Cień wiatru

 

Processed with VSCO with acg preset

Barcelona F. MJ

Uff. Gorąco się robi, niemal środek lata. Tytuł zaczerpnąłem od pisarza Carlosa Ruiza Zafona, Katalończyka, urodzonego w Barcelonie. Powieść przetłumaczono na 45 językow, sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy. Zafonomania. Przerzucam “Cień Wiatru”, autor pisze – “Ludzie będą gadać i wszystko rozgrzebywać. Człowiek nie pochodzi od małpy, tylko od kury. “La sombra del Viento”, cień wiatru… ZAFON zmarł w wieku 56 lat na raka w czerwcu 2020 w Los Angeles.

Dopadł mnie czas różnych refleksji. Burzliwy czas. Nie jest łatwy, bo pandemia i reszta zrobiły wyrwy w różnych dziedzinach. Egzamin na przetrwanie trwa…

Wystartował SEC: mistrzostwa Europy, indywidualne. Organizatorzy zdecydowali, że przygotują kontynuację pomysłu sprzed lat i już odjeżdżono dwa turnieje: w Toruniu i Bydgoszczy, następne “w drodze”. A zatem poznamy mistrza Europy, broni tytułu Duńczyk Mikkel Michelsen, chyba nie popuści, a chrapkę na medal ma lider klasyfikacji, były mistrz ME jego rodak Leon Madsen/ ur. 1988/, jeżdżący we Włókniarzu Częstochowa. Zgrabny człowiek z tego Madsena, pół Polak, żona z Wejcherowa. A jego rodak Michelsen lgnie do Polski, jeździ w Motorze Lublin. Odważny, coraz lepszy, 6 lat młodszy od Leona. Jeszcze miesza między Duńczykami, ich rodak weteran, trzykrotny mistrz świata lat 43. Taki oto mamy wiatr z Danii. Pretendentów do mistrzostwa jest jeszcze kilku. – “Uwidim” mówi Grisza Łaguta. Polska strona zalicza  “kratki’. Faktycznie uwidim…

A nie widzę wiatru z FIM, czyli Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Fatalna sprawa, wstyd, nie będzie mistrza świata anno 2020?! Rzecz bez precedensu.

Polacy dali szansę zagranicznym zawodnikom, zatem podłączyli ich do swoistego, żużlowego respiratora. Ekstraliga wystartowała udanie, teraz następne ligi, etapami. Brak decyzji w przypadku FIM jest świadectwem bezradności. Polska strona powinna już dawano temu oprotestować np. likwidację drużynowych mistrzostw świata. NIE wystartować w jakimś dziwnym tworze w postaci Pucharu Narodów. Polaków stać na dyktat, bo moi rodacy dają pracę dużej grupie zagranicznych zawodników a tym samym łożą na utrzymywanie żużla na świecie, głównie na Starym Kontynencie. Nie można dopuszczać do upadku żużla poza Polską; trzeba sprzeciwiać się brakowi kreacji tej dyscypliny, absencji promocji tam, gdzie speedway notuje drastyczny regres. Pamiętam czas, kiedy Polacy budowali tory na Węgrzech i dlatego Madziarzy mogą pochwalić się nie tylko zdolnym Zoltanem Adorjanem, niegdyś uczestnikiem MŚ. W jakiej sytuacji są teraz Bratanki? Trenowali ich także polscy szkoleniowcy. Upadek żużla na południu Europy jest wyraźny. W Italii, skąd pochodzi  pseudoguru żużla, który jest a jakby go nie było, speedway zginął. Cień bez wiatru.

Brak decyzji w sprawie IMŚ’20 / już w połowie roku/ jest wielką grandą. Mało mnie obchodzą straty BSI, która dostatecznie dużo wydoiła z organizatorów GP od 1995 roku, m.in. dzięki służalczości naszych prezesów, którzy wydzierali sobie organizację turniejów Grand Prix. Była to sytuacja psująca rynek, pozbawiająca szans tym, którzy powinni promować speedway tam, gdzie upada.

A więc jak będzie z rokiem 2020? Miesiące uciekają szybko, problem może być uratowany jednym turniejem, jeśli ten czas zostanie złapany w sieć i nawet późną jesienią taki event światowego formatu przygotuje WARSZAWA na Stadionie Narodowym, byłoby fantastycznie. “KONCERT” żużlowy. Nie wiem, jak z terminami na tym obiekcie, ale warto dołożyć występ gwiazdy estrady a takowe wydarzenie może być dziełem znanej firmy PRESTIGE, która ma na koncie serię kontraktów na polskim rynku  z gwiazdami światowego formatu. Nota bene Prestige ma “żużlowe korzenie” z Ostrowa Wielkopolskiego. Wyłonienie mistrza świata  w roku 2020, w szczególnym ze względu na pandemię i przyznanie organizacji Polskiemu Związkowi Motorowemu należy się jak psu kość. PZM powinien zadbać o taką szansę. Świat zna połączenia sportu z estradą, w tym przypadku głośny short event, warto dedykować ofiarom pandemii!

Poszczególne sportowe federacje zaplanowały imprezy, które zostały odwołane z powodu koronawirusa, FIM SPEEDWAY milczy; Anglicy spod znaku BSI siedzą w szufladzie bankowej i liczą funty. Ich czas dobiega zresztą końca, bo umowa kontraktowa z federacją skończy się niebawem, w sumie kończą fatalnie. W tym kontekście media nabrały wody w usta, zwłaszcza TV, klakierstwo beznadziejności źle wróży. Serwilizm zwykle przepada historycznie. Nadjeżdża walec i słabych gniecie. Można transmitować, bo to kontrakt, lecz w sytuacji awaryjnej warto pokazać charakter, mieć swoje zdanie. Kiwanie się na boki nic nie daje. Udawanie, że nic się nie dzieje, jest fałszywą grą.

Kto ruszy do boju? Front musi być jednością. Brak mistrza świata obniży rangę żużla.

Oto prężna ONE SPORT z Torunia dokończy mistrzostwa Europy. Tak być powinno. Bez obrazy, jednak ME nie mają takiego prestiżu jak indywidualne mistrzostwa świata. Tyle lat przeszłości/ od 1936, Wembley, Londyn/, lecz II Wojna Światowa przerwała organizację MŚ, dramat ludzkości i pauza. Ale teraz? Odwaga w działaniu, charaktery w sportowym świecie i nie tylko, hartują trudne sytuacje. Taką mamy, sądziłem, że w czerwcu strategiczna decyzja na forum FIM zapadnie i Bartosz Zmarzlik będzie bronił złotego medalu. Czyżby nie miał okazji a jego rywale szans walki? Nie wyobrażam sobie, martwi mnie mocno głucha cisza… Słabości w sporcie mają przykry zapach. A życie i czas uciekają szaleńczo, dlatego trzeba się spieszyć, gonić, walczyć. Wygrać.

Morricone

Zacząłem felieton od literatury światowej, teraz muzyka wielka jak ocean, oto w Rzymie zmarł/ 91 lat wybitny/ kompozytor ENNIO MORRICONE, twórca wyrafinowanych, subtelnych ścieżek dźwiękowych do ponad 500 filmów, z Oscarem za dzieła. Pamiętacie “Misję”,  “Dawno temu w Ameryce”, “ Frantica”, “Dobry, zły i brzydki”, “Niebiańskie dni”, czy “Nietykalnych”? Blisko 100 milionów sprzedanych płyt! Absolutnie postać ponad Oscarowa. Kiedy mi źle na duszy słucham filmowej muzyki Maestro… Twórcy odchodzą, dzieła zostają na pokolenia, dają nam wzruszenia, emocje w słuchaniu, oglądaniu. Jak w sporcie, chwile uniesień, doznań przenoszą nas w inną przestrzeń.

RANGA mistrzostw świata na żużlu jest podobna igrzyskom olimpijskim. Kto niszczy IDEE nie powinien być namiestnikiem wykonawców oraz milionów sympatyków.

Tak myślę, z cieniem wiatru.

 

Jazdy One Sport

59f085ab1f049_o,size,969x565,q,71,h,ef21ad

I znów One, w poprzednim felietonie tytuł był One Szczakiel, teraz znów lokowany produkt z toruńską nazwą firmy, która zdobywa z uporem rynek żużlowy. Nie odpuszczą! I oni , i śląska grupa trzymająca władzę na kultowym obiekcie. Speedway wystartował po latach przerwy na Stadionie Śląskim meczem Polska kontra Reszta Świata, wygranym przez wybrańców trenera Marka Cieślaka dwoma punktami w ostatnim wyścigu. Szkoleniowiec denerwował się przed startem, który decydował o zwycięstwie, bo “ wypadało wygrać inaugurację żużla na historycznym obiekcie”. Jasne. I znów się sprawdziła intuicja częstochowianina, który jako trener kadry zalicza ostatni sezon, a wszystkie w jego bogatej karierze, przyniosły worek medali dla reprezentacji Polski. Komu przypadnie reprezentacyjna scheda po Cieślaku? Radzę mocno się zastanowić i wybrać fachowca. I dla seniorów, i dla młodzieży. Kto brzęczy w uszach? Jest kilku chcących błyszczeć na międzynarodowym forum. Ilu faktycznie? Dwóch, na razie trzymam w tajemnicy, to moje przemyślenia. Celebrytów i udawania polski speedway nie potrzebuje, normalność jest cnotą, przewidywanie sztuką życia.

Wjeżdżam na Stadion Śląski i obszar Karola Lejmana oraz Jana Konikiewicza, którzy wpadli na pomysł utworzenia firmy, która obnaży luki żużlowych speców spod znaku Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Nie wbili się z pomysłami na forum zarządzane przez Włocha Armando Castagnę, dość często przeze mnie lokowanego w felietonach. Jego szefowanie jest podtrzymywaniem żużla pod kroplówką, nie ma kreacji, ludzie z jego szeregów nie wychodzą przed orkiestrę. Serial Grand Prix, obojętnie co mówią i klepią ludzie pracujący w tej przestrzeni, zużywa się już wyraźnie. I tylko polska strona jest łakoma turniejów, które mają frekwencję zadziwiającą świat. Niszowy sport oddycha płucami znad Wisły. Lejman i Konikiewicz trwają na posterunku i organizują imprezy rangi światowo – europejskiej. Nie ma nici kompromisu z FIM, bo to właśnie oni wyraźnie dowiedli, że mogą kręcić lody. Speedway jest sportem małym o dużym zainteresowaniu hobbystów. Nie wszyscy jeżdżą od imprezy, do imprezy. W domowym zaciszu śledzą wydarzenia, notują, zbierają gadżety, robią statystyki. Fenomenalni kibice tworzący łańcuch wiedzy o żużlu w skali globalnej. Inni mają możliwości oglądania na żywo meczów, turniejów. Wszyscy jednak marzą o jednym, totalnym wydarzeniu w roku, które umożliwi spotkanie pokoleń, mistrzów i outsiderów. Z całego świata, takie żużlowe forum, towarzyska randka z miłości do żużla. Były takie w przeszłości, lecz zostały zastąpione kilkoma, mniejszymi. Nie każdy ma czas i pieniądze, by objeżdżać wszystko, co chciałoby się zobaczyć. Może wróci sentyment realny? Nie wiem.

Siedzę w poczekalni u dentystki katowickiej, obok zaczyna się dyskusja na temat… żużla, jedna pani drugiej pani chwali się, że ma już bilety na finał SEC (15 września, godz. 20) na Stadion Śląski. Podlałem ”oliwy” do tej dyskusji. Entuzjazm z okazji żużlowego ścigania przyćmił to, co miało się odbyć na fotelu dentystycznym. Miło. Come back speedway’a na śląski obiekt w parku, który jest oazą przyrody i wypoczynku dla tysięcy ludzi, został przyjęty, jak się w różnych miejscach tego regionu zorientowałem, z niekłamaną satysfakcją, że “będzie znów się działo”, jak dawniej.

Pierwsze koty za płoty już za One Sport. Teraz zjawi się znacznie większa publika, na meczu było blisko 20 tysięcy ludzi. No, no… mimo telewizyjnych przekazów kibice chcą zobaczyć na żywo ostre ściganie. Dla jednych nowość, dla pozostałych powrót do wspomnień od roku 1973. Premiera stadionu ze złotym medalem Jerzego Szczakiela wryła się mocno. Nie ma już 100 tysięcznej widowni; czasy się zmieniły, telewizja zapewnia wygodę oglądania w domu – na kanapie, w fotelu, choć atmosfery na żywo nic nie zastąpi. Spotykałem teraz kibiców z południa i wschodu, z północy i zachodu Polski. Zadowoleni, choć było krzykliwie i za głośno. Sędzia i podprowadzający przejęli się tym wydarzeniem na tyle, że nie można im wystawić dobrych ocen. Ale… nie nawaliła maszyna startowa i nie trzeba było startować na zielone światło, jak w meczu Ekstraligi następnego dnia na innym stadionie. Niemal wszystko zagrało i pogoda zrozumiała intencje takiej imprezy. Luz, ściganie bez napinki, wszak dzień później były ważne mecze play – offów, które drapieżnie mobilizowały zawodników. A propos startów na zielone światło, byłem kilka razy świadkiem takich sytuacji. Coś tam się psuło… We Wrocławiu zbulwersowało mnie ostrzeżenia dla Janusza Kołodzieja, kiedy już startowano bez tasiemki. Brak empatii sportowej Artura Kuśmierza, zalecam wpierw pomyśleć, potem wydać decyzję. Arbiter za psucie meczu pozostaje bezkarny? Dlaczego? W tym sezonie jest sporo nawalanek sędziów. Nie tylko na startach.

Pierwsza impreza anno 2018 na Stadionie Śląskim była “treningiem” przed ostatecznym finałem indywidualnym mistrzostw Europy. Udało się. Ściganie będzie ostrzejsze, zwykle solowe wyścigi są bardziej zacięte. Jaki zagrają hymn: duński, polski? Tor wytrzyma? Zawsze są dyskusje, jaka nawierzchnia by nie była… To jest materiał położony na bieżni lekkoatletycznej, tartanowej. Po finale SEC – u już go nie będzie, poczeka na następny rok, gdyż nie wyobrażam sobie, aby toruńscy inicjatorzy odpuścili śląską aglomerację. Stadion również kupił tradycję odnowioną, przepakowaną i niech zarządzający nim ludzie twardo tego się trzymają. Karol LEJMAN i Jan KONIKIEWICZ robią swoje, ten duet powinien kiedyś wziąć w pakiecie/ zamiast BSI/ organizację prestiżowych wydarzeń żużlowych na świecie. Polska swoim wkładem w istnienie speedway’a zasługuje na taki proces dziejowy: organizacją imprez, wynikami sportowymi, utrzymywaniem światowej elity i szkoleniem zdolnej młodzieży w ligach. Organizacyjnie historia pokazała, że Polacy potrafią urządzać speedway na poziomie.

15 września kolejna szpila między turniejami Grand Prix, ligowymi play- offami. Scena Stadionu Śląskiego po raz drugi, po solidnej reanimacji podnosi przyjaźnie kurtynę na żużlowe widowisko bez tajemnic. A więc – jazda! Madsen, Hampel, Lambert? No kto?

Bitwy sezonu

Photo: BarretBonden

Photo: BarretBonden

“Talent to tylko wielka cierpliwość” napisał Anatol France. Czego trzeba mieć więcej? Armando Castagna, były zawodnik a teraz szef światowego żużla oświadcza bez ceregieli, że zawodnicy jeżdżący w SEC, czyli w europejskich rozgrywkach toruńskiej firmy ONE SPORT, powinni ścigać się o mistrzostwo świata. Święta racja. Z puli ścigantów walczy tu i tam niezmordowany Duńczyk Nicki Pedersen, który wygrał solowy, pierwszy turniej w Toruniu. Castagna był na tamtejszej arenie, dużo podróżuje, więcej niż jako zawodnik, często kariery obracają się, jak ziemia wokół słońca, myślami Mikołaja Kopernika. Gra pomiędzy SEC a FIM toczy się w białych rękawiczkach; One Sport będzie miała przestrzeń do zagospodarowania na torach Starego Kontynentu na następne pięć lat. Czy speedway może pozwolić sobie, przy niszowym zainteresowaniu, na taki podział ról? Jestem sceptykiem. Wyrywanie sobie zawodników, którzy mają do wyboru opcje: albo prestiżu MŚ z wydatkami lub małego prestiżu mistrzostw Europy i znacznie większej kasy, przy mniejszych kosztach. Takie wątpliwości dla niektórych zawodników są retoryczne. Wybierają co “łatwe i przyjemne”, nadto telewizyjnie atrakcyjne dzięki przekazowi Eurosportu na cały świat. Może ten ostatni atut nie jest tak brany pod uwagę, co raczej finanse.

PRESTIŻ w dzisiejszych czasach potaniał, podobnie jak poziom edukacji i nie ważne, co w głowie tylko: “fura i komóra”. Brutalizacja obyczajowa w systemie globalizacji jest modna jak internet. Uważam, że torunianie z One Sportu umiejętnie promują europejskie rozgrywki i czas melonikowego BSI kończy się powoli, brakuje gościom od parady koncepcji. Skostnieli. Skandal w Warszawie w premierze GP dziwnie nie odbija się na kondycji angielskich dzierżawców, brną ślepo od 1995 roku i dobrze, że ktoś pokazuje im, że speedway może mieć inne oblicze. Castagna tańczy jakby na dwóch salonach jednocześnie, raz tango a raz kujawiaka. Starczy mu kondycji?

W obszarze serialu Grand Prix nic się nie zmienia, “kotlet raz” bez deseru… Na polu SEC dostrzegam jednak pewne trudności w pozyskiwaniu nowych rynków do objechania. Pukają do drzwi, nie zawsze im otwierają. Misja tego projektu powinna zawierać promocję nowych miejsc i pozyskiwać absolutnie świeżych zwolenników. Czego nie robi w ogóle Castagna, robią ludzie z One Sport, czyli duet Kończykowski/ Lejman, choć nie zawsze trafiają, co pokazuje, że speedway nie jest towarem poza Polską do kupienia od razu.

Wspomniany Nicki Pedersen jest w tym sezonie rozrzutny i jeździ jak zakręcony, choć finał drużynowy MŚ w Vojens przed własną publicznością musi zaliczyć do wpadki. Nicki wyczuwa pieniądz, wie gdzie go szukać. Przy jego charakterze wojownika często z zamkniętymi oczami na torze wjeżdża w konflikty z rywalami, vide Jankes Greg Hancock. Na razie robi swoje w stylu bez pardonu. Dopisuje fart.

Po dłuższej przerwie mamy powrót do GP na torze pod dachem w Cardiff i ściganie w brytyjskiej uwerturze z liderem serialu, angielskim idolem Tai’em Woffindenem. Szczęśliwie został mistrzem Wielkiej Brytanii a jak będzie na sztucznym torze? Walka! W gronie spragnionych jazd w GP są Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak, ten drugi, mocno sfrustrowany musi spaść wreszcie na ziemię. Nie zawsze jest słońce i trzeba umieć przegrywać, i z pokorą wyciągać wnioski.

Czas pokaże. Czas cierpliwości jednak kiedyś wygasa. “Talent to tylko wielka cierpliwość”, wracam do początku felietonu. Rehabilituje się po ciężkim wypadku Jarosław Hampel. Mam nadzieję, że wyczerpał się u niego limit pecha z bólem. Turniej w Cardiff jest sztandarowym dla Brytyjczyków, którzy zdradzili Wembley na rzecz Walijczyków, rozkręci się na nowo karuzela mistrzostw świata, które mają finał jesienią aż w Melbourne. Paranoja.

Podobną opinię odnoszę do polskich KOMISARZY torów, którzy depczą po piętach sędziom. Na siłę chcą się wykazać. Co to za komisarz, którzy pobiera ”dietę” i nie wtrąci się w nic, bo wszystko jest w porządku? Trzeba zatem szukać dziury w całym, a że nie zawsze wystarcza kompetencji, no a jest pyszna władza, zaczyna się irytujące przewracanie do góry nogami tego, co żmudnie przygotowują gospodarze. Sędzia jest tłem. Czy w sytuacji od kiedy mamy komisarzy nastąpiła zmiana jakości torów? Otóż nie, bardziej nerwowo. Nawet podczas tego sławetnej draki w Warszawie, jakoś nikt z polskich notabli nie zauważył tego, co przeciętny kibic widzi. Karawana zatem jedzie dalej, rośnie zbiór zagmatwanych przepisów. Sport musi być prosty, czytelny w odbiorze. Puchnie władza, rozmywa się odpowiedzialność. Dedukuję ten akapit nowym/starym władzom polskich władz motorowych, żużlowych. Czas pomyśleć racjonalnie o wyczyszczeniu brudów. Przyjdzie też wkrótce pora na personalia. Mydlenie oczu trwa bezkarnie pod egidą PZM.

Przelatuję na koniec do czegoś weselszego, do sesji zdjęciowej na rzecz angielskiego kalendarza, który poprzez rozebranych niemal do ”rosołu” żużlowców zarabia na charytatywne działania. Niektórzy mieli tylko tatuaże i kask na sobie. Kto taki? Zgadnijcie… Tai Woffinden na szczęście kaskiem zasłonił przyrodzenie, lecz w pełnej krasie pokazał, jak “wymalował” ciało. A co do nagości, to kilkadziesiąt lat temu czterokrotny mistrz świata Nowozelandczyk Barry Briggs nago wsiadł na motocykl i fru z gołą d… na torze. Wywrotki nie było.

Mamy różne odcienia mody, zwyczaje a nagość, seks nierozłącznie wirują w naszej świadomości, czego dowodził ongiś znakomity psychoanalityk, filozof Sigmund Freud. Dla jednych świat zaczyna i kończy się na żużlu, dla innych natomiast na tym, co pokazał brawurowo “Woffi”. Do wszystkiego trzeba mieć cierpliwość. No i talent.

Para za parą = One Sport

 

My tu o żużlu a w mediach huczy od kampanii wyborczych do europejskiego parlamentu. Jeszcze w ten szum wbijają się echa niedawnego konkursu piosenki Eurowizji, który wygrała brodata Austriaczka Conchita Wurst. Pośrodku ciągle plącze się wyborcza kiełbasa/ wurst/ i zdegustowane opinie o zwycięzczyni, która z męskim głosem i mocnym zarostem dopięła glorii. Kontrowersje trzymają się tranwestytów.

Profesor Tadeusz Gadacz z Krakowa, w super interesującym wywiadzie na łamach  „Gazety Wyborczej“ zapytany jak się czuje w Polsce, odpowiada: „Mam własną definicję Polski. Polska jest krajem , w którym albo Smoleńsk, albo leje“. Potakuję.

Polska chyba nie jest łatwa dla nikogo i po tej introdukcji mogę już „wjechać“ w zakręcony świat żużla. Dzieje się w nim bardzo dużo, wszak rozkręca się machina światowa, europejska, polska. I czasami leje deszcz!

Drugi turniej Best Pairs Cup rozgrano na torze Ellermuehle na obrzeżach bawarskiego Landshut. Tamtejsi powiadają, że nie są Niemcami, tylko Bawarczykami. Niech im będzie, zakątek w każdym razie uroczy do odwiedzania o każdej porze roku. Tym razem na tor wyjechało siedem par, wiatr i deszcz straszyli diabelnie, w końcu impreza odbyła się finalnie a kto zdobędzie koronę SBPC rozstrzygnie się w szwedzkiej Eskilstunie 23 maja na stadionie Ikaros Smederny. W Toruniu oraz Landshut wygrali Australijczycy, którzy w Bawarii już na początku stracili Jasona Doyla, który w czwartym wyścigu został paskudnie podcięty przez rozpędzonego Łotysza Maksimsa Bogdanowsa. Wypadek wyglądał makabrycznie, motocykl wyleciał w górę, zawodnik turlał się po torze i ostatecznie mocno poturbowany odwieziony został do kliniki. Wypadki na żużlu wpisane są w rejstr, jednak bywają zdarzenia nie wynikające z przypadku, sporo powodowanych jest głupią brawurą, która kosztuje poszkodowanych ciężkimi urazami, często do samego końca życia. Jak tego uniknąć? Władze żużla muszą z tym problemem coś zrobić, gdyż w ostatnim czasie w najlepszym gronie zawodników dochodzi zbyt często do przykrych kolizji, które wykluczają startujących na długie tygodnie z walki, kastrują emocje kibiców a sprawcy bezkarnie dalej szaleją. Inspiracja /bezmyślność/ jazd na krawędzi musi mieć swoje karencje, powinna być ujęta w kleszcze zdrowego rozsądku. Sankcjami należy temperować rozbuchanych zawodników nie szanujących zdrowia rywali. W Landshut ucierpiał także niebezpiecznie/ kolano/ Krzysztof Kasprzak, który w serialu Grand Prix jest w ścisłej elicie. Bywają na żużlu wypadki niewinnie wyglądające i makabrycznie, nie zawsze jedne i drugie pozostawiają po sobie konsekwencje z długim czasem cierpienia. W Landshut było dobre ściganie, acz zepsute przez fatalny wypadek spowodowany przez rozpędzonego Łotysza, który nie zapanował nad motocyklem. Tak być nie może panowie sędziowie, jurorzy i wszyscy kanapkowi prominenci spod szyldu FIM. Właśnie światowe władze wypuściły spod kontroli speedway już dawno temu a miotanie się od czasu do czasu między tłumikami, imprezami, zakazami psuje wizerunek organizacji, która istnieje od 1904 roku. Nad dzierżawami też trzeba umieć panować.

Zrzut ekranu 2014-05-20 o 11.34.50

Wyścigi par są bardzo widowiskowe; w historii miały swoje dobre i złe czasy, przerwy. Był taki okres, że ścigały się na szerokich torach po trzy duety, co na szczęście było pomysłem krótkotrwałym. Po tych dziwactwach zostały w Polsce kosztowne tory jak „lotniska“. Te buble/ złe dla szkolenia,/ potem sukcesywnie modernizowano. Ile kosztował pomysł holenderskiego działacza, który uwielbiał polską „czystą“. A kto mu wówczas stawiał? Byli i są tacy, teraz biją brawo innym. Mentalność na każdą epokę.

Historycznie rzecz ujmując Szwedzi byli pierwszymi promotorami mistrzostw świata par, oficjalne zawody rozegrano w Malmoe w 1960 roku. Wybitnym działaczem szwedzkim, kreatywnym jak na owe czasy, był Carl Gustaw Ringblom, popularnie zwany “Pompe“. Był częstym gościem w Polsce, miał autorytet, przyjeżdżał do nas także zza Bałtyku /mieszkał w bogatej dzielnicy Sztokholmu/ starym, wielkim Fordem i wszyscy zastanawiali się dlaczego nie zmienia auta. „Pompe“ był oryginałem, kochał speedway jak mało kto, był myślącym działaczem międzynarodowego formatu, dużo mówił o szkoleniu młodzieży i budowie torów dla talentów. Działaczy takiego formatu już niestety nie ma.

Po okresie upadłości ścigania się par o mistrzostwo świata, toruńska firma One Sport zainicjowała rozgrywki pn. Speedway Best Pairs Cup. Brakuje mi w tym towarzystwie Amerykanów, którzy swoją kowbojską fantazją napędzali ongiś widzów na stadiony, jeździli jak aktorzy/ Bruce Penhall, Bobby Schwartz/ i zdobywali medale. Brakuje Nowozelandczyków, ale zarówno oni, jak i Jankesi mają kadrowy regres, ograniczający starty na dobrym poziomie nawet parami.

Nowa punktacja One Sport /niestety wybrzydzana/ w ściganiu się par jest bardziej atrakcyjna, bo eliminuje remisy. Australijczycy prowadzą, za nimi Duńczycy a Polacy na trzecim miejscu. Zwycięzcy kasują w sumie do podziału 20 tysięcy euro. Jak będzie w Eskilstunie? Jeśli nie wystartuje Australijczyk Darcy Ward, to jeszcze wszystko jest możliwe. A kto z naszych orłów? Marek Cieślak coś wymyśli, choćby na przekór utartym standartom i jeszcze wszystko może się zdarzyć. W Landshut gospodarze z Martinem Smolińskim na czele nie poszaleli, choć zapowiadali glorię. Martin pilnował krawężnika pod dyktando eksmistrza świata Egona Muelllera. Niemcy pokazali nastoletniego, nowego mistrza kraju juniorów Michaela Haertla, który jest talentem tak „krystalicznym“, jak miejscowa rzeka Izara. No, no… Smoliński robi niezłą robotę wokół żużla i może niemieckie vel bawarskie towarzystwo znów będzie na fali. Ja, ja, i to fest!

Nie milkną nadal reperkusje bydgoskiej, słabiutkiej frekwencji podczas kwietniowej GPE. Około 4 000 widzów jest sygnałem ostrzegawczym przed butą polskich klubów. Doświadczony działacz bydgoski Leszek Tillinger, który tradycyjnie organizował turniej nad Brdą oświadczył, że ceny biletów ustalili Anglicy z BSI. Przerażające. Leszku! Do czego doszło, co na to Polonia tak znany kiedyś mundurowy klub?! Moi, drodzy rodacy nie wypuszczajcie niby demokratycznie z rąk swoich „zabawek“, bo dojdzie do tego, że będziecie stać na bramach.

Przypomnę zatem z Cypriana Kamila Norwida taką myśl : „Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł“. Ostre, prawdziwe, norwidowskie do bólu. Ach!

No to na dziś byłoby tyle; do zobaczenia wkrótce nad Wełtawą, w stolicy Czech, gdzie maj bajecznie zazielenił kolorową Pragę, na kolejnej, wieczornej imprezie GP u Petra. Oj, będzie się działo, ahoj!