Odnaleźć szczęście w nieszczęściu

 

 

make-your-own-luck-smallTen tytuł mnie męczy raz po raz, od dawna. Życie przynosi przykre niespodzianki, sport szczególnie, bo tam gdzie rozgrywane są ekstremalne zawody dochodzi do dramatów, tragedii na długie lata. Legendarny już dziś skoczek narciarski Adam Małysz / dokleiła się do niego niesamowita akcja kibiców Małyszomania, która zamieniła senne, nawet olbrzymie obiekty, w kipiące żarem miejsca a kiedy sypał śnieg i szczypał mróz mieliśmy festiwale radości, zabawy i uciechy/ powiedział tak:

“PSYCHIKA jest ważna w każdym sporcie. Zdarzały się sytuacje, gdy przede mną na skoczni mamuciej ktoś koziołkował, łamał się. Oczywiście w takich sytuacjach pojawiał się lęk. Powtarzałem sobie wtedy, że jestem o wiele bardziej doświadczony i że nic mi się nie stanie. Nigdy się nie zdarzało, żebym w takiej sytuacji nie skoczył”.

Małysz po skokach doświadcza rajdów długodystansowych, trudnych, gdzie tragicznych wypadków nie brakuje/Dakar/. Startuje, połyka adrenalinę jak orzeźwiające cukierki. Kiedyś byłem reporterem rajdów samochodowych i wiem z jaką szybkością pędzą auta na odcinkach specjalnych. Nie dla każdego bywają szczęśliwe. Dawno temu mówiono o znanym rajdowcu Jerzym Landsbergu, że nie ma mocnych na mgłę ale jemu ona nie przeszkadza. I oto w czasie rajdu na południu Polski auto wbiło się we mgle ostro w skarpę i zawodnik zginął. Czarna lista w rajdach, w Formule – 1 nie jest krótka. Mamy sporty w których giną ludzie, także obserwatorzy imprez i mamy dyscypliny, które przynoszą okaleczenia dotkliwe do końca życia. Nie ma recepty mimo zabezpieczeń na likwidację dramatów, bo kiedy narciarz na alpejskiej trasie zjeżdża jak wariat, skóra cierpnie, muldy wybijają go w górę a on pędzi po stoku jak torpeda.

Speedway jest sportem, gdzie w jednej chwili można stracić wszystko co jest najcenniejsze. Życie. Znane są przypadki, kiedy ktoś ginął na torze a brat kontynuował karierę i potrafił jakby na przekór wszystkiemu pokazać, że lęk jest mu obcy i niech się dzieje wola nieba. Nie przytaczam nazwisk, środowisko wie o sobie niemal wszystko. Australijczyk Darcy Ward był wielką nadzieją światowego żużla, jeden wyścig i dramat młodego zawodnika, kręgosłup nie wytrzymuje uderzenia, kończy się świat tam, gdzie powienien dopiero zaczynać. Okrutna prawda, która dociera do zawodnika nie od razu, jest ból, pretensje niewyobrażalne i jest czas na pokonanie, albo i nie, sytuacji z którą trudno się pogodzić. Krystian Rempała był 18 – letnim chłopakiem, który może byłby najlepszy w historii żużlowej sagi tej zasłużonej familii. Zaważyły sekundy po starcie, Krystiana nie uratowano, obrażenia były nie do przeżycia. Rempałowie pewnie nigdy nie pogodzą się z tragedią, który wyrwała im chłopca na wieczny ból rodziny.

ŻYCIE nie zna próżni, wypadki odstraszają na jakiś czas, zależnie od psychiki zawodnika; są twardziele dla których wahnięcie bywa krótkie, u innych dłuższe. Refleksje jednak tłamszą myśli, ich gonitwa przymyka czasem manetkę gazu. Czy można odpędzić natarczywe myśli? Pokonanie strachu jest walką z samym sobą w każdym wyścigu. Jakże ważne jest szanowanie przeciwników w czasie jazdy na milimetry, noga w nogę, łokieć w łokieć. Dlatego kary za umyślne potraktowanie rywala powinny być drastyczne. Inna jest mentalna jazda zawodnika, który z małym doświadczeniem wyciska z talentu jazdy na krawędzi życia i śmierci a inna postawa rutynowanych wyjadaczy. NIESTETY widziałem w tym sezonie ściganie i podjeżdżanie celowe. Kiedy szczęście chroni takie sytuacje, wówczas oddala się najgorsze i pozwala znów szaleć. Nie ma jednak litości los i w najbardziej niespodziewanym momencie kasuje łut szczęścia. Płaczemy, lamentujemy i jest niestety za późno. Młody zawodnik, szaleniec z talentem prowokuje, kusi los. Nabiera doświadczenia ale musi myśleć i wyciągać z takich przypadków wnioski. Musi! Jeśli nie jest w stanie okiełzać błędów dojrzewania na torach, ma przecież obok siebie albo ojca, co jest powszechne w żużlu oraz szkoleniowców. Reakcje powinny być szybkie jak błyskawice. Trudno o powstrzymanie popędu sportowej złości w młodym wieku, nie dziwię się, lecz nie mogę zrozumieć, gdy doświadczony zawodnik w wieku już późnym, dokazuje jak młodzieniec. Napisałem kiedyś książkę, której dałem tytuł szybkość nie wybacza nikomu. Tak, nie wybacza obojętnie czy to zamknięty tor, autostrada albo podrzędna droga obsadzona drzewami.

Czy można przy silnej woli odszukać w nieszczęściu choćby odrobinę szczęścia, wiary w siebie, w dalsze życie, które zostało brutalnie poharatane?

KRZYSZTOF CEGIELSKI, któremu zdarzyła się w Szwecji tragedia, gigantycznie pracował nad sobą jak galernik, chciał wrócić do normalnego świata, gdzie nie potrzebuje się koniecznej pomocy. Na tor nie wrócił ale jest fachowym komentatorem telewizyjnym i daje upust swojej miłości do żużla. Krzysztof był na progu kariery i miał szansę na karierę medalową. Gorzej z korporacją “Metanolem”/jest szefem/, która ma być tarczą dla zawodników, wobec nieprawidłowości.

A Rafał Wilk pod koniec swojej kariery/ Krosno/ zderzył się z koszmarną rzeczywistością na torze. Kręgosłupy żużlowców pękają jak zapałki, mimo osłon. Zastanawiam się nad faktem , że dawniej nie było takich zabezpieczeń ciała, ani dmuchanych band i bynajmniej nie notowano więcej urazów. Wniosek? Szybkość, moc silników i ciasne jazdy nie wykluczają wydarzeń tragicznych. Statystyka nie kłamie. RAFAŁ WILK odnalazł inną dyscyplinę jako niepełnosprawny i na paraolimpiadach zdobywa medale, złote, jedzie na wózku/ hand bike/, pędzi jak niegdyś na torach. Został na igrzyskach olimpijskich niepełnosprawnych sportowców w Rio de Janeiro’16 chorążym polskiej reprezentacji liczącej 91 osób. Duże wyróżnienie dla byłego żużlowca. Cztery lata temu Wilk na IO w Londynie zdobył złoto i zawsze ono obok niego krąży. Dorzuca następne laury medalowe. Imponuje charakterem niezłomnego człowieka z Podkarpacia, który walczy mimo fatalnego w skutkach wypadku. Zły los ciągle czyha w sporcie; w żużlu po starcie, na pierwszym wirażu i gdy tylko ma okazję nagle atakuje bez litości.

ODNALEŹĆ radość po tragicznych przejściach jest wyczynem, życie promuje takie postawy, bohater i otoczenie mają zawsze nadzieję na kawałek szczęścia. Tego pragnie chyba każdy kto kocha sport. Hm… no cóż, współczucie nie jest jednoznaczne z przeżywaniem radości, że oto człowiek znajduje z wielkim trudem szczęście w gorzkim nieszczęściu.

Prostowanie bólu

Życie prostuje czasami okrutnie charaktery, do bólu. Pół biedy kiedy ten ból nie wykracza poza poszkodowanego, rodzinę. Gorzej kiedy dramat ma wymiar znacznie większy przekraczający przykrą codzienność i doskwiera niemiłosiernie. Łagodzenie bólu trwa miesiącami, latami. Nadzieja umiera ostatnia, ten wyświechtany slogan pasuje do nie jednej sytuacji.
 
Idol i as, a jeden ułamek sekundy wypadku przekreśla wszystko. Wiek nie jest istotny, ważny dramat człowieka. Otoczenia bliskiego i dalszego. Pierwsze dni oblepione są słodkim współczuciem, potem oddala się ono i ginie, zostają w kręgu dramatu tylko te najbliższe osoby, które muszą obcować z nieszczęściem. Dni biegną coraz wolniej, miesiące długie jak lata. Czas robi się nie do wytrzymania, pozostaje walka z samym sobą. Jak z cieniem. Ile trzeba mieć samozaparcia, ile hartu by ta szara codzienność była do przetrwania.
 
Zawodnik zostaje okaleczony przez los na torze, bywa że i poza nim. Tragedia jest tragedią obojętnie gdzie ma miejsce. Środowisko jest zwarte kiedy ceni idoli w pełni sławy oraz wtedy, gdy nagle wypadek przerywa karierę. Środowisko jest mocne przez solidarne wspieranie każdego, kto potrzebuje pomocy. Tak powinno być, ale bywa inaczej. Niestety.
 
Żużlowcy na każdym kroku mogą być poszkodowani. Taki to sport, gdzie czyha niebezpieczeństwo w każdej sekundzie walki na torze. Łokieć w łokieć, pierś w pierś. Pneumatyczne bandy nie zawsze przytulają bezpiecznie lądującego w takich „materacach”.

Publiczność niejednokrotnie milknie jak na komendę kiedy zawodnicy nieruchomieją w karambolu jak martwi. Znamy tę złowrogą ciszę do chwili aż zawodnik wstanie na nogi. Cud. Nie zawsze się zdarza. Wypadki wyglądające koszmarnie kończą się na niczym. Niewinne incydenty przynoszą konsekwencje zamieniające pory roku w szarość nie do wytrzymania.
 
Środowisko żużlowe. Warsztaty, służby pomocnicze. Szkoleniowcy. Sędziowie. Spikerzy. Działacze. Prezesi o różnych wymiarach kapeluszy. Zapaleńcy kochający ten sport z rodzinnymi wyrzeczeniami. Jedni zarabiają, drudzy dorabiają, jeszcze inni mają satysfakcję, że tylko współuczestniczą w tym zbiorowym szaleństwie.

Czy to środowisko jest spójne, czy tylko wiąże je sukces? Czy jest prostolinijne, czy lubi zafałszowania w imię wytyczonego celu? Jakie jest w tej wojnie nerwów, walce o punkty, o tytuły drużynowe, indywidualne. No jakie?
 
Zawstydzające pytania?
 
Idole poklepywani, uwielbiani i chłostani. Kibice nie należą do łaskawych, wyrozumiałych. Potrafią wynieść na ołtarze i zmieszać z błotem. Nic nowego, taki sportowy los tych , którzy wybrali kariery w obrębie żużlowego toru, także innych wymiarów hal i boisk. Wszędzie to samo, czy USA, Australia, Moskwa czy Londyn, albo Meksyk lub Grecja. Tarnów  czy Rzeszów, Gorzów albo Zielona Góra, Toruń lub Częstochowa. Ząb za ząb. Oko za oko. Szanujemy siebie nawzajem?
Publiczność żużlowa jest sympatyczna w swoim obrazie, na widowni małe dzieci, ciotka idola  i szwagier asa. Żona i narzeczona. Jak mówi mój przyjaciel jedna wielka familia od meczu do meczu, od kotleta do kotleta zjedzonego w Lesznie albo w Gdańsku. Karczek z grilla i piwo, folder do ręki, i bujaj się Fela, bo dzisiaj niedziela i nasi jadą jak trzeba.
 
Krzysztof Hołyński ma dar głosu z nieba. Aksamitny, zna środowisko od podszewki i jego też znają. Czy dalej tak jest? Towarzyski i lubiany, potrafił być serdeczny i tak zakręcony, iż ludzie mieli uczucie uczestniczenia we wspaniałej fieście jak podczas karnawału w Rio. Nie wypada mi przypominać ale wybaczcie, że jeszcze na łamach „Sportu” pisałem lat temu bodaj kilkadziesiąt, iż Krzysztof ma szanse być następcą niezapomnianego i nietuzinkowego sprawozdawcy wielu sportów redaktora Jana Ciszewskiego. Tak się jednak nie stało. No cóż, sprawa nie jest taka prosta i wywołany do nobilitacji chyba wie najlepiej dlaczego.
Krzysztof Hołyński, gorzowianin, sprawozdawca  stadionowy wynajmowany na prestiżowe turnieje i mecze. Panowała powszechna opinia, iż kiedy trzeba zrobić atmosferę na imprezie, to Hołyński potrafi. I tylko on. To była prawda, ale ta prawda też była okrutna, ponieważ wiązała się z nie fałszowaną popularnością Krzysia od Pragi po Tarnów, od Rybnika po Zieloną Górę. Popularność bywa budująca i niszcząca, nie zawsze można sobie poradzić z jej nalotem. Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść, iż żywotnego Krzysztofa dopadł /dwa lata temu/ złowrogi wylew. Takie przypadki zwykle są nagłe. Rehabilitacja jest droga i żmudna. Przede wszystkim kosztowna, przypomina kopanie studni bez dna.

Tutaj posłuchacie Krzyśka przed hymnem Stali Gorzów. 

11 

Początki były owiane nadzieją, potem czas robił swoje i czyścił portfele. Ratowanie zdrowia w takich przypadkach jest katorżniczą robotą o czym wie niesamowicie zharmonizowany z przyrodą Krzysztof Cegielski, zawodnik kreowany kiedyś na wielką gwiazdę polskiego i światowego żużla, również gorzowianin. „ Cegła” ma instynkt pracoholika  i niespotykany zasób sił. Nie każdy tak potrafi walczyć w poszkodowanym życiu. Cegielski ma problem ale może poruszać się i spełnia telewizyjną misję w wymiarze jakiej nie miał szczęścia właśnie Krzysztof Hołyński. Cóż za paradoks życiowy. „Cegła” może poruszać się w ograniczonym wymiarze lecz mówić i mówić wspaniale bez ograniczeń. Hołyński mający dar mowy nie może tego dokonać. Dwóch gorzowian, dwóch Krzysztofów i życiowe pętle.

Słynny pojedynek Adamsa z Krzyśkiem Cegielskim: 

 

Życie jest brutalne chyba już z narodzenia. Czasami coś odbiera, czasami daje. Życie jest także wielkim kompromisem. I bywa okrutnie niezrozumiałe. Dlaczego? Pytanie bez odpowiedzi pozostaje głuche na bicie serca.

Zaszczepiający radość na widowni Krzysztof Hołyński potrzebuje pomocy. Sam się nie upomni, rodzina także. Potrzebuje i kwita. Ten, który z mikrofonem w ręce ciepło ubarwiał stadiony i łagodził obyczaje jest w dużej potrzebie, bo zwalił go z nóg nieludzki los.

Wiem, że zrobili niektórzy dużo, ale pozostali mogą  zrobić to samo albo i więcej. W środowisku żużlowym raz po raz padają ofiary i nie ma na to żadnej siły. Żadnej!

Życie nie oszczędza nikogo, szczęścia dostępują nieliczni. Przykre jest takie pisanie o prawdach oczywistych. Na progu nowego roku przypominam o cnocie solidarnej postawy środowiska, które jest małe, nie jest zwarte i nie jest familijne, jakby to się wydawało bywając na stadionach. Paradoks polega na tym, że Krzysztof Hołyński potrafił zawsze na stadionie stworzyć cudownie rodzinną atmosferę, więc zróbmy wręcz konieczny rewanż dla ratowania jego zdrowia. Czuliśmy się lepiej, kiedy on prowadził spikerkę na stadionie, niech poczuje się teraz i on lepiej.

Zasłużył. 

z3846543n

****************************************

POMOC DLA KRZYSKA HOLYNSKIEGO!

Środowisko sportowe całej Polski pomaga Krzysztofowi Hołyńskiemu. Dwa dni temu minęło osiem miesięcy od kiedy Krzysztof Hołyński, człowiek-instytucja, znany w Gorzowie dziennikarz i spiker, ale też poeta, miał wylew krwi do mózgu i próbuje wrócić do zdrowia. Przyjaciel Krzysztofa Hołyńskiego, gorzowski fotografik Mirosław Wieczorkiewicz zbiera środki na jego rehabilitację. „Powrót do zdrowia jakby się zatrzymał. Co prawda chodzi przy pomocy czterogłowej laski, ale chodzi z trudnością, ze względu na paraliż prawej strony ciała” – opowiada Mirosław Wieczorkiewicz. „Nim Krzysztof wróci do pisania czy mówienia, mogą minąć miesiące, a nawet lata” – dodaje Wieczorkiewicz. Pieniądze potrzebne są nie tylko na rehabilitację, ale także na życie – rachunki, jedzenie.

Mirosław Wieczorkiewicz zwrócił się o pomoc w zorganizowaniu akcji do szefa Lubuskiej Federacji Sportu, Bogusława Sułkowskiego, ten zgodził się bez wahania udostępnić konto bankowe Federacji. Przez dwa dni odnotował już sporo wpłat – nawet kilkusetzłotowe. „Pieniądze napływają z całej Polski i na wielu przelewach widnieją również życzenia zdrowia dla Krzysztofa Hołyńskiego – mówi Bogusław Sułkowski.

Podajemy numer konta dla osób, które chcą wesprzeć Krzysztofa Hołyńskiego: 
Bank Zachodni WBK S. A. I Oddział w Zielonej Górze 
nr 97 1090 1535 0000 0000 5306 8535 
z dopiskiem „KRZYSZTOF”

Więcej: http://www.gorzow.pl/aktualnosci/1222_Pomoc_dla_Krzysztofa_Holynskiego

23 lutego 2009 roku jedziemy do RYBNIKA!

23 lutego Stowarzyszenie Kibiców i Sympatyków Rybnickiego Żużla „ROW Rybnik” organizuje II Ogólnopolski Turniej Halowej Piłki Nożnej Kibiców KILER CUP 2008. Turniej odbędzie się w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Rybniku Boguszowicach w godzinach od 10.00 do 18.00. Weźmie w nim udział czternaście drużyn z całej Polski.

Sponsorem tytularnym imprezy po raz kolejny została sieć pizzerii KILER. Wśród pozostałych sponsorów należy wymienić firmy: Primo, Prefrow, DomMar, Techmar, Silesia 2000, Pub Amanis, Gont i Regio. Patronat medialny nad imprezą objęły: Telewizja TVT, Radio 90, Tygodnik Rybnicki, Tygodnik Żużlowy oraz www.rybnik.com.pl

Hala w Boguszowicach będzie nie tylko areną zmagań sportowych, ale również miejscem, gdzie spotkać będzie można wielu znamienitych gości.

Organizatorzy postanowili uhonorować byłych żużlowców stanowiących o sile drużyny 12-krotnego Drużynowego Mistrza Polski i zaprosili na turniej Andrzeja Wyglendę, Antoniego Fojcika, Joachima Maja, Piotra Pysznego, Jerzego Gryta, Jana Nowaka, Antoniego Skupienia, Mirosława Korbela i Adama Pawliczka. Zaproszenia otrzymali również Adam Jaźwiecki i Stefan Smołka, dziennikarze zawsze żywo zainteresowani sytuacją w rybnickim klubie. Oprócz gości związanych z Rybnikiem organizatorzy postanowili zaprosić również Andrzeja Szymańskiego, Rafała Wilka, Piotra Winiarza i Krzysztofa Cegielskiego, którzy z powodu odniesionych na torze kontuzji nie mają tak wielu okazji do spotkania z kibicami co czynni zawodnicy. Swoją obecność na turnieju potwierdzili już Andrzej Wyglenda, Joachim Maj, Antoni Fojcik, Antoni Skupień, Adam Pawliczek, Adam Jaźwiecki, Stefan Smołka, Andrzej Szymański, Rafał Wilk i Piotr Winiarz. Organizatorzy za naszym pośrednictwem bardzo serdecznie zapraszają wszystkich sympatyków i kibiców rybnickiego żużla do odwiedzin hali w Boguszowicach 23 lutego. Wstęp na turniej kibiców jest wolny.

Autor: Maciej Prochowski

Więcej: http://sport24.info.pl/cgi-bin/index.pl?mode=news;id=4462