EROZJA kwarantanny

Będzie inaczej w tym felietonie, nie tylko z okazji wielkanocnych świąt, zwykle bardzo radosnych, wiosennych, symbolizujących życie. Wielkanoc w kwarantannie. Maciej Stuhr powiedział w TVN 24, że ktoś nam wyłączył na tym świecie wtyczkę i jesteśmy razem w domach. Zanurzyliśmy się, dodał, w rodzinnych kątach. W myślach, przeszłości, która determinuje przyszłość. Nie wiemy co wydarzy się z nami, ze światem, gdyż “już nigdy nie będzie jak było”. Każdy z nas ma swoje refleksje, których nie można schować do szafy. Na nocne rozmyślania nie reagują tabletki “nasen”. Mocny stres napędza zmory. Nagle sytuacja odmieniła nasze pospieszne życie, zamknęła w domach, telefony stały się przekaźnikiem co dobre, co złe, inne priorytety wyznaczają czas.

Dawno temu /ach, jak te lata przeminęły/, jeszcze w krakowskiej, uniwersyteckiej, młodości napisałem “Zakamarki” :

 

“Nie możesz zamienić co nasze

W pochodnie Nerona

W świeczniki szczęścia bo

Jesteś wtopiona na wieki

W skały i lasy szumiące

Dobrocią

Źródłami nadziei

Wielkiego życia

Jestem niczym wobec drzew

Kwiatów

Ptaków

I ludzkiego łkania”.

 

NIE wpadam w sztuczny etos. Pytają mnie czasem przy różnych okazjach o pesel, patrzą  a do mnie dociera przemijanie. Z jednej strony życie i praca. Wyobraźnia i realia.

Moje CV jest w dużej części związane z przygodami zawodowymi w obszarach sportu, choć nie tylko mocno zaznaczam. Speedway miałem wstrzyknięty bardzo wcześnie, nie wyssałem z mlekiem matki ale w czasach szkolnych uwiódł mnie aż do teraz. W okresie wspomnianych lat studenckich żużel nie był najważniejszym hobby. Miał karencję na inne problemy, potem także, bo priorytety w życiu każdy ma inne i zmieniają się niczym  pogoda. I nastał taki czas, że pochłonął mnie za bardzo, wybrnąłem, uważam, że nie za każdą cenę można tracić ważniejsze cele. Ale jednak tkwię w szaleństwie wyścigów, przeżyłem różne etapy polskich sportów motorowych, kadrowe przebieranki, sam kiedyś też uczestniczyłem w amoku żużlowej działalności i nie żałuję. Były doświadczenia, kontakty, niektóre przyjaźnie zostały do dziś, łatwiej być bardziej rozumianym poza granicami, niż na polskim rynku. Sprawa mentalna od wieków w polskim wydaniu oceny ludzi, lekceważnia, poniżania autorytetów, w czym jesteśmy mistrzami. Kompleksy rugują wiedzę. A teraz w czasie grozy cennik życia nie uwzględnia luksusu.

Muszę odetchnąć, słucham “Crazy” w wykonaniu Amerykanki/z Kalifornii, gdzie kolebka speedway’a USA/ romantycznej Lindy Ronstadt. Polecam Lindę na święta.

 

Wielkanoc anno 2020, bez zapachu metanolu? Drugi dzień świąt, czyli tradycyjny “lany poniedziałek” był przez wiele lat szumnym otwarciem ligowym “żużlowym mazurkiem”. W roku nieszczęścia koronawirusowego będzie inaczej, kibice muszą pozostać w domach, powspominać i być zdanym na przekazy archiwalne w TV. Dobre i to. Na speedway przy otwartej kurtynie przyjdzie nam poczekać bezterminowo, gdyż pandemia nie ma adoratorów, którym cokolwiek daruje. Trzeba pokory, cierpliwości, zrozumienia.

W swojej publicystyce, felietonach nie tylko na tych łamach, innych mediach, “wypuściłem” z duszy trochę rozmaitych pomysłów, walczyłem/ i dalej to robię/ z absurdami, które wirują w sporcie oraz naszej rzeczywistości. Chciałem i dalej marzę, aby speedway w skali europejskiej, światowej odzyskał grunt pod kołami. Betonowy mur trudno skruszyć słowami, potrzebny młot, ale co zrobić jak ten mur ciągle umacniają betoniarze? Empatia bez maski i rękawiczek czeka pilnie na reset. Żużel jest męską grą.

A więc drodzy miłośnicy jazd tylko w lewo: sponsorzy, ludzie “produkcji” tego sportu w różnym wydaniu od prezesów po ochroniarzy, róbcie na swoje możliwości jak chcecie i co chcecie, lecz niechaj skromność skutecznie poleruje wzniosłe ego. Czym różni się mózg od rozumu? Ten pierwszy każdy posiada, a co z tym drugim? No właśnie, deficyt, inflacja. Więc organizujcie ile wlezie, urządzajcie polski żużlowy rynek bezkrytycznie, acz wielką cnotą mieć w sobie chociaż odrobinę samokrytyki. Erozja głupoty niszczy co cenne. Obłudny chichot historii przewraca pożółkłe kartki pamięci. I co dalej?

Świat żużla a Wielkanoc jest okresem spowiedzi w różnych kwestiach, potrzebuje autorytetów z mądrymi decyzjami. Ten sport wymaga reform, nie tylko wobec deformacji kalendarza spowodowanej pandemią; powinien być powołany EXTRA SZTAB KRYZYSOWY/, z osobami kreatywnymi, bez tanich sloganów, zero oklepanych nazwisk, odkrywania tego, co już było. Oto np. jeden z byłych żużlowców, niegdyś Falubaz, lansuje nagle “swój” pomysł i sugeruje/ nie tylko on / na jednym z portali jednodniowy finał IMŚ. Szkoda, że nie wcześniej, potaniała odwaga na kanwie wirusa.

Analizowanie opinii jest wartością dodaną, lecz bez uprzedzeń personalnych. Polski speedway jako wiodący na świecie winien złożyć nową ofertę zagranicy. Słyszałem opinie, że bez importu zawodników/ a walczono kiedyś o to długo/ damy radę, otóż nie, bo nic tak nie uzdrawia jak uczciwa konkurencja. Asy zapewniają atrakcyjny poziom ścigania i nie jest to populizm, raczej pragmatyzm, choć w zaistniałej sytuacji polskie ligi będą ekonomicznie zmuszone do neokontraktów. Tak, jak było, już nie będzie… panie prezesie, panie wice, panie liderze i outsiderze, nie zbudujemy zamków na szkle. Jak ułożyć “klocki”? Zacząć od siebie? Speedway dotknie nieuchronnie recesja, która nie jest widmem a raczej twardą rzeczywistością z którą trzeba się zmierzyć. Nie ma zawodu o nazwie: sportowiec, żużlowiec. Pamiętam, kiedy pilnowano adeptów żeby nie zaniedbywali edukacji. Eskalacja zarobków i obfity kalendarz startów wywindował dyscyplinę wysoko i zlekceważono, co czeka nie tylko emeryta sportowego po zakończeniu kariery. Losowy, pandemiczny cios weryfikuje teraz brutalnie, bezlitośnie a niebezpieczny krach jest przykrym faktem. Wykonawcy żużlowego show, muszą realnie ogarnąć się wokół siebie, fani robili dla nich dużo /frekwencja/, a co oni teraz “dadzą” fanom? Cudu nie będzie, kwarantanny domowe zbliżają, oddalają, trwa bilansowanie budżetu i zdrowia. Świat żyje w strachu, niepewności jutra. Ludzie odchodzą na “drugi brzeg rzeki” w samotności głośnej ciszy, bez względu na wiek…Bezradność.

Chciałbym, żeby każde święta były rodzinnie radosne, bez ograniczeń liczby uczestników, by speedway znów zahuczał w wielkanocny śmigus dyngus. Marzenia? Wymknęło się ogromnie dużo spraw, które muszą odzyskać twardy grunt, bez ekstraligowego hurra optymizmu. Niektóre związki sportowe ratują kluby/ PZPN/, a żużlowe extra towarzystwo myśli… z czego dać. Kiedyś mówiło się, że Polski Związek Motorowy pożyteczny jest i zdrowy. To były czasy niezapomnianego prezesa Romana Pijanowskiego, stratega, auto –  moto dyplomaty. Skończyło się a nie wszystko jest na sprzedaż przecież. Co nam zostało z tamtych, lat?  Dyngus, lanie wody, tłumy na stadionach i radość spotkań na stadionach –  oto wspomnienia piękne i niezapomniane.

Jak powiedział Stuhr jr.? – “Ktoś nam wtyczkę wyłączył”… No tak, stało się i gnębi okrutnie. A najgorsze, że nie wiemy, strasznie zagubieni, jak jeszcze długo. Crazy.