Jak to się stało, że tak to było

Chris_Louis

Będzie zmiana. Czas pokaże czy dobra, czy zmieni oblicze tego sportu w wymiarze globalnym. Zerkam wstecz, jak to było zanim znów dochodzi do przemiany. Rok 1995. W zaułkach stadionowych od jakiegoś czasu szeptano, że system rozgrywania mistrzostw świata, indywidualnych ulegnie zmianie i projekt przyniesie innowacyjny projekt. Wrocław. Mamy pierwszy turniej serialu Grand Prix. Media podekscytowane, towarzystwo międzynarodowe tajemniczo uśmiechnięte, polska strona niczym szara strefa. Do tej pory finał jednodniowy kończył eliminacje w kilku miejscach i ostateczny mistrz świata był postacią albo niespodziewany albo oczekiwany. Faworyci nie zawsze wygrywają a sport jest tego dobitnym przykładem, kochamy idoli, lubimy sprawiedliwość a ona często ucieka. Poddajemy się, nie ścigamy, godzimy z losem.

Odlatuję wspomnieniowo w tamte lata. Na progu nowego roku 2020. Historia żużla jest kartoteką bogatą w wydarzenia, można wyciągnąć kartki niezwyczajne, interesujące, intrygujące. Oj, działo się, pot i łzy, kontrowersje błąkają się w głowach do dziś.

Oto polsko – niemieckie dwa finały indywidualne, światowe, odkurzam z przyjemnością, choć mam ambiwalentne odczucia. Byłem czynnym świadkiem, targało moją duszą.

W 1973 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie, co się działo, kiedy zwyciężył Jerzy Szczakiel? A czy wierzono, że gospodarze finału IMŚ w niemieckim Norden tak skopią tor, że ułatwią jazdy swojemu idolowi Egonowi Muellerowi? Los okazał się w tych dwóch przypadkach sojusznikiem Jerzego i Egona.

#  Obiekt na północy Niemiec, wybudowany w szczerym polu za małym miasteczkiem był mało oryginalnym “pudełkiem”. Jakby specjalnie przyszykowany na wielkie zwycięstwo Niemców. Fachowcy grzebali w torze szpikulcami, protestowano, jednak gospodarze oraz oficjele Międzynarodowej Federacji Motocyklowej/ FIM/ “puścili” zawody. Nie wyobrażano sobie a mam na myśli niemiecką stronę, żeby wygrał ktoś inny a nie showman Mueller. Ten zawodnik ambitny do bólu piął się po szczeblach żużlowej drabiny uparcie, inwestował w sprzęt, mechaników, dbał o wizerunek, ścigał się na klasycznym torze i długim, na dłuższym dystansie był kilka razy mistrzem świata, no ale wiadomo, że klasyk nobilituje najbardziej. W Norden wiało ze ściernisk po żniwach i resztki kłosów wbijały się we włosy. Miasteczko schludne. Zenon Plech wygrał finał kontynentalny w Rybniku/ 1983/ ale w Norden był ostatni, klapa a szykował się sprzętowo u znajomego, byłego żużlowca rodem z Rybnika w Hamburgu. Gość miał związek z gdańskim Wybrzeżem, gdzie startował Plech. Turniej w Norden można nazwać skandalem organizacyjnym, lecz kto pamięta w jakich okolicznościach ekscentryczny  Egon Mueller został mistrzem na torze zrytym tak głęboko.

W żużlu mamy tory gładkie, twarde jak stół, gdzie decyduje start albo właśnie takie jakby wykopywano maszynowo na nim kartofle. Są i normalne przecież też. No cóż, było, minęło, fertig, szlus. Premiera stadionu na fryzyjskiej ziemi w Norden zakończyła się tak, jak zaplanowali sobie Niemcy. Zgarnęli złoty medal na przekór wszystkim. Egon poszalał, reszta była świadkiem kreacji nowego mistrza w anormalnych warunkach.

#  W Chorzowie 10 lat wcześniej/ 1973/ było szumne otwarcie stadionu dla żużla największego na świecie, bez dachu. Zagraniczni obserwatorzy mlaskali z podziwem, bo dotychczasowa świątynia tego sportu londyńskie Wembley dostała konkurenta. Wembley nobliwe, ładne w projekcie, z dachem, nieregularne kontury toru. Zaplecze z królewską lożą, czerwony dywan. Exclusive. Po II Wojnie Światowej tam właśnie rozgrywano wszystkie najważniejsze bitwy żużlowe o medale. I oto mamy  Śląsk, Chorzów, baza hotelowa Katowice. Ambitni działacze Polskiego Związku Motorowego z lokalnym prezesem tego związku Aleksandrem Szajerem przy pełnej akceptacji władzy zbudowali tor. Futbol na tym stadionie święcił kultowe, słynne zwycięstwa reprezentacji Polski i klubowe/ Górnik Zabrze/. Tam górnicy wygrali ze słynną Romą i śpiewali “ tako Roma, momy doma”. Otwarcie Stadionu Śląskiego dla żużla było przebojem sezonu. Gospodarze obiektu z Tadeuszem Ślusarkiem w roli głównej okazali się bezbłędni. Prezes Zarządu Głównego PZM zacny dyplomata Roman Pijanowski nie krył zadowolenia. Misa stadionu wypełniła się po brzegi, 100 tysięcy ludzi, pogoda dopisała, no i nieoczekiwanie wygrał opolski fighter Jerzy Szczakiel, który idealnie spasował się mentalnie z sędzią bawarskim Georgiem Transpurgerem. Arbiter z Pocking, miasta bardzo zasłużonego dla żużla światowego leżącego w południowo –  zachodniej części Niemiec został po tym finale IMŚ zawieszony przez władze FIM za puszczanie lotnych startów. Co nim powodowało? Śląska gościnność? Było towarzysko obficie. Georg, którego poznałem później w Pocking, chciał się zrehabilitować, na swojego Abrachama, czyli 50 urodziny zaprosił sporo żużlowych prominentów, jednak nie doczekał się rewanżu za Chorzów, w efekcie poprowadził tylko półfinał IMŚ na lodzie we Włoszech. Słabo. Rzutki działacz, sympatyczny gość, zaangażowany w organizację znanych wielkanocnych czwórmeczów w Pocking z udziałem najlepszych drużyn świata. Startowali najczęściej wtedy Anglicy, Szwedzi, Duńczycy, Amerykanie, no i jako gospodarze Niemcy. Polacy bardzo rzadko. Turniej na progu sezonu w extra wydaniu.

Przypomnę, że w 1993 roku tam właśnie brawurowo wygrał mistrzostwo świata Yankes Sam Ermolenko, przed Hansem Nielsenem i Chrisem Louisem a w debiucie Tomasz Gollob był siódmy/ 8 pkt/, tylko 4 pkt zdobył Szwed Tony Rickardsson, ostatni z 2 pkt Amerykanin Greg Hancock. Turniej wywołał duże zainteresowanie startem Golloba.

# A co potem w historii się porobiło, warto pomyśleć. I mocno zastanowić nad stanem żużlowego modelu funkcjonowania, poza Polską, która jest wyjątkowym zjawiskiem.

Wprowadzona zmiana w 1995 roku i odrzucenie finału indywidualnego MŚ nie uratowało intencji pomysłodawców nowej ery. Speedway popadał w organizacyjny regres i nie zgadzam się z klakierami tego projektu, że tak nie jest. Błądzą w swojej naiwności i braku wyobraźni. Niech wrócą klasyczne drużynowe MŚ, pary MŚ.

Od roku 2022  do 2031 amerykańska firma, która znana jest z anteny TV na całym świecie Discovery oraz stacja Eurosport Events/ 8 000 godzin w roku, 220 kraje, 50 języków/ przejmują drogie lejce światowego żużla z inwencji Francois Ribeiro. Dlaczego tak się stało, że FIM budzi się ze śpiączki? Bo wreszcie zrozumiano, że serwis nie ten i dania ciągle te same. Przejadło się i odbija. Polski grunt i dziki pęd do organizacji turniejów Grand Prix pochłonął innych. Nie ma “bel esprit”, jak mówią wysmakowani Francuzi. Nie iskrzy, nie wciąga serial w obrót nowych fanów. To nie sezony serialu Soprano. Z szumnych zapowiedzi BSI w 1995 roku tli się swąd. Będzie ogień?

Jestem umiarkowanym optymistą i bardzo bym chciał tego dożyć, erupcji żużla głośnej, bezpiecznej dla oka, takich wyścigów w rozmaitych zakątkach świata, które będą fantastycznym przeżyciem dla każdego, jak kiedyś emanowało legendarne londyńskie Wembley, Stadion Śląski, Ullevi w Goeteborgu. Wspomniałem przy okazji incydentalnie, co było dawniej na arenach światowych, bo chyba warto skruszyć pamięć i wrócić na chwilę do imprez, które składają się na historyczne wydarzenia speedway’a z mottem : “przeżyjmy to jeszcze raz”. Czeka nas za dwa lata nowy produkt, który już kotłuje twórcze umysły, będą z biegiem czasu narastały oczekiwania, proponuję lepiej mniej się spodziewać a więcej odebrać. Korekta poszczególnych edycji mistrzostw świata jest konieczna, nowe lokalizacje, scenariusze turniejów, nowi kibice, bo: “ The show must go on, yeah”. Azja, Antypody, obie Ameryki, Europa, speedway podrożeje za cenę atrakcji dla wszystkich.  Nikt nie ma patentu na gwarantowany sukces.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s