Wara od Warda

Darcy ma rację, pisząc, że tory twarde jakie są teraz powszechnością zabijają walkę i prawdziwi mężczyźni potrzebują aren zmuszających do walki, mijanek, rywalizacji mimo przegranego startu. Zgadzam się z tym talentem, który miał nieść płomień żużla wszędzie, niestety tragiczny wypadek dramatycznie wcześnie zakończył jego błyskotliwą karierę. Jeden z polskich prominentnych działaczy wdał się w polemikę z australijskim talentem. Beznadziejnie, warto znać speedway. Darcy ma rację i nie tylko on.

Ward urodził się w Nanango w 1992 roku, od małego wykazywał spryt do motocykla. Dekarz z sąsiedztwa Trevor Harding kupił dwa motory i chłopak miał używanie. Wysoki “kangur” przyleciał do Europy, w 2009 roku podpisał trzyletni kontrakt z Unibaxem Toruń. I tak zaczęła się kariera fantastycznego ścigania Warda, choć tragicznie krótkiego, gdyż, jak raniony okrutnie ptak spadł z wysokiego pułapu na wózek inwalidzki. Pierwszy raz został mistrzem świata juniorów w 2009 w chorwackim Gorican, drugi raz następnego roku w czeskich Pardubicach. Fenomenalnie. Był najmłodszym mistrzem w historii, zdobył 13 pkt. Jak jeździł Darcy, sympatyczny, roześmiany, mający charakterek? Zdawał sobie sprawę ze swoich ogromnych możliwości, talentu, bawiło go ściganie, efektownie demonstrował na czym polega speedway. A ten sport w okresie kryzysu stracił charyzmatycznego zawodnika, który mógł podnieść z kolan wegetujący poza Polską żużel. W 2013 wygrał pierwszy w życiu turniej Grand Prix w Kopenhadze. Rok później przed GP na Łotwie wykryto u niego alkohol, znikomą dawkę ale była, gdyż młodzieniec nie stronił od luzackiego stylu bycia. Wrócił po zawieszeniu na tor w 2015. Miał też incydenty z “procentami” w rodzinnych stronach Antypodów. Fantazyjny, swobodny, trudny do utemperowania sportowiec, który był zawsze pewny siebie. Przegrywał start po to, by potem zawadiacko gonić rywali; na tym polegała jego walka, jego finezja. Na takie jazdy przychodzi się na stadion, nie na betonowy tor, gdzie start decyduje o wszystkim. Bzdury plecie ktoś, że Darcy krytykuje twarde tory, bo przegrywał start! Nie on jeden w historii, lecz dla wielu dzieje żużla zaczynają się od kilkunastu lat dopiero, a speedway ma już 97 lat. Józef Jarmuła celowo na Weslake przegrywał często pod taśmą a potem brawurowo gonił rywali, by zameldować się na mecie pierwszym, jego popisy na częstochowskim stadionie wyciskały z 20 tysięcznej widowni łzy szczęścia, furę emocji. Tłumaczeniem na twarde tory jest także fakt wprowadzenia nowych tłumików. Nonsens, bo np. na lubelskim torze chłopcy jadą i potrafią ścigać się na milimetry. Co tłumi prędkość?

Darcy Ward miał ciężki wypadek w Zielonej Górze 23 sierpnia 2015 roku, podczas meczu miejscowych z Grudziądzem i przerwany rdzeń kręgosłupa zakończył krótką, błyskotliwą karierę. Troskliwą opiekę miał ze strony swojej dziewczyny Brytyjki Lizzie Turner, wiernie trwała i podtrzymywala na duchu,  wreszcie młodzi pobrali się na australijskiej farmie Cowbell Creak w 2019 roku. Ward od początku mnie fascynował, nie był łatwym rozmówcą, jakby dojrzały w ocenie swojej “pracy”, który zaczynała swój korowód. Uwodził jazdami, choć nie zawsze udawała mu się sztuka doganiania, czasem zabrakło sekund. Australijczyk z życiem na wózku inwalidzkim jest obecny w speedway’u, zabiera głos, dojrzewa w ocenach, śledzi wyniki, Lizzie jest kumplem –  żoną oboje dają radę, miłość i pasja pokonują życiowe przeszkody.

Darcy ma rację, speedway z nadzorem spec komisarzy w Polsce, jest absurdalny, nie wszyscy znają się przecież na torach. Kto wpadł na pomysł KOMISARZY niech powie głośno: to ja, znam się na tym… Brakuje ciągle w żużlu odwagi na miarę internetowej MISJI FUTBOLU, bez obrażania się majestatu na prawdy.

Misja… Leszek Demski, członek GKSŻ odpowiadający za tory, sędziów, sprawia wrażenie człowieka przemęczonego obowiązkami, telewizja kusi, wirują kontrowersje, szeptem wypowiadane. Obsady sędziów dziwne a zmiany potrzebne, patynowa rutyna zabija demokratyczne oceny. Sędzia żużlowy nie może wypowiedzieć się w ogóle, hm… być niemową na zawsze? “Knebel” nawet w sytuacji, kiedy oczekuje się na wypowiedź autorytetu? Jeśli zasłużony arbiter boi się cokolwiek powiedzieć, umiera demokracja sportowa. Marcin Borski sędzia piłkarski, w 2018 roku zakończył karierę, gdyż miał kłopoty z mówieniem prawdy, więc odszedł. Mój przyjaciel nie żyjący Alojzy Jarguz, znakomity międzynarodowy sędzia piłkarski z mazurskich Mikołajek, który miał język niewyparzony, ciągle był na indeksie, lecz mało sobie z tego robił, docniała go światowa centrala, był pierwszym polskim arbitrem na Mundialu, który prowadził spotkanie jako główny rozjemca. Zbigniewa Bońka ukarał czerwoną kartką, kiedy inni bali dać żółtą. Bardziej doceniał go np. szejk, niż rodacy. Męska gra nie dla mięczaków.

Kneblowanie źle się kończy.Wazelina plami. Czy tak trudno spojrzeć w oczy?

SPORT powinien być wolny od układów, kolesiostwa i bicia brudnej piany. Nie zawsze tak jest, oto w skokach narciarskich z uporem maniaka rodzina Kotów jest promowana, słabość wyniku zwalana na mentalność. Musi ktoś skakać, nie może robić czegoś innego? Odwagę warto cenić, chronić twardy charakter, charyzmatyczność pieścić. Prawda szeptana po kątach powoduje niejasności, wspólne zaufanie powinno być majątkiem.   

Od bólu do bólu

 

phpThumb_generated_thumbnail

  1. Zanim o żużlu, trochę o barbarzyństwie jakiego doznał Paryż z rąk dżihadystów. Masowy mord wstrząsnął światem i trudno pogodzić się z tą tragedią. Zamachowcom islamskim nie udało się na szczęście wejść na piłkarski mecz Francja – Niemcy i dramat rozegrał się w pobliżu stadionu Stade de France. Zginęło i strasznie zranionych zostało kilkaset osób. Terroryzm dał o sobie znać w sposób przerażający i zmuszający do głębokich refleksji. Francję czekają w połowie przyszłego roku finały piłkarskich mistrzostw Europy. Do tego turnieju jest czas na specjalne przygotowanie się do tej poważnej batalii, która została drastycznie zaogniona po paryskim wstrząsie. Tragiczne wydarzenia nie pozostają obojętne dla sportu, wielkich stadionów i trzeba liczyć się z zagrożeniem. Obawa już pozostanie a rzecz w tym, żeby ją zminimalizować.

Światowy speedway rozgrywa się na stadionach o dużej frekwencji, które muszą być przygotowane przez odpowiednie służby bez zastrzeżeń. Po paryskich zamachach dwa mecze piłkarskie o dużym ryzyku w Niemczech i Belgii zostały odwołane wskutek alarmów. Na szczęście fałszywych. Zagrożenie ciągle biegnie obok nas i nigdy nie wiadomo, kiedy zaskoczy, dlatego trzeba być przygotowanym na najgorsze zawsze i wszędzie. Dramat w Paryżu jest sygnałem, którego nie można lekceważyć nigdzie, obojętnie jaka to dyscyplina sportu. Zamachowcy vel kamikadze chcą być tam, gdzie najwięcej ludzi i spektakularny rozgłos. Wizja straszna, wizja z którą trzeba jednak konsekwentnie walczyć bez strachu, z determinacją obrony europejskich wartości.

  1. Idą święta, najbardziej rodzinne o bogatych tradycjach i duchowo wiażące ludzkie serca. Zostawiam na boku wydarzenia w stolicy Francji. Wracam do Australijczyka Darcy Warda, który trzy miesiące temu miał tragiczny wypadek w Zielonej Górze i został złamany przez los jak zapałka. Po operacji w Polsce poleciał do Anglii, gdzie czekali na niego rodzice i od tego czasu poddawany jest rehabilitacji niezwykle kosztownej codziennie. Sportowy świat solidaryzuje się z dramatem Warda, żużlowcy od razu pomogli i wspomagają, lecz jak to bywa w życiu płomienie nie zawsze palą się do końca. 23 – letni Darcy Ward nr 43 na torze, doznał przykrej kontuzji złamania kręgosłupa na progu kariery, która jawiła się w jak najlepszych kolorach medali mistrzostw świata. Chłopak ma talent do intuicyjnej jazdy, swobodnie czuł się na motocyklu, może aż za bardzo, potrafił ścigać fantazyjnie, skutecznie i szarmancko wobec rywali. Jak paskudny okazał się los, który diabelnie pokiereszował mu w tak młodym wieku życie, nie mogę zrozumieć do dziś i miewam/ tak, tak…/ nieprzespane noce z tego powodu. Speedway grzeszy wypadkami różnej skali i zostawia ból do końca życia. Bywają wypadki ostateczne, które zapisuje się w kronikach mocno na czarno. Mamy w historii i takie zdarzenia, którym szczęście po morderczej walce w klinikach daje wiarę zawodnikom na pokonanie zdradliwego losu. Bywają zdarzenia niestety i takie, które unieszkodliwiają do końca zawodnika i lokują na wózku. Wichry nieszczęścia krążą raz po raz i nigdy nie wiadomo kogo poturbują. Jedni walczą, drudzy pozostają z dramatem sam na sam. Poszukują desperacko alternatywy na dalsze życie i znajdują szczęśliwie w innych sportach, odnosząc medalowe sukcesy na wielkich imprezach.

Człowiek w jednej sekundzie może być okaleczony na zawsze, zostać odarty ze złudzeń ale jakaś iskierka wiary krąży w nas. Człowieczy los nie zawsze ma kolor tylko czarny.

DARCY WARD, talent jak perła, chłopak przed którym stała otworem kariera, nagle został brutalnie zmieciony z toru. Musi walczyć z samym sobą, bo zdał sobie sprawę, jakich doznał obrażeń i czym one skutkują. Po karencji niespokojnego młodzieńca, zawodnik Falubazu Zielona Góra i angielskiego Poole wreszcie dorwał się oficjalnie do motocykla i zanim zdążył nacieszyć się ściganiem spadła lawina nieszczęścia. Byłem jego adoratorem, nie ukrywam, wiecie dobrze co pisałem. Trochę żużla w życiu widzialem i Darcy przekonał mnie, że jest zawodnikiem nietuzinkowym. Był niespokojnym, acz twórczym duchem tego sportu. 23 lata! Co za wiek! Skończyło się a jeszcze nie zaczęło na dobre.

Dowiaduję się, że wkrótce Darcy poleci do rodzinnej Australii, gdzie ciepło i pogoda znacznie lepsza do kurowania, niż w Europie, zaś w Anglii zimą szczególnie bywa kapryśna. Inne powietrze, klimat ojczyzny, fanów DW tam nie brakuje, którzy go “dopadną” i obdarzą serdecznością. Menedżer Poole Neil Middleditch i jego żona Suzi kochają jak syna i życzą pomyślnych wyników rehabilitacji na Antypodach. Myślę, że nie mylą się a Darcy dziękuje wszystkim za wsparcie, zdaje sobie sprawę z sytuacji zdrowotnej i pisze: “Być może już nigdy nie stanę na nogach”. Przerażająca prawda. Kiedy dociera do zawodnika powoduje paraliż duszy, który jakże często zamienia się w potok łez. Medycyna pokonuje trudne bariery i mam wiarę, że los okaże choć trochę łaskawy. Na razie heroicznie trzeba walczyć podczas rehabilitacji i zmagać się z samym sobą, zanim zmęczenie pozwoli zasnąć. Piekielne chwile zwątpienia i nadziei.

  1. W życiu mamy sporo różnych zmartwień. Mamy nagle drastyczne wydarzenia jakie rozegrały się w Paryżu, gdzie niewinne osoby zostały zastrzelone a inne zginęły od wybuchów. Ludzie ludziom okrutnie zabierają życie. Barbarzyńsko za nic. I mamy sportowe wypadki, które ranią ludzi także niewinnych i pozbawiają wszelkich złudzeń na dalsze normalne życie. Ktoś pisze i mówi, gdzie w takich przypadkach jest Pan Bóg?

Blisko do świąt, radosny ma być czas, choć nie dla wszystkich i nie wszędzie. Ziemia kręci się coraz bardziej niebezpiecznie a słońce raz świeci a innym razem gaśnie jak świeca na wietrze. Dobrze, że nie zawsze.

Darcy przyleciał do mamy

11954653_881147471934891_8146553794771182817_n

W wieku ośmiu lat już jeździł na motocyklu, odkrył swój talent i jakby zespolony z motorem wywijał harce, mijał rywali, przegrywał i wygrywał, jazdy bawiły go jak zabawki dziecko. I takim był w dorastaniu, o twarzy młodzieńca z lekkim uśmiechem przed którym kariera światowa stoi otworem. Urodził się DARCY STEPHEN WARD w 1992 roku w Nanango, australijskiej miejscowości, gdzie nie brakuje turystów w regionie Qeensland. Ivan Harm, jego pierwszy sponsor z Brisbane zostaje przy Darcym Wardzie po dziś. Elastyczny na motorze, wyluzowany towarzysko. Zawodnicy bywają różni i wolę takich, co w roztargnieniu zostawiają w taksówce złoty medal mistrzostw świata, od grzecznych i aż za grzecznych, którzy miotają się od bandy do bandy. Dar niebios sprawił, że Darcy zdawał sobie sprawę jaką mocą dysponuje i jak łatwo walczy na torze, mimo wysokiego wzrostu, złączony z motocyklem jak legendarny biegacz z Jamajki Usain Bolt z bieżnią. Obserwowałem go z przyjemnością i poświęcałem sporo miejsca Darcy’emu, gdyż dostrzegałem iskrę jaką obdarzyła go natura matka. Australijska gwiazda nie była zakonnikiem. DW lubił towarzystwo a ono jego. Tu chlapnął piwo, tam wsiadł z promilami do auta i miarka się przebrała. Został zawieszony na 10 miesięcy. Długo, jak na zawodnika kochającego wyścigi. Jeździł na crossówkach, dotykał motoru i czekał na oficjalny wyjazd. Powrócił na tor 11 lipca 2015 w Swindon. Cofam czas.

W 2009 roku w australijskim Gosford wygrał pierwsze zawody, został najmłodszym w historii mistrzem świata juniorów w Gorican, mając lat 17, zwyciężył w barażu m.in. z Maciejem Janowskim. Potem podpisał kontrakt z toruńskim klubem na trzy lata. Oczywiście startował na angielskich torach w King‘s Lynn, gdzie mieszka, trochę w Belle Vue, w Poole i w po karencji w Swindon. W 2010 obronił w Pardubicach tytuł mistrza świata. Nabierał “dzieciak“ tempa. Z radością oglądało się jego popisy, straty po starcie a potem gonitwy po zwycięstwo. Fani uwielbiają takie jazdy, mijanki, szusy na wyprostowanym motocyklu. Ward lubił poszaleć, czuł moc silnika i swoje możliwości, lecz nie miał jeszcze doświadczenia, ono nie przychodzi tak od razu. Niestety, ale czy można wyhamować ambicje, pęd jazdy po medale? 23 lata nie ograniczają wolności ścigania się i dużo zależy od szczęścia, od łaskawości niebios, które potrafią chronić ale i też zabrać co jest cenne w życiu. Zniszczyć siłę charakteru, powalić go jak huragan i zostawić w smutku.

Magia liczb. Darcy Ward ma 23 lata i 23 sierpnia ulega ciężkiemu wypadkowi na torze w Zielonej Górze. Zahacza o motocykl i uderza z wielką mocą głową o tor, wylatuje w bandę i stamtąd odwozi go ambulans do szpitala, w nocy przechodzi kilkugodzinną operację. Sportowy świat, żużlowy jest w szoku, bo diagnoza jest tragiczna dla młodego człowieka: złamanie kręgosłupa. Sytuacja przypomina mi wydarzenie z roku 1989 z angielskiego Bradford, gdzie potrącony Duńczyk Erik Gundersen uderzył o tor i w miejscowej klinice lekarze walczyli o jego życie po złamaniu kręgosłupa. Żużlowy świat długo modlił się o Erika i wymodlił, bo mały Duńczyk chodzi, lecz jego kariera po feralnym finale drużynowych mistrzostw świata została przerwana brutalnie przez los. Inny zawodnik szwedzki mistrz świata Per Jonsson na torze w Bydgoszczy/1994/ ma kraksę i ląduje na wózku inwalidzkim. Dramat. Nie wspominam innych gorszych wypadków. Ktoś napisał, że nasze tory są jak polskie drogi. Cholernie niebezpieczne. Speedway raz po raz zostaje naznaczony tragedią, która wstrząsa całym światem, mamy ból i refleksje a potem życie wraca do codzienności w której zapomina się, co trzeba zrobić, aby sport żużlowy był bezpieczny i nie wywoził zawodników tam, gdzie leją się łzy i człowiek zostaje okaleczony na zawsze.

Świat w tragediach nie jest sprawiedliwy, nie popuszcza nikomu a wybory dramatów nigdy nie są znane.

W 1997 roku na Kongresie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/ w Atenach, na którym miałem okazję być, przylecieli Australijczycy i zaprezentowali dmuchane bandy. Zaakceptowano pomysł, zainteresował się od razu z okiem na polski rynek Tony Briggs. I tak wynalazek prosty, choć nie tani został wprowadzany na stadiony. Nie każdy metr bandy jest nadmuchany a dolny pas twardy jak stal i uderzenie w niego, i wylot poza bandę bardzo ciężki w skutkach.

Komisja Techniczna FIM oraz panel medyczny/ kiedyś był tam Polak dr Lech Baran/ jakby żużlem nie bardzo interesują ale największe pretensje można mieć do szefa światowego żużla Włocha Armando Castagny, który jako przypadkowa osoba kompletnie nie zdaje egzaminu. Po takich prezydentach światowego żużla, jak: Władysław Pietrzak, Franci Novak, Guenter Sorber czy techniczny, skrupulatny mag Zbigniew Flasińsk albo poprzednik Castagny jego rodak Renzo Giannini, obecny „dowódca“ żużla, jest nieporozumieniem. Włoch bez wizji, bez programu na rozwój żużla. Polska strona tej sceny na arenie międzynarodowej przypomina Castagnę i drepcze za nim w miejscu. Oficjele „macają“ się konfidencjonalnie i byle nikt nie mieszał im w kalandarzu imprez, które obsługują. Marnowanie pieniędzy bez konkretów na przyszłość trwa. I taka też jest odsłona naszego żużla mydlona imprezami a jeśli porówna się czas sprzed lat, speedway polski w wymiarze celebrytów jest bez autorytetu w środowisku i gdyby zorganizować ogólnopolskie forum władza dowiedziałaby się, co myślą o niej ludzie. A może zrobić anonimową ankietę? Władza normalna nie boi się spotkań twarzą w twarz. Przejrzystości nie ma żadnej, zrobienie spółki ekstraligowej jest nonsensem, bo odpowiedni ludzie w łonie Giekażetu czy w PZM mogliby robić to samo za inne pieniądze a wygórowane gaże przelać na słabe kluby. No ale spółki są dobre, bo w zarządach i radach nadzorczych gruntują się działacze – prominenci i potakują co im Nadprezes dyktuje. Taki mamy żużlowy świat, takie negatywne wybory w polskiej rzeczywistości.

Dramat WARDA jest dramatem całego środowiska, które toleruje wiele błędów technicznych i żadne wydarzenie nie niweluje tego zjawiska. Owszem jest huk na początku a potem wszystko wraca do rzeczywistości i dalej klepie zgrane melodie. Smutne. Speedway traci gwiazdy, które spadają jak meteory. Jakbym bardzo chciał, żeby Darcy wygrał jeszcze jeden wyścig. Może coś drgnie i się uda, może anioły zrobią cud.

DARCY WARD po kilku dniach został przetransportowany z Zielonej Góry do angielskiej kliniki. Poleciał do bliskich, do swojej mamy, gdzie serca biją inaczej.

Na trzeźwo i z hamulcami

p17251jbkr2eo16oavcmrv51flo5_900

Ściemniano, ściemniano i wreszcie rolety zostały podniesione. Pisałem onegdaj o sprawie Australijczyka Darcy Warda, który jako niepokorne dziecko światowego żużla został podczas Grand Prix Łotwy anno 2014 przyłapany, że pił alkohol. Nie pierwszy raz, bo Ward talent dużej urody lubi się napić i poszaleć. Jak nie na torze, to poza nim. Uwielbia pojechać jak zwariowany autem i przekroczyć dozwolone szybkości. Kocha takie jazdy, on jakby pasował do szaleńczych szarż. Nie będę powtarzał się w chwaleniu i ganieniu australijskiego młodzieńca. Wyrok w jego sprawie był odraczany i długo trwały deliberacje co z tym kłopotliwym fantem zrobić. No, bo jeśli jakaś sportowa miernota napije się wódki i przyłapią ją na tym, draka jest załatwiana radykalnie i niemal natychmiast. Kiedy problem dotyka asa, wschodzącej gwiazdy, picia, wypadku i tym podobnych zdarzeń świat sportowy pompuje powietrze w wielki balon milczenia i czas pracuje na korzyść poszkodowanych. Inaczej jest z dopingiem na imprezach najwyższej rangi: igrzysk olimpijskich, finałów mistrzostw świata, Europy. Specjalne komisje mają procedury, od których nie mogą uciec i kary stosowane są wysokie a bolesne zawieszenia wytrącają medalistów z czynnego uprawiania sportu bez litości. Darcy Ward namieszał w swoim młodym życiorysie, przyznam, iż lubię niepokornych a zdolnych piekielnie. Mierny ale wierny przegrywa na starcie. Darcy był zawodnikiem, który walkę na torze kochał jak ptaki przestrzeń. Szukał czasami oddechu w barze. Jedni idą spać, drudzy kochają się z dziewczynami, trzeci piją, jeszcze inni dyskutują namiętnie bez końca. Nie ma miary oceny takich postaw. Byłem na imprezach światowych różnej rangi nie tylko na żużlu i tzw. odreagowanie zawodniczek, zawodników jest bardzo rozmaite i barwne w opowieściach. Czytanie książek, oglądanie filmów czy gry komputerowe są eleganckim elementem odpowiedzi w wywiadach medialnych. Krążą o niektórych legendy, również w żużlu. Kiedy zajmowałem się reporterką w tenisie stołowym o pewnym mikście jugosłowiańskim mówiono, że w przerwie oboje znikają by razem dać sobie miłosny upust. Mikst grał bardzo widowiskowo i nie wiem, czy kiedy przegrywał seta pomagał im szybki numerek. Wracając do Warda. Nie wszyscy mają fart w tym co robią nielegalnie albo niemoralnie. Sport broni się przed dopingiem, narkotykami, ciągle trzeba z tymi nadużyciami mocno walczyć i kary są bardzo dotkliwe. Pobłażliwość nawet w rodzinie mści się czasem okrutnie i jak mówią niektórzy “każdy dobry uczynek będzie… ukarany”. Filozofia kar jest tajemnicza nie od dziś, choć w drastycznych przypadkach nie ma odwołania.

Darcy Ward jest wojownikiem na torze a takich kibice uwielbiają nad życie. Międzynarodowa Federacja Motocyklowa i jej spec komisja w takich sprawach badała, przesłuchała delikwenta na okoliczność dużego kalibru wybryku. Przeciągała sprawę i wreszcie jest finał: 10 miesięcy zawieszenia liczonego od chwili kontroli na Łotwie, czyli koniec karencji upływa 28 czerwca 2015. A czwartego lipca mamy Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff. Super! Kilkanaście dni potem Darcy będzie już ścigał się w ligach. Wkrótce mamy początek sezonu, Australijczyk trenuje, jeździ na motocyklach crossowych. Jeśli nie przypląta mu się jakaś kontuzja, wystartuje wygłodzony żużla jak tygrys wypuszczony z klatki. Ciekawe jak wypadnie jego come back.

Nie wnikam dlaczego kara dla australijskiego talentu wynosi 10 miesięcy, ktoś dobrze liczy w FIM albo w CCP/ Komisja Wyścigów Torowych/ tej federacji, która obejmuje speedway. Albo policzyli w angielskim Poole. Uważam, że kariera Darcy Warda zostanie tylko trochę zachwiana. Gorzej jest, gdy np. zawodnik ma ciężką kontuzję i nie może trenować, rehabilituje się tygodniami.. W przypadku Darcy’ego można ścigać się na… polnych drogach, na trzeźwo i z hamulcami. Takie małe szczęście w małym nieszczęściu.

Spodziewam się przy okazji także cięcia kary w przypadku zielonogórskiego asa Patryka Dudka, który łykał jakieś niedozwolone świństwo dla wzmocnienia organizmu/?!/.

I tak oto sezon 2015 jawi nam się wpierw z jazdami odwieszonego Dudka a potem z Wardem, niekwestionowanym Bondem żużlowych przygód.

Co mnie niepokoi? Ano jakie wnioski wyciągną obaj młodziency a także potencjalni kandydaci do rozpatrywania podobnie przykrych spraw. Na pewno Patryk Dudek, były mistrz świata juniorów będzie zwracał uwagę na etykiety tego co zjada, pije i łyka. Karencja dla każdego sportowca jest bolesna, bo karierę brutalnie przerwaną zatruwa wstyd. Darcy pali się do jazd ale jeszcze posiedzi i popatrzy jak to robią rywale, koledzy. Co wypije żeby mu się odbiło na dobre? Nie wiem. Piwo po zwycięstwie jeszcze nikomu nie zaszkodziło, zwłaszcza, że sportowi bossowie częstują na każdym podium coraz większymi butlami szampana. Bezalkoholowego? Nad tym nikt się do tej pory nie zastanowił. Taki rytuał skopiowany z wyścigów F – 1 staje się nudny. Jest wiele imprez dużej rangi, gdzie nie leje się alkohol na podium. Czy to dobry zwyczaj w sportach motorowych? Zastanawiam się dopiero teraz i mam duże wątpliwości. Nic by się nie stało, gdyby pomyślano w speedway’u o innych “gadżetach”. Kto będzie zatem pionierem? Szampanowy problem nie pojawił się bynajmniej w kontekście afery z Wardem, wcale nie! Świat żużlowy zrutynizował się w scenariuszach okropnie, sztampa goni sztampę i obrazki mamy ciągle z tej samej szopki.

KOLORYT ŻUŻLA

Było cicho i jakoś tak dziwnie przed końcem sezonu, i nagle wiatr historii zaczął wichurę w jesiennych liściach. Zawirowało. Zrobiło się malowniczo. Cieplej na duszy. Sport pokazał raz jeszcze, że nie ma pewniaków, nie ma mocnych na żywioły. Panie i panowie po kolei.

GREG HANCOCK po przykrej kolizji w Gorzowie, podczas GP zaleczył lewą rękę i pojechał w swojej drugiej ojczyźnie, czyli Szwecji, jak przystało na pretendenta do trzeciego złota. 44 – letni Amerykanin, który mieszka z ładną rodziną pod Sztokholmem nie odpuścił młodzieży i udowodnił, że w finale GP na toruńskim torze będzie bronił pozycji lidera przed atakami m.inn. Krzysztofa Kasprzaka. No właśnie na przestrzeni sezonu GP każdego zawodnika dotykają cierpienia kontuzji i absencje. Roni łzy obrońca tytułu Anglik Tai Woffinden i skręca się z bólu sponiewieranej ręki, wypadł z gry Duńczyk Niels Kristian Iversen a byłby blisko cennego trofeum. KK też miał kłopoty, podobnie Duńczyk Nicki Pedersen. W tym kontekście rodzi się od razu pytanie, czy cykl kilkunastu turniejów jest bardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem od jednodniowego finału?! Czekam na odpowiedzi, bo tasiemiec GP jest ciągle dziwolągiem zaspakajającym chyba tylko funkcjonariuszy tego serialu.

Rok temu w Toruniu triumf święcił Woffi a turniej wygrał Adrian Miedziński, który jest sezonową zagadką. W tej walce finałowej zabraknie niestety Australijczyka Darcy Warda, którego jazdy bywają cudowne, acz picie mocnych napojów skraca życie, czytaj: karierę. Niestety, za błędy młodości trzeba płacić, traci też publiczność, która zawsze jest łasa na popisy nie tylko na prostej. Skoro jestem w Toruniu, jeszcze raz ubolewam, że po kilku sezonach i wydaniu ok. 19 milionów złotych Roman Karkosik żegna się z Unibaxem /nazwa od jednej z jego społek/. Człowiek bogaty zaznał w sporcie żużlowym odrobiny luksusu /DMP ‘08/, kiedy najmniej go ten “interes” na początku przygody kosztował. Potem finanse zawirowały, przyssali się do bankomatu RK jak pijawki poszukiwacze lukratywnych podpisów za starty. Roman Karkosik chciał mieć coś do powiedzenia z “Aniołami”, lecz pokazano mu drzwi. Skończył ośmioletni “epizod” z klasą, nie zostawił zadłużeń, co bywa w żużlowej modzie. A hasło, kogo pieniądze, tego religia nie może na żużlowym rynku zaistnieć. Karkosik nie chciał być zakładnikiem “organizacji”. Finis coronat opus, koniec wieńczy dzieło. Było, minęło, szkoda.

Od Torunia nie jest blisko do Zielonej Góry, ale oba miasta powiązała rok temu afera ekstraligowa. W Falubazie zakotłowało się, zespół wypadł z gry o mistrzostwo Polski. Słabo wypadli w meczach prawdy ci, na których liczono, brakuje zawieszonego Patryka Dudka. Trener Rafał Dobrucki zapowiedział odejście, raczej tam nie zostanie Jarosław Hampel, który przez jakiś czas miał podobno problemy z sobą/ krążą o tym barwne plotki/, został odsunięty od składu, potem po fantastycznej jeździe w Sztokholmie w GP Skandynawii przywrócono go do drużyny. Cyrk i znowu wersje, kto za tym stoi: czy senator Robert Dowhan były guru klubowy, czy prezes Maciej Jankowski. Odcina się Dobrucki, urażony Hampel śmieje. Kabaret, który jednak odbił się na postawie i obrazie Falubazu. Wizerunki klubów podupadły także “dzięki” licencjom pod specjalnym nadzorem. Vide co jest w Czestochowie, nie mówiąc o bałtyckim wstydzie z drużyną Wybrzeża. Na tym tle rodzinna firma Skrzydlewskich z Łodzi wypada jak dziewica. No może przesadziłem, lecz ich desant w pierwszej lidze zasługuje na nowy stadion w Łodzi. Budżet został wyczerpany przez… sukces, toteż prezes Witold Skrzydlewski “szantażuje” panią prezydent miasta, że jeśli będzie baraż z Częstochową, to za pieniądze miasta. Interesy trzeba umieć robić a na tym szef Orła, o którym śpiewa Sławek Kowalewski/ “Trubadur”/, zna się dobrze.

Znają się też jak zarabiać decydenci Polskiego Związku Motorowego. Utworzenie Ekstraligowej Spółki jest dziwolągiem, który kosztuje krocie, bo prezes tego ugrupowania zarabia tyle, ile prezes dużej społdzielni mieszkaniowej. Nie pogardził by taką robotą może i tuskowy Igor Ostachowicz, bo to więcej, niż w rządzie, lecz znacznie mniej, niż w Orlenie. Rada nadzorcza spółkowej extraligi jest nieliczna, zgrana i również dostaje przelewy na konto. Teraz w żużlu funkcjonariusze dostają nawet za przejście się po parkingu. Po co spółka? Co ludzie robią od niedzieli do niedzieli? Za duże pieniądze? Dawniej obsługiwał wszystko Giekażet. PZM nie ingeruje, bo sam musiałby sobie poobcinać. Absurd.

Gospodarniej byłoby bez “gipsowych” i fasadowych firm powiększyć rutynowy Giekażet o jedną osobę i dalej działać po bożemu, bez szastania pieniędzmi. Podobno speedway ich potrzebuje. Kolejny absurd. Eskalacja zjawiska tworzenia spółek w Polsce w łonie różnych organizacji jest łacnym interesem dla ludzi, którzy chcą dużo mieć za… mało roboty. Nie wiem skąd nadleciał ten trend, czy aby nie z PKP? Działacze mają jednak mało wspólnego z kolejami, raczej z innymi ”furami”.

W sprawie ekstraligowej spółki czekam na głosy czy jest sens “pieszczenia” sztucznego ciała, które jest bliższe członkom, niż sportowi.

A tak w ogóle, zrobiło się w żużlu na koniec barwnie, bo jeden drugiego, trzeci czwartego i mamy męską końcówkę. Jeszcze do Rybnika zjadą mistrzowie świata, żeby zrobić reprint turnieju, jaki mieliśmy rok temu w Lublinie. Show po koronacjach GP w Toruniu. Jakby mało było sportu dla prawdziwych kibiców, w Warszawie “kopiemy się” z Niemcami, co szpanuje hazardzistów nie mniej, niż jazdy tego samego dnia w toruńskiej Motoarenie. Oj, będzie się działo!

ps. Dochodzą mnie słuchy o kandydowaniu do samorządów także sportowców, w tym ze środowiska żużlowego. Mieliśmy już takie doświadczenia w przeszłości z miernym skutkiem, więc polecam choć trochę samokrytycyzmu, bo żeby coś załatwić trzeba umieć sklecić trochę zdań. Mumie nie są narodowi potrzebne, zatem “mierz siły na zamiary”; rozliczenia bywają smutne i przynoszą szkody Polsce.