Grand Szczakiel

Jerzy. Zmarł o świcie 1 września 2020, w dniu tak pamiętnym dla Polski, ze względu na wybuch II Wojny Światowej. Po cichutku, takim był zresztą zawsze. Skromny swoim charakterem, obyczajowości, jako sportowiec i człowiek. JERZY SZCZAKIEL. Z Grudzic pod Opolem, przywiązany do Kolejarza Opole przez całą karierę. Wspomina Andrzej Grodzki, fachowy działacz międzynarodowy, były szef polskiego żużla, znany w środowisku od Bałakowa, przez Pragę po Krsko. – Pamiętam jak zjawił się w klubie, byłem prezesem Kolejarza, dyrektorem patronackich zakładów ZNTK, które znajdowały się za płotem stadionu. Jerzy ukończył zakładową szkołę, ścigał się obiecująco na torze. Zawsze był skromnym chłopakiem spod Opola, stamtąd wyjeżdżał raz po raz w wielki świat. Jego sukcesy rozsławiły Kolejarza, miasto. Nie było z nim kłopotów.

Szczakiel w 1971 roku w Rybniku razem z Andrzejem Wyglendą z miejscowego klubu zdobyli złoty medal mistrzostw śwata par z kompletem punktów, pokonując brawurowo nowozelandzki, znany duet: Barry Briggs, Ivan Mauger. Sławny sukces, świetnie zorganizowany turniej przez górniczy klub, wszystko zagrało jak 600 metrów pod ziemią. Trudno było zagranicznym reporterom wymawiać nazwisko opolanina. Mamy rok 1973. Otwarcie toru żużlowego na śląskim gigancie w Chorzowie. Na Stadionie Śląskim ponad 100 tysięcy kibiców, szok i show dla zagranicy, arena większa od legendarnego Wembley w Londynie. Największa scena żużlowa świata otworzyła bramy, potem jeszcze tam odbyło się pięć finałów światowej rangi, indywidualnie, parami, drużynowo. Faworyzowano w 1973 roku gorzowianina Edwarda Jancarza, lecz Nowozelandczyk Mauger był głównym faworytem. W ekipie efektownie zaistniał 19 – letni Zenon Plech/ zdobył brązowy medal!/ Stadion wył emocjami, dopingiem, władze regionu pieściły imprezę aby pokazać światu, że stać ich na widowisko, które odbije się głośnym echem. Potrafili. Żużlowy rock and roll wypadł rewelacyjnie a po dodatkowym wyścigu z Ivanem Maugerem –  Jerzy Szczakiel zdobył, jako pierwszy polski speedwayman złoty medal, wcześniej mieliśmy w dorobku srebro i brązowe medale IMŚ. Zaskoczenie niespodziewanym zwycięstwem Jerzego było niewiarygodne, reporterzy zachłystywali się wyścigami Polaka, który idealnie wstrzeliwywał się na startach kontrolowanych przez sędziego bawarskiego Georga Transpurgera, /potem był zawieszony przez FIM za  “szybkie puszczanie taśmy”/. A Mauger, który w tym barażu przewrócił się z bólem serca pogratulował Szczakielowi zwycięstwa. Wiwatów innych nie zabrakło.

W mega zachwycie nad turniejem, nad wyścigami, umykała wiedza, że przecież dwa lata wcześniej opolanin zgarnął już złoty medal w MŚ par na rybnickim torze. Wtedy na jego start postawił stanowczo ówczesny szef Głównej Komisji Sportu Żużlowego Polskiego Związku Motorowego ppłk Rościsław Słowiecki, żołnierz o twardym charakterze, mający dar wydawnia “frontowych” decyzji. Oba finały, ten rybnicki i ten chorzowski ustawiły karierę Jerzego Szczakiela. “Wskoczył” do polskiej reprezentacji, były starty międzynarodwe, włącznie z trudnymi test – meczami na terenie Anglii. Przywiązanie do barw klubowych było w czasie lat siedemdziesiątych i wcześniej charakterystyczną cechą w żużlu.

Szczakiel na stadion Kolejarza z domu rodzinnego miał kilka kilometrów. Klub dobrze prowadzony był w elicie polskiej ligi, wyrosło tam wielu znanych zawodników, a Jurek był sztandarowy. Mały stadion, tor specyficzny w stylu angielskim krótki, trudno rywalom przychodziło wygrywać. Co z tego zostało? Z tej ogromnej tradycji? Czas rozmienił zebrany kapitał dobra. Klub jednak istnieje i walczy w najniższej grupie ligowej/ II/.

Zmarły/ 71 lat/, były mistrz świata pod koniec kariery zaliczył bardzo groźny wypadek na swoim torze, długo rehabilitował się i wydaje mi się, że przykre zdarzenie przyczyniło  do przyspieszenia końca startów. Jerzy próbował szkolenia, jednak nie nadawał się do takiej roli. Wielu znanych zawodników sportu nie potrafiło być coachami z sukcesami.

Jakim był Jurek w odbiorze kolegów? Trochę traktowano go jako dziwaka, bo nie uczestniczył w koleżeńskich balangach, spotkaniach, lubił spokój i miał myśli zebrane na swój użytek. Rywale zdawali sobie sprawę, że potrafi ścigać się, miał szybkie starty, walczył na dystansie. Charakter miał inny od kolegów, przyzwyczaili się do niego.

Długo był jedynym mistrzem świata w solowej jeździe, bo aż 37 lat, dopiero w 2010 we włoskim Terenzano Tomasz Gollob dołączył do złotego klanu, a rok temu Bartosz Zmarzlik powiększył grupę lux. Jest ich zatem trzech “zuchwałych”, co zgarnęli złoto mistrzów świata, bogaty sztos zapisany w historii polskiego i światowego żużla.

Kiedy wjeżdża się do Opola od strony Katowic, zjeżdża z autostrady, jest ładne rondo, a na nim stoi… motocykl żużlowy… Znak symboliczny a rondo nosi imię pierwszego polskiego, złotego medalisty MŚ. Rzadkie uhonorowanie sportowca, który rozsławił OPOLE, znane też w innej kategorii, gdyż Festiwale Polskiej Piosenki są imprezami wyjątkowymi na kulturalnej mapie naszego kraju. Luzacki, sympatyczny opolski amfiteatr i jest “tronem” polskiej piosenki, udanych debiutów i nieprzemijających przebojów polskich gwiazd estrady. A żużel? Trochę tam podupadł, lecz nie zginął. Wciąż tam przędą tradycję kolejarskiego klubu, nie jest łatwo, życzę wytrwałości.

Teraz smutkiem żałobnym okryło się miasto i okolice po śmierci prawdziwej ikony żużlowego lansu. JERZY SZCZAKIEL. Przez 37 lat samotny na tronie króla nad Wisłą, chętnie zapraszany na imprezy, sam również z zadowoleniem uczestniczył w znaczących wydarzeniach i nigdy nie stronił od wywiadów dla mediów, traktowano go zawsze z  należnym szacunkiem dla pierwszego Mistrza. W swoim lakonicznym stylu podtrzymywał w rozmowach nadzieje na lepsze jutro. Będzie? To już inny tor jazdy.

Bywałem kilka razy w jego domu. Sport nie może zastygnąć w rutynie, ciągle potrzebuje zastrzyków inowacyjnych, pompowania nowej krwi do twórczego krążenia. Ostatni raz widzieliśmy się na Stadionie Narodowym w Warszawie rok temu, podczas majowej Grand Prix. Szykował się do implantu biodra. Martwił się koniecznością zabiegu.

Na początku tego roku nagle przyplątała się choroba, groźna i nie było żadnego ratunku, oto kilka miesięcy cierpienia i Jerzy Szczakiel, umarł zanim wzeszło słońce. Coś się skończyło, era tamtych pionierskich czasów, polskiego zdobywania podium na torach świata. Wspomnienia są zapisem historycznym, pomocą w nauce dla młodych. Lekcją.

Dzisiejszy speedway jest inny swoim wizerunkiem; nie ma już siermiężnych przyczepek do aut, na których stały motocykle a w podłużnych skrzynkach przewożono “warsztat”. To były charakterystyczne obrazki, które akcentowały “ jadą żużlowcy”. Dziś mamy wygodne vany, eleganckie, syndrom czasów lśniących motocykli, zdobnych kevlarów z designem charakteryzującym “czarny sport”. Jerzy Szczakiel zrobił karierę w tamtej epoce. Może chwilami siermiężnej ale i chyba radosnej z wszystkiego wokół.

Umarł cicho, tak jak żył. A tego czego dokonał jako nr 1 w polskim wydaniu nie można zapomnieć. Historia zapisała, warto zatem w Opolu zobaczyć jak wygląda rondo Jego Imienia, z motocyklem, niczym herbem. Oryginalny w ekspresji pomnik. Podziwiany. SYMBOL. Warto więc zwolnić i objechać cztery razy. Jak na żużlu, tak jak robił Jerzy Szczakiel, kiedy żył. Mgła smutku tak szybko nie opadnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s