Moja Polska jest nie do podrobienia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie myślałem o tym, nie spodziewałem się tego, uwierzcie. Polska na dni futbolowego EURO – 2012 zmieniła oblicze i nie chcę wyszukiwać tego, czego nie zdążono wykonać na imprezę, jakiej jeszcze w Polsce nie było, a raczej radziłbym popatrzeć co zrobiono. Jak odmieniła się np. Wieliczka na przyjazd włoskiej reprezentacji, jak wygląda Trójmiasto, stolica. Jak chwalą podpoznańską Opalenicę Portugalczycy, którzy wybrali to miejsce wyglądające jak bajka. Czy można się wzruszyć zmianami miast, widokiem biało – czerwonych flag, które powiewają na samochodach, paradnie prezentują się sprzedawcy w szalikach narodowych barw. I tak dalej, i tak podobnie. Pięknie. Polska zmieniła oblicze na  dworcach kolejowych, samolotowych terminalach by godnie przyjąć kibiców. Gościnnie, po polsku chlebem i solą. Restauratorzy i hotelarze postawili się w stan gotowości. Tysiące wolontariuszy. Mamy wydarzenie, które musi cieszyć, rozbudziło patriotyzm, który do tej pory w sportowej części naszego życia był kwitowany hymnem narodowym i medalami na podium. Na EURO – 2012 Polska dokonała swoistego liftingu i zbiorowej mobilizacji, wbrew malkontentom, przeciwnikom sportu i politycznym warchołom, którzy jakby źle życzyli i dopiero w ostatnim czasie przypinali się do sukcesów. Znam takie obyczaje z żużlowego placu i prominenckie maniery, oblicza działaczy uwiązanych niegdyś krawatami a teraz w  rozpiętych koszulach szpanujących na odmieńców. Jakby nie wiedzieli, że pamięć mają inni.

“ Spadającą gwiazdę schowaj do kieszeni przyda się w deszczowy dzień”… śpiewa Maja Kleszcz. A przede wszystkim: “ Nigdy nie daj wypaść jej”…

Rafał Stec w “ Gazecie Wyborczej” w analitycznym artykule “Smuda i Lato, koko i spoko” scharakteryzował trenera i prezesa. Napisał: “ Na chorobliwą niepewność zahukanego prowincjusza Smuda nigdy nie cierpiał. Śmiało rzuca wyzwanie większym i przenosi swoją pewność siebie na drużynę”. Pominę akapity poświęcone prezesowi Grzegorzowi Lato. Może tylko taki końcowy fragment: “ Słowem, Lato jest emanacją naszego środowiska piłkarskiego w każdym sensie, a Smuda byłby nią, gdyby nie ta jedna rysa na jego spójnym wizerunku. Brak kompleksu polskiego”.

Piszę ten felieton w przededniu wielkiego sportowego święta, które nie może nie radować każdego kibica sportowego. Fani mają swoje specjalności, jednak wielkie imprezy są jak spinacze i łączą wszystkich, którzy widzą sens w uprawianiu, oglądaniu i egzystencji w sportowym tyglu.

Przypominam sobie polskie finały światowe, dekoracyjne elementy imprezy na Śląsku, Lesznie i Wrocławiu. Też była wspaniała atmosfera zbliżającego się szczytu żużlowgo. Plansze reklamowe, rande vous z byłymi mistrzami toru, pamiątki i zlot kibiców. I późne biesiady; coś do zjedzenia i coś do wypicia mocniejszego jakże ostro pobudzały do żarliwych wspomnień i rozważania szans. Pamiętacie?!

Z wielką przyjemnością słuchałem ostatnio piłkarskich felietonów Stefana Szczepłka w radiowej “Jedynce” czytanych przez Marka Kondrata, tamże emocjonalnie barwnego głosu radiowca Tomasza Zimocha, gościnnego i eleganckiego w extra studio TVP Włodzimierza Szaranowicza. Nagromadzenie medialnego “towaru” z okazji piłkarskiego festiwalu może zaimponować i jest dla mnie argumentem bynajmniej nie ostatecznym, że wydarzenie nr 1 kumuluje w sobie siłę promieniującą na wiele ośrodków, natomiast rozmycie wydarzenia poprzez jego rozbicie powoduje szarość, która prowadzi do znudzenia i pospolitości czegoś, co mogło być przeżyciem zapamiętanym na zawsze. Takiej imprezy jak EURO’ 2012 w Polsce nie było i chyba nie będzie długo, bo olimpiady raczej nam nie grożą. A zimowe wydarzenia z naszymi super gwiazdami odlatują szybko z żalem.

Futbolowe święto na Starym Kontynencie z udziałem gwiazd rozsławia Polskę na wszystkie strony świata. Jestem zazdrosny o speedway w tym oczywiście kontekście.

EURO’ 2012 organizacyjnie na polskiej i ukraińskiej ziemi zbliżyło również oba narody nie tylko sportowo. Ciekawe przeżycie i doświadczenie, że można jedną imprezę rozbić na dwie z pożytkiem dla całości. Osoby mniej zaangażowane w atmosferę piłki nożnej i sportu mimo wszystko zostały wciagnięte w wir “festiwalu”, bo trudno uciec od informacji, od telewizyjnych przekazów. Robią atmosferę. Czadowo.

Przy takiej imprezie jaką są finały piłkarskich ME każda dusza sportowa musi przeżywać emocje ściśniętego serca. Wzruszenia ogarniają nas serdecznie i robią w głowach zawrót przyjemnych doznań. Polska doładowana jest tysiącami zagranicznych kibiców, cały świat śledzi co dzieje się na boiskach EURO.

Kalendarz żużlowy nie jest paraliżowany przez ME, choć przecież futbolowe mecze wygrywają z tym, co robią żużlowcy w ligach i jakie jazdy mają w GP Tomasz Gollob oraz Jarosław Hampel. Co zatem będzie ważniejsze czy bramka Roberta Lewandowskiego, asysta Jakuba Błaszczykowskiego i gol Łukasza Piszczka czy podium Grand Prix wspomnianego duetu?! Przyjmuję tylko szczere odpowiedzi. W GP jest cienko. W Kopenhadze Hampel odniósł przykrą kontuzję, Gollob jeździł bez siły motocykli. Dlaczego takie tyły? Zostaje zatem piłka i nadzieje, że… No? Z Grekami starczyło siły tylko na pierwszą połowę, trener nie dawał zmiany. A Rosja została rozmontowana i mamy kolejny remis, który jest jakby zwycięstwem. Szalenie ważne wydarzenie. A to co się działo w Warszawie widziałem na własne oczy. Teraz przed nami Czechy i musimy wygrać, a co to oznacza w sporcie? Musimy…

Mamy teraz Polskę w innych barwach i nastrojach, mamy życie zdominowane przez piłkarskie gwiazdy, gole i pojedynki niezapomniane. Jestem dumny, że tak jest, a do żużla wrócimy mentalnie przecież w swoim czasie. Warto jednak na serio pomyśleć co zrobić, żeby speedway miał również takie wyjątkowe święto, które pozytywnie wywróci nasze życie i wszyscy będą mieli motory w głowach a Polska jak długa i szeroka zamieni się znów w gościnny i radosny biało – czerwony dywan. Seriale są bowiem dobre ale na ekranie TV. A nam się marzy wielkie wydarzenie sezonu na torze!!!

Speedway w starciu z kopaną

 

Widzę auta, których lusterka zewnętrzne ozdobione są biało – czerwonymi pokrowcami. Szaliki sportowe zdobią tylne półki samochodów, dostrzegam kapelusze, piłki i tym podobne  pamiątki w sklepach, niemal wszędzie, zaczął się „potop“ gadżetów różnej maści, flagi, kapelusze, czapki, koszulki, bluzy dla dzieci i dorosłych. Mamy atmosferę zbliżającego się święta futbolowej Europy. Budowane są w miastach Strefy Kibica, by wspólnie oglądać i przeżywać mecze. Robi się miło na sercu, biało – czerwone barwy dominują i podnoszą ciśnienie. Nadzieję. A do otwarcia EURO – 2012 jeszcze trochę dni. Dumny jestem z tego, że tak wielka impreza sportowa rozgrywana będzie u nas. W moim kraju. Dlatego nie rozumiem posła Jana Tomaszewskiego, bramkarza, który kiedyś na Wembley powstrzymał Anglików. Po tym sukcesie i awansie „Orłów“ Kazimierza Górskiego do mistrzostw świata pod katowicką redakcję „ Sportu“ zjawiła się na rynku spora grupa kibiców, mimo późnej pory odśpiewała tradycyjne sto lat. Robiło się gazetę w porywie z radością. To były czasy! Który rok? 1973. W tym samym, kiedy Jerzy Szczakiel na Stadionie Śląskim zdobył tytuł mistrza świata. Wspaniały rok, następny jeszcze lepszy. Dlaczego nie rozumiem posła Tomaszewskiego? Jego olbrzymiej awersji do wybrańców Franciszka Smudy? Otóż poseł uważa, że w takiej reprezentacji powinni być tylko sami rdzenni Polacy, nie skażeni zagranicznymi paszportami. Staram się zrozumieć Jana Tomaszewskiego, którego kiedyś poznałem na mistrzostwach Polski w tenisie stołowym, bo interesował się ładną grą jednej ładnej zawodniczki, bardzo utalentowanej. Agresywne wypowiedzi posła ma zgasić jego partyjny wódz. Został skarcony przez towarzystwo.

W każdym razie sianie nienawiści w sporcie, zresztą nie tylko tam, kłóci się mega mocno z ideą sportu przez duże „ S“.

Atmosfera w obliczu piłkarskiego święta Starego Kontynentu rośnie z dnia na dzień. Tak  myślę, że gdyby takie  finały rozbić na  różne kraje i w czasie, podobnie jak to się dzieje z żużlem w ramach Grand Prix, festiwal byłby rozmyty jak kiepskie mydło. A tak mamy nasycenie maksymalne i urok właśnie święta od którego trudno uciec. Poprzez rozmaite gadżety, uliczną reklamę, wystrój gastronomicznych lokali widzimy jak atmosfera pięknie rośnie. Eksplozja nastąpi, kiedy sędzia gwizdnie i kopnięta zostanie pierwsza piłka w meczu otwarcia Polska – Grecja. Wtedy już nie będzie zmiłuj się a czas zostanie zagospodarowany przez futbolowy teatr.

A gdzie w takim razie będzie miejsce na speedway?

Powszechnie mówi się, że żużlowi kibice są wyjątkowi i tak zapatrzeni w swój ukochany sport, że poza warkotem motocykli nie widzą świata. Nie wszyscy jednak i spora część widzi, emocjonuje… gdyż prawdziwy kibic interesuje się wszystkim, co kryje się pod słowem sport. Kocha, lubi, szanuje.

Wyobrażam sobie, że armia kibiców z zagranicy, która przyjedzie do Polski m szansę  przy okazji zobaczyć i żużel, tylko trzeba tym fanom zaproponować takie możliwości. Okazja jest doskonała i sądzę, że wśród tych kibiców są i tacy, którzy poza piłką nożną kochają także speedway, zwłaszcza turyści z Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Czy pomyślano o takim rozwiązaniu w gronie żużlowych animatorów nie wiem. Gorzów żyje turniejem Grand Prix, który zaplanowano w drugiej połowie czerwca. Liga ma swoje prawa i tak się nakręca. W jakim stopniu temperatura piłkarska odbije się na żużlowych emocjach zobaczymy; śledzę frekwencję na stadionach i nie ma co kryć, że jest ona co roku niższa. Nie bez wpływu na taki stan mają telewizyjne przekazy Ekstraligi, bo kibice liczą nie tylko pieniądze, także czas, no i wygodę.

Raz jeszcze wracam jako „człowiek nie nowoczesny“ jak to określają niektórzy adoratorzy serialu Grand Prix, że skomasowane wydarzenie jakie by nie było kumuluje energię i wyzwala adrenalinę, która jest strasznie zaraźliwa dla otoczenia. Żużlowy serial GP jako indywidualne mistrzostwa świata w swojej atmosferze zużył się jak wycieraczka do butów przed ZUS – em. Nie ma GP świeżości święta, oczekiwania, zjazdów gremialnych. A na EURO‘12 bilety sprzedane, będą tłumy przed ekranami na placach i pełne lokale, gdzie przy piwie podziwia się grę artystów kopanej.

Dlatego mi żal i zazdrość mnie gnębi, że takie imprezy wyrywają ludziom włosy z głowy a serial żużlowy robi się jałowy jak sucha kromka chleba. Gdzie te desery, wisieńki na torcie? Liga? No tak, ale ja wołam maniakalnie o extra wydarzenie kumulujące wszystko co najlepsze w sporcie żużlowym. Po prostu finał finałów, szczyt szczytów.

Ostatnie tragiczne wydarzenie na torze i śmierć angielskiego zawodnika Lee Richardsona

przygnębiła całe środowisko, bo z życia wyrwany został człowiek w pełni sił i perspektyw. Takie wydarzenia robią duże spustoszenie w świadomości i wprawdzie, życie pędzi i sport się nakręca, zostają jednak w pamięci okruchy nieszczęścia. Wszystko co najgorsze każdego może dotknąć, tak jak zatytułowałem ostatnią moją ksiażkę „Szybkość nie wybacza nikomu“. Co za zbieg okoliczności i ogromnie mi przykro, że na torze znów doszło do dramatu. Powróciłem z premedytacją do tego smutnego faktu w obliczu piłkarskiego święta, które zdominuje w czerwcu sportowe życie w Polsce. I nie tylko, bo takie imprezy zniewalają dusze ludzi młodych i starych a mega emocje wdzierają się jak powódź wszędzie. Dlatego jestem zazdrosny o speedway, dlaczego nie mamy /żużlowe środowisko/ takiego wyjątkowego święta, na które „pielgrzymują“ kibice z dalekich zakątków a świat dowiaduje się skutecznie o tym co dzieje się na boiskach. A będzie się działo, oj działo! Kolorowo, głośno i myślę, że bezpiecznie. Eurosportowo, że hej!

Agresja XXL

Ogarnia nas zewsząd, politycy opluwają się słownie na antenach telewizyjnych, wygadują niecenzuralnie historyjki. Intelektualne spustoszenie głów. O elegancji zapomnijmy, młodzież świetnie jest edukowana przez ludzi z pierwszych stron gazet i pism oraz najbardziej popularnych telewizyjnych programów czy radiowych audycji. Groza. Areny sportowe  coraz bardziej przypominają sceny brutalnych zachowań i trwałych okaleczeń zawodników. Sprawozdawcy komentują i chwalą, że dobrze iż ktoś zagrał faul, bo uratował drużynę od karnego czy wolnego/ to w futbolu/. Słynne uderzenie „ z byka“ piłkarza włoskiego przez znanego Zidane’a przeszło do historii. Od tego czasu mieliśmy również fakty mrożące krew w żyłach.

Oto na ringu bokserskim w nie tak dawnej walce pomiędzy Ukraińcem Witalijem Kliczką a Brytyjczykiem Derekiem Chisorą doszło do kuriozalnych precedensów. Oto już przed walką pobudzony bokser spoliczkował przeciwnika, potem opluł jego brata Władimira. Po walce szukał zwady delikatnie mówiąc i wszyscy drżeli, kiedy przegrany kogoś zaatakuje. Coś okropnego prawda?  Chisora wszczął bijatykę ze swoim rodakiem Hayem. Bokserska federacja nałożyła na niego wysokie grzywny, kilkaset tysięcy dolarów ale co dalej z tym „ fantem“. Kto następny do wyczynów?

Piłkarze ręczni faulują, hokeiści, żużlowcy wypychają w bandy, a jak coś im się nie podoba dochodzi do rękoczynów. Bywało tak? A jakże by nie wspomnieć Australijczyka Craiga Boyce’a, który na stadionie londyńskiegoi Hackney uderzył Tomasza Golloba. Długo wtedy jury obradowało nad tym incydentem, a dlaczego tak długo? Jest wina, powinna być kara, tylko, że w życiu zakończenia są różne i zazwyczaj piekielnie długo czeka się na wyroki.

Każdy polski weekend przynosi smutne statystyki przyłapanych pijanych kierowców, którzy piją i jadą. I tak w kółko, mamy więc dramaty topione w morzu łez. I gromada winowajców, recydywistów. Jak długo?

Poseł PiS Jan Tomaszewski, który walczy konsekwentnie z futbolową centralą, korupcyjnymi przewałami pozwala sobie na słownictwo nie licujące z parlamentarną legitymacją. Legendarny bramkarz owiany sławą tego, który zatrzymał Anglików w 1973 roku na londyńskim Wembley dopuszcza się frazeologii, która chyba umyka jego partyjnemu szefowi. Onegdaj w rozmowie  z Moniką Olejnik w „Kropce nad i“ nie miał żadnego zahamowania by powiedzieć dowcip, który prowadząca program skwitowała krótko: „ordynarny“. Wiecie jaki to był „dowcip“?! Proszę bardzo… „Jak zapłodnić krowę? Postawić ją na lodowisku a sama się wypie…“ I tak na żywo poleciało. Straszne.

Arogancja, agresja, prymitywizm. Groźna eskalacja.

Futbolowe faule kończą się kontuzjami leczonymi miesiącami, wprost słychać jak trzeszczą kości. Wijący się z bólu piłkarz, zawodnik innego sportu, grymasy bólu, nosze i sygnały karetek odjeżdżających ze sportowych aren towarszyszą incydentom, które z natury wywołuje los ale i świadoma ingerencja przeciwnika, który z premedytacją wjeżdża ślizgiem w nogi konkurenta. Brutalna walka na murawie, torze, tafli, parkiecie, tenisowych kortach nawet.

Z jednej strony mamy publiczne życie wzbogacane o agresję, gdzie rozmówca bezceremonialne przerywa drugiemu, jakby nie słyszał co mówi, jakby nie zdawał sobie sprawy z oglądającego gremium, często bardzo milionowego. Takie czasy?

Korupcja, ustawianie meczów, procesy i nie kończące się sprawy prokuratorskie. Przykłady idą zazwyczaj z góry i doły karmią się padliną.

Wspomniany poseł Tomaszewski oświadczył, że nie będzie oglądał meczu reprezentacji Polski z Portugalią na otwarcie Stadionu Narodowego w Warszawie, gdyż grają tam przestępcy. Monika Olejnik indagowała, naprawdę nie będzie pan oglądał? Nie –  odpowiedział Jan Walczący. Ma prawo… Jako legenda, ikona i człowiek dający przykład w roli posła.

Kto kogo ma uczyć patriotyzmu, honoru, czystego sportu pozbawionego jakichkolwiek brudów korupcyjnych?

Speedway nie jest pozbawiony pokus, mieliśny przed laty remisowy mecz w Rzeszowie z Unią Leszno, gdzie zawodnicy by dotrzymać umów hamowali przed metą nogami. Kibice rzucali pieniądze na tor a wstyd było słychać na kilometry. Posypały się kary i Unia odcierpiała. Kuriozalny mecz można zapisać w księdze rekordów.

Nie dawanie miejsca po starcie i wypychanie na bandę jest w żużlu pewnym zwyczajem stosowanym raz po raz w ogniu walki najczęściej ligowej ale nie jest wolna od takich incydentów i ranga mistrzostw świata. Czym grozi taka jazda faul, na aferę, oglądana przez kibiców i telewidzów nie trzeba dokumentować, ponieważ konsekwencje są aż nadto przykre i bolesne w leczeniu ran. Kończyły się  przecież także trwałym kalectwem.

Mecze reprezentacji narodowych warto oglądać i być dumnym, to wręcz patriotyczny obowiązek. Co też wygaduje poseł Tomaszewski…

Oczywiście krytyka korupcji, walka z nagannymi sytuacjami jest potrzebą chwili, lecz konsekwencji w tym niestety nie ma. Jest wina a nie ma kar. Takie sytuacje bardzo źle wpływają na kariery młodych zawodników.

Piszę o tym w przededniu kolejnego sezonu żużlowego. Speedway ze względu na swój charakter jest kontuzjogenny. Trzeba szanować więc każdego przeciwnika i traktować jazdy z szacunkiem, bo dziś w karambolu uczestniczy ten a jutro inny. Gdzie człowiek dosiada motocykla może zdarzyć się wszystko ale trzeba zdawać sobie sprawę, że od kierującego zależy wiele i musi sobie zdawać sprawę z faktu, że na torze nie jest sam.

 

Euro – 2012 kontra speedway

Zbliża się, choć nie drogami ani autostradami. Futbolowe szaleństwo, wydarzenie sportowe jakiego jeszcze nie było. Piłkarskie mistrzostwa Starego Kontynentu za rok będą nas mocno emocjonować, przede wszystkim występy podopiecznych trenera Franciszka Smudy. Jak zagrają biało – czerwoni? Takie pytanie błądzi coraz częściej w naszych umysłach. Na razie kadra gra coraz lepiej ale jeszcze nie tak, jakby się chciało ją oglądać w czasie EURO – 2012. Jest trochę czasu na korekty, na pracę, choć nieubłaganie dni mijają. Raz po raz dowiadujemy się o budowie stadionów z którymi są problemy, mamy opóźnienia i afery. Jednak wszystko ma być uregulowane i lśnić na czas imprezy, jakiej jeszcze w Polsce nie było. To się okaże w praktyce, jak na razie są wielkie obawy czy wszystko zagra. Optymizm bierze się stąd, że zwykle w chwilach zagrożeń potrafiliśmy w ostatniej chwili zmobilizować się maksymalnie i wyczyścić brudy. Problemem są autostrady, ich budowa i już wiadomo, że nie będzie tak, jak zaplanowano. Medialne doniesienia przekazują ile zarabia boss polskiego futbolu Grzegorz Lato, bo oprócz posady prezesa związku szefuje spółce, zasiada w innych i licznik konta powiększa dochody o jakich się chyba Lacie nie śniło nawet w czasach zawodniczej prosperity. Dary spadają z nieba, gdyż trudno nazwać ciężką pracą  „zasiadania“. Mówi się o kilku milionach, a przecież Lato sam funkcjonuje.Kółko adoratorów ma się super.

Kiedyś napisałem taki tekst, co żużlowi dadzą piłkarskie mistrzostwa Europy. Na pewno zostanie infrastruktura i stadiony, które mogą mieć nawierzchnie do żużlowego ścigania, a dla kibiców wygodne oglądanie zawodów, takie jakie panują w Cardiff. Czy tak się stanie pokaże czas. Z naszymi autostradami nawet Chińczycy spasowali i mamy wstyd, bo nie chodzi przecież o odszkodowania, tylko o realizację na czas. Czytam, że rząd nie planuje po EURO – 2012 dużej kasy na drogową infrastrukturę, co mnie bardzo dziwi, bo nie możemy tkwić w zaścianku. Jakie mamy „drogownictwo“ widać na lewo i prawo. Za rok będzie już wiadomo, czym dysponujemy, jak machina mistrzostw Europy funkcjonuje na terenie Polski w każdym szczególe, na drogach, w portach lotniczych, w gastronomii, w hotelach i jeszcze tam, gdzie się gra. Jeśli drużyna Polski zaskoczy kibiców wynikami nastąpi odpuszczenie win. Polscy kibice opuszczą, lecz zagraniczni nie, Europa będzie patrzeć codziennie nam na ręce i nogi. Damy radę? Nie wiem, mam szczyptę optymizmu, że w podobnych sytuacjach dawaliśmy zawsze radę i dzięki fantazji jakoś nam wybaczano. Czy tak będzie? Nie szukam dziury w tym galimatiasie jaki jawi się w kwestii sportowej i organizacyjnej, i nie ma co patrzeć, że Ukraina ma podobne problemy. Sami będziemy świecić błędami.

Niedawno usłyszałem takie hasło, że „Polska to biedny kraj bogatych ludzi“.

To, co będzie zrobione na EURO – 2012 w infrastrukturze zostanie i dla żużla, dla sportu, dla kibiców. Chcę wspomnieć raz jeszcze o kluczowej sprawie korelacji terminów piłkarskiego wydarzenia z żużlowymi datami imprez. Serial Grand Prix musi uwzględniać terminy meczów, by nie zbiegały się w soboty z hitami futbolowymi. Tak samo polska liga. Słyszę, że kibice żużlowi nie interesują się „kopaną“. Może… lecz nie do końca i jeśli będzie oferta telewizyjna dobrego meczu  nie wiem, co wybierze fan sportu, nawet zagorzały kibic gollobowej rozrywki. Już teraz sygnalizuję ten problem centrali Polskiego Związku Motorowego, żużlowym spółkom i klubom naszej rzeczywistości, ponieważ w przeszłości przy mniejszych oczywiście wydarzeniach nie zawsze zgrywano terminy. Były igrzyska olimpijskie, były mistrzostwa świata piłkarskie a motorowe towarzystwo jakby nic na świecie się nie działo i organizowano w tym samym czasie turnieje i mecze. Były kłopoty z frekwencją, jednak kibic wybiera komfort i patrzy w portfel. Zwłaszcza dziś.

Kalendarz piłkarskich ME jest znany, żużlowy świat niech nie wierzy w swoją potęgę.  Polska strona zadufana jest w frekwencję, choć nie miała do tej pory takiego doświadczenia jakie nas oczekuje za rok. Na szczęście ME nie trwają za długo, kilka tygodni zaledwie, warto jednak uwzględnić wydarzenie, które w mniemaniu niektórych jest bardziej wartościowe niż mistrzostwa świata, bardziej wyrównane. Mnie brakuje jednak w ME  rytmu południowo – amerykańskiej piłki i finezji jaką wnoszą gracze Argentyny czy Brazylii.

Mam jeszcze taką refleksję dla żużlowego środowiska aby wykorzystało promocyjnie obecność sław piłkarskich, samych gatunków meczów i kokietowały swoich kibiców biletami jako nagrodami czy spektakularnymi spotkaniami gwiazd jednego i drugiego sportu.

Należy się zatem cieszyć z EURO – 2012 na polskim rynku; co będzie zrobione zostanie, reszta i tak nie będzie milczeniem. Warto wykorzystać więc takie wydarzenie, żeby dla siebie uszczknąć ile się da. Mam przekonanie, że żużlowy świat pozna w przyszłości smak imprezy pod dachem i na którymś polskim stadionie będzie co roku lepiej, niż pod dachem Cardiff. Walijska stolica została wykreowana, wobec modernizacji londyńskiego Wembley i braku innej alternatywy brytyjskiej. Kiedy tylko zakończy się w czerwcu turniej w Cardiff, Brytyjczycy od razu zabiegają o fanów na następny rok i robią to konsekwentnie, znają datę i mocno kokietują kibiców. Wiedzą, że tylko tak może być zrobiony interes a każdy funt to królewskie szczęście.