Dwa diamenty w koronie Bartosza

Spełnia swoje marzenia w radosnym stylu, jego niebieskie oczy są przepełnione fantazją ścigania się na każdym torze. Speedway cieszy Bartosza Zmarzlika, jak dziecko, które dostaje zabawkę. “Zabawki” są nienagannie dobrane. Dwa złote medale mistrza świata z rzędu; wszyscy podziwiają szczerze wirtuoza z Gorzowa. Jego styl jest brawurowy ale i pewny umiejętności. W ostatniej chwili potrafi powalczyć tak, że kevlary przeciwników mocniej fruwają. Talent plus konsekwencja w pracy codziennej. Nic nie bierze się z niczego, nie spada z nieba. Bartosz Zmarzlik lat 25, jak oświadcza, ma swoje marzenia; chciałbym żeby został królem torów z siedmioma złotymi medalami IMŚ. Stać go na taki wyczyn i pobić rekord/ mają po 6/ Ivana Maugera i Tony Rickardssona. W finale serialu Grand Prix w Toruniu /nr 95/ wygrał dwa razy – kolejny turniej i ostatecznie całe mistrzostwa świata. Cud? Nie. Zmarzlikowy styl, żelazna droga do celu a potem łzy szczęścia. Dawno nie widziałem go tak uradowanym, kipiącym energią jaka ogarnęła po dwudniowym finale. To nie był spacerek po toruńskiej starówce a świetnie wykonana robota na Motoarenie. Z szacunkiem do niego odnosi się żużlowa arystokracja ale i wierni kibice, którzy kochają go za takie cudne, na krawędzi ryzyka jazdy. Można być z niego dumnym! Ba! Trzeba.

Kevlarowi dragoni DuPont

a1036_0-d

No i zaczęło się z mokrej ”rury”, kevlarowi dragoni wyjechali na raty, na żużlowe przygody. Zanim dojadę do toruńskiego, światowego turnieju par, może o czymś innym, na co patrzymy, dotykamy a twórczynią tego cudu pod nazwą KEVLAR jest kobieta z polskimi korzeniami. Żużlowy świat ubrany był poprzednio w skóry, ciężkie kombinezony, w upały trudno było oddychać a co dopiero walczyć na motocyklach. Obraz jeszcze w latach osiemdziesiątych polskich ekip wyjeżdżających na zawody był w porównaniu do dzisiejszych czasów, jak… furmanki z Audi. Auta miały haki do których dołączano przyczepki z motocyklami, nadto specjalne drewniane skrzynki narzędziowe, które przypominały… Pamiętam taką sytuację na trasie z Glasgow do Stoke, kiedy polską ekipę zatrzymała angielska drogówka i policjantów bardzo zafascynowała właśnie taka ”trumienka”. Było wesoło i upokarzająco zarazem. Takie mieliśmy czasy a dziś nasi żużlowcy śmigają po Europie kolorowymi/ reklamy/ vanami dobrych marek aut, zaopatrzonych w sprzęt. Ewolucja ogromna. Szyk i elegancja.

Do jednej z takich przemian należy zaliczyć zastąpienie ciężkich kombinezonów przez zwiewny materiał kevlarowy. Pamiętam, kiedy reprezentacja USA pojawiła się w takich uniformach i obserwatorzy zastanawiali się w co są ubrani i jak nowe

“ubranka”zachowają się w przypadku karamboli… czy wytrzymają, ochronią ciało. Nie budziły zaufania, materiał był lekki jak jedwab i efektownie w czasie jazdy falował. Amerykanie robili furorę. A kevlar karierę. A kto był matką tego wynalazku?

Otóż chemiczka polskiego pochodzenia Stephanie Louise Kwolek. Urodziła się w Pensylwanii w USA w 1923 roku a zmarła w 2014 roku. Była córką pary polskich emigrantów Neille i Johna Kwolków/ źródła podają, że być może nazywali się ongiś Chwałek/ ale nazwisko Kwolek jest na polskim gruncie i znałem ongiś szefa, znanej katowickiej restauracji “Polonia” o takim nazwisku, który n.b. pochodził z Krosna czy okolic tego podkarpackiego miasta.

Emigracja za chlebem z południowych rejonów Polski/ Galicja/ do USA była powszechna w XIX wieku. Ale w Pensylwanii urodził się także świetny aktor Hollywood Charles Bronson/ Buschinsky/, polsko – litewskiego pochodzenia. Ojciec Stephanie zmarł kiedy miała 10 lat, uczęszczała do szkoły zakonnic a potem na uniwersytety w Pensylwanii i zdobyła dyplom chemiczki w 1946 roku. Chciała jeszcze studiować medycynę, lecz warunki materialne zmusiły ją do pracy i wylądowała w znanym koncernie DuPonta. Kierując zespołem badawczym wynalazła w 1964 roku materiał pn. kevlar, lekki, kilka razy wytrzymalszy od… stali. Kevlar jest polimerem z grupy aramidów z którego przędzie się sztuczne włókna o wysokiej wytrzymałości, odporne na rozciąganie. Jest niepalny, odporny na zużycie, nie przewodzi prądu elektrycznego. DuPont jest firmą światowej sławy; nasza rodaczka Stephanie Kwolek ma na koncie aż 28 patentów! Cześć i chwała a kevlar znalazł się na żużlowym podwórku. Przede wszystkim robi się z niego świetne kamizelki kuloodporne! Stosowany jest także m.inn. do wzmacniania wewnętrznych powłók nart, rakiet tenisowych, robi się z niego żagle, hełmy, kaski, używa w produkcji rowerów, motocykli a nawet pancerzy lotniskowców. W szyciu kombinezonów Kevlar bywa zastępowany też przez… nylon. I tak mamy żużlowych dragonów ubieranych w wynalazek Stephanie Kwolek, produktu firmowanego przez DuPont. Można być dumnym, że jeszcze jedna osoba z polskimi korzeniami na amerykańskim gruncie /nie aktorka, nie modelka/ zrobiła karierę, której kulisy są tak mało znane. Odkurzam, przypominam, bo oto szaleje na żużlu …”Kwolkowe towarzystwo DuPont”. Profesjonalne wzornictwo, fantastycznie.

No a teraz jazda na tor. Toruń zawarczał przed ligą turniejem otwierającym ściganie się o światowy prymat najlepszych par. Mistrzostwa tego rodzaju były ongiś atrakcyjne, ścięte jednak przez angielską BSI. Miały być wpierw cuda, skończyło się na projekcie w postaci serialu GP singli przez cały prawie rok. Nic tak nie męczy jak długie czekanie na mistrza; “czy dłużej i więcej, znaczy bardziej sprawiedliwiej”?

TORUŃ. Para za parą. Nie był to pierwszy turniej nowego sezonu, rozegrano klubowe sparingi, nawet ścigano się w ramach mistrzostw Polski, choć nie wszędzie pogoda dopisała. Zainteresowanie widzów tradycyjnie na początku sezonu duże, zimowe wyposzczenie rodzi zwykle zauroczenie, które z czasem mija.

Jak było na Motoarenie? Ścigano się zacięcie, turniej wygrali z nami Duńczycy; w kwietniu mamy kolejną rozprawę w niemieckim Guestrow a potem w maju finał w duńskim, przytulnym Esbjergu, gdzie urodził się Erik Gundersen. Polacy zaczęli w składzie Jarosław Hampel i Krzysztof Kasprzak, lecz kiepsko spasowany do toru/ sic!/ srebrny medalista MŚ/ GP obywatel KK wymieniony został po dwóch startach na Piotra Pawlickiego, mistrza świata juniorów. Piotrek ma duszę do sportu i ścigania się, widać u niego radość na twarzy a nie katorgę. Angielskie jazdy robią z niego magistra. Jest swobodny i przy młodzieńczej nonszalancji, co nie jest wadą, potrafi ograć najlepszego ale i też stracić miejsce wskutek zabawy na torze. PP nie robi wyrachowanej kalkulacji, jeszcze życie nie wymusiło na nim sportowej “zemsty na zimno”. Marzy mi się taki duet Piotrek z bratem Przemysławem a który trener tak postawi, raczej nie straci. Duńczycy są faworytami /Nicki Pedersen i Niels Kristian Iversen/ o której to konkurencji nie będę już piał jak kogut, bo walory nie podlegają dyskusji. “Kangurom” brakowało “wiszącego” Darcy Warda. Nie wiem dlaczego FIM tak grzebie się z oficjalnymi mistrzostwami par, w końcu dzielne chłopaki z toruńskiej ONE robią swoje i ucierają nosa FIM – owcom.

I tak oto zaczął się z kaprysami meteo sezon anno 2015 a ligowy taniec został zastopowany przez pogodę. Niebo pogroziło mocno i dało ludziom czas na świętowanie. Moi Drodzy, LIGA jest jak kobieta, która potrafi zrobić z faceta milionera, pod warunkiem, że wcześniej był … miliarderem. Jasne?