Dwa diamenty w koronie Bartosza

Spełnia swoje marzenia w radosnym stylu, jego niebieskie oczy są przepełnione fantazją ścigania się na każdym torze. Speedway cieszy Bartosza Zmarzlika, jak dziecko, które dostaje zabawkę. “Zabawki” są nienagannie dobrane. Dwa złote medale mistrza świata z rzędu; wszyscy podziwiają szczerze wirtuoza z Gorzowa. Jego styl jest brawurowy ale i pewny umiejętności. W ostatniej chwili potrafi powalczyć tak, że kevlary przeciwników mocniej fruwają. Talent plus konsekwencja w pracy codziennej. Nic nie bierze się z niczego, nie spada z nieba. Bartosz Zmarzlik lat 25, jak oświadcza, ma swoje marzenia; chciałbym żeby został królem torów z siedmioma złotymi medalami IMŚ. Stać go na taki wyczyn i pobić rekord/ mają po 6/ Ivana Maugera i Tony Rickardssona. W finale serialu Grand Prix w Toruniu /nr 95/ wygrał dwa razy – kolejny turniej i ostatecznie całe mistrzostwa świata. Cud? Nie. Zmarzlikowy styl, żelazna droga do celu a potem łzy szczęścia. Dawno nie widziałem go tak uradowanym, kipiącym energią jaka ogarnęła po dwudniowym finale. To nie był spacerek po toruńskiej starówce a świetnie wykonana robota na Motoarenie. Z szacunkiem do niego odnosi się żużlowa arystokracja ale i wierni kibice, którzy kochają go za takie cudne, na krawędzi ryzyka jazdy. Można być z niego dumnym! Ba! Trzeba.

Orzeł na motorze leci po złoto

Tekst z 29/09/2020 r.

Pięć tytułów indywidualnego mistrza świata Szwed Ove Fundin/ ur. 1933 w Tranas/ trzymał w swoim sejfie długo, aż zrównał się z nim dorobkiem Nowozelandczyk Ivan Mauger/ ur. 1939/. Tak się stało na Ullevi w Goeteborgu w 1977 roku. W przedzień mocno lał deszcz, następnego dnia tor był ciężki i w takich warunkach Ivan dojechał medalowo do słynnego Ove. Szwed serdecznie/ byłem przy tym/ pogratulował złota nowozelandzkiemu asowi, który w 1979 roku na Stadionie Śląskim zdobył szósty złoty medal; fenomenalny sukces w świetnej atmosferze na polskim torze. Zenon Plech był wtedy drugi. Mauger/ uczeń legendarnego Jacka Younga/ został królem nad królami. Zdobyć tyle medali nie jest łatwo, konkurencja jest czujna, sprzęt opracowany szczegółowo, w tym sporcie decydują czasem okruchy nie tyle szczęścia, co brak pecha. Ivan Mauger/ honorowy obywatel Gniezna/ panował długo, aż pojawił się kolejny kolekcjoner medali Tony Rickardsson/ur.1970 Avesta, klub Masarna/, udane dziecko szwedzkiego żużla, z pokolenia wybrańców cocha o wybitnej osobowości Bo Wirebranda. To on po wstrząsie wywołanym tragicznym wypadkiem nadziei “Trzech Koron” Tommy Janssona zebrał grupę utalentowanych młodych żużlowców, doskonalił ich w test – meczach na brytyjskim rynku i doczekał się medalodajnego Rickardssona, który wiedział, że techniczne możliwości mogą uskrzydlić jego zdolności. Tonny był uparty w ambicjach, stworzył team mechaników, kupił “dom” na kółkach, który stał się symbolem jego sukcesów na torach europejskich. Team samowystarczalny na stadionach; imponowali, nikt nie dorównał im w wizerunku jakości stylu bycia. Model wzorowany na teamach wyścigowej F -1. Tony razy sześć, pierwsze złoto w 1994 w duńskim Vojens a ostatnie 2005 roku w Lonigo na stadionie Marina. Wiedział, kiedy zakończyć karierę /2006/, w pełni sił i perspektywy dalszego żywota. Let’s Dance na parkiecie TV.

Mauger zmarł /2018/, Tony/honorowy obywatel Tarnowa/ ma życie przed sobą, sędziwy Ove Fundin cieszy się dobrym zdrowiem, uwielbia turystyczne jazdy na motocyklu. Przypomnę, że czterokrotny mistrz świata Barry Briggs/ ur. 1934/ z Nowej Zelandii, który wymyślił deflektory nie stroni od bacznej obserwacji żużla. A trzykrotni mistrzowie świata Duńczyk Nicki Pedersen i Anglik Tai Woffinden ścigają się skutecznie, ten drugi ma apetyt w GP na kolejne złoto. Czy da radę? No właśnie. Wisła i Toruń miasto kultowych pierników, smakowitych jak i prince polo. Dojechałem do Motoareny, bo tam tradycyjnie od lat kilku, rok temu też, nastąpi ceremonia kreowania nowego mistrza świata sezonu 2020, szczególnego, pośpiesznego, popędzanego wirusem COVID – 19. Tytułu broni sprzed roku gorzowianin Bartosz ZMARZLIK, który ostatnie dwa turnieje w Pradze błykotliwie wygrał w stylu mistrza świata. Jest liderem klasyfikacji Grand Prix, serialu, który w tym wyjątkowym czasie składa się z czterech podwójnych mityngów. Ostatnie dwie rundy mamy 2/3 października w Toruniu, mieście genialnego odkrywcy Mikołaja Kopernika. Miasto sprzyja oryginałom życiowym.

Czy Bartosz Zmarzlik poruszy “ziemię” żużlowych serc?

Jazdy na praskim Marketa były popisem nad popisami, finezyjnym, brawurowym ściganiem, które miało urodę fantazji, odwagi, umiejętności technicznych i przygotowaniem sprzętu wzorowym. Bartosz wcześniej, przed Pragą wygrał raz na swoim, klubowym torze w Gorzowie GP. Fruwał w swoim stylu, jednak w Pradze dał koncert o czym przekonał się w ostatnim wyścigu na finiszu Woffinden. Tak “latać” umie tylko BZ. W sumie Bartek zwyciężył trzy razy w GP’20. Nabrał mocy…

Historia indywidulanych mistrzów świata rodem z Polski jest krótka. Pierwszy złoty medal zdobył na Stadionie Śląskim w 1973 roku Jerzy Szczakiel, niedawno zmarły. Długo czekał na rodaka na tronie ozłoconym, gdyż dopiero w 2010 roku we włoskim Terenzano Tomasz Gollob był pierwszy. W roku 2019 Bartosz Zmarzlik mający już brąz i srebro na koncie w tej konkurencji wjechał triumfalnie na szczyt speedway’a. Niebywały wyczyn, wykonany niemal w desperackim stylu, widzowie wówczas w komplecie na Motoarenie osłupieli z wrażenia. Pojechał fantastycznie! Tak jak pokonał w Pradze prowadzącego Tai’a. On tak potrafi, bezceremonialnie, pewny sprzętu i władczego opanowania motocykla. 25 lat sobie liczy, od dziecka “ćwiczony” na motorze, zgrany z maszyną jak cyborg. Jego sprinty są zmartwieniem przeciwników.

Gorzowianin ma 7 pkt przewagi nad Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i 10 pkt nad Woffindenem. Jest faworytem, przeciwnicy lubią odcinać skrzydła liderom. Taka istota sportu, ba! Nawet sól życia naszego doczesnego. “Bić” mistrza? Spoko, gorzowski mistrz jest mocny i ma autorytet w tym towarzystwie. Ono wie, co potrafi Bartek, również obserwatorzy, fachowcy, komentatorzy, mechanicy, zawodnicy i fani. Zmarzlik wjeżdża z furią na swoje żużlowe Himalaje, nie odrywa się do ściany, wie czego chce, kocha speedway a on jego.

Przyjemnie patrzeć na sportowców, którzy kompletują laury, budują dom z medali, obraz nienaganności w tej dziedzinie i rozsławiają krainę, w której wyrośli. Ten dom jest twój i mój… Zmarzlik wyrósł konekwencją, uporem, taki musi być sportowiec, który nałogowo spieszy do ZWYCIĘSTW. Medale, miejsca na podium, wysłuchiwanie Mazurka Dąbrowskiego. Hymn narodowy jest wpisany w scenariusz widowisk, łzy szczęścia spadające w tym przypadku z niebieskich oczu mistrza. Kochamy reżyserię takich turniejów nie tylko na żużlu; na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata, Europy – w licznych konkurencjach na różnych stadionach i halach. Adrenalina i atmosfera łamią serca. Emocje wyciskają łzy bez pardonu, nikt nie wstydzi się tego.

Czy Bartosz Zmarzlik da radę na Motoarenie stanąć po raz drugi, aby odebrać złoto IMŚ? Do odjeżdżenia są dwa turnieje, dużo może się wydarzyć, bo speedway funkcjonuje jako extrema. Piątek/ sobota, ten pierwszy dzień ustawi drugi. Odpukuję w niemalowane drewno, tylko jakaś zła moc może udaremnić cel Polaka. Rywale za jego plecami znają swoją wartość, wiele potrafią i nie zapominajmy, że to jest finał Grand Prix, koniec mistrzostw świata anno 2020 i najcenniejszy prestiżowo tytuł do zdobycia. Czy polska Motoarena/ w Pradze były pustki/ może być pomocna? Nie będzie tym razem kompletu, bo wirusowa pandemia wyklucza kibiców, więc siła dopingu osłabiona, lecz gorzowianin jest silnie zmotywowany do wyczynu, jakiego nie dokonał na żużlu jeszcze nikt z jego rodaków. A więc? Toruńska brama szczęścia jest otwarta.

W genach speedway, w krwi metanol

Znakomity aktor Wojciech Pszoniak oświadcza, że chyba najcenniejszą rzeczą, która decyduje o naszym życiu jest pasja. ”Człowiek bez pasji nie żyje”. Ważny jest także sens… Aktor, który w swoim bogatym dorobku teatralnym, filmowym ma na koncie świetne kreacje mówi tak: “Każde działanie wymaga poczucia sensu. Jeśli jestem sprzątaczem, a będę myślał, że powinienem być profesorem, tracę sens. Bo jako sprzątacz mam wysprzątać jak najlepiej, dzięki temu może jutro będę robił co innego”.

34

Ach to życie! Lato. I żużlowy sezon w pełni. W internecie huczy po wykluczeniu Tomasza Golloba w bawarskim Landshut w zawodach SEC, europejskim ściganiu się za lepsze pieniądze, niż o mistrzostwo świata w serialu Grand Prix. Polski sędzia Marek Wojaczek bezceremonialnie w finale turnieju odesłał rodaka do parkingu. Nie powtórzył wyścigu w komplecie. Kontredans, nazwijmy go duchowym, pomiędzy panami TG a MW trwa nie od dziś. Niektórzy oświadczyli, że sędzia powinien przeprosić zawodnika. Interent zamienił się w targowisko opinii, jedni biorą w obronę arbitra, drudzy przeklinają na czym świat stoi. Obrońcy ikony plują, organizatorzy i niektórzy żużlowcy wyrażają opinie mało cenzuralne pod adresem M. Wojaczka. Nie pierwszy to incydent w którym polski rozjemca na torach zbiera burzę i pewnie będą protesty, które być może zakończą się wyrokiem na sędziego. Już miał takie sprawy na głowie.

Jeśli porównać bagaż błędnych decyzji sędziów piłkarskich z najwyższej półki a żużlowych arbitrów, to futbolowi panowie z gwizdkiem mają ich o wiele więcej. I to na Mundialach, mistrzostwach Europy! Sędzia piłkarski ma teraz obok siebie kilku pomocników. I dalej gwizdanie jest omylne, i dalej mamy zawały serca kibiców po błędnych werdyktach wypaczających sens sportu. Oczywiście nie chcę mieszać wina z piwem. Zostawiam futbol, bo bliski jest mi speedway, lecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mimo JURY na zawodach żużlowych sędzia podejmuje decyzje solo. Czasem zbyt szybko. Huragan przychodzi po komunikacie. I zaczyna się piekło, dzwonienie do arbitra, wyzwiska jakie tylko mogą być publikowane w internecie. Ściek wszystkiego najgorszego co śmierdzi na odległość. Po co zatem pięciu sędziów piłkarskich, skoro i tak jeden zbiera karę, po co jury władz międzynarodowych na żużlu, skoro nie eliminuje się błędów a krzywdy błąkają się nie tylko w internecie.

Więcej wodzów, niż Indian, tak?

Pomyłki bolą bardzo, wzniecają pożary, podnoszą temperaturę adrenaliny i nerwy wypuszczają niekontrolowane wypowiedzi. A sport traci na atrakcyjności, ucieka sens przygotowania do zawodów, wyścigu, bo jedna decyzja wyrzuca za burtę chwilę na którą czeka się z nadzieją na super emocje. Koniec, nie ma. Impreza spada, jak przebity balon. Co robić? Warto czasem zastanowić się trochę dłużej a może zasięgnąć opinii. Pośpiech zamienia atmosferę w bałagan. Błędy ludzkie były i będą, lecz chodzi, by ich było jak najmniej i nie czyniły krzywdy nikomu. Zawody w Landshut zapamiętają Marek Wojaczek i Tomasz Gollob, obserwatorzy i organizatorzy z One Sport.

Charakterystyczny jest fakt, że powtarzające się sytuacje dotykają najczęściej tych samych ludzi i nad tym warto się zastanowić. Trudne charaktery nie są wolne od burz, co potwierdza historia. Ułomności mają kolce. I zmęczenie, które jest trudne do oszukania na oczach tysięcy kibiców.

zmarzlik1

Zdziwiłem się, kiedy zdziwili inni, że młoda, filigranowa wschodząca gwiazda z Gorzowa Bartosz ZMARZLIK musi w ciągu 24 godzin odjechać trzy turnieje. Taki proceder w polskim żużlu, to żadna przecież nowość. Trąbiłem i trąbię o tym na wszystkie strony świata, niczym krakowski hejnalista, że speedway obarczony jest swojego rodzaju niewolnictwem i dopiero, gdy / oby NIE!/ wydarzy się coś tragicznego, wówczas władza żużlowa podejmie decyzje. Zawodnik musi wypocząć, zwłaszcza po upadkach, nabrać sił. Niestety, umęczony podróżami z miejsca na miejsce po Europie, “przerzucany” jest jak towar przez kurierską firmę. Niezrozumiałe zjawisko od lat dla innych sportów, gdzie człowiek nie dosiada motocykla i nie grozi mu wypadek. Żużlowy kalendarz od dawna nie jest racjonalnym grafikiem dla uczestników meczów i turniejów. Z angielskiego Poole nazajutrz do Rzeszowa, ze szwedzkiej Kumli do Zielonej Góry… Popatrzcie na mapę i odległości. Żużlowi galernicy śmigają z jednego punktu do drugiego i dzięki, że nie spadają z motorów. ”Kurier” Zmarzlik nie jest z żelaza. I nie jest osamotniony w tym tyraniu! Powszechne zjawisko galernictwa kwitnie.

Na tor powrócił Darcy WARD i w angielskim Swindon pokazał, że jest głodny jazd. Australijczyk odpoczął; chyba z tej 10 – miesięcznej karencji wyciągnął wnioski i przymusowe wakacje ominą go szcześliwie w karierze. Wyluzowany powiedział, że analizuje błędy z jazd i chce być doskonalszym. Ucieka rywalom lekko jak ptak pod niebem, bawi go walka i widać, że jego talent jest wart podziwiania wszędzie. Ward urodzony do tego sportu, wysoki wzrost jakoś mu nie przeszkadza, wybiera ścieżki, które prowadzą do efektownego zwycięstwa.

1370591272_Rycerze_Grand_Prix_Darcy_Ward_og

SPORT wyszukuje wirtuozów, kibice czekają na asów, którzy bez “rozwalania” rywali na torze prezentują piękno ścigania się od startu do mety. Można przegrać pod taśmą i można być pod nią pierwszym. Darcy ”chemik” ma w krwi metanol i… niepotrzebnie mieszał jeszcze do tego inne płyny.

Każdy sport potrzebuje niekonwencjonalnych zawodników – artystów, którzy na bis grają z przyjemnością i radością w oczach. Bez pasji nie ma życia. Nie ma życia bez ścigania się na krawędzi ryzyka i piękna a bajeczne wyścigi dają nam ochotę do życia.