Jonas, ach co ty to masz…

Dzwoni do mnie znajomy, który nie ślęczy przed telewizorem, dzieli się spostrzeżeniem słusznym jako obserwator bez zacietrzewienia: “bardzo dużo żużla, prawie codziennie”… No tak, prawda, kibice nie mogą narzekać absolutnie na brak obrazów z aren żużlowych, mecz goni mecz, turniej za turniejem leci. W tym pandemicznym sezonie, który wymusił nie tylko rygory, lecz także tempo rozgrywek z ograniczoną liczbą fanów jest jeszcze jedna istotna dla przyszłości sprawa, otóż mimo przyzwolenia na pewną ilość widzów, nie sprzedaje się kompletów/ vide GP we Wrocławiu/. Wniosek prosty; sympatycy tego sportu wybierają opcję telewizyjną, wygodę, jak mawia mój przyjaciel “można oglądać w domu z kanapkami na kanapie, buteleczkami piwa, jeszcze czegoś mocniejszego, lepiej widać, zostaje kasa, bankomat nie musi być prowokowany, cierpią tylko domownicy, którzy czasem z bólem tolerują żużlowy fanatyzm”. Los tak chciał, los tak pokieruje może i przyszłością frekwencji na stadionach. Na pewno człowiek przyzwyczaja się do wygody, mimo, że oglądanie na żywo jest wrażeniem niezapomnianym. Wtapia się w pamięć, lecz “ w TV widać lepiej, są powtórki, można przyjrzeć się dokładnie jak to było, gdzie i jak kto skrobie się po głowie albo niżej.

No właśnie… sędzia widzi tak czy siak, percepcja jest ograniczona, arbiter żużlowy skazany jest na jedno miejsce plus podgląd telewizyjny, to nie futbolowe latanie z gwizdkiem ani techniczna ocena trzech sędziów przed specekranami.

W komentarzach TV ze stadionów żużlowych mamy non stop sugestie opowiadających, że: “chyba się ruszył, no tak raczej się poruszył”, etc, tym podobniej. Sędzia decyduje i koniec. Basta. Jeden z takich opowiadaczy Krzesło nr 2, popisał się ostatnio a dotyczyło meczu na trudnym, po gęstym deszczu, że zawodnik “ ma na pewno już wodę w majtkach”. Pięknie. Nie wiem co miał wtedy tenże opowiadacz ”niemoralnego niepokoju”. Co raz lepiej z nim, buszuje a powtarzanie słowa tyłek jest normalką i ciekawe, że Krzesło nr 1 albo Nadkrzesło X wszechwładnie panujące nie słyszy tego rechocząc nagminnie z byle czego. Wygrał ten, ha, ha, pojechał i ha, ha. Z czego ha, ha? Dlaczego piszę KRZESŁO nr 2? Albo FOTEL nr 1? Bo oto ciągle dowiadujemy się, że pole nr 3 wygrało już 8 wyścigów. Extra… Pole wygrywa a gdzie zawodnik się ukrywa? Nie wiem, gdzie Nadkról lata, bo “przecież zewnętrzna chodzi”. Nie ma redakcyjnych korekt? No tak, rozumiem szerokie plecy są odporne na wszystkie głupoty, wujek, ciotka, patronaty, bo “wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Na miły Bóg, w tym polskim maglu rozmaitości od góry do dołu, hasają dziwolągi, że aż hej. Ha, ha, ha… Swawola bez samokrytycyzmu. Jeśli zawodnik bez autorytetu pozwala sobie na oceny mistrza, to tak jakby nieuk recenzował Olgę Tokarczuk. Nie mam zamiaru babrać się w tym, żenada jest potężnym w tej chwili zjawiskiem i jej macki docierają tam, gdzie ksiądz Józef Tischner nie wyobrażał sobie kiedy żył. Marzy mi się przekaz, komentarz coraz lepsze a nie coraz infantylne, owszem są dobre wyjątki ale buszują kompromitujące. Ha, ha, ha. Tyłki, woda w majtkach… inne wykrzykiwane słowa, aż wstyd pisać. Mówi się, że nic nie plami tak jak atrament, lecz słowa potrafią brukać piękno naszej polszczyzny, od “złotoustych” wymagana jest poprawność językowa i styl, i elegancja. Korepetycje nie są wstydem jeśli przynoszą efekt. Jednak ignorancja i bezczelność wypaczają charaktery mianowanych ekspertów czasem już na zawsze. Potrzebne lejce/ wiśta, wio/ i warto chcieć być lepszym.

Cnotę skromności i waleczności pokazał 22 – letni Duńczyk Jonas Jeppesen, który został ojcem zwycięstwa Ostrowa Wlkp, nad dumnym zespołem z Torunia. Sport kocha niespodzianki, daje szanse ludziom ambitnym do bólu. Ten Duńczyk spod Esbjerga na torze zlanym deszczem do spodu jeździł jak bolid F – 1 na autostradzie. Zaskoczył efektownie, pewnością jazdy, techniką, nie bał się szybkości ani groźnego podłoża. SPORTOWIEC, który chciał. Esbjerg jest ślicznym miasteczkiem, blisko tam nad morze, trzeba tylko przeprawić sie ok. pięć minut promem i jest dywanowa plaża, morze jednak zimne, północne ale klimat wspaniały. Jepppsen tam mieszka, również i legendarny ERIK GUNDERSEN! Wielokrotny medalista mistrzostw świata, któremu los przerwał brutalnie karierę. Warto zachłysnąć się Esbjergiem, byłem tam kilka razy i polubiłem okolice, blisko stamtąd do Billund, gdzie jest królestwo klocków LEGO, którymi bawią się dzieci na całej planecie. JONAS, rudowłosy młodzieniec zrobił show gladiatora na torze w mazi, no i sprawił, że Ostrów Wlkp. zakochany po uszy w żużlu ograł faworyta. To była sobota, a w poniedziałek odważny Duńczyk zjawił się wcześnie rano w pracy, jak powiedział ma dobrą robotę, pilnuje tego a ponieważ ma talent do żużla, zdobywa punkty i raduje tym kibiców. 22 lata! Wszystko przed nim. Trawestując przebój Ludwika Sempolińskiego z dawnych lat, “Tomasz ach co ty, to masz” dałem do tytułu z imieniem Jonas… Można było mieć full satysfakcję, kiedy z trzeciej pozycji zdecydowanie, jakże kaskadersko wyjechał na pierwszą pozycję w ostatnim wyścigu i zwyciężył. A drużyna prestiżowy mecz. Szkoleniowy, pouczający film. Urok sportu polega na takich popisach, na takich jazdach, gdzie niektórzy przymykają gaz a on Jonas spod Esbjergu pędził do mety, jakby był już spóźniony do swojej roboty zawodowej. Amator pokazał efektownie zawodowcom, że nic tak nie uszlachetnia jak autentyczna praca, talent i sportowe serce. W ekstremalnych warunkach. Rozumiecie chyba: Jonas, ach co ty, to masz… Przy okazji a dlaczego tak późno ten chłopak dostał szanse? Dobry nauczyciel musi mieć instynkt, umiejętność przewidywania rozwoju ziarna talentu. Z tym u nas nie jest niestety najlepiej od dawna. Lubisz, nie lubisz, układy, koterie, sprawiedliwość bywa ukrywana w szafie.

PS. Mistrzem Polski indywidualnie został sympatycznie, zasłużenie, arcyświetnie Maciej JANOWSKI na torze w Lesznie. Z finałowej jazdy “ wykastrowany” został przez sędziego Krzysztofa Meyze miejscowy matador Piotr Pawlicki; ciekawe, gdyby dochodził swoich słuszności – precedensowo w sądzie? Tego jeszcze wprawdzie nie było, lecz co zrobić z życiowymi, karygodnymi sportowymi niegodziwościami?! Nic dwa razy się nie zdarza panie K. Meyze. Ból wiruje a gdzie sumienie? Shame. Warto czasem z decyzją poczekać, niż szybko ściąć głowę. Czy nadal głupizm, że trzeba kogoś wykluczyć musi obowiązywać? Nie można powtórzyć kontrowersyjnego wyścigu? Regulaminowy wstyd puchnie.

Dyrygent nie może fałszować

Kiepski dyrygent zepsuje prowadzenie najlepszej orkiestry. Kiedy muzyk zafałszuje na skrzypcach wyleci z orkiestry. Batuta jest ważna i dyrygent prowadzi do sukcesu. Jak orkiestra gra, każdy widzi, każdy słyszy.

Na futbolowych arenach  mieliśmy do czynienia nie tylko z fatalnym sędziowaniem, nadal mamy takie wybryki mimo asysty bocznych arbitrów. Władze międzynarodowe wprowadziły komunikację pomiędzy arbitrami i kiedy główny nie ma przekonania, konsultuje z kolegami na liniach. Każdy jest omylny. Futbol i nie tylko on, miał przejawy korupcyjnych chęci i decyzji , które znajdywały epilog na ławach sądowych.

Czy nadal tak jest?

Komunikowanie jest trójstronne, choć nadal do gwizdania w Lidze Mistrzów, na mistrzostwach świata, Europy mamy błędy. Nie tylko futbol jest skażony ludzkimi ułomnościami, także inne sporty. Eliminowanie wypaczeń jest permanentną pracą, ale czy doprowadzi do absolutnego wyczyszczenia nie mam przekonania. Człowiek bywa omylny, bywa kuszony od czasów raju nie tylko jabłkiem. I nawet Ewy bywają tak ponętne i zmieniają image, że pękają bariery wyobraźni. Omylność ludzka bywa zjawiskiem towarzyszącym nam od zarania dziejów i filozoficzne rozważania nie złagodzą problemu, on raz po raz  dotyka sumienia jak rozpalone żelazo. Najbardziej boli niesprawiedliwość.
W tym sezonie na żużlowym rynku mamy w wydaniu międzynarodowym bolesne wypaczenia, które ranią ambicje zawodników, bulwersują kibiców, doprowadzają do szału mechaników, psują wizerunek sportu poprzez absurdalne decyzje.

I z jednej strony mamy wykluczenie z walki, strata dla kibiców, z drugiej straty materialne teamów wskutek rozkojarzonego sędziego. Żużlowy arbiter jest za pulpitem. Jego miejsce pracy jest wcześniej zatwierdzone przez działaczy, którzy w majestacie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej odbierają stadion, głównie tor, jego zabezpieczenie ale także infrastrukturę, która jest potrzebna do tego aby można było przeprowadzać  turnieje i mecze sprawnie, funkcjonalnie.
Widoczność na stadionach jest dla sędziów zróżnicowana, nie najlepsza była ongiś na Stadionie Śląskim, inna bywa na małym stadionie, jeszcze inaczej jest na tych obiektach gdzie odległość jest duża ze względu na stadion. To warunki obiektywne, decydujące są jednak subiektywne.

Czy jest rada?

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa i Komisja Wyścigów Torowych odpowiedzialna jest za sędziów. Dzierżawcy serialu Grand Prix „biorą” arbitrów z tej półki. Organizowane są seminaria i aktualizacja regulaminów, egzaminy i desygnowanie na setki imprez. To są sędziowie – wybrańcy z etykietką „międzynarodowi”. Poszczególne federacje mają różne ilości imprez, w Polsce organizuje się  poza ligą sporo turniejów. Sędziowie są i chcą nimi być nowi. Do koszyka „międzynarodowych” trudno trafić, jest pewne metkowanie wybrańców lecz jak życie pokazuje i oni popełniają rażące błędy. Musi być zatem większy wybór i nawet niech tylko ktoś sędziuje jedną GP a dobrze, bez pomyłek. Nic tak nie uzdrawia jak konkurencja. Tego jednak nie ma, władze tkwią w schematach kadrowych.

We wspomnianym futbolu sędzia główny jeśli nie jest pewny sytuacji konsultuje decyzję z bocznym arbitrem, mają ze sobą łączność, słuchawka w uchu, mikrofon. Sędzia żużlowy musi podglądnąć w niepewnej sytuacji monitor, gdyż nawet jedno spojrzenie kamery TV bywa złudne. Zawsze się dziwię dlaczego tak szybko podejmowane są trudne decyzje.10 minut na zastanowienie się i wydanie sprawiedliwego werdyktu pracuje na renomę sędziego, na udaną imprezę, zadowolenie jej uczestników.

Od kilkunastu lat funkcjonuje na zawodach tzw. Jury FIM, działacze doświadczeni, którzy oglądnęli w życiu multum imprez. Ich pobyty nie są filantropijne, opłacane, istnieją jako funkcjonariusze FIM, którzy powinni służyć doradztwem sędziemu, bo nie zawsze dobrze widzi i nie zawsze ma dobry dzień. Krytyka i wpis do protokołu po zawodach jest spóźnionym nieporozumieniem. Seria błędów na arenie Grand Prix a mamy połowę sezonu nakazuje podjęcie szybkich kroków. Za błędy powinna być grzywna, może być za bójkę, dlaczego nie za wypaczenia widowiska.

Kiedyś przez lata królem sędziowskim był Norweg  Tore Kittilsen, który zdominował speedway w światowym wydaniu z dwóch powodów; otóż  jego rodacy nie startowali w finałach ostatecznych no i był prawie bezbłędny aż do czasu występu w Los Angeles/ schyłek jego kariery/ na Coliseum, kiedy doszło w finale IMŚ do kontrowersji pomiędzy Anglikiem Kenny Carterem i bożyszczem torów Amerykaninem Bruce Penhallem. Sędzia wydał werdykt na korzyść idola z USA. Tore Kittilsen przez długie lata był przy pulpicie światowych wydarzeń. Miał wielki szacunek  i poważanie wśród zawodników i nie wyobrażam sobie aby ktoś po jego decyzji ośmielił się pukać palcem w czoło. Autorytet. Mamy obecnie taki? Kittilsen był charyzmatyczny, towarzyski, uśmiechnięty, lubiany. Potrzebne cechy w trudnych sytuacjach, kiedy namiętności grają rolę a trzeba rozładować konflikt jako bezdyskusyjny rozjemca.

FIM ma problem sędziowski, ma i taki co zrobić z dzierżawcą Grand Prix, drużynowego Pucharu Świata by speedway otrzymał inną promocję i rozwinął się w innych częściach Europy i świata. Wałkuję ten temat od wielu lat, gdyż dostrzegam hermetyczność i niszowość tego sportu. Nie bez znaczenia jest spadek popularności i obniżenie poziomu ligi angielskiej, wystarczy popatrzeć na puste trybuny stadionów. Nie ma ekscytacji w Wlk. Brytanii. Lepszy krykiet, golf czy dominator futbol.

Co dalej?

Błędy sędziowskie wypaczają sens sportowej rywalizacji. Ostatni incydent w Cardiff kiedy to Rosjanin Emil Sajfutdinow wymierzał sprawiedliwość Anglikowi Scottowi Nichollsowi na oczach telewidzów i 40 tysięcy fanów na stadionie nie mieści się w żadnym wymiarze zrozumienia sytuacji. Wstyd i niestety carewicz do kąta za taki występek, 600 $ grzywny dostał Rosjanin, 500 $ Anglik. Prowadzący karierę Sajfiego muszą spaść na mocno ubitą ziemię. Nie wiem czy po takim incydencie nie powinien od razu dostać czerwonej kartki i mieć czas na analizę sprowokowanej przez siebie bijatyki. Nastoletni carewicz musi dorosnąć do normalności europejskiej.

Słabości sędziowskie wpływają na całość, koniecznie trzeba urealnić kompetencje Jury FIM aby arbiter nie wydawał solo śmiesznych i krzywdzących ocen sytuacji, które jakie są widać gołym okiem i okiem kamery na ekranie TV. Dyrygent nie może fałszować.