Patagońskie flaki

dnia

Lekarz chwali lekarza, adwokat popiera adwokata, dziennikarz dziennikarza, celebryta uznaje za genialnego innego celebrytę. Świat się kręci, koniunktura narcyzów zżółconych bezkrytycznie, wazelina nie spływa i plami jak atrament. A lekarza oceniają pacjenci, adwokata klienci, dziennikarza czytający, celebrytów zwyczajność charakterów. Świat się nie kręci, świat plącze mentalnie między rozsądkiem a głupotą i zachwytami nad sobą ludzi  bezczelnych i sprytnych, którzy uważają się za inteligentnych. Sami o sobie. Sami swoi. Czy chleb jest dobry ocenia ten, który przyjdzie po zjedzeniu bochenka po następne… Nie prawię morałów ale uwielbienia panoszą się wokół niczym wirusy. A speedway jest? Amokiem? Pigułką, która uzależnia od pierwszego wejrzenia obojętnie jaka sytuacja? Adrenalina. Gold wirus.

Speedway ma swoje uroki i cienie, jest niszowym sportem, lecz fantastycznie popularnym w Polsce. Taki polski smakołyk sportowy, podniecający, wciągający jak gąbka wodę. Niszowy, mocno podkreślam! Raz po raz ktoś próbuje epatować innym nazewnictwem,  gdyż przy dużej oglądalności żużel made in Poland zajmuje swoje miejsce w szeregu wysokie ale nie jest takim sportem powszechnym, znów podkreślam.  Rozległym w obszarze społecznym. O tym decyduje wiele szczegółów, choćby i fakt, że  np. pokopać piłkę można na plaży, podwórku, leśnej polanie. Pojeździć na rowerze, zagrać w kosza, siatkę. Eko i nie tak drogo. Czy młodzi chłopcy garną się do żużla? Mimo talentów rangi zdrowego Australijczyka Darcy Warda, który uległ tragicznemu wypadkowi, nie ma takiego pędu jak dawniej, nawet w Polsce. W państwach dawnej struktury politycznej i gospodarczej /środkowej, wschodniej Europy/, uprawianie jakiegokolwiek sportu było także awansem życiowym, ustawiało finansowo przy sukcesach sportowca, dawało splendor, popularność i możliwość zwiedzania świata. Czasy tamte zostały skasowane, trzeba być wybitnym by zaimponować, nawet średniak w żużlu mimo kochania tej dyscypliny ciężko haruje i ma alternatywę, innego wygodniejszego życia. Przyjemności bez ryzyka utraty zdrowia a nawet życia. Wypadek Darcy Warda, zawodnika o kapitalnej charyźmie podciął skrzydła żużlowi, bo można być mistrzem, aktorem ale nie przyciągać do siebie, wskutek nie akceptowanych ułomności charakteru. Zawodnik porywający tłumy otwiera szansę dla dyscypliny, podnosi ją wyżej i wyżej, tak jest w każdym sporcie. Dotyczy ta kwestia zarówno okresu uprawiania sportu i po zakończeniu kariery. Bezcenne wartości. Trzeba ciężko zapracować na miłość kibiców. Oni są wiernymi i surowymi recenzentami. Speedway ma takich fanów, których wiedza o dyscyplinie o zawodnikach siedzi głęboko w głowach, oni imponują mi od młodości, korygowali w mojej skromnej działalności obiektywnie. Cenię uwagi, bo czym człowiek starszy tym mniej wie… Robiłem błedy i nadal popełniam. Mówię o sobie, no tak… uczyłem się kiedyś od starszych teraz od młodszych i szanuję mądrzejszych, dają moc kreatywności. Przepraszam za wątek osobisty, w sezonie nie ma czasu na wynurzenia, każdy je ma, robi rachunki sumienia bezwiednie,; w czasie długiej jazdy autem, w zamyśleniu nad losem, byle gdzie. Myślenie prowokuje, inspiruje. Przypomina.

Speedway światowy, polski jest barwną kroniką. Historia fascynacji, wzruszeń, szalonych jazd.

Zasłyszałem nie tak dawno o jakimś pomyśle turnieju Grand Prix w Argentynie, podobno czeka Patagonia. Czy taki pomysł Armando Castagny, średniej klasy przywódcy światowego żużla podnieci ludzi zakochanych w tangu? Wątpię, to będzie trudny, międzykontentalny incydent dla miejscowych, którzy uwielbiają futbol jak religię a mają obecnego papieża Franciszka w Watykanie. Tango, czerwone wino i steki, taniec  erotycznie przytulających się ciał, wyprawa żużlowa w rejon świata, gdzie Buenos Aires jest perłą a junta dawno przestała gnębić ludzi. Buenos… Nice. Będziemy może mieli Patagonię na żużlowej mapie, a … nie mamy odnowy bałkańskich turniejów. Oceany ale nie bliskość Morza Czarnego, bułgarskiej przygody, rumuńskiego ścigania. Nie szukajmy aż tak daleko, bo Półwysep Iberyjski jest także blisko i panuje cisza. Mamy oto wspaniałe otwarcia sezonu międzynarodowego w Warszawie, gdzie Stadion Narodowy zgarnia ponad 50 tysięcy ludzi! A powrót do żużla zwykłego w stolicy, który był na Skrze, Gwardii przypomina walenie młotem w skały. Mamy swoją, inną “Patagonię” przecie… Flaki po warszawsku. I seta. Wiem, gdzie tak podają… w naszej stolicy. Luksus dla niezmanierowanych. Zresetowanie żużla w stolicy trwa bezradnie bez wsparcia.

Polska Ekstraliga, jeszcze pierwsza Nice wywołują emocje szalone, silne przeżycia, dramatyczne mecze w końcówkach, tylko u nas, przy okazji uczy się międzynarodowa młodzież, chce jeździć za małe pieniądze, bo tam, skąd pochodzą nie ma takiej możliwości rywalizowania. Ekstraliga wysublimowała się na poziom elity, lansu szpanowania. Chciałbym, ba marzę, aby speedway wrócił do atmosfery brytyjskiej ligi sprzed lat… Charm. Przyjeżdżali wszyscy, którzy chcieli ścigać się w spektaklach żużlowego Brodwayu.  Teatr. Magia. Nisza, ale wyłączność na doznania. Bez miłosnych gier, na żywca do upadłego. Nie było szalonych funtów, tam była sportowa “orgia”, która wciągała jak obrazki szkockich jezior. I ja tam wtedy byłem, widziałem, opisywałem, lecz nie miałem dystansu, myślalem, że to normalność, która nigdy nie zniknie; jak piłkarskie, angielskie, klubowe, słynne marki; uwierzcie ani mi do głowy nie przyszło, żeby myśleć o regresie. Naiwność upojna widowiskami wzruszeń niesamowitych.

Przeminęło z wiatrem… Snuje się mgła. Atmosfera pozostaje przeszłością.

Jest nowa wizja. Argentyna niemal na końcu świata. O, przypominam sobie, mam kasetę z Los Angeles, z finału światowego indywidualnego, gdzie Bruce Penhall/ USA/ wygrał kontrowersyjny wyścig z Anglikiem Kenny Carterem/ wyspiarz potem zastrzelił siebie i żonę/, scenariusz – hollywoodzki. Horror. Organizatorzy urządzili turniej w 1982 roku bardzo obrazowo, w westernowym stylu, bo to Kalifornia i olimpijski stadion Coliseum, dwa razy letnie igrzyska z polskim złotem. Było w roku 1982 filmowo, brakowało tylko Johna Wayne’a, jeździły dyliżanse, sexi girls, sceny naturalne, typowe dla Kalifornii. Zamknąć oczy i otworzyć? Teraz, obojętnie, gdzie jest lokowany turniej Grand Prix mamy prawie to samo menu a wciąż marzę o wyjątkowości, oryginalności. Bez niszy, przenika  swoiste, uparte “disco polo”, lecz kibice są już zahartowani, ich wciąga ściganie. Zabawa gwiazd. A niech tam Castagna chwali Castagnę, Iks Igreka i omijam chwilowo polski grunt. Wiecie… grunt to zdrowie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s