Gdyby jutra nie było…

No tak, bardzo smutno, zmarł współtwórca kultowej Budki Suflera, niebanalny kompozytor ROMUALD LIPKO/ ur. 1950, Lublin/. Świetny muzyk tej ikonowej kapeli, która wrosła mocno kulturowo w świat piosenki. Utwory Romualda Lipki wykonują wybitni artyści polskiej estrady, fragmenty tekstów stały się obiegowe/ bo do tanga trzeba dwojga/, solista Krzysztof Cugowski, razem z Romualdem byli fanami żużlowego Motoru. Bodaj dwa lata temu spotkałem się z Romkiem na rynku w Kazimierzu Dolnym, gdzie miał swoją przystań i rozmawialiśmy o tekstach. Zmarł, choroba była silniejsza. Kompozytor miniatur nieśmiertelnych, Jolka, Jolka pamiętasz, Bal wszystkich świętych, Takie tango, Za ostatni grosz, Malinowy król, Dmuchawce, latawce wiatr, To nie tak miało być… Bagaż utworów jakże piękny we wzruszeniach, kiedy się słucha… LIPKO. Lublin. Gdyby jutra nie było… jeden z ostatnich utworów, jeszcze nie tak sławny jak Jolka/ emigrowałem z objęć twych nad ranem, dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem/, czy Takie tango albo Nic nie może wiecznie trwać…

Ale wracam do “ bo gdyby jutra nie było”…  Znany autor tekstu Marek Dutkiewicz, no i kompozycja rockowa, jakby przesłanie, Romuald Lipko. Hymn, symbolika? Premiera rok temu… Oto treść, “słychać” w niej emocje, muzykę dusz.

 

Wyobraź sobie, że to ostatni nasz dzień,

Ślepa ulica nas tu prowadzi

Naprawdę szkoda łez

Nie ma planety B

Na święto ognia nic nie poradzisz

Ostatni pociąg w ostatni rusza lot

Słońce zachodzi, idzie noc

Bo gdyby jutra nie było, ocalić trzeba nam miłość

To tylko liczy się na tej planecie łez

Niech nie rdzewieje nadzieja, ocalić trzeba wspomnienia

I wierzyć trzeba, że znów obudzimy się.

Jeśli to tylko sen

Nie może spełnić się

Niechaj nie porwie nas wir cyklonu

Czy jesteś gotów by pakować brudne sny?

Nie bać się błysku ani gromu.

Niech czarna cisza nie dopadnie nas.

Serce zabrania nam się bać.

Bo gdyby jutra nie było, ocalić trzeba nam miłość

To tylko liczy się na tej planecie łez…

 

XXX

 

Muszę dać odpoczynek mojemu sercu, które wzruszeniem zaczęło bić nadmiernie. No chwila, już, spokojnie. CDN…

Ile razy jestem na stadionie warszawskiej Legii hymn kibiców tej drużyny “Sen o Warszawie”, kompozycji Czesława Niemena ze słowami Marka Gaszyńskiego śpiewany na stojąco przez kilkadziesiąt tysięcy kibiców wywołuje arytmię, leci tam pieśń jak burza z trybun nad Wisłę, w stronę nobliwych Łazienek. Pięknie, to element uwertury obojętnie jakiego poziomu piłkarskiego show. Ale Niemen wybrzmiewa silnie.

LIVERPOOL. Piłkarze The Reds mają swój kultowy na całym globie hymn “Nigdy nie będziesz szedł sam”… You’ll Never Walk Alone, kilkadziesiąt tysięcy fanów ze łzami w oczach śpiewa słynny na świecie utwór. Ciekawa jego historia, stworzony na nowojorskim Broadway’u w 1945 był poświecony więzom rodzinnym, po zakończeniu II Wojny Światowej o synach, którzy nie wrócili z Europy do USA. Autorami byli kompozytorzy klasycznych musicali Rogers i Hammerstein II. Piosenka zyskała błyskawicznie popularność, wykonywali ją takie oto sławy: Presley, Sinatra, Streisand, Jones, Franklin, Charles, Garland, Humperdinck. Od 1963 roku upowszechnił w Europie Gerry Mardsen nad company. Niesamowite zjawisko, ten utwór jest kultowy, uwielbiany przez świat w każdym zakątku. Legenda. Pieśń nad pieśniami, spleciona także tragiczną historią kibiców. Słynne kluby piłkarskie/ nie tylko/ mają swoje hymny, Manchester City z Blue Moon, Barcelona wyciska z oczu do sucha łzy, Włosi mają melodyjne emocje… każdy swoje marzenia zanim zacznie się sportowa walka. “Krocz, krocz dalej z nadzieją w sercu a nigdy  nie będziesz sam,, nigdy nie będziesz szedł sam”…Kultowy diabelnie klub The Reds, prowadzony przez niemieckiego, charyzmatycznego trenera Juergena Kloppa. Piłkarskie i muzyczne zaułki Liverpoolu, The Beatles story.

Speedway jest ubogi w takie wydarzenia, nie dość, że nie ma ustabilizowanej empatii w stosunku do kibiców, choćby tych najmłodszych, przedziwna sprawa, jakaś antypatia wobec serdeczności? A co buduje więzi? Już chyba mamy dość nienawiści po kątach.

TEN felieton dedykuję prezesowi Motoru Lublin – KUBIE KĘPIE oraz wiernym KIBICOM, którzy potrafią stworzyć niesamowitą atmosferę na stadionie, mają w sercach empatię, nagradzają wygranych, przegranych, w stosunku do gości zachowują się bardzo fair. Naśladujcie więc lublinian, schowajcie nienawiść. Skąd bierze się właśnie tam serdeczna bitwa, w Lublinie? Często zastanawiam i jednocześnie cieszę z takiej postawy fanów.

To ich zachęcam, by na premierę extraligowego sezonu 2020 przygotowali hymn GDYBY JUTRA NIE BYŁO, kompozycji Romualda Lipki. Uwierzcie, będzie dobrze, przejdziecie do historii, Krzysztof Cugowski pomoże, utrwali, będziecie mocno zbudowani taką uwerturą przed każdym meczem, jeszcze na starym stadionie, gdzie tyle już spłynęło łez szczęścia. Nie bójcie się nowych wyzwań, Kuba daj szansę dzieciom i niech zawodnicy wyprowadzą ich do prezentacji , wszyscy razem, będzie rodzinnie jak nigdy, bez patosu, normalnie, zwyczajnie.

Pierwotnie, zaraz po śmierci Romualda Lipki pomyślałem o piosence “Jolka, Jolka pamiętasz”, lecz nieśmiała sugestia zmieniła radykalnie front i jestem przekonany, że wersja z utworem “ Gdyby jutra nie było”, będzie bardziej zwartym w zbiorowym wykonaniu przebojem stadionowym Motoru. BUDKA SUFLERA jest wasza, lubelska, stadion zamieni się jeszcze bardziej w serdeczny dom.

Hm, życzę powodzenia; Motor wjeżdża na obroty, konkurenci także, zapowiada się ostra gra o podium DMP a LUBLIN, nie tylko żużlowo jest miejscem wyjątkowym. Tam toczy się sportowy spektakl, brawurowy show, “aktorzy” naturalni, spontaniczni. Luz.

 

XXX

 

Starania za każdą cenę mocodawców o wybielenie nieokrzesanego życiowo młodzieńca Maksyma Drabika przypominają mi sytuacje, kiedy rodzice bronią na siłę syna, choć ten rozpuszczony na maxa bryka i gra niewiniątko. Sumienie jest tylko w bankomacie? Wychowanie nie polega na darowaniu, SPORT musi uczyć pokory; jeśli jest wina powinna być i sprawiedliwa kara. Bez ulgi, bo jak uczy historia nie tędy droga do kariery. Nie chodzi o bicie a sztuka w kształtowaniu charakteru, jeśli ktoś zbłądził. Brak mi słów, sygnuję zero tolerancji, bo “promocyjne” ułaskawienia dają zaraźliwy przykład innym. Disce puer. Krętactwa zwykle mają krótkie nogi i mszczą się okrutnie, obojętnie kto i jakim sposobem “kręci” lepkie, ciepłe lody.

Pukam do drzwi Ekstraligi oraz FIM

You ‘ll Never Walk Alone

I nie tylko tam. Zagrzał się meczowy kocioł, Ekstraliga wyciska wszystko, co tylko się da, ale po kolei, bo zaczynam felieton od propozycji pod adresem władz Ekstraligi oraz Międzynarodowej Federacji Motocyklowej, sekcji żużlowej. Sugestia jest empatyczna.

I w przededniu extra święta na warszawskim Stadionie Narodowym, gdzie premiera serialu Grand Prix. “Żużlowy koncert” pod dachem jest w centrum zainteresowania; zaczynają się jazdy o mistrzostwo świata 2019. Przy okazji zbiera się także elita międzynarodowych władz z nowym portugalskim prezydentem FIM Jorge Viegasem. Z muzyką fado? Bogaty w wydarzenia weekend. Majowo, kolorowo, dynamicznie, pracowicie, atrakcyjnie. Kiedy w Portugalii na stałe zagości speedway Mr. Jorge?

UWAGA! Skok w bok. Nie da się inaczej i nie ucieknę od piłki, extra gry, finezji, goli.

Piłkarska Liga Mistrzów oferuje mecze najwyższej rangi, lecz także funduje scenariusze imprez zawierające akcenty wielce sympatyczne. Oto zawodnicy wychodzą na boiska trzymając za ręce małe dzieci, więc przeżycie dla najmłodszych jest niezapomniane, co widać po ich zachowaniach. Dziewczynki, chłopcy, może to dzieci ze sportowego podwórka a może i nie, najważniejsze, że latorośle są na scenie stadionów z asami i kompletami widzów. Aplauz, prezentacja, hymny, radość i wzruszenie. Mała dziewczynka zerka z dumą na Messiego, światową gwiazdę, sławę Barcelony, oto chłopczyk ściska mocno za rękę Salaha z Liverpoolu. Ilu takich malców marzy o chwili, żeby trzymać rękę Roberta Lewandowskiego?! Piękne sceny, zdjęcia, kilkadziesiąt tysięcy fanów na stadionie, także opowieści w szkole, rodzinie, jak było. Często tak zaczyna się sportowa kariera. Liga Mistrzów, jako formuła piłkarska ukształtowała styl, który jest wzorcem do kopiowania. Elegancko, skromnie, zwyczajnie.

EKSTRALIGA, spółka SA w polskim wydaniu na żużlowym rynku dyktuje warunki klubom. Opinie bywają różne w środowisku, wiadomo, lecz nie jest moją intencją grzebanie w komentarzach, jako długoletni recenzent tego sportu mam swoje zdanie na ten temat. Tylko w spajaniu różnych wersji zdarzeń możemy produkować “towar” coraz lepszy. Akceptowany przez wykonawców i widzów. Z sukcesami medalowymi.

W  tym kontekście kontekście proponuję pomysł żywcem wzięty z Ligi Mistrzów. Jestem spóźniony w czasie, trudno, mogłem pomyśleć w zimie, nie jestem prorokiem w swoim życiu. Wierzę, że się uda; wybrzmiewa hymn piłkarskiego Liverpoolu  You ‘ll never walk alone, nigdy nie będziesz szedł sam… Liverpool ograł legendarną Barcelonę, wyspiarze mieli na koncie minus 3 a wygrali plus 4. -Idź z nadzieją w sercu, walk on, walk on with hope in Your heart. Więc mam nadzieję i  ZWRACAM się z propozycją do prezesa zarządu polskiej Ekstraligi  Wojciecha STĘPNIEWSKIEGO oraz szefa Rady Nadzorczej tejże spółki Andrzeja WITKOWSKIEGO, by rozważyli od terminów play – offów, wyjścia drużyn do prezentacji z dziećmi. I niech wspólnie zrobią rundy honorowe! Pierwsze wybory będą na pewno preferować bliskich z rodzin zawodników, no i dobrze, potem wszystko ułoży się i będzie dużo radości. Empatia jest w cenie zawsze i wszędzie, Wierzę, że taka decyzja ożywi nastroje stadionowe, zrobi się rodzinnie z sercami bijącymi mocno. Wyobraźnia już pracuje, sport powinien dawać satysfakcję każdemu.

Zawodnikom też będzie przyjemnie. Kto może być przeciw? Wątpię aby tacy byli.

Analogicznie taki pomysł prosi się, aby również w serialu Grand Prix zawodnicy wyprowadzali dzieci do prezentacji. Decyzje premierowe są zwykle trudne, malkontenci niech się uspokoją. Szkoda, że warszawski turniej Grand Prix już nie zdąży z takim scenariuszem / a może stanie się cud nad Wisłą?/, bo bardzo mi zależy na akcencie, że inicjatywa jest polska, biało – czerwona. Powtarzam, nie ważne, że Liga Mistrzów lansuje taki zwyczaj; UEFA powinna się cieszyć, że speedway ewentualnie skopiuje taki oto fragment show. Wszystko, co dobre, powinno być naszym wspólnym dobrem. Tak?

“Złodziej goni złodzieja”

A teraz o “kotle” polskiego żużla, który gotuje się w ekstraligowym wydaniu jak nigdy. Wrzątek. Wyścigi na żyletki. Sędziowskie pomyłki a “kradzieże startów” bzdurą totalną. Co bulwersuje najbardziej? Błędy sędziowskie. Grzegorz Walasek został wykluczony w Gdańsku z wyścigu niesłusznie. Nie chciał komentować incydentu po męsku. Boli niesprawiedliwość bardzo. Mam mnożyć przykłady? Dziwne, że wprowadzenie tzw. VAR w futbolu nie wyeliminowało całkowicie błędów i wypaczeń. Zdarzenia dalej bulwersują, facet dotyka piłki ręką ewidentnie i sędzia / obraz VAR/ podejmuje złą decyzję. Tak było w meczu Ekstraklasy Lechii z Legią. Szok. Wszystko widać na ekranie jak na obrazie Matejki. Co powodują błędne decyzje? Wypaczenie wyniku, stres zawodników, frustrację, pochodne bywają różne. Mam wrażenie, że pomyłki arbitrów są wpisane w scenariusze zawodów, bezkarność sędziów obniża ich autorytety.  Kolejny problem: drobiazgowość, brak obiektywizmu kierowników startu. Ustawianie pod taśmą ma czasem charakter tendencyjny wobec gości. Irytacja zawodników drogo ich kosztuje. Przekaz telewizyjny wyłapuje dziwną nadgorliwość kierowników startów. Osoby funkcyjne są szkolone, księga regulaminów, opisów sytuacji plus kalendarz liczą już ponad 400 stron, jeszcze trochę a będzie rekord na miarę chińskich wydawnictw. Sport, kibice, zawodnicy lubią proste rozwiązania, bez gmatwania. Co to znaczy, że żużlowiec ukradł start? Taśma w górę, zawodnik, który ćwiczy starty, idealnie wyjeżdża, jest lepszy od innych, imponuje refleksem i jedzie pierwszy. Brawo. A SĘDZIA wstrzymuje wyścig. Paranoja. Błyskawiczny start jest ukarany, nadto używa się określenia “ukradł start”. Dużo tego “złodziejstwa” na torach żużlowych, mamy błędne wyroki a odsiadki nie ma. Widowisko traci płynność oraz atrakcyjność i rzadko się zdarza, że ten “ złodziej” drugi raz jest najszybszy, gdyż energia uciekła za pierwszym razem. Psucie meczów, turniejów przez niezrozumiałe powtórki wyścigów zniekształcają obraz a temperatura akcji jest wysoka, więc nie dajmy się zwariować bezsensownym “kradzieżom”. Speedway musi być klarowny, sprawiedliwy i mieć naturalne tempo!