Aktorzy, mitomani, normalni

  1. Sportowe upadki są bolesne. Dosłownie. Polski futbol zleciał na łeb i szyję, padło takie określenie z ust prezesa naszej piłki kopanej byle jak, że trener reprezentacji został… zaszczuty. O rany! Kuriozalne określenie obrońcy kolegi. Trener Adam Nawałka jako szef ekipy/ zresztą nie tylko on/ powinien widzieć i wiedzieć wszystko. Jeśli oświadcza na Mundialu, że piłkarze są przygotowani mentalnie, fizycznie bardzo dobrze, to ktoś kłamał. NIE zabiera się zawodnika, który jeśli przewróci się, łapie kontuzję. NIE funduje atrakcyjnego wyjazdu do pracy piłkarza, bo robi dobrą atmosferę. Czy nie lepiej wziąć kabareciarzy? Trener odpowiedzialność, za jedną z największych wpadek polskiego sportu wziął na siebie i nie miał wyboru, bo miliony Polaków zostało zawiedzionych lukrowanymi wypowiedziami, pysznymi zgrupowaniami nad Bałtykiem i w Bieszczadach, gdzie tłumy ludzi przelewały się pod oknami supermenów. Niemiecki “Kicker” napisał, że Robert Lewandowski przypominał bezzębnego wilka w rosyjskim zoo. Ostro, dosadnie. Widzieliśmy. Najgorsze w sporcie jest mydlenie oczu. Trener znaczy wiele; on ustawia zespół, sam chyba wie najlepiej/powinien/, ponieważ czym więcej doradców, tym gorzej. Jeśli nie ma się pomysłu, to posiłkuje mitomanami, którzy chętnie pojadą last minute na każdą wyprawę za cudze pieniądze.
  2. HANS NIELSEN był wybitnym zawodnikiem. Jego mentor OLE OLSEN jeszcze lepszym, gdyż ma zmysł organizacyjno – biznesowy. Obaj jeździli w parze i zdobywali medale. Olsen jest ojcem wielkich sukcesów duńskiego żużla, twórcą stadionu w Vojens, gdzie organizowano finały światowe. Małe miasteczko stało się głośne i znane, duńska reprezentacja zdobywała medale mistrzostw świata a indywidualne glorie pięknej urody łupem Hansa Nielsena, Erika Gundersena, Jana O. Pedersena, Tommy Knudsena, potem Nickiego Pedersena. Duńczycy mieli Ole Olsena, który jak Mojżesz przeprowadzał swoich rodaków od mistrzostwa do mistrzostwa, od medalu do medalu. Po zakończeniu bogatej kariery zajął się dyrektorowaniem serialu Grand Prix. Ile można być w napięciu a młodość ucieka? Olsen, owszem krzepko się trzyma a jego sukcesorem na arenie międynarodowej został młodszy syn Torben. Nie sądzę, żeby był lepszym od ojca jako działacz – urzędnik, ojciec jest żywotnym przykładem człowieka znającego od podszewki tajemnice żużlowego rzemiosła z instynktem wyłapywania myśli wirujących pomiędzy motorami. Duńczyków prowadził przez jakiś czas poturbowany przez los Erik Gundersen, wielokrotny mistrz świata z Esbjergu, jednak nie dał chłopina rady, podobnie jak starszy syn Olsena Jacob, który jeździł na żużlu, acz bez sukcesów. Nie zawsze syn jedzie śladem ojca w wymiarze o jakim marzą rodzice. Duńczycy zostali wyraźnie osieroceni trenersko, menedżersko po odejściu Ole Olsena.

Od jakiegoś czasu teamem narodowym Danii zajmuje się ze spokojem na twarzy Hans Nielsen. Chyba ma problemy, męczy się, nie ma wyczucia zmian, nie potrafi przekazać zespołowi “gry” i bywa bezradny. Nie można mieć do niego pretensji, taki jest. Duńczycy powinni poszukać nie tyle sławnego, co czytelnego menago dla reprezentacji. Czyli co? Szkoleniowiec wielkie słowo a jeszcze darem intuicja. Osamotnieni zawodnicy często gubią w ogniu walki pomysł, bez podpowiedzi tracą koncepcję. Ot, co. A decyzje na chłopski rozum muszą być trafnie podejmowane natychmiast.

  1. Debiutującym piłkarzem młodego pokolenia na Mundialu był zawodnik niegdyś poznańskiego Lecha, teraz Sampdorii Genua. 21 lat, talent, ambitny, nie zepsuty zgniłym światem piłkarskich wygórowanych kontraktów, DAWID KOWNACKI urodził się w Gorzowie i uwielbia speedway, jak futbolówkę. Rzadka przypadłość. Kownacki na Mundialu skromnie zrobił co mu kazano, wprawdzie nie za dużo mu polecono a szkoda. On jednak nie stracił zębów, inni szybko. Kownacki wrócił po MŚ do Polski i nie wyjechał na plaże Jamajki. Był dwa dni po powrocie już przy motocyklach żużlowych. W Ostrowie Wielkopolskim jeździ jego kolega Kamil Brzozowski, który już poznał trochę klubów, obaj znają się, wspierają. Kownacki ma pasję strzelania bramek /pamiętam jak ”szurał” w Lechu, aż kupili go Włosi i cenią/, ale kręci go speedway. Chłopcze zapomnij o bolesnym Mundialu, jeszcze kiedyś zagrasz i na pewno bez butnego nadęcia jakie było udziałem reklamowo – piłkarskiego sztabu szkoleniowego Wielkiej Wyprawy na rosyjski Mundial. Jurata – Arłamów – Soczi – wstyd. Frazesy nie grają. A kto grał? Dostaliśmy mocny pressing.
  2. “Aktorstwo” w sporcie. Bez cudzysłowu. Sport jest grą, wyczynem. Kibice lubią fantazję, walkę od początku do końca. Dużo mówi się o upadkach Duńczyka Nickiego Pedersena, zresztą zawsze o nim się gadało różnie, przede wszystkim jako o rozrabiace na stadionach. A jednak został bez cudów trzykrotnym mistrzem świata. Nicki ma pecha do lansu na swój temat. Jest zawodowcem, wie na czym polega ten sport, nie raz leżał i leczył przykre kontuzje. Jeśli w kolizji bierze udział, to właśnie jemu najczęściej przypisuje sie winę a nie rywalowi. Komentatorzy natychmiast widzą winnego, sędziowie bywają ostrożniejsi. Nicki ma pecha ale czy w wieku 41 lat człowiek bez powodu, symulacyjnie kładzie się na tor? Nicki Pedersen jest człowiekiem impulsywnym, kiedy stres go złamie wyładowuje swoje emocje, energię “sprzedaje” widowiskowo. Kamery TV rejestrują i dobrze, że jeszcze nie ma podsłuchów. Podpatrujmy zatem wszystkich: jak i gdzie się skrobią. Najlepiej w szatniach ku uciesze podglądaczy, którzy publicznie wykrzykują ile mają siły. Ciszej a będzie lepiej.

Brazylijczyk NEYMAR da Silva Santos Junior/ 1992/ jest najdroższym piłkarzem. Paryski Saint Germain kupił go za prawie 37 milionów euro! Kolosalna kwota świadcząca o tym, że finansowo sportowy świat nie zna umiaru a przecież wreszcie musi być tej eskalacji granica. Neymara pilnują goście na boisku jak walizkę złota. Jak nie dają rady kopią po kostkach, depczą lekkie buty i ranią nogi. Neymar jakże często wyje z bólu; brazylijska gwiazda ma świadomość swojej rynkowej ceny i myślę, że czasami przesadza. Z drugiej strony jeśli przeciwnik stanie mocno butem na stopę w “pantoflu”, ból jest straszny z konsekwencjami. To “zjawisko” w innej oczywiście skali dokucza żużlowcom. Sędziowie mają żółte i czerwone kartki, więc karzą i symulantów, i stadionowych gangsterów. SPORT musi być fair – play, oczywiście! Jednak bez talentu, pracy, aktorstwa, fantazji, finezji, doskonałości wykonawców nie istnieje w globalnej wiosce.