Rozcieńczona kariera MD jr.

Hm, to coś tak jak otwarta przez rok whisky… trochę wietrzeje, dolejesz innej, nowej i jest mocniejsza. “ Aplikacja game stop?”… parafrazując giełdowe sytuacje? Nie. Jeden z moich przyjaciół zwrócił uwagę, bo napisałem, że polski żużel ma się dobrze…  – “Zobaczysz co będzie w połowie  roku”. Dyskutowaliśmy chwilę, nadeszła wiadomość o karze dla Maksyma Drabika nałożona przez POLADĘ. Sprawa długa i stara, 23 – letni częstochowianin, który w 2015 roku zadebiutował w Ekstralidze w barwach Sparty Wrocław. Odpowiadał za przekroczoną infuzję niedozwolonego środka w prestiżowym meczu pomiędzy Unią Leszno a wrocławskim klubem. “Nie wiedział co robi”, sam sobie nie wstrzyknął, ma swoich mocodawców, którzy przecież ściągali go ongiś do stolicy Dolnego Śląska. Jest jeszcze lekarz klubowy i adwokat, który sprawę prowadził na zlecenie opiekunów Drabika jr. Zawodnik jest synem Sławomira Drabika, byłego reprezentanta Polski, mistrza kraju, szkoleniowca Włókniarza Częstochowa. Jak głosi echo spod Jasnej Góry relacje ojca z synem uległy zamrożeniu. Nic nowego, takie sytuacje w rodzinnych kręgach się zdarzają. Ubolewam. Sprawa Drabika jr. ciągnęła się długo, rozprawy, odwołania, trybunały, kluczenia, incydent miał miejsce w 2019 roku, kara jednego roku biegnie od 30 października 2020, czyli żużlowiec z laurami, dwoma złotymi medalami mistrzostw świata juniorów oraz innymi cennymi zdobyczami  różnego koloru, w ubiegłym sezonie przestał jeździć, odciął się od klubu a czekanie na wyrok spaliło jego system nerwowy. Sezon 2020 nijaki, końcówka zmarnowana poza torem i kolejny sezon “w plecy”. Kto odpowiada za taki stan? Mówi się głośno o dalszym ciągu tej afery; o lekarzu klubowym Bartoszu Badeńskim. Medyk miałby paść jedyną ofiarą? Dziwne. Maksym nie wiedział, klubowi bossowi też niczego nie wiedzieli, nie słyszeli? W bajki już dawno przestałem wierzyć. Serial drabikowy cdn?

Problem jest poważny, bo 23 – letni zawodnik, przyzwyczajony od dziecka do ścigania, od dziecka przyprowadzany na stadion Włókniarza przez rodziców speedway ma we krwi. On tym sportem żyje, on go karmi, i ładuje emocjonalnie. Psychika w oczekiwaniu na wyrok organu powołanego do tropienia niewłaściwych postępowań w sporcie wysiadła. Za długo to trwało, klub mocno liczył, że obroni powstałą sytuację. Nic błędnego a życie jest umiejętnością przewidywania. Gdyby uderzono się w piersi od razu, byłoby mądrze, zdrowiej psychicznie dla młodego zawodnika. Ile kosztuje ta sprawa klub? Ile? Faktury adwokackie wymierne, zaś straty moralne trudno wycenić. Były dziwne echa wrocławskie, że WADA, POLADA, gonią za sensacjami i ścigają sportowców jak… CBA. Tak. Do tego są powołane i mają odwagę/ WADA/ w skali światowej wyrzucić za olimpijską burtę potęgi np. lekkoatletyczną ekipę Rosjan. Lekceważnie olimpijskich zasad uczciwości, branie dopingu jest piętnowane i tak być powinno, inaczej sport stanie się domeną zakompleksionych szulerów, co w różnych dyscyplinach było faktem a dziecinne tłumaczenia, że pasztecik zjedzony zawierał “zło” ośmieszało kiedyś polskie środowisko olimpijskie. Ciągle mamy próby oszukiwania normalnej rywalizacji w sporcie, w różnych obszarach.

Kursują wersje, że kiedy jest popyt to i podaż funkcjonuje świetnie, jak powiedziała onegdaj jedna z “błękitnych panienek”, która pieści życie towarzyskie. Dygresja. A mnie  intryguje moralny aspekt incydentu Drabika jr., jako byłego działacza motorowego, dziennikarza, który zajmuje się nie tylko sportem od lat kilkudziesięciu. I jako ojca dorosłych synów. Granica odpowiedzialności za czyny młodych leży w nas, dorosłych, te słowa dedykuję Sparcie Wrocław, z brandem w tytule Betard. To dobra firma, Sparta zaś zasłużona, z historią, dorobkiem, jednak przekraczanie granic za wszelką cenę w celu zdobycia punktu nie warte funta kłaków. Można kupić 100 silników, zaś organizm sportowca bardzo szybko wykruszyć. Fizyczne uszczerbki dają się naprawić, psychiczne potrafią zalegać i czasem zostają w okruchach na zawsze. O tym warto pamiętać od Wrocławia, przez Gdańsk, Bydgoszcz, Rzeszów, Rybnik po Częstochowę.  W ostatnich latach casus Patryka Dudka, Grigorija Łaguty świadczy, że bezczelne bimbanie z zasad przyjętych w sportowym kodeksie ma bolesne finały. I nie ma ucieczki od surowej kary. 

Kiedy zapadł wyrok w bulwersującej sprawie Maksyma Drabika komentarze obracały się  z treściami “jak to dobrze, że tylko rok, bo mogło być cztery”. Nie aż tyle, gdyż obostrzenia od nowego roku zostały nieco złagodzone, a poza tym czujna POLADA tropi dalej, wie, że zawodnik sam nie dokonał tego niedozwolonego czynu. Nie warto. Prezesi roztaczający parasol nie mają wyobraźni, kompleksy ich gniotą, powinni wreszcie grać czystymi kartami. Marnowanie młodych zawodników jest celem jednych, kiedy drudzy ciężko pracują nad kształtowaniem talentów. Łatwiznę buduje kasa, zysk jest fałszywką.

Dwa sezony zmarnowane dla częstochowskiego vel wrocławskiego fightera, który zebrał przykre doświadczenie. Czy MDjr. zostanie w klubie, w którym rozwinął skrzydła, pokazał talent? Zdobył medale, wjechał ostro w karierę i się poślizgnął? Duży koszt.

“Rozcieńczona” kariera przed nim, trzeba się Maksymie wziąć w garść mocno i udowodnić, że moc charakteru jest siłą gladiatorów. Wreszcie zawodnik wie, kiedy może zacząć trenować, kiedy zaliczyć come back na torze oficjalnie. Gdzie? Takie pytanie nurtuje kibiców, którzy trzymają kciuki za niego. Kuszenie klubowe z różnych stron podobno już się zaczęło, nie ważne zdrowie, ważny “towar”. Dewiza mało etyczna.

Dopingowe melodie

a

Każdy sportowiec chce być najlepszy, wygrać, pokonać rywala, stanąć na najwyższym stopniu podium, sięgnąć po złoty medal i wysłuchać hymnu narodowego. Ambicje, adrenalina, szum medialny, aplauz kibiców, to wszystko kumuluje energię wyzwalającą czasem trudne do zrozumienia decyzje. Sport nie jest wolny od skrzywień, gry faul, poszukiwania takich metod aby łatwiej ograć rywala, wydobyć z siebie moc, która jest sztucznym pokonywaniem stresu. Metody wydobywania z człowieka większej siły historia zna nie od dziś. Dawna NRD, państwo nieistniejące dziś na wschodnich terenach Niemiec, opracowała laboratoryjne metody dające siły, których normalną pracą nie można było osiągnąć. Trening był potęgowany środkami medycznymi, zawodnicy dostawali potem mocy, która wynosiła ich na podium. Przetaczanie krwi, specyfiki wstrzykiwane, tabletki i płyny dawały nieprzeciętną siłę i wygrywano z rywalami, którzy w pocie czoła nie byli w stanie obronić pozycji. Niemieckie laboratoria przeszły do historii ale metody i środki dopingujące wcale nie. Świat sportu nie jest okruchem, jest tortem, który czasem wybornie smakuje, zwłaszcza, kiedy emocje sięgają zenitu; imprezy szczytowe wynoszą sportowców, państwa na topowe miejsca w rankingach. Ten świat zmobilizowanych sił medycznych napotkał jednak na skuteczny opór ludzi, którzy chronią honoru sportowców. Ryzyko zawsze było elementem gry, ryzyko także stosowania specyfików, które dodawały sił, uskrzydlały, wynosiły na piedestał nie tylko solistów, lecz również teamy. Bajkowy świat sportowych rewii, olimpiad, igrzysk, mistrzostw świata, ęuropy, międzykontynentalnych potyczek pokazywanych na ekranach całego świata. Producenci, reklamodawcy żądają wręcz sukcesów. Dodatkowym elementem może być doping i takim się stał, mamy nadal przykłady dyskwalifikacji. Laboratoria opracowujące medykamenty konfrontują się ze sztabami antydopingowymi, stojącymi na straży fair play, uczciwych gier i postaw. I z jednej strony mamy stadiony, bieżnie, tory, pływalnie, boiska, maty i ringi a z drugiej mozolne wykrywanie środków dopingujących, które penetrują ludzkie organizmy. Ryzyko jest ogromne, gdyż kary są bolesne. Jednak nie ma życia bez ryzyka, sportu bez adrenaliny i mega ambicji bycia najszybszym, najlepszym. Świat sportu wariuje nie tylko finansowo, honorując niektórych idoli zarobkami, które dla normalnego człowieka są anormalne i wręcz kosmiczne. Czy to jest normalna sytuacja, że piłkarz/barceloński Messi/ zarabia 50 mln euro rocznie z samego kontraktu, bez reklamowych bonusów?!

SPORT dysponuje potężnymi akcjami, finansami, jest olbrzymią sferą naszego życia, która dzięki przekazom telewizyjnym kształtuje obrazy emocjonalnego wysiłku na stadionach i w halach na poziomie niezapomnianych wydarzeń. W takiej osłonie, jak w kokonie wirują tendencje co zrobić, żeby łatwiej wygrać, pokonać rozum, zaciemnić sytuację zdrowego myślenia o zwycięstwie.

Szaleńczy świat sportu wjechał na szczyty absurdu, bo takim są finanse i sztuczne pozyskiwanie mocy zawodników. Dyskwalifikacje na igrzyskach olimpijskich są przykrym zjawiskiem, zresztą wszędzie, lecz tam doping jest szczytem głupoty przekraczającej wyobraźnię. Pływanie, kolarstwo, lekkoatletyka, podnoszenie ciężarów, boks, biegi narciarskie, to tylko niektóre dyscypliny, które nie mogą “żyć” bez prób używania środków napędzających kondycję.

Speedway nie jest odosobniony w kontekście dopingowych kalkulacji. Ważne w tym ambarasie, żeby sportowiec odnalazł swoje miejsce po dyskwalifikacji, tak bolesnej dla siebie i kibiców, którzy wierzą w ikony. Patryk Dudek, wyjątkowy talent żużlowy miał przypadek, który odcierpiał zawiesznie i rehabilituje się jazdami na krawędzi ryzyka, walczy o medal mistrzostw świata w serialu Grand Prix. Wyprostował się po tym incydencie, uwierzył w siebie oraz idée, że jak nie warto mieszać się w nieczyste sprawy, tak bardzo warto uczciwie wykonywać przesłanie sportowego idola. Nie każdy potrafi, wszystko zależy od wieku, od sytuacji, od wspomagania ludzi życzliwych.

Każdy może zabłądzić, co jednak nie tłumaczy ciągłych wpadek. Oto rosyjska “torpeda”, Grisza Łaguta /rocznik 1984/ został zawieszony po wykryciu u niego środka z listy zakazanych. Jako reprezentant Rosji, nie tylko sam się ukarał zawieszeniem, ale i drużynę, podobnie jako zawodnik rybnickiego klubu ROW. Wpakował w niezłe tarapaty oba zespoły.

Najczęściej sportowcy przyłapani na stosowaniu niedozwolonych środków tłumaczą się naiwnie, że nic nie wiedzieli, że to przypadek etc. Kiedyś polski hokeista na olimpiadzie w Kanadzie tłumaczył się… zjedzeniem paszteciku. No, no dobry pasztet to był ale po powrocie z igrzysk. Fatalne echa i kara, wstyd.

Branie czegokolwiek świadczy nie tylko o głupocie ale i słabości, kompleksach i oszustwie w pięknej dyscyplinie życia jaką jest sport. Czy tak być musi? Władze sportowe tropią konsekwentnie wszelkie próby oszukiwania i bezwzględne zawieszenia są często dramatem w karierze. W historii sportu mamy przykłady permanentnego ryzyka stosowania zakazanych środków, mimo wysokich kar, zawodnicy nie poprzestają na próbach, bo może się uda! Myślenie fatalne w skutkach. Sport sam w sobie niesie z sobą ryzyko, choćby przykrych kontuzji, w żużlu stosowanie takich “gier” jest niebezpiecznym procederem, bo człowiek dosiada maszyny przecież. Niegdyś nie było w speedway’u prób antyalkoholowych, antydopingowych, ufano do czasu i zabrano się do kontroli. Przykład Griszy Łaguty jest kolejnym sygnałem, że nie ma tolerancji dla tych, którzy oszukują nie tylko siebie, lecz środowisko, które wierzy w intencje czyste jak łza.

Można się pomylić.

RYZYKO jest elementem sportu, stosowanie dopingu mega ryzykiem, które nie opłaca się absolutnie. Zburzenie wizerunku jest kosztowną “ inwestycją”, która może się czasem już nigdy nie zwrócić; kariery sportowe nie trwają wiecznie i nie znoszą po prostu plam.