Miękki Maks

dnia

ROZUM jest bezcenny. Ewa skusiła Adama w raju jabłkiem. I tak potem owoc potoczył się na wszystkie strony świata, dalej turla, kusi, jabłka hodowane, sprzedawane, suszone,  jedzone i symboliczne jak raj. Sport bywa dla jednych rajem, dla innych udręką. Życie kusi niczym Ewa w nagim ogrodzie, sport i ludzie wśród których grasują także pseudo działacze polują na talenty. Funkcjonuje pojęcie skautingu, obok kaperownictwa, które ma krótkie nogi, choć niektórzy mają szczęście, długie nogi, więc omija ich pech. Sport uczy hartu ducha, wychowuje, także deprawuje. Olbrzymią rolę odgrywa otoczenie jak w każdej rodzinie, gdzie rodzą się dzieci. Dekalog uczciwości narażony jest na pokusy rozmaitego kalibru. Do historii przechodzą wyczynowcy krystaliczni i zbłądzeni. Wędrownicy, którym źle poradzono drogę muszą nieść bagaż i błagać o litość. Bezczelność jest cechą sprytnych ludzi, którzy chcą doładować talent na siłę. Napakować innych dla swojego ego. Ci, co mają dużo, chcą mieć jeszcze więcej. Skromność przez takich nazywana jest ułomnością, obciachem. Czas jest bezlitosny w swoich wyrokach. Jak sądowe orzekanie, procedury. Bywają miejsca trefne, które wypaczają charaktery. Nie chcę drążyć psychicznie sportowych problemów, które raz po raz brudzą nasze wyobrażenie o nieskazitelności wyczynu. Pamiętam zdarzenie w swoim dziennikarskim dossier sprzed lat kilkudziesięciu z Pomorza, gdzie na podium wręczałem w jednej z dyscyplin puchary juniorom a oni nie schodzili z pudła. Dlaczego? “A gdzie są koperty?” pytali organizatora. To nie był żużel, inny sport. Osłupiałem.

Igrzyska olimpijskie oraz ich historia są nafaszerowana skandalami, idee zbrukane błotem dopingowym. Nie tylko Olimpiady, mistrzostwa świata, Europy, zawody rangi mniejszej. Ktoś chce być forever, ponad wszystkich, nie ma mocy ale mierzy wysoko, hoduje chore ambicje. Otoczenie kusi, kaperuje, dom zostaje daleko, obcy mają inne zadania, urojenia bycia wielkim za każdą cenę gniotą. Marność zawodników oraz ich opiekunów. Ile zmarnowanych młodych sportowców mają na sumieniu klubowi działacze, w tym żużlowi? Ich pęd na bilbordy jest leczeniem głębokich kompleksów, więc z zaciśniętymi ustami karmią rajskimi jabłkami . Szmal, to jest ten obłudny raj.

ROZUM jest bezcenny. W poprzednim felietonie podjąłem frazę popularności speedway’a, jego postponowania w kontekście piłki nożnej a sumptem było zwycięstwo Bartosza Zmarzlika w 85 Plebiscycie “Przeglądu Sportowego”. Wygrał skromny gorzowianin, który z lekka był nawet zażenowany huczną celebrą. To nie było Hollywood, ani zimna wojna. Plebiscyt i bal, kreacje i okładkowy szpan. Dla wielu okazja do pokazania twarzy w innym wydaniu. Bartosz Zmarzlik dał radę. Otrzaskał się jak po bandach na torze. Przyjemnie patrzeć na takiego triumfatora, pokonanego przez Roberta Lewandowskiego, piłkarza scen światowych, goli nieprzeciętnych, techniki błyskotliwej. Speedway wygrał za sprawą Bartosza Zmarzlika i ten fakt już za nami, historyczny zapis na wieki.

Czas zwycięstwa został jednak zmącony. Cofam się w kalendarzu. Speedway światowy ma w kronice różne  sprawki dopingowe, jazdy w prawo, zażywanie tego, co zakazane. W polskim żużlu już minęła sprawa zielonogórska Patryka Dudka, który odcierpiał za swoje grzechy. Głośna była afera Rosjanina Grigorija Łaguty, podsycona jego decyzją zmianą barw klubowych z rybnickich na lubelskie. Jego kariera, jego błąd, zawieszenie było bolesne, bo wypadają z gry nie tylko finanse ale przecież ulubione ściganie. To samo dotyczy Patryka Dudka. Obojętnie na opinie a interesuję się nie tylko żużlem, choć najbardziej mnie fascynuje, zawieszenia w konkretnych zdarzeniach zostawiają ślady, nie tylko w annałach, także w psychice. Pokutę tarmosi wstyd. Obaj wspomniani żużlowcy sympatyczni, zresztą nie tylko oni, bo bracia Shawn i Kelly Moranowie, kalifornijscy kowboje byli uwielbiani, prezentowali westernowy nastrój na światowych obiektach. Nie ważne jednak kto sympatyczny, choć życie pieści właśnie takich. Bywa, że przysłowiowa szajba burzy stereotypy bez kontroli, podsycana hasłem “musisz”. Nikt niczego nie musi.

 

Od 1 stycznia 2020 prezydentem WADA/ World Anti-Doping Agency/, światowej agencji antydopingowej z siedzibą w Montrealu/ założona w 1999/ został były minister polskiego sportu Witold BAŃKA; w Warszawie jest nowe przedstawicielstwo tej fundamentalnej organizacji, która skutecznie, bezceremonialnie walczy ze złem w sporcie. Jesienią ub. roku odbył się w Katowicach Kongres WADA z udziałem kilku tysięcy delegatów z całego świata. Na polskim gruncie działa aktywnie POLADA z dyrektorem Michałem RYNKOWSKIM… i właśnie ona niebawem rozpocznie proces w sprawie żużlowego mistrza świata juniorów Maksa Drabika, rodem z Częstochowy /ojciec Sławomir, były żużlowiec, mistrz Polski, szkoleniowiec Włókniarza/. Komu przykro już i najbardziej? Nie ma co zamiatać, bo nie ma czym. A jest kurz.

Niewątpliwy talent do ścigania Drabik jr., odebrał w grudniu 2019 złoty medal na eleganckiej gali Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/ tym razem w Monte Carlo. Heca przerasta zawodnika, który stosował, jak podano miękki doping. Niedozwolone dawki wlewów dożylnych. Sprawa  jest badana szczegółowo. Trwają w gronie ekspertów dywagacje, czy odebrany zostanie złoty medal. Srebro zdobył Bartosz Smektała, zawodnik o szerokich horyzontach i możliwościach talentu. “Miękkiemu Maksowi” grozi zasłużona sankcja karencji startowej. Sam już wcześniej się ukarał, bo jawnie zlekceważył / takie niedorosłe inklinacje / trenera kadry, Marka Cieślaka, częstochowianina, więc został przykładnie relegowany z kadry. Ciąg zdarzeń od jesieni 2019 nie bez przypadku, fakt dożylnego “witaminizowania się” zaistniał w finale Ekstraligi w Lesznie, gdzie Unia zdeklasowała pracodawcę Drabika jr. – Spartę Betard Wrocław. Tam ongiś nieopierzony MD został sprowadzony spod Jasnej Góry i tam się rozwijał. Urósł zatem pod każdym względem. Teraz na wokandę wzywa delikwenta POLADA, WADA, konsekwencje przykre nie tylko dla młodzieńca bez wyobraźni, lecz i dla żużla, generalnie sportu. Speedway zatem raz na górze, raz na dole. Sprawca and company będzie miał dużo czasu na oglądanie meczów ligowych, turniejów i patrzeć jak zwycięża rasowy Bartosz Zmarzlik, no i odważnie myśleć/ tak?/ co nie powinien kombinować prawdziwy sportowiec. Przede wszystkim nie przynosić wstydu za “byle co”. Jest także kolejna lekcja do odrobienia dla jego mentorów i w ogóle otwarcie, mam taką nadzieję, szczerej dyskusji na forum, jak walczyć ze złymi podszeptami oraz budowaniem kariery, bez szukania pomocnych środków. Normalnie, zwyczajnie walczyć o medale szlachetnie. WADA promuje uczciwość, niestety ciągle są jakieś próby “wzmacniania” organizmu w różnych sportach. A więc? KARY sprawiedliwie i skutecznie muszą odstraszać, zero tolerancji. Jest co myśleć i robić na maxa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s