam do tego, bo od małego ćwiczony refleks jest potem karany i nazywany złodziejstwem. “Recydywistą” jest Leon Madsen, jestem ostrożny w takim szafowaniu określeń, często bardzo krzywdzących. Sześciokrotny mistrz świata, nieżyjący, legendarny Nowozelandczyk Ivan Mauger gdyby teraz startował miałby potężne kłopoty z sędziami polskiego rodowodu. Był szybki, choć raz w finale mistrzostw świata/ 1973/ szybszy od niego okazał się Jerzy Szczakiel. Ongiś mówiło się o tzw. lotnych startach, potem wprowadzono karę za zerwanie taśmy. Ostudzenie pod taśmą było normalną konsekwencją. Dziś każdy ruch kevlara może być odczytany jako próba szybszego startu. Nie przesadzajmy panie i panowie, powtórki są męczące dla wykonawców i dla oglądających. Kto najszybszy pod taśmą ten jest nazywany złodziejem. Paranoja!

Proponuję więc wybranie najszybszego startującego zawodnika sezonu 2019 i proszę o nadsyłanie propozycji, bez “złodziejstwa”. Szanujmy się i wyceniajmy błyskotliwych z najlepszym refleksem żużlowców bardzo wysoko. To jest dar, talent wykształcony, więc nie zabijajmy cechy bardzo ważnej w sportach motorowych. Niech słabi równają do silnych startowo. Takie nic a jakże wiele.

Różny smak łez, wybaczcie…

682c52897f02bc2cd423e8bbec6b8d6eNo tak. Jeśli szczęśliwe, nie są słone. Gorzkie, kiedy bezradność zamienia się w porażkę. ŚWIAT przeżył i nadal komentuje wydarzenia, które były jak bajki. Nie tylko dzieci je lubią, gdy idą spać. Dorośli też mają swoje baśnie, które pozwalają przenieść się w inny świat bez złudzeń, choć na chwilę piękny i niepowtarzalny. Kiedy mężczyźni płaczą –  jest wielkie święto, mówi się czasami. Życie nie dla wszystkich jest baśniowe ale nawet , kiedy nie jest, to chcemy być w scenerii, która pozwala zapomnieć o codzienności.

Poruszam zwykle w swoich felietonach od lat /nie pamiętam ilu/ wydarzenia nie tylko żużlowe. SPORT jest częścią życia, speedway odłamkiem sportu. Jego wpływ na życiowe zjawiska jest potężny, nie może być lekceważony.

Wybaczcie mi Drodzy Czytelnicy dygresje, refleksje spoza żużlowych aren, są naszymi dniami i nocami, i pomagają zrozumieć co jest ważne, jakim warto być, jakie zapisać karty dla potomności. Ciągle dokonujemy wyborów, jakże często emocjonalnych.

*  W angielskim Windsorze odbył się ślub księcia Harry’ego i księżnej Meghan Markle, Amerykanki o pochodzeniu nie królewskim. Było ślicznie, baśniowo, tłumy z całego świata oglądały orszak, młoda para zachwycała bezpośredniością a rudy Harry ma charyzmę po niezapomnianej mamie księżniczce Dianie. Wybrał małżonkę jaką chciał i nie interesowały go opinie pałacu Buckingham. Charakter nie tylko na księcia ale i króla.

*  Daleko od Windsoru w Turynie, Juventus świętował siódmy tytuł mistrza Włoch, zdobyty rok po roku. Ostatni raz zagrał w drużynie Juve, która była jego dotychczasowym, drugim domem Gianluigi BUFFON, bramkarz, który pokochał futbol, sport i jest zaraźliwie charyzmatyczny. Charakterność potrzebna jest sportowi, jak tlen człowiekowi. Buffon jest postacią na filmową opowieść, która jeśli zostanie kiedyś zrealizowana będzie złotą księgą dla pokoleń. W Windsorze było słońce, w Turynie odwróciło się na koniec plecami i deszcz rozmywał łzy kibiców, którzy chcieli uścisnąć Gigi. Wspaniały facet, nie krył łez, wzruszenie ogarniało wszystkich na stadionie i przed ekranami TV. Takich chwil nie zapomina się do końca życia i warto żyć, by temu świadkować.

*  Andres INIESTA, piłkarz serdeczny, skromny, znakomity sportowiec, zaczął grać 22 lata temu w Barcelonie i tam zakończył karierę. Barca jest mistrzem Hiszpanii, klubem z Nou Camp, stadionu, który jest relikwią Katalonii, symbolem upartej walki o zwycięstwo. Uroczystość związana ze zdobyciem trofeów Barcy połączona była z zakończeniem kariery Iniesty. Cóż za człowiek! Koledzy z drużyny zjawili się po meczu z dziećmi, wielka rodzina a stadion wypełniony po brzegi. Łzy piłkarzy i kibiców, ogromne wzruszenie bohatera, esencji Barcy, najlepszego piłkarza hiszpańskiego w historii. Andres Iniesta człowiek tak skromny, jak i szczery ze łzami w oczach powiedział kibicom, że będzie wszystkich miał w sercu. A oni jego! Uroczystość w Barcelonie była balsamem dla duszy. Bajka do powtarzania, jak wyżej wymienione wydarzenia. Świat może czasami być zwyczajnie piękny, elegancki i normalny.

*  No a teraz SPEEDWAY, który wjeżdża już na właściwy tor emocji zarówno ligowych, jak i międzynarodowych. Jeden z żużlowców młodego pokolenia, zdolny, ambitny wyraził w TV taką opinię, “ jeśli nie jeździć w polskiej, szwedzkiej lidze, to gdzie?” Czyli jakie jest tło “najlepszej ligi żużlowej świata”, hasła lansowanego z nadęciem i uparcie. Najlepsza liga na gruzach światowego żużla… Trochę skromności bez chorobliwego zarozumialstwa.

W Ekstralidze UNIA LESZNO, broniąca tytułu mistrza Polski, nie daje szans nikomu, kierowana mądrze przez Piotra Barona, człowieka, który potrafi skomentować każdą sytuację czytelnie, jest scalonym zespołem, poukładanym i zdolnym do walki wszędzie.  “Baronowie” pokazali w Toruniu, co znaczy profesjonalizm i atmosfera w drużynie. Szkoleniowcy powinni mieć poczucie swojej wartości, jeśli jej nie mają i ulegają  skłonnościom do przyjmowania bezkrytycznie pochwał bywają prędzej czy później przegrani. Fałszywe ambicje nie grają. Szkoleniowiec, trener – zobowiązujące nie tylko etykiety, lecz: etaty, zarobki oraz konsekwencje. W innych dyscyplinach sportu, choćby w futbolu zagubiony trener jest zwalniany z niedzieli na poniedziałek. W żużlu taki zwyczaj decyzji nie funkcjonuje, bardzo często buduje się mity i ludzie, którzy powinni być np. kierownikami drużyn chcą “bawić” się w trenowanie. Śmiesznie bezradni otoczeni klakierami. Popełniają seryjne błędy mimo wysokich kontraktów znanych zawodników. Wojciech Żabiałowicz, który był kiedyś liderem toruńskiego zespołu, dosiadał jako pierwszy w Polsce maszyn z silnikami GM, patrząc na to co się dzieje w jego byłym klubie oświadcza, że obecny menago torunian powinien odejść. Już dość porażek, gołym okiem widać, że każdy w kapeli gra co innego. Gdzie dyrygent?

Od jakiegoś czasu obserwuję lobbowanie, kreowanie nazwisk i fałszywe wbijanie ignorantom, że potrafią. Pokora jest bezcenna. Honor. Speedway nie jest zabawą ludzików na motorkach, jest odpowiedzialnym sportem, niebezpiecznym, zobowiązującym na torze i na trybunach. Kibice często wiedzą więcej od nominantów.

Polskie ligowe hektary mają trzy części, różne pod każdym względem, dzieli je nie tylko suma pieniądzy w kasie. Od Ekstraligi do drugiej ligi jest tak daleko jak z Krosna do Gorzowa. Albo i dalej.

Supremacja polskiego żużla w Europie, nie piszę już o świecie… jest zjawiskiem bardzo niebezpiecznym w perspektywie. Nic tak nie uzdrawia jak konkurencja, jej brak jest demoralizujący w efekcie. Hegemonia ściemnia wyobraźnię. Światowi sternicy żużla eliminując drużynowe mistrzostwa zjadają swój ogon. Nowe opakowanie imprezy dwudniowej pod szyldem tych wyciętych MŚ jest mało przyswajalne, absolutnie mało marketingowe. FIM zapomina co składa się na markę, czym jest tradycja. Batonik nie zastąpi dobrej, dużej czekolady.

* I na koniec, warto cieszyć się, że SPEEDWAY jest sportem w Polsce popularnym i bezpiecznym dla kibiców. W meczu piłkarskiej Ekstraklasy w Poznaniu z Legią Warszawa/ stołeczni zostali mistrzami Polski/ poleciały na boisko super race, przerwano mecz, zawodnicy uciekali do szatni, stadion zasnuły ciemne chmury dymu, kibice vel bandyci mocno porządzili. Kluby bez pomocy państwa nie dadzą sobie rady z rozbujanym towarzystwem bandziorów podjaranych narkotykami. Kary nie odstraszają, watahy czują siłę i wygląda to groźnie. Poznańskie burdy są bodaj ostatnim ostrzeżeniem i czas na porządki, jeszcze surowsze kary, eliminację gangsterskiej bezczelności.

A SPEEDWAY nadal jest wzorem rodzinnego kibicowania na stadionach i przyjemnie patrzeć na familijne grupy. Podobnie było w Barcelonie, gdzie piłkarze z małymi dziećmi na rękach przeżywali razem z kibicami święto, w Turynie imponowała fantastyczna publiczność i w Windsorze było wspaniale. Niezapomniane majówki.

Ludzie normalni zwyczajnie pragną igrzysk, radości, bajkowych, wzruszających wydarzeń, które chowają z uwielbieniem w sercu do częstego wspominania.     

Adam Jaźwiecki      

Felieton na 3 czerwca 2018, pozdrawia AJ

  

Ciary, „dwa oczy”, Marketa

Processed with VSCO with l2 preset

Uff, zaczęło się i tak poleci do października. Rozłożone na raty indywidualne mistrzostwa świata pod szyldem Grand Prix wystartowały. Moje refleksje z warszawskiej bitwy żużlowej podam z opóźnieniem, harmonogram gazety święta rzecz i tak mnie nauczyło zawodowe życie, że szanuję reguły gry, wybaczcie! Stadion Narodowy nazwą zobowiązuje i tak jest obojętnie czy grają piłkarze, śpiewa Madonna albo ścigają się żużlowcy. Bycie na tym stadionie jest swoistym świętem; człowiek czuje się jakby czekało go coś niecodziennego. WYDARZENIE łączy ludzi. Speedway majowy GP na Powiślu jest jak bajka na którą przed zaśnięciem czekają zwykle dzieci. Z początkiem lipca czeka mnie kolejna uczta na tym stadionie, czyli koncert Rolling Stonesów. Tacy starzy a oni wciąż mogą. I to jak; dla starszego pokolenia i dla młodego. Czad, ciary przechodzą jak to powiedział Maciej Janowski w kontekście startów na Narodowym.

Tytułowe ciary mamy z głowy, reszta potem. Warto mieć oczy otwarte…

Ledwie opadnie kurz emocji warszawskich, to wszystkie drogi prowadzą do kolejnej stolicy, Pragi. ANLAS Grand Prix Czech tradycyjnie na stadionie koło klasztoru Brevnow. Proszę sobie wyobrazić, że to już 21 edycja, tak czas leci nie tylko zresztą nad majestatyczną Wełtawą. Speedway, czyli plocha draha, czeka 26 maja na kibiców i na pewno polscy będą w przewadze, tradycyjnie, będzie biało – czerwono z zadowoleniem praskich gospodarzy tego obiektu, nie tak wielkiego jak warszawski kolos na Powiślu. Na naturalnym torze, na Marketa atmosfera jest bez bólu gorąca. Familia ONDRASIKÓW jest przygotowana na wszystko co dobre i złe, ten stadion, kultowy nie tylko dla czeskiego żużla ale i światowego życiorysu w swojej bogatej historii, był poligonem dla wielu znanych zawodników. Kto tam nie ścigał się… Manewry miały różne odcienie, kiedyś malutki stadion i klub “produkował” mistrzów i reprezentantów czeskiej republiki. Historia tamtejsza jest nasączona rodzinnymi koneksjami, sukcesjami: Spinkowie, Vernerovie, Stanclovie, Kasprowie, Ondrasikowie oraz inni, budowali obraz plochej drahy na świecie. Ten sport w Czechach/ doliczmy jeszcze Pardubice z Drymlami/ jest skonfigurowany poza futbolem, hokejem na lodzie/ nr 1/ czy tenisem. Czescy kibice karmią się także polskim żużlem, Nie siedzą na miejscu, jeżdżą, oglądają w TV na bieżąco. Znam wielu fanatyków wręcz, którzy czytają także Tygodnik Żużlowy i są “oblatani” z faktami, które serwuje pismo.

Sztandarowy, sympatyczny zawodnik Vaclav MILIK robi karierę i rok temu w Pradze w turnieju Grand Prix był trzeci na podium. Sukces, szok, kibice szaleli. Teraz też Milik ma szansę na podium i jego rodacy liczą na więcej. Wszystko może się zdarzyć i nie mówimy o cudzie, bo Vaclav potrafi a pilnie edukuje się w Ekstralidze we wrocławskiej Sparcie. Niedawno słyszałem w TV, że jeździ… VASZKA, hm, to drobiazg, bo ten sam komentujący amator zaserwował… “dwa oczy”. Powtarzam: DWA OCZY… Jakiego koloru? Polska żużlowa rodzina/?/, jeśli tak na wyrost ją nazwiemy, poklepuje się kumotersko i brnie bez opamiętania w językowe ślepe uliczki. Kiedyś czepiano się charyzmatycznego komentatora redaktora Jana Ciszewskiego za np. “pełny komplet” oraz inne lapsusy, lecz popularny niezwykle “Cis” miał zawsze dwoje oczu.

W PRADZE “dziką kartę” dostał wspomniany Vaclav Milik i będzie wychodził z kevlara, żeby pokazać co mu daje polski uniewersytet żużlowy. Magister to on już jest ale chce zrobić doktorat i zdobyć awans do GP na stałe. Rezerwowym jest doświadczony Josef Franz, drugim zapasowym Eduard Krecmar. Sędziuje szwedzki arbiter Krister Gardell, zaś prezydentem Jury Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/ były sędzia, doświadczony na topowych imprezach Anglik Anthony Steele. Zgrana ekipa. Tegoroczny turniej GP w Pradze firmuje turecki Anlas, który zastąpił Mitasa, a więc branża oponiarska nie schodzi z areny Marketa. Anlas ma umowę z BSI i robi towar dla zawodników GP. Umowa jest na trzy lata. Jak gumy będą trzymać pokażą kolejne turnieje, dobrze byłoby, gdyby tureccy animatorzy przybliżyli speedway w Istambule. Interes do utargowania, Turków jeszcze w tym sporcie nie było. Namawiam z tej okazji moich rodaków na dil z nimi, mimo historii z królem Janem III Sobieskim pod Wiedniem, kiedy obronił Europę przed Turkami i odesłał ich nad Bosfor.

Organizatorzy GP Czech dokładają trybunę dla kibiców by zmieścić w sumie ponad 10 tysięcy fanów, w przewadze sympatyków z Polski. Podium GP w Pradze na różnych stopniach stawiało polskich zawodników, Tomasz Gollob ściągał tu komplety i było szumnie. Rok temu Polacy nie zajechali na pudło, więc było nijako. A teraz?

Szanse mają wszyscy; rok temu wygrał Australijczyk Jason Doyle, potem został mistrzem świata, przed Patrykiem Dudkiem. W Pradze będzie przeskok ze sztucznej nawierzchni warszawskiej na naturalną. Trudno spekulować, loteria, początek serialu, machina nakręca się i za wcześnie segregować.

Kiedy na Marketa eksplodują emocje, w Kijowie piłkarski szczyt – finał Ligi Mistrzów pomiędzy Liverpoolem a Realem Madryt. Sportowe ciacha za duże pieniądze. Lubię takie soboty i lubię Pragę o każdej porze roku, jest obrazkowa. Petr Ondrasik i syn Pavel, ojciec i syn, mają ambicje aby praskie turnieje GP wchodziły do historii jak nóż do masła. Obaj jeździli na żużlu; tata Petr był wielokrotnym reprezentantem Czech, jest działaczem FIM i wciąż objeżdża stadiony żużlowe. Połączenie doświadczenia z synem Pavlem, imperatywnym, świeżym spojrzeniem na organizację trudnej imprezy daje satysfakcję uczestnikom turniejów na Marketa. Tamtejsze ściganie ma charakter w stylu “sami swoi”. Wobec ponad 50 tysięcznej widowni pod dachem w Warszawie, praska uwertura pod niebem przy ok. 10 tysiącach fanów jest zupełnie innym wydarzeniem. Tłem – urok Pragi, atrakcyjny dla turystów – kibiców, którzy chętnie wiążą żużlową miłość z poznawaniem jednego z najpiękniejszych miast świata. To je velika radost.

WARSZAWA, PRAGA = grand majówka

10d32a56f998f1eabbf111836a52dd94

No to zaczyna się żużlowa „trasa koncertowa“ w wykonaniu uczestników indywidualnych mistrzostw świata, pod szyldem Grand Prix. Premiera majowa nr 1 odbędzie się na PGE Stadionie Narodowym w WARSZAWIE 12 maja, potem kolejna w PRADZE 26 maja. Wpierw na sztucznym torze, który rok temu został starannie przygotowany, przy komplecie widzów. Narodowy wytrzymał napięcie, organizatorzy i uczestnicy, jednak Polak nie wygrał, choć biało – czerwoni mieli liczebną przewagę. Zabawa była świetna, maszyna startowa nie zawodziła, nawierzchnia pozwalała na mijanki. SUPER. Stadion Narodowy zaraz na początku maja został sponiewierany w czasie piłkarskiego finału Pucharu Polski, murawa zaśmiecona racami, jedna nawet poszybowała pod kopułę, teren został zadymiony i mecz pomiędzy stołeczną Legią a gdańską Arką był przerywany, bo nie można było zobaczyć piłki a ona w futbolu jest kopana kto jej dopadnie. Kibole piłkarscy są nie do zdarcia, nawet kiedy szefem polskiej piłki nożnej jest superman Zbigniew Boniek. Sprawa jest prokuratorska na amen a jak się zakończy owiana jest na razie dymem. Różnica pomiędzy kibicami żużlowymi a piłkarskimi jest taka, jak pomiędzy szybkim samochodem a wozem drabiniastym. Nie tak dawno byłem na meczu w Częstochowie, gdzie miejscowi Ekstraligowi włókniarze pokonali wrocławską ekipę Sparty. W komplecie widzów siedziały rodziny z dziećmi, które jeszcze nie wymawiają słowa żużel. Bezpiecznie i tak jest na speedway‘u nie tylko pod Jasną Górą. Przykład żużlowych turniejów i meczów z rodzinną atmosferą nie jest kopiowany, niestety.

Jak to się dzieje, że kiedy wchodzę na stadion, a bywam nie tylko na żużlu, ochrona sprawdza mnie prawie jak na lotnisku w Nowym Jorku. A tu proszę mimo obmacywania race zostały wniesione, więc jakim fortelem? Dym na Narodowym był gęsty jak mgła w najgorszym wydaniu. Zakopcony stadion wywietrzy się na szczęście do 12 maja i będzie wizja. Co prawda motocykle żużlowe też kopcą, lecz nie tak jak bateria rac. DOŚĆ już fajerwerków na stadionach i pora na odsiadki przymusowe dla tych, co zadymiają.

SPEEDWAY w Warszawie wiosną staje się już tradycją i kibice chętnie przyjeżdżają do stolicy z całego kraju. Spodziewają się zwykle triumfu POLAKA, bo przyjemnie jest wysłuchać hymnu narodowego na… Narodowym. Symbolika. Ale, ale…

Utrzymujący się w znakomitej formie Szwed Fredrik LINDGREN wygrywa wyścigi w stylu niemal kosmicznym. Kto mu zagrozi, kto pokona szybkiego, doświadczonego Szweda? Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik? Jeszcze mamy na flance Macieja Janowskiego, debiutanta Przemysława Pawlickiego i z „dziką kartą“ Krzysztofa Kasprzaka, który dostał duży kredyt zaufania, wszak ma na koncie srebrny medal mistrzostw świata, po którym niestety dostał przykrej zadyszki. Pora najwyższa na zresetowanie tego, co niedobre. Rezerwowymi są młodzi: Maks Drabik i Bartosz Smektała.

Turniej w Warszawie otworzy długi wyścig po mistrzostwo świata, wprawdzie finał jesienny będzie miał miejsce w TORUNIU, lecz nie odbierając chwały temu miastu, stolica Polski dałaby radę na przygotowanie zakończenia sezonu, spinając klamrą serial turniejów GRAND PRIX. A Toruń mógłby mieć imprezę w innym terminie, zwłaszcza, że właściciele serialu MŚ nie mają za dużo ofert na organizację GP.

PREMIERY mają to do siebie, że przynoszą niespodzianki a sport nie znosi rutyny, dlatego funduje zaskakujące rozstrzygnięcia i ten walor przyciąga, magnesuje, fascynuje bez granic kibiców na świecie.

HISTORIA Grand Prix sięga 1995 roku, pierwszy turniej we WROCŁAWIU wygrał Tomasz Gollob, który na obszarach tych imprez zostawił dużo wspaniałych wspomnień; rozkochał nie tylko polskich fanów. Ubiegłoroczny turniej w stolicy zakończył się triumfem wspomnianego Lindgrena, który przy takich osiągach na polskich torach znów ma szansę udowodnić wyższość w elicie światowej. Czy tak będzie? Szwed wygrał w Goeteborgu w 2012 turniej GP, jednak nie zbliżał się w karierze do podium mistrzostw świata. Stabilny w miarę, ma szybkie motocykle i doświadczenie, błyszczy w barwach częstochowskiego Włókniarza i tolerują go przy okazji psy trenera Marka Cieślaka.

Tytularnym sponsorem warszawskiej bitwy jest firma BOLL z Zielonej Góry, która działa w branży samochodowej a dominującym kolorem tej marki jest zieleń. Sędziuje na Powiślu Duńczyk Jesper Steentoft, który nie jest kryształowym arbitrem. Prezydentem Jury Międzynarodowej Federacji Motocyklowej – Włoch Armando CASTAGNA, który szefuje światowemu żużlowi jeszcze i nie wiadomo jak długo.

Tor ma 274,21 m, rekord 54,34 sek. wykręcił Amerykanin Greg Hancock podczas GP w 2016 roku, myślę, że może być pobity, bo towarszystwo ma coraz szybsze motory. W historii GP w Warszawie w 2015 roku zwyciężył Słoweniec Matej ŻAGAR, jemu dobrze tam się jeździ, rok później był trzeci a wygrał Tai Woffinden, angielska reklama totalnego tatuażu. W 2017 Fredrik LINDGREN nad Wisłą był najszybszy i co to oznacza teraz? Maciej Janowski był drugi a trzeci przyszły mistrz świata Australijczyk Jason Doyle. Działo się, oj działo a kibiców ponad 50 tysięcy. Mocna atmosfera. STADION NARODOWY jest elegancką areną dla żużla, organizatorzy zapomnieli już wpadkę z torem a jak będzie tym razem? Jak się nie przewrócisz, to nie nauczysz.

Majowa premiera jawi się prawdziwie ekscytująco. Następnie będziemy mieli na naturalnym torze 26 maja Grand Prix Czech w PRADZE na Markete. Firmuje ten turniej turecka oponiarska firma ANLAS, która niespodziewanie podpisała na trzy lata kontrakt z organizatorami BSI/GP i dostarczać będzie opon dla uczestników ścigania się o mistrzostwo świata. TURKÓW w przestrzeni żużlowej jeszcze nie mieliśmy; „po drodze“ firmują oni GP w Pradze. Eray Sayci dyrektor zarządzający Anlasem twierdzi, że towar nie zawiedzie, gdyż wsłuchiwali się w opinie zawodników. Ano zobaczymy.

WARSZAWA i PRAGA na początek, dwa różne stadiony, tory przede wszystkim, ale stawka jednakowa i uczestnicy z cenzusem. Do Pragi wrócę po Warszawie, nad WEŁTAWĄ mówią, że jeśli nad WISŁĄ wygra POLAK, to Czesi będą mieli plochą drahę z kompletem widzów i Marketa będzie biało – czerwony.

No dobrze, ale co zrobić z rozpędzonym fantastycznie Frederikiem Lindgrenem? Może pięcioosobowa polska husaria zatrzyma szwedzki „potop“? Byłoby hucznie i radośnie.

Foto: Monsterenergy

Niemoc z “narcyzami” w tle

maxresdefault

Pjongczang, Korea Południowa i zimowe igrzyska. Olimpiady zarówno te zimowe, jak i letnie to najważniejsze wydarzenia w sportowym świecie; jeszcze dochodzą mistrzostwa świata i Europy. Z mistrzostw świata, te piłkarskie są równie prestiżowym wydarzeniem, zresztą futbolowe ME wyrobiły sobie również taką markę, że ekscytują kibiców na poziomie MŚ. Rangę imprez wypracowuje się latami, popularność dyscypliny, zderzenie na arenie różnych stylów sportu, różnorodność w kibicowaniu wzmagają zainteresowanie a przekaz telewizyjny dopełnia reżysersko i scenariuszowo obrazów, które oglądają miliony widzów na całym świecie. Felieton o stanie światowego żużla, w tym polskiej popularności, która jest notowana jako nadzwyczajna spowodował reakcję, która mimo kiepskiej zimy ożywiła mojego laptopa i telefon. Więc raz jeszcze powracam do tych wątków a zerkając w kalendarz, to za miesiąc będziemy już mieli pierwsze emocje turniejami zaproszeniowymi. Ostatni tydzień marca, przed Wielkanocnymi Świętami mam nadzieję, że niebiosa nie popsują premier.

Światowy speedway od lat 60 –tych mozolnie budował swoje zony zainteresowań, odleciał po dłuższym czasie z londyńskiego Wembley w stronę Szwecji i Polski. Oba te kraje dogadywały się nieźle, wypracowano drużynowe mistrzostwa świata, wymyślono ściganie par. Monokultura indywidualnych wyścigów dostała tła, które zostało szybko zaakceptowane przez kibiców. Finały jednodniowe były świętem całej żużlowej społeczności, wydarzeniem nr 1. Nie chcę powtarzać, że od chwili pojawienia się nowej wersji wydarzeń, pomysłu serialu Grand Prix, gdzie wpierw zawodnicy z ostatnich miejsc szybko uciekali pod prysznic i mieli turniej z głowy. Ten pomysł jakoś trwał cudacznie aż wreszcie padł.

Serial GP miał być ratunkiem dla schematu IMŚ. I poszerzeniem horyzontów żużlowego świata. Blichtr trwa do dziś i marnie wygląda, bo nie przybyło nowych federacji zachęconych do organizacji imprez, szkolenia zawodników. Sytuacja jest zła, bo liga angielska straciła swoje walory i kiedy czytam, że 30 – letni Craig Cook będzie nową twarzą w GP jako inspiracja, po znudzonym Harrisie, to rzeczywiście upadek angielskiego żużla jest mierzony tylko turniejem GP w Cardiff. A i tam coraz mniej ludzi.

Ostatnie podniecenie zamianą, a to już było w historii, drużynowych mistrzostw świata na pary, bo niektóre federacje nie są w stanie skompletować nawet 4 zawodników dowodzi o kompoletnym upadku promocji żużla w świecie, głębokim kryzysie tam, gdzie jeszcze funkcjonował nie tak dawno. Jakoś ta sytuacja zadowolonych narcystycznie z siebie prominentów żużlowych ich nie przeraża.

Powstanie toruńskiej firmy One Sport spotkało się z niezbyt wielką przychylnością Międzynarodowej Federacji Motocyklowej i zakotwiczonych tam ludzi, którzy nie mają pomysłu jak reanimować speedway. Zostawiają spaloną ziemię, “zdemilitaryzowany” obszar, który będzie ruiną po tym, co zbudowali Szwedzi, Polacy, urwalali Anglicy a inne nacje przyłączały się chętnie do “zabawy”. Dobrze, że One Sport siedzi na plecach FIM. Cierpliwość bywa czasem wynagradzana, lecz światowy speedway już nie ma czasu. W Polsce kokietujemy się na lewo i prawo, jakby nie widząc, że za kilka lat, to Polsce przypadnie organizacja większości imprez. Wyobraźnia jest zaletą a często jej brakuje, co też można dostrzec na wspomnianej zimowej olimpiadzie, gdzie ikona polskich biegów tyra i nie może zdecydować się na zakończenie pięknej kariery. Zachłanność na sukces jest cnotą ale jeszcze większą realna ocena sytuacji, brakuje jej nie tylko naszej biegaczce.

No więc co dalej z tym speedway’em na świecie, bo w Polsce on wcale nie zwalnia tempa. Szczytową imprezą robi się Grand Prix w Warszawie, idealna lokalizacja na zakończenie serialu. Nie początek – tylko finał, choć polska stolica mogłaby zaczynać ten cykl i go kończyć. Może i do tego dojdzie, dla dobra wizerunku żużla, który schodzi na manowce. Nie ma silnego przywódcy z mocną głową, który potrzebowałby także lobby do konkretnego pomysłu. I nie ma co szukać czegoś nowego, warto wrócić czasem do tradycji, która była akceptowana I co ważne powiększała grono zainteresowanych. Pomysł kastracji drużynowych mistrzostw świata i dryfowanie w stronę par jest idiotyzmem, który ma karzełkowate nogi. Polska strona, która utrzymuje jeszcze parę po kotłem, widzi tylko koniec swojego nosa. Frekwencja też już nie taka, aczkolwiek w skali międzynarodowej nadal nr 1. No i mamy jeszcze na szczęście ligowe mecze, które podtrzymują tlen, wzbudzają emocje, przyciągają nowe twarze, umacniają kolosa na glinianych nogach. Podsycają charaktery narcystyczne, czyli uwielbianie samego siebie.

Ubolewam i dziwię, że skandynawscy ludzie żużla nie wykazują zainteresowania reanimacją, angielscy jakoś wegetują, ciągle brakuje animatorów, którzy by mogli zaproponować nowe pomysły. Serial GP stępił się okrutnie, wpadł w rutynę, wykańcza swoją przewlekłością. Szuka się chętnych do organizacji imprez. Rosną koszty, słabnie zainteresowanie ze strony federacji, firm.

Postuluję, aby przy okazji warszawskiej GP w gronie fachowców w skali międzynarodowej/ FIM – PZM/ zacząć wreszcie dyskusję, co zrobić z upadającym speedway’em, zainicjować odnowę. Potrzebny pilnie idol/ kto?/ z autorytetem, który zaproponuje z zespołem nową wersję rozgrywek, bez zamiany banana na banana, program uzdrawiający sytuację bez różowych okularów, bo jeszcze trochę a będziemy paradoksalnie wyścigi indywidualne nazywać… drużynowymi.