Sędziowie tracą oddech a tory jakość

Wykańczają ich mikroruchy zawodników. Szkoda. Mówi się, że poezja robi z łez perły… Gruba metafora w stronę żużla. A co robią sędziowie ze startów?…Pisałem o sankcjach na meczach żużlowych, sprawozdaniach, decyzjach, ileś osób depcze sobie po piętach. Nadal tak samo. Tory rozgrzebywane, eksperymenty, by utrudnić jazdy przeciwnikom. Koparki, traktory mieszanie gliny z popiołem. Piekło na stadionach infantylne. Podprowadzający ustawiają do bólu na startach zawodników strony przeciwnej, jakby chcieli stresem ich stłamsić. Ze scenariusza meczu robi się lichy kabaret, w którym uwagę przykuwają manewry pod taśmami oraz sędziowie, którym wydaje się, że refleks jest kradzieżą. Nudności. Namiestnik torów i orzekania decyzji sędziowskich Leszek Demski, który kiedyś był arbitrem, wydaje kontrowersyjne opinie. Można dyskutować? Nie ma patentu na mądrość a rozdaje czasem znaczone karty. Spiętrzenie na łączach komunikacyjnych wywołuje chaos. Tak, tak… by nie powiedzieć dosadniej. W Rybniku lublinianin Paweł Miesiąc trafił w punkt, popisał się błyskawicznym startem, podobnie jego kumpel z Motoru Matej Zagar. Jednak sędzia Artur Kuśmierz stopuje jazdę. Raport, baczność. Czy ktoś bada sędziów czy mają refleks w postrzeganiu sytuacji? Warto zrobić takie testy. Niektórzy oglądają powtórki TV kilka razy, nie dociera do nich prawda, publiczność gwiżdże, stres zalewa zawodników. Kołomyja niczym huragan nad Kubą. Raz jeszcze Rybnik, gdzie mamy popisy wyjątkowe pod taśmą. Dariusz Przeliorz zwany “Porzeczką” zachowuje się, jak dyrektor na miedzy. Tyle lat oglądam speedway ale doczesne zwyczaje psują widowiska. Sędziowskie powtórki i kary za REFLEKS są absurdalne. Ponadto przepisy w sprawie nawierzchni nie mają odbicia w jakości, bo oto prezes częstochowskiego Włókniarza samoistnie kopie sobie drogę do słońca. Nie uzgadnia z nikim, a powinien, więc ryje ciężkim sprzętem przed zawodami. Nie robię kiełbasy w wannie, nie znam się na tym. Panowie psujecie ewidentnie speedway, niknie jego wartość na oczach milionów kibiców, którzy teraz głównie siedzą przed telewizorami. Komentatorzy TV, nie wszyscy na szczęście, też mają obsesję na punkcie startów, kiedy już zawodnicy ruszyli, dopatrują się mikroruchów. Po co? “Święty sędzia” już puścił taśmę w górę, pojechali aż miło, jest radość kibiców, że nie ma powtórki. Ale snują się wątpliwości, chyba poruszył powieką XYZ albo wiatr targnął kevlarem. Obojętnie czy Porzeczka, Borówka czy Ananas, panowie nie róbcie kreciej roboty, bo jesteście omotani obsesyjnie makroruchami.

Arbiter nie reaguje, pozwala kierownikom startu na kombinacje pod taśmami, adrenalina buzujei wychodzi zawodnikom uszami a tu: w lewo, w prawo, jak na egzaminie prawa jazdy. Czy nie lepiej zostać parkingowym przed jakimś urzędem, hotelem? Byłoby zdrowiej, leciały napiwki, pole do popisu.

Widowisko jest piękne, kiedy ma swoje naturalne tempo. Bez wydziwiania. Piszę znów o tym, gdyż mam odzew wielu fanów, którzy są bezradni wobec kunktatorstwa decyzyjnego żużlowych funkcjonariuszy. STOP. A gdzie śpi władza? Na twardym czy miękkim materacu?  Jeszcze o torach, otóż nie przypominam sobie w historii tego sportu aby doszło do tego, co stało się w Częstochowie. Wiecie daczego? Bo dawniej za tor odpowiadał TOROMISTRZ i SĘDZIA. Było normalnie. Teraz KOMISARZ TORU poczuwa się do korekt. Byłby słabym, gdyby napisał… byłem, widziałem, zaliczyłem i wziąłem kasę. Za proste. Dziś już nie ma działaczy ideowych/ ja to rozumiem/, ludzie, pracują nie za proporczyk, więc wydaje mi się logiczne, że odpowiedzialność wzrosła. Jakoś nie ma ma potwierdzenia taka teza w rzeczywistości. Rozmywa się grubo odpowiedzialność: z góry na dół i odwrotnie. Nie jest dobrze a jak będzie?

Krzysztof Kasprzak. Nie był w formie; w nagrodę za zdobycie rok temu “Złotego Kasku” wysłano go do chorwackiego Gorican na turniej Challenge, który promuje trzech najlepszych do przyszłorocznego serialu Grand Prix. Kasprzak, były srebrny medalista mistrzostw świata tam pojechał. Sugerowałem wcześniej, że może nie jest to trafna decyzja… Pomyliłem się okrutnie, otóż zawodnik przeszedł silnikową metamorfozę, wygrał i o mało co z kompletem punktów. Jak to się stało? Cud? Wcześniej doły, a tu skok na Giewont. Kasprzak bierze na siebie wielką odpowiedzialność za starty w GP’21. Ten serial jest zdominowany przez Polaków, kadrowo, organizacyjnie, frekwencyjnie. Sezon anno 2020 jest wyjątkowy, nie wiem jak potoczy się pandemia i co będzie w przyszłym roku, należy mieć nadzieję, że nie… wzrośnie liczba turniejów. Po co?  Na razie światowe władze SGP omotane ideą ilości tracą na jakości. Pora najwyższa powrócić do klasyki, czyli turniejów o drużynowe MŚ, także MŚ par w klasycznym układzie rozgrywek. Zafundowanie obecnie nowości w postaci Pucharu Narodów nijak ma się do wartości, prestiżu – imprez poprzednich. Chytra KOMERCJA zjadła istotę sportu, urodę w połączeniu z atrakcyjnością.

MĄDROŚĆ jest bezcennym towarem, lecz niestety jej deficyt burzy porządek wielu spraw. Speedway jest mikrym sportem i każde eksperymenty in minus są bardzo kosztowne. Wytrawny kibic, przywiązany do żużla diabelnie, oczekuje stabilności i musi mieć poczucie poszanowania. Komercyjne, bezduszne lekceważenie jest destrukcyjnym błędem, którego historia na pewno nie wybaczy. Na razie trwa hossa bezkrytycznego dmuchania balonu, ale on już zrywa się ze sznurków, wiatr szarpie i może zerwie ze schematami oraz powielaniem wciąż tego samego. RANGA musi windować w górę, pozyskiwać nowych kibiców, otwierać rynki reklamowe kreatywnością wydarzeń.

Zbliżamy się do sezonowych rozstrzygnięć; walka w Ekstralidze toczy się nie tylko na torach z buldożerami, nie tylko pod taśmami, gdzie funkcjonariusze przechodzą sami siebie. Play- offy, pierwsza czwórka teamów jest oazą zbawienia, stamtąd tylko krok do raju. Unia Leszno broni złota jak królewskiej korony Elżbieta II w Londynie. Mamy jednak swoje pałace, swoje gry, swoją śmietankę. I te skandaliczne czasem pobocza o których wspominam, bo tak jak decydenci serialu GP tkwią z uporem w swoich okopach, tak niektórzy boją się elastycznie i mądrze zmieniać bzdury na lepsze jutro.

Arbiter nie reaguje, pozwala kierownikom startu na kombinacje pod taśmami, adrenalina buzujei wychodzi zawodnikom uszami a tu: w lewo, w prawo, jak na egzaminie prawa jazdy. Czy nie lepiej zostać parkingowym przed jakimś urzędem, hotelem? Byłoby zdrowiej, leciały napiwki, pole do popisu.

Widowisko jest piękne, kiedy ma swoje naturalne tempo. Bez wydziwiania. Piszę znów o tym, gdyż mam odzew wielu fanów, którzy są bezradni wobec kunktatorstwa decyzyjnego żużlowych funkcjonariuszy. STOP. A gdzie śpi władza? Na twardym czy miękkim materacu?  Jeszcze o torach, otóż nie przypominam sobie w historii tego sportu aby doszło do tego, co stało się w Częstochowie. Wiecie daczego? Bo dawniej za tor odpowiadał TOROMISTRZ i SĘDZIA. Było normalnie. Teraz KOMISARZ TORU poczuwa się do korekt. Byłby słabym, gdyby napisał… byłem, widziałem, zaliczyłem i wziąłem kasę. Za proste. Dziś już nie ma działaczy ideowych/ ja to rozumiem/, ludzie, pracują nie za proporczyk, więc wydaje mi się logiczne, że odpowiedzialność wzrosła. Jakoś nie ma ma potwierdzenia taka teza w rzeczywistości. Rozmywa się grubo odpowiedzialność: z góry na dół i odwrotnie. Nie jest dobrze a jak będzie?

Krzysztof Kasprzak. Nie był w formie; w nagrodę za zdobycie rok temu “Złotego Kasku” wysłano go do chorwackiego Gorican na turniej Challenge, który promuje trzech najlepszych do przyszłorocznego serialu Grand Prix. Kasprzak, były srebrny medalista mistrzostw świata tam pojechał. Sugerowałem wcześniej, że może nie jest to trafna decyzja… Pomyliłem się okrutnie, otóż zawodnik przeszedł silnikową metamorfozę, wygrał i o mało co z kompletem punktów. Jak to się stało? Cud? Wcześniej doły, a tu skok na Giewont. Kasprzak bierze na siebie wielką odpowiedzialność za starty w GP’21. Ten serial jest zdominowany przez Polaków, kadrowo, organizacyjnie, frekwencyjnie. Sezon anno 2020 jest wyjątkowy, nie wiem jak potoczy się pandemia i co będzie w przyszłym roku, należy mieć nadzieję, że nie… wzrośnie liczba turniejów. Po co?  Na razie światowe władze SGP omotane ideą ilości tracą na jakości. Pora najwyższa powrócić do klasyki, czyli turniejów o drużynowe MŚ, także MŚ par w klasycznym układzie rozgrywek. Zafundowanie obecnie nowości w postaci Pucharu Narodów nijak ma się do wartości, prestiżu – imprez poprzednich. Chytra KOMERCJA zjadła istotę sportu, urodę w połączeniu z atrakcyjnością.

MĄDROŚĆ jest bezcennym towarem, lecz niestety jej deficyt burzy porządek wielu spraw. Speedway jest mikrym sportem i każde eksperymenty in minus są bardzo kosztowne. Wytrawny kibic, przywiązany do żużla diabelnie, oczekuje stabilności i musi mieć poczucie poszanowania. Komercyjne, bezduszne lekceważenie jest destrukcyjnym błędem, którego historia na pewno nie wybaczy. Na razie trwa hossa bezkrytycznego dmuchania balonu, ale on już zrywa się ze sznurków, wiatr szarpie i może zerwie ze schematami oraz powielaniem wciąż tego samego. RANGA musi windować w górę, pozyskiwać nowych kibiców, otwierać rynki reklamowe kreatywnością wydarzeń.

Zbliżamy się do sezonowych rozstrzygnięć; walka w Ekstralidze toczy się nie tylko na torach z buldożerami, nie tylko pod taśmami, gdzie funkcjonariusze przechodzą sami siebie. Play- offy, pierwsza czwórka teamów jest oazą zbawienia, stamtąd tylko krok do raju. Unia Leszno broni złota jak królewskiej korony Elżbieta II w Londynie. Mamy jednak swoje pałace, swoje gry, swoją śmietankę. I te skandaliczne czasem pobocza o których wspominam, bo tak jak decydenci serialu GP tkwią z uporem w swoich okopach, tak niektórzy boją się elastycznie i mądrze zmieniać bzdury na lepsze jutro.

Foto: FIM / SUSANNE HUTTINGER

Sędziowski obłęd i…

Zaczęło się od komisarzy, którzy mieli stać na straży torów przygotowanych prawidłowo. Powstał zatem oddział nowych funkcjonariuszy, którzy albo przejęli się swoją rolą albo nie wiedzieli, jak poruszać się w nowej roli pomiędzy sędzią a gospodarzami zawodów. Sędzia zszedł na dalszy plan a o nowej władzy komisarycznej zaczęto mówić różnie. Czy dzięki pomysłowi powoływania nowej elity nawierzchnie są lete-slowa-kory-zapamietamy-na-zawsze-oto-najpiekniejsze-cytaty-gwiazdy-2413191psze?! Czasem tak, generalnie nic to nie daje, poza wzrostem kosztów i urabianiem ambicji ludzi, którzy w nowej roli zachowują się jak dowodzący. Albo przyjeżdżają, oglądają i wracają w poczuciu spełnienia swojego obowiązku. Opinie bywają różne. Jeśli jest jakiś projekt, powinien być oparty o fakty, przemyślenia i nie trafiać kulą w płot. Dawniej bez komisarzy, nie tylko moim zdaniem, było normalnie. Mnożenie władzy rozmywa odpowiedzialność. Polska władza żużlowa od jakiegoś czasu uwielbia rozdrobnienie dzielnicowe, „pływanie“ na morzu kajakiem. Jest cudownie? A może skoro są wątpliwości powołać następną grupę ocalenia torów czyli nadkomisarzy? Żadna funkcja nie hańbi. Koszty nie liczą się, polski speedway kibicami i sponsorami stoi. Ale wszystko ma swój kres. Zwłaszcza pieniądze. Nadal mówi się, że gospodarze meczów przygotowują tory pod siebie, no to po jakie licho komisarze w mundurkach?

Sędziowie od torów odsunięci. Zalecenia władz żużlowych raz po raz mają inną ideologię; oto raz sypać gruby granit, raz drobny, sjenitem kleić. Toromistrze w naszej tradycji byli fachowcami, „robotnikami“ mającymi swoją filozofię i zwykle prezesi klubu nie mieszali na torze. Jak sięgnę w przeszłość zawsze z torami były cyrki; gładkie jak stół, twarde i kartofliska. A teraz?

Nie zamierzam walić głową o ścianę w sprawie komisarzy, na razie są wpisani w rejstr osób ważnych funkcyjnie. VIP – y od gruntu. Garną się do tej roboty niedopieszczeni. A jak to wygląda w realu obserwujemy na meczach, turniejach.

Polskie ligi wkraczają w etap decydujący o tytułach i o spadku. Kalkulacje mają różne oblicza; prowadzą je kluby oraz inne osoby, które mają wpływy. Ciekawy czas ligowych porachunków. Kto kogo pokona, liczy się ostateczny sukces. Więc do boju!

SĘDZIOWIE. Finał mistrzostw Polski został wypaczony przez sędziego, który wykluczył w decydującym momencie Bartosza Zmarzlika. Turniej odbył się w Lesznie; wygrał po raz drugi miejscowy „raper“ Piotr Pawlicki. Sędzia Krzysztof Meyze podjął taką a nie inną decyzję, dlaczego? Gdzie jest sens sportu, rywalizacji? Miałem od razu sygnały wzburzonych kibiców, którzy wartość sportu upatrują w sprawiedliwych decyzjach. Stało się inaczej. Szkoda. Autor pomyłki pozostaje bezkarny?

Negatywnym hitem sędziowskim jest karanie zawodników, którzy wykazują kapitalny refleks na starcie. Bez żadnego ruchu na starcie. A jednak powtarza się wyścigi, karze ostrzeżeniem tego, który wykazał się błyskiem. Po co ćwiczy się starty? Po co przychodzą kibice na stadiony? Na walkę z mijankami, podziwianie tych, którzy imponują startem jak rakieta, na jazdy po przegranym starcie i ściganie do upadłego.

Powtarza się wyścigi z najlepszym startem zawodnika nie tylko na ligowych meczach, także podczas turniejów rangi Grand Prix. Sięgając wstecz, to Ivan Mauger, nowozelandzki sześciokrotny mistrz świata/zmarł nie tak dawno/ nie miałby większych szans w obecnej sytuacji. Był mistrzem startów. Mamy obsesję karania za coś, co powinno być nagradzane, podziwiane. Czy na żużlowych stadionach potrzebna jest funkcja weryfikacji, podobna futbolowej innowacji, czyli VAR?

Nie zabijajmy sportu tanimi błędami sędziowskimi, wprowadzaniem kosztownej sztuczności w roli komisarzy. Cierpią wykonawcy, publiczność, traci widowisko.

Nadto, publicznie, na gorąco w jednej ze stacji TV nadsędzia, wyrocznia ocenia tory i sędziów. Pranie brudów najlepsze jest w gronie ludzi odpowiedzialnych. Odczuwam jakby pewien paraliż sędziowski, „obłęd“ publicznej oceny. Wydawanie wyroków przez Leszka Demskiego desygnowanego do funkcji nadsędziego, nadkomisarza budzi duże kontrowersje. On sam potrzebuje VAR –u. Strach nie buduje autorytetu a wolność jest stanem umysłu a nie otoczenia.

Środowisko żużlowe nie mówi wprost, najchętniej krytykuje za plecami, jedni się boją, drudzy uprawiają fałsz towarzyski klepiąc po plecach a potem wydają inne opinie. Hipokryzja okrutna, byłeś Jasiu świetny, byłeś Jasiu be! A fe panowie, gdzie te chłopy?!

Ważną rzeczą jest szybka korekta projektów, które nie sprawdzają się i tego wymagamy od trzymających „ pilota“ władzy w ręce. Z tymi pilotami bywa jednak różnie, otóż wyczerpują się baterie, mylą kanały i czasem wypadają z ręki.

Jeszcze raz…Uważam, że ostatni wyścig o mistrzostwo Polski powinien być powtórzony, choćby na tym samym torze, no i już widzę reakcje prominentów oraz w rodzinie Pawlickich… co ten Jaźwiecki wypisuje. Ja się nie boję, cenię ród Pawlickich za dokonania.

Jak powiedział pisarz, orędownik jazzu Leopold Tyrmand „prawda najbardziej dotyka tego, który ją wypowiada“. Doświadczam ciągle. Trudno.

XXX

Dopiero w dniu pogrzebu dowiedziałem się, że zmarł w Gorzowie Wlkp. ROMAN SIWIAK, działacz, sędzia /ponad 400 imprez/, komisarz torów, techniczny spec z nadania Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Razem działaliśmy w Polskim Związku Motorowym przez kilkanaście lat. Romek miał 79 lat, był człowiekiem opanowanym, spokojnym, znał się na rzeczy. Byliśmy razem na wielu imprezach, stadionach, był ceniony za fachowość. Lubiany. Kochał speedway, który był jego pasją na kilku płaszczyznach. Romku, cześć Twojej pamięci a piszę też w imieniu kolegów, którzy doceniali Twoją cierpliwość dla żużla.

XXX

Ten felieton kończę smutkiem owiany. Umarła KORA, Olga Sipowicz. „Krakowski spleen“, który był także moim życiem. Wspaniała kobieta, piosenkarka/rockowa poezja/, artystka sztuk kilku. Kreatorka na estradzie/Maanam/, której śpiewane utwory fragmentami tekstów przejdą do historii, mądre nadzwyczaj. Boskie Buenos… Kora zmarła ale zostają piosenki bez banałów. „Przeniósł się“ również w inny świat, pewnie lepszy, znakomity trębacz Tomasz STAŃKO. Jak on cudownie na tej złotej trąbce grał! Pamiętam krakowskie czasy i Jego, i Kory. Sławni. Odeszli niestety, lecz zostają w sercach i pamięci – sugestywnym wykonaniem artystycznym klasy światowej.