Dwa diamenty w koronie Bartosza

Spełnia swoje marzenia w radosnym stylu, jego niebieskie oczy są przepełnione fantazją ścigania się na każdym torze. Speedway cieszy Bartosza Zmarzlika, jak dziecko, które dostaje zabawkę. “Zabawki” są nienagannie dobrane. Dwa złote medale mistrza świata z rzędu; wszyscy podziwiają szczerze wirtuoza z Gorzowa. Jego styl jest brawurowy ale i pewny umiejętności. W ostatniej chwili potrafi powalczyć tak, że kevlary przeciwników mocniej fruwają. Talent plus konsekwencja w pracy codziennej. Nic nie bierze się z niczego, nie spada z nieba. Bartosz Zmarzlik lat 25, jak oświadcza, ma swoje marzenia; chciałbym żeby został królem torów z siedmioma złotymi medalami IMŚ. Stać go na taki wyczyn i pobić rekord/ mają po 6/ Ivana Maugera i Tony Rickardssona. W finale serialu Grand Prix w Toruniu /nr 95/ wygrał dwa razy – kolejny turniej i ostatecznie całe mistrzostwa świata. Cud? Nie. Zmarzlikowy styl, żelazna droga do celu a potem łzy szczęścia. Dawno nie widziałem go tak uradowanym, kipiącym energią jaka ogarnęła po dwudniowym finale. To nie był spacerek po toruńskiej starówce a świetnie wykonana robota na Motoarenie. Z szacunkiem do niego odnosi się żużlowa arystokracja ale i wierni kibice, którzy kochają go za takie cudne, na krawędzi ryzyka jazdy. Można być z niego dumnym! Ba! Trzeba.