Speedway w starciu z kopaną

 

Widzę auta, których lusterka zewnętrzne ozdobione są biało – czerwonymi pokrowcami. Szaliki sportowe zdobią tylne półki samochodów, dostrzegam kapelusze, piłki i tym podobne  pamiątki w sklepach, niemal wszędzie, zaczął się „potop“ gadżetów różnej maści, flagi, kapelusze, czapki, koszulki, bluzy dla dzieci i dorosłych. Mamy atmosferę zbliżającego się święta futbolowej Europy. Budowane są w miastach Strefy Kibica, by wspólnie oglądać i przeżywać mecze. Robi się miło na sercu, biało – czerwone barwy dominują i podnoszą ciśnienie. Nadzieję. A do otwarcia EURO – 2012 jeszcze trochę dni. Dumny jestem z tego, że tak wielka impreza sportowa rozgrywana będzie u nas. W moim kraju. Dlatego nie rozumiem posła Jana Tomaszewskiego, bramkarza, który kiedyś na Wembley powstrzymał Anglików. Po tym sukcesie i awansie „Orłów“ Kazimierza Górskiego do mistrzostw świata pod katowicką redakcję „ Sportu“ zjawiła się na rynku spora grupa kibiców, mimo późnej pory odśpiewała tradycyjne sto lat. Robiło się gazetę w porywie z radością. To były czasy! Który rok? 1973. W tym samym, kiedy Jerzy Szczakiel na Stadionie Śląskim zdobył tytuł mistrza świata. Wspaniały rok, następny jeszcze lepszy. Dlaczego nie rozumiem posła Tomaszewskiego? Jego olbrzymiej awersji do wybrańców Franciszka Smudy? Otóż poseł uważa, że w takiej reprezentacji powinni być tylko sami rdzenni Polacy, nie skażeni zagranicznymi paszportami. Staram się zrozumieć Jana Tomaszewskiego, którego kiedyś poznałem na mistrzostwach Polski w tenisie stołowym, bo interesował się ładną grą jednej ładnej zawodniczki, bardzo utalentowanej. Agresywne wypowiedzi posła ma zgasić jego partyjny wódz. Został skarcony przez towarzystwo.

W każdym razie sianie nienawiści w sporcie, zresztą nie tylko tam, kłóci się mega mocno z ideą sportu przez duże „ S“.

Atmosfera w obliczu piłkarskiego święta Starego Kontynentu rośnie z dnia na dzień. Tak  myślę, że gdyby takie  finały rozbić na  różne kraje i w czasie, podobnie jak to się dzieje z żużlem w ramach Grand Prix, festiwal byłby rozmyty jak kiepskie mydło. A tak mamy nasycenie maksymalne i urok właśnie święta od którego trudno uciec. Poprzez rozmaite gadżety, uliczną reklamę, wystrój gastronomicznych lokali widzimy jak atmosfera pięknie rośnie. Eksplozja nastąpi, kiedy sędzia gwizdnie i kopnięta zostanie pierwsza piłka w meczu otwarcia Polska – Grecja. Wtedy już nie będzie zmiłuj się a czas zostanie zagospodarowany przez futbolowy teatr.

A gdzie w takim razie będzie miejsce na speedway?

Powszechnie mówi się, że żużlowi kibice są wyjątkowi i tak zapatrzeni w swój ukochany sport, że poza warkotem motocykli nie widzą świata. Nie wszyscy jednak i spora część widzi, emocjonuje… gdyż prawdziwy kibic interesuje się wszystkim, co kryje się pod słowem sport. Kocha, lubi, szanuje.

Wyobrażam sobie, że armia kibiców z zagranicy, która przyjedzie do Polski m szansę  przy okazji zobaczyć i żużel, tylko trzeba tym fanom zaproponować takie możliwości. Okazja jest doskonała i sądzę, że wśród tych kibiców są i tacy, którzy poza piłką nożną kochają także speedway, zwłaszcza turyści z Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Czy pomyślano o takim rozwiązaniu w gronie żużlowych animatorów nie wiem. Gorzów żyje turniejem Grand Prix, który zaplanowano w drugiej połowie czerwca. Liga ma swoje prawa i tak się nakręca. W jakim stopniu temperatura piłkarska odbije się na żużlowych emocjach zobaczymy; śledzę frekwencję na stadionach i nie ma co kryć, że jest ona co roku niższa. Nie bez wpływu na taki stan mają telewizyjne przekazy Ekstraligi, bo kibice liczą nie tylko pieniądze, także czas, no i wygodę.

Raz jeszcze wracam jako „człowiek nie nowoczesny“ jak to określają niektórzy adoratorzy serialu Grand Prix, że skomasowane wydarzenie jakie by nie było kumuluje energię i wyzwala adrenalinę, która jest strasznie zaraźliwa dla otoczenia. Żużlowy serial GP jako indywidualne mistrzostwa świata w swojej atmosferze zużył się jak wycieraczka do butów przed ZUS – em. Nie ma GP świeżości święta, oczekiwania, zjazdów gremialnych. A na EURO‘12 bilety sprzedane, będą tłumy przed ekranami na placach i pełne lokale, gdzie przy piwie podziwia się grę artystów kopanej.

Dlatego mi żal i zazdrość mnie gnębi, że takie imprezy wyrywają ludziom włosy z głowy a serial żużlowy robi się jałowy jak sucha kromka chleba. Gdzie te desery, wisieńki na torcie? Liga? No tak, ale ja wołam maniakalnie o extra wydarzenie kumulujące wszystko co najlepsze w sporcie żużlowym. Po prostu finał finałów, szczyt szczytów.

Ostatnie tragiczne wydarzenie na torze i śmierć angielskiego zawodnika Lee Richardsona

przygnębiła całe środowisko, bo z życia wyrwany został człowiek w pełni sił i perspektyw. Takie wydarzenia robią duże spustoszenie w świadomości i wprawdzie, życie pędzi i sport się nakręca, zostają jednak w pamięci okruchy nieszczęścia. Wszystko co najgorsze każdego może dotknąć, tak jak zatytułowałem ostatnią moją ksiażkę „Szybkość nie wybacza nikomu“. Co za zbieg okoliczności i ogromnie mi przykro, że na torze znów doszło do dramatu. Powróciłem z premedytacją do tego smutnego faktu w obliczu piłkarskiego święta, które zdominuje w czerwcu sportowe życie w Polsce. I nie tylko, bo takie imprezy zniewalają dusze ludzi młodych i starych a mega emocje wdzierają się jak powódź wszędzie. Dlatego jestem zazdrosny o speedway, dlaczego nie mamy /żużlowe środowisko/ takiego wyjątkowego święta, na które „pielgrzymują“ kibice z dalekich zakątków a świat dowiaduje się skutecznie o tym co dzieje się na boiskach. A będzie się działo, oj działo! Kolorowo, głośno i myślę, że bezpiecznie. Eurosportowo, że hej!

Agresja XXL

Ogarnia nas zewsząd, politycy opluwają się słownie na antenach telewizyjnych, wygadują niecenzuralnie historyjki. Intelektualne spustoszenie głów. O elegancji zapomnijmy, młodzież świetnie jest edukowana przez ludzi z pierwszych stron gazet i pism oraz najbardziej popularnych telewizyjnych programów czy radiowych audycji. Groza. Areny sportowe  coraz bardziej przypominają sceny brutalnych zachowań i trwałych okaleczeń zawodników. Sprawozdawcy komentują i chwalą, że dobrze iż ktoś zagrał faul, bo uratował drużynę od karnego czy wolnego/ to w futbolu/. Słynne uderzenie „ z byka“ piłkarza włoskiego przez znanego Zidane’a przeszło do historii. Od tego czasu mieliśmy również fakty mrożące krew w żyłach.

Oto na ringu bokserskim w nie tak dawnej walce pomiędzy Ukraińcem Witalijem Kliczką a Brytyjczykiem Derekiem Chisorą doszło do kuriozalnych precedensów. Oto już przed walką pobudzony bokser spoliczkował przeciwnika, potem opluł jego brata Władimira. Po walce szukał zwady delikatnie mówiąc i wszyscy drżeli, kiedy przegrany kogoś zaatakuje. Coś okropnego prawda?  Chisora wszczął bijatykę ze swoim rodakiem Hayem. Bokserska federacja nałożyła na niego wysokie grzywny, kilkaset tysięcy dolarów ale co dalej z tym „ fantem“. Kto następny do wyczynów?

Piłkarze ręczni faulują, hokeiści, żużlowcy wypychają w bandy, a jak coś im się nie podoba dochodzi do rękoczynów. Bywało tak? A jakże by nie wspomnieć Australijczyka Craiga Boyce’a, który na stadionie londyńskiegoi Hackney uderzył Tomasza Golloba. Długo wtedy jury obradowało nad tym incydentem, a dlaczego tak długo? Jest wina, powinna być kara, tylko, że w życiu zakończenia są różne i zazwyczaj piekielnie długo czeka się na wyroki.

Każdy polski weekend przynosi smutne statystyki przyłapanych pijanych kierowców, którzy piją i jadą. I tak w kółko, mamy więc dramaty topione w morzu łez. I gromada winowajców, recydywistów. Jak długo?

Poseł PiS Jan Tomaszewski, który walczy konsekwentnie z futbolową centralą, korupcyjnymi przewałami pozwala sobie na słownictwo nie licujące z parlamentarną legitymacją. Legendarny bramkarz owiany sławą tego, który zatrzymał Anglików w 1973 roku na londyńskim Wembley dopuszcza się frazeologii, która chyba umyka jego partyjnemu szefowi. Onegdaj w rozmowie  z Moniką Olejnik w „Kropce nad i“ nie miał żadnego zahamowania by powiedzieć dowcip, który prowadząca program skwitowała krótko: „ordynarny“. Wiecie jaki to był „dowcip“?! Proszę bardzo… „Jak zapłodnić krowę? Postawić ją na lodowisku a sama się wypie…“ I tak na żywo poleciało. Straszne.

Arogancja, agresja, prymitywizm. Groźna eskalacja.

Futbolowe faule kończą się kontuzjami leczonymi miesiącami, wprost słychać jak trzeszczą kości. Wijący się z bólu piłkarz, zawodnik innego sportu, grymasy bólu, nosze i sygnały karetek odjeżdżających ze sportowych aren towarszyszą incydentom, które z natury wywołuje los ale i świadoma ingerencja przeciwnika, który z premedytacją wjeżdża ślizgiem w nogi konkurenta. Brutalna walka na murawie, torze, tafli, parkiecie, tenisowych kortach nawet.

Z jednej strony mamy publiczne życie wzbogacane o agresję, gdzie rozmówca bezceremonialne przerywa drugiemu, jakby nie słyszał co mówi, jakby nie zdawał sobie sprawy z oglądającego gremium, często bardzo milionowego. Takie czasy?

Korupcja, ustawianie meczów, procesy i nie kończące się sprawy prokuratorskie. Przykłady idą zazwyczaj z góry i doły karmią się padliną.

Wspomniany poseł Tomaszewski oświadczył, że nie będzie oglądał meczu reprezentacji Polski z Portugalią na otwarcie Stadionu Narodowego w Warszawie, gdyż grają tam przestępcy. Monika Olejnik indagowała, naprawdę nie będzie pan oglądał? Nie –  odpowiedział Jan Walczący. Ma prawo… Jako legenda, ikona i człowiek dający przykład w roli posła.

Kto kogo ma uczyć patriotyzmu, honoru, czystego sportu pozbawionego jakichkolwiek brudów korupcyjnych?

Speedway nie jest pozbawiony pokus, mieliśny przed laty remisowy mecz w Rzeszowie z Unią Leszno, gdzie zawodnicy by dotrzymać umów hamowali przed metą nogami. Kibice rzucali pieniądze na tor a wstyd było słychać na kilometry. Posypały się kary i Unia odcierpiała. Kuriozalny mecz można zapisać w księdze rekordów.

Nie dawanie miejsca po starcie i wypychanie na bandę jest w żużlu pewnym zwyczajem stosowanym raz po raz w ogniu walki najczęściej ligowej ale nie jest wolna od takich incydentów i ranga mistrzostw świata. Czym grozi taka jazda faul, na aferę, oglądana przez kibiców i telewidzów nie trzeba dokumentować, ponieważ konsekwencje są aż nadto przykre i bolesne w leczeniu ran. Kończyły się  przecież także trwałym kalectwem.

Mecze reprezentacji narodowych warto oglądać i być dumnym, to wręcz patriotyczny obowiązek. Co też wygaduje poseł Tomaszewski…

Oczywiście krytyka korupcji, walka z nagannymi sytuacjami jest potrzebą chwili, lecz konsekwencji w tym niestety nie ma. Jest wina a nie ma kar. Takie sytuacje bardzo źle wpływają na kariery młodych zawodników.

Piszę o tym w przededniu kolejnego sezonu żużlowego. Speedway ze względu na swój charakter jest kontuzjogenny. Trzeba szanować więc każdego przeciwnika i traktować jazdy z szacunkiem, bo dziś w karambolu uczestniczy ten a jutro inny. Gdzie człowiek dosiada motocykla może zdarzyć się wszystko ale trzeba zdawać sobie sprawę, że od kierującego zależy wiele i musi sobie zdawać sprawę z faktu, że na torze nie jest sam.