Czarny tor

Ale zaraza, “pajęczyna” COVID – 19, uśmierca tysiące osób, jedna doba w Italii przyniosła prawie 800 zgonów. Dramat globalny otwiera i zamyka serca. Jednak chyba nie upośledza rozsądku? Tak by się wydawało, przykłady/ widzimy, słyszymy/ są inne. Pisałem w poprzednim felietonie, że serial Grand Prix nie ma szans w takiej konstrukcji. Optymistycznie zakładałem ewentualne 3 – 4 turnieje. Agresja wirusa zmienia jednak tragiczną sytuację. Jeśli jesienią dojdzie do złagodzenia tego śmiertelnego zagrożenia, proponuję absolutnie jeden turniej jako finał przykrego sezonu na otwartym stadionie z dobrą infrastrukturą, bezpieczeństwem higieny etc. Jaki to może być stadion? Tylko jedno wg mnie jest takie miejsce: VOJENS, w Danii  z bardzo przemyślaną liczbą publiczności. Fantastom różnego pokroju polecam lód na głowę, jestem polskim patriotą, lecz nie widzę innych szans na ochronę zdrowia, życia ludzkiego, a także kontynuacji procesu ratowania żużla. Polska strona tego sportu, lider na globalnym rynku, powinna zasugerować Międzynarodowej Federacji Motorowej/ prezydent Jose Viegas – Portugalia/ drogę ocalenia. Piszę te słowa z końcem marca 2020, po przykrych doniesieniach z całego świata. Nie ma jednak takiego jasnowidza, który przewidzi, co będzie za miesiąc, latem albo później. Brońmy się razem z empatią skutecznie, aby kiedyś cieszyć się wspólną obecnością na stadionach. Jutro, pojutrze… Przekładanie Grand Prix w Warszawie/ Stadion Narodowy/ z 16 maja na 8 sierpnia jest absurdem.

Kursowało ongiś/ nie wiem kto jest autorem/ takie powiedzenie: Polski Związek Motorowy/ PZM/ –  pożyteczny jest i zdrowy. Dedykuję żużlowej sztucznie podzielonej od dawna władzy, która “zamroczona” w utrzymaniu swojego bytu, jest liczona w narożniku. Jak utrzymać siebie kosztem zawodników i kibiców? Trzeba ratować życie a nie twarz. Wirus jest bezwzględny. Doświadczamy, że osłabia nie tylko płuca… Gorzej.

 

Czas zarazy, marzec 2020

Marka KIBIC tanieje, ZDROWIE drożeje

 

 

Nie ma fantazji, nie ma fałszu, jest prawda. I liczy się wyobraźnia. Amen? Jest walka. Głos jednego z byłych prezesów gorzowskich Stali, który raz po raz zabiera głos ale niestety czegoś mu brakuje, zapowiadał niedawno, że będzie walczył o mecze żużlowe z kibicami. O laboga… Zgubił poczucie rzeczywistości. Taka wada jak grypa.

Sytuacja z szalonym koronawirusem dynamicznie rozwinęła sieci na całej planecie. Z początku bagatelizowano problem, lecz kiedy okazało się, że zbiera śmiertelne żniwo a w szpitalach zaczęło brakować miejsc, państwa sukcesywnie zaczęły organizować front walki z groźną chorobą, która przede wszystkim najbardziej zagraża starszym wiekiem. A zatem prezesie uwaga.

W poprzednim felietonie sygnalizowałem problem i liczyłem, że żużlowy panteon podejmie mądrą taktykę wobec zbliżającego się niesamowitego sezonu. Zresztą każdy projekt z zewnątrz bazy, jaki by nie był, jest wyraźnie “olewany”, powielanie zadrosnych twarzy, pomysły odrzucane jak zaraza. Panowie vel działacze zrozumcie wreszcie, że nie jesteście niezniszczalni i będziecie trwać w okopach aż do ostatniej kropli wody.

SPORT jest dziedziną, która bez kibiców umiera, oni dają moc, tworzą spektakle. Nigdy nie będziesz szedł sam… słynny hymn piłkarskiego Liverpoolu bije jak dzwon! Jak wypełnić pustkę? Światowa gospodarka, finanse przeżywają ciężkie chwile. Straszne w wielu przypadkach. Zdrowie, życie ludzi zostało wystawione na próbę wojny z koronawirusem. Raczej zdeterminowany bój o przetrwanie. Obyczajowość, tradycja, przyzwyczajenia są elementami, które wtopione w codzienność wydają się nie do ruszenia. Los jednak zawrotnie, bez ceregieli weryfikuje harmonogramy, przyspiesza czas, nie liczy się z nikim i niczym.. “Będę zabiegał o kibiców na trybunach…” Litości. A kto zabezpieczy i zagwarantuje zdrowie, życie…? Sprawiedliwie.

Koronawirus dotarł do Polski i wywraca nasze życie skutecznie. Sport nie jest pod specjalnym nadzorem, jak każda inna dziedzina naszego bytu, muszą być decyzje, które mądrze wybiorą z troską o dobro. Wspólne DOBRO. Empatia, finanse są bezcenne.

Oglądałem onegdaj dramatyczny, fantastyczny mecz Ligi Mistrzów w Liverpoolu, gdzie The Reds przegrali z Atletico Madryt. Ten pojedynek odbył się przy pełnych trybunach/?!/, chyba już ostatni w takiej konstelacji mecz LM: przyjechało ponad 4 tysiące Hiszpanów. Głupota będzie drogo kosztować. Włoska liga piłkarska odwołana, konkursy skoków narciarskich o MŚ zakończyły sezon w Norwegii, oświadczono słusznie, że trochę za późno. Tak. Koncerty, imprezy są odwoływane. Na kiedy? Tego nie wie nikt, nawet niebiosa. Na rynku żużlowym robi się lament a ostateczne decyzje ligowe zapadną w tym tygodniu. Wkrótce premiera sezonu, sparingi drużyn zostały odwołane do końca marca. Nie łudźmy się, tsunami wirusa paraliżuje bezlitośnie, nie oszczędza nikogo. W dalszej perspektywie sezon mistrzostw świata i premiera/ok. 50.000 fanów/ w Warszawie pn. Grand Prix, na Stadionie Narodowym. Ktoś palnął, też prezes ale innego fasonu, że nie wyobraża sobie tego turnieju bez udziału publiczności. A wyobraża skutki pandemi? Nawet VIP –y muszą być pokorne. Nie chcę być złowieszczy, ale chwieje się mocno kalendarz imprez motorowych, marka KIBIC leci na łeb na szyję, a ZDROWIE drożeje jak dolar. Giełda rozmaitości naszej codzienności zmienia obraz. Matowieje tło. Kalejdoskop wydarzeń zacznie chyba hulać bez reklam. Panowie –  umiejętność przewidywania powinna być nominowana na skalę Nobla. Kto szybko daje, dwa razy daje. Ktoś kiedyś mnie obśmiał za ten wers, chytrość go zgubiła.

Szef światowego żużla Armando Castagna mieszkający w najbardziej zagrożonej części Włoch/ północ/, ba, Europy, już puścił sygnał na łamach londyńskiej “ Speedway Star” dotyczący serialu Grand Prix. Armando and company, idźcie po rozum do głowy i zróbcie wreszcie rewolucję; ograniczcie liczbę turniejów, 3 -4 z finałem! BSI da radę, tyle lat brali, mogą raz dołożyć. Krach dotknie innych, potrzebna odwaga i stanowczość.

Nagle kluby płaczą, że zbankrutują bez kibiców a tak prawdę mówiąc, czy kokietowali  bez fałszywek, życzliwie, fanów? Tłumy płaciły, solidarnie, nie raz, nie dwa sugerowałem, że kibiców trzeba dopieszczać…Wszak dają na klubową tacę. Teraz same maski nie wystarczą, nadal mamy brudne foteliki, toalety krzyczące o pomstę, a na mydle nie można się poślizgnąć. Brak samokrytycyzmu rajcuje pychę. “Misiu” tylko kasa?

Trudna piekielnie sytuacja bez wystrzałów i bomb. Oto błyskawicznie napłynęła chińska fala Wuhan i zrobiła ferment jakiego do tej pory świat nie widział. W mega rozmiarze, bez granic, bez szacunku dla każdej populacji, płci i wieku. Wyroki zapadają drastyczne.

Komunikaty codzienne nie są optymistyczne, speedway nie jest osamotniony, inne sporty zmuszone obiektywnymi warunkami podejmują bolesne decyzje. Dla każdego, bo kibice dla sportowców są porywającą rzeką emocji, dają siłę. Bez nich stadiony są martwe, przypominają treningowe sesje. Już zrobiło się szaro, nijako, bezdusznie. Przeczekać? Straty warto obliczać, one już są i nie będą maleć, bo WHO nie widzi na razie kresu dramatu. Oglądałem w TV mecze przy pustych trybunach, bezpłciowe, sportowcy w takiej aurze tracą animusz. Siedzenie w domu jest okupacją telewizji, radia. Drastyczne kwarantanny wywołują arytmie serca. Liczy się jednak finał. Jaki będzie?

Jak aranżować widowiska sportowe, z czego zrezygnować, a co ocalić. Decydujcie.

Błąkają się myśli rozmaite, kalendarz żużlowy musi być zweryfikowany, przekładanie imprez ma drugie dno, bo zabraknie dat. Polski speedway liczy na cud, trwa ciąża decyzji, gdyby żył Rościsław Słowiecki, którzy rządził ongiś żużlem, mielibyśmy już jasność, nie konsultował kto/ Jerzy Szczakiel/ ma pojechać z Andrzejem Wyglendą w finale MŚ par w Rybniku w 1971 roku. Arbitralnie podjął decyzję/taki był/ i obaj wygrali. Słaby zawsze szura nogami. Medytuje a pociąg historii nie czeka i odjeżdża bez gwizdka. Tematy zastępcze cechują charaktery o wątpliwych postawach. Brrr…

Ograniczenie serialu GP jest szansą na jego…  prestiżowe wzmocnienie. Odwołanie bzdurnego turnieju Pucharu Narodów zbawieniem, bo ta impreza jest powszechnie krytykowana, wyrzuciła za burtę atrakcyjne drużynowe mistrzostwa świata. Nikt nie będzie beczał po odwołaniu, wręcz odwrotnie. Czasem los nagle weryfikuje głupoty.

Historia pokazuje, że podejmowane strategiczne decyzje/ jak na wojnach/ albo przegrywają, albo wygrywają batalie. Kompromisy zostawiają niedosyt. Ból głowy.

SPEEDWAY ekscytujący w swoim wizerunku, tradycjach, emocjach, szalonej popularności w polskiej egzystencji musi za każdą cenę przetrwać wirusową nawałnicę; futbol, F- 1, inne dyscypliny sportu, elastycznie zareagowały, bo balansowanie na krawędzi życia i śmierci nie ma sensu. ROZUM jest darem. Na spowiedź przyjdzie czas.

F. Getty

Brutalna proza życia

 

Jakie będzie żużlowe “wesele” anno 2020? Lekka zima, zgrupowania, przymiarki do sezonu kadrowe już wczesną jesienią, ba nawet w trakcie jeszcze ligowych meczów, odliczanie czasu do premiery, swoistego “wesela” speedway’a, gdzie zawodnicy i kibice mają czas radości. Jak będzie teraz w nowej konfiguracji sytuacji życiowej w Europie, którą niespodziewanie zaatakował wirus i sieje zamęt, jakiego dawno świat nie widział. Skutki widać okrutne. Odwoływane są gremialne spotkania, zbiorowiska ludzi, nowy sezon w speedway’u musi być przygotowany na nieoczekiwane wyzwanie i zajęcie mądrego stanowiska. Jest  poważny problem. Władza żużlowa nie powinna czekać na cios. Kombinowanie vel “drabikowanie” niczego dobrego nie przyniesie.

MOTTO: Myjcie ręce/ przed i po…/. Proza stadionowa jest taka, jaką jeszcze nie tak dawno spuentował sześciokrotny mistrz świata, szwedzki artysta żużlowych jazd, wzór technicznego zaplecza oraz infrastruktury nowatorskiej w tej dyscyplinie. Oto co powiedział Tony Rickardsson: Kiedy mam wejść do toalety na stadionie w Polsce, chce mi się…  Co się zmieniło przez minione lata? Trochę. Ale niech prezesi nie zapominają, że toaletami nie są żywopłoty na stadionach, jeśli jest kilkanaście tysięcy kibiców na obiekcie, albo więcej, konieczne jest wyliczenie potrzeb łącznie z normalnym dojściem do umywalki aby umyć ręce.

PROZA życia jawi się brutalnie. Nie ma żadnej proporcji. Jest sukces kasowy, wyniki, prozaiczne sprawy leżą niestety odłogiem. Niektórzy pseudointelektualiści żużlowi gromili ongiś stadion Ole Olsena w Vojens, że jest na wsi, pamiętam opinię w jednej ze stacji TV, niech autor sobie przypomni… Otóż na tej “wsi”, na stadionie Ole Olsena jest duży pawilon, gdzie może wejść sporo ludzi na jeden rzut do WC, bez problemów leci woda, są umywalnie, skandynawska czystość. Wieś? Może. A nasze stadiony żużlowe z WC? Obrazki nie do powielania. Proszę uderzyć się w piersi organizacyjne i stłumić pychę. Wreszcie. Opad na ziemię ubitą. Odnoszę wrażenie, że klubowi bossowie mają zaćmę. A więc?

OGROMNIE dużo jest do zrobienia teraz, jak najszybciej przy okazji koronawirusowych, chorobowych zawirowań. Przykro, że los wywołuje do tablicy.

XXXX

Nad szczepionką pracuje intensywnie sztab naukowców; zespołem w niemieckiej firmie biofarmaceutycznej CuroVac, założonej w Tibindze, kieruje skromna i zdolna Polka, biolożka dr Mariola Fotin Mleczek. Firma powołana została w roku 2000 do prac nad szczepionkami w zwalczaniu raka oraz chorób rzadkich. Inwestorem jest m. inn. amerykańska fundacja Melindy i Billa Gates’a. Można być dumnym, że Polkę wybrano na szefa teamu wybitnych naukowców odpowiedzialnych, ogólnoświatowych do trudnych laboratoryjnych zleceń. Za 2- 3 miesiące powinna być szczepionka na wirusa SARS – CoV – 2, który tak ostro wywołuje chorobę COVID – 19, która zbiera śmiertelne żniwo na całym świecie a zaczęło się z końcem ubiegłego roku w Chinach, od miasta Wuhan. Szczepionka jest cudem technologicznym/ rodzaj platformy/ wykorzystuje działanie kwasu rybonukleinowego. To rodzaj pendrive’a, zapisuje, odczytuje… Niesamowite. Otóż dokonuje się zastrzyku domięśniowego a super nowoczesna szczepionka przekazuje info o tym, które białko wchodzące w skład wirusa należy rozpoznać jako obce i skutecznie zneutralizować. Dr Mariola Fotin Mleczek czytelnie przekazuje informacje. Zespoł nie liczy zmęczenia, czas szybko ucieka, wirus jest agresorem śmiertelnym. Ekipa z Tibingi chyba nie śpi… Każdy meldunek o ataku  koronawirusa zaraźliwie mobilizuje. Świat potencjalnych pacjentów rychło oczekuje zbawienia. Czekamy…

W zamieszaniu globalnym, Polska nie jest przygotowana na skutki niezwykle groźnej grypy.

SPORT nie jest  wolny od zagrożenia, imprezy nie mają przecież charakteru konspiracyjnego. Premiera sezonu żużlowego była zawsze wydarzeniem, które zbierało komplety fanów w różnym wieku na stadionach. Pamiętam czasy totalnie wypełnionych obiektów obojętnie od pogody, frekwencja z biegiem lat nieco zmalała, lecz pierwsze mecze mają, zwłaszcza ekstraligowe, widownie godne zazdrości przez inne sporty.

Więc ponawiam pytanie jak będzie niebawem w roku 2020? Rozwiązanie musi być rozumne, traktujące obie strony sprawiedliwie czyli wykonawców widowisk i obserwatorów. Ostatniego marca planowany jest kolejny Memoriał Edwarda Jancarza w Gorzowie Wlkp. Prestiżowy turniej, wyczekiwany, w obsadzie gwarantującej emocje. Decyzje mogą być bolesne ale muszą gwarantować troskę o zdrowie. W tej chwili świat liczy już straty, frekwencja w samolotach spadła drastycznie. To nie jedyny przykład, choć są inne; intratnych interesów na towarach, których poszukują klienci w handlu, bo grożące kwarantanny ludzi chorych zmuszają do robienia zapasów domowych. Panika? Nie można dziwić się niczemu wobec tragicznych sygnałów. Obszar ataku wirusa paraliżuje po kolei segmenty naszego życia.

Mamy już przykłady odwoływanych wydarzeń sportowych, europejskich, światowych. Obojętnie od rangi. Nie ma litości wobec grasującego wirusa. Warto zrozumieć ludzi odpowiedzialnych za nasze zdrowie i życie, nie można upierać się przy ustalonych terminaach, budżety trzeba niestety korygować. Ba, one podlegają weryfikacji obiektywnej sytuacji jaka zapanowała dynamicznie na całym świecie. I z jednej strony mamy sygnały o słabnięciu mocy agresora, z drugiej obawy rosnącej siły w innych obszarach globu. Rozum musi jednak wygrać z emocjami, tradycjami, trzeba pochylić się na wartościami bezcennymi i zrezygnować z ryzyka. Finanse są drugorzędne, aczkolwiek nie obojętne dla przyszłości oraz egzystencji. Konsekwencje jawią się mało wesołe.

Procedury walki z wirusem poznał już cały świat, może najmniej Afryka, w Polsce kroi się terminowa premiera ligowa, potem w maju start indywidualnych mistrzostw świata w kokonie Grand Prix. Wydarzenia związane z ekspansją choroby zmuszają do drastycznych refleksji. Bezpieczny pozostaje przekaz telewizyjny, radiowy, a gdzie widownie i szał? Gdzie atmosfera, która  na żużlu jest reżyserem, scenografią – o jakiej marzą fani. Coraz więcej imprez bez udziału publiczności. Smutno. Kiedy panują frontowe sytuacje notowane są straty, one dokuczają, bolą ale lepiej, gdy zdrowo przetrwamy, czytaj: wygramy. Cywilizacja rozgrywa ważny mecz.

Zatem… myjmy ręce przed i po. Czujność jest inwestycją opłacalną a jeszcze bardziej liczy się wyobraźnia. Lepiej późno, niż wcale.