Puchnie pycha

ducati-speedway-motorcycle-625x417

Zmarzlik. Bartosz od urodzenia czyli Bartek. Jest trzecim złotym polskim medalistą na tronie żużlowego mistrza świata. Wielki triumf nowej generacji zawodników. Dojechał do tytułu po ekscytującej walce w serialu Grand Prix, wygrał i sukces zawdzięcza swojej determinacji, mozolnej pracy od małego. Chciał ścigać się na żużlu, chłopaczek mikrus; trener Stanisław Chomski ze Stali Gorzów opowiadał mi bardzo ciekawie, jak ten mały chciał startować,  żeby być większy ubrał buty kozaki mamy Doroty i przyszedł do szkoleniowca mówiąc, że… urósł. Bogusław Nowak uczył go jazdy na mini torze, “Stanley” Chomski na normalnym torze. Zmarzlik wyrastał fizycznie i sportowo, pokonywał ścieżki swojej kariery. Ma 24 lata, wrota do zwycięstw globalnych stoją otworem. Jest sympatycznym zawodnikiem, sportowcem, który nie ulega nałogom. Ma charakter silny i nie ulega naciskom, wykazuje po prostu spokój mistrza.

Z trzech polskich autorów złotego medalu MŚ na żużlu czyli Jerzego Szczakiela i Tomasza Golloba jest najbardziej autentycznym. Szczakiel wykorzystał szansę w 1973 roku i niech nie ma do mnie pretensji, że to piszę, bo poruszałem temat wielokrotnie, otóż Jurek uciekał ze startu jak orzeł z gniazda. Sędzia bawarski Georg Transburger z Pocking, jakby sprzęgł z Jurkiem, który wstrzeliwał się jak kamień z procy, nie dawał im rady sprytny zwykle pod taśmą Nowozelandczyk Ivan Mauger. Trzeba docenić mimo wszystko refleks  Szczakiela, bo już w 1971 roku w Rybniku razem z Andrzejem Wyglendą dali popis kompletując punkty w MŚ par przed Maugerem i jego rodakiem Barry Briggsem. Srebrny medalista 2019, Duńczyk Leon Madsen startuje szybko jak tylko można, dostaje ostrzeżenia, w czasach Szczakiela nie było warningów. Bo gdyby…

2010, Terenzano, północne Włochy, przedmieścia Udine. Tam po wielu latach Tomasz Gollob zapewnił sobie mistrzostwo świata ale w Italii był pewien niuans sędziowski w wykonaniu Wojciecha Grodzkiego, dotyczący Jarosława Hampela, wtedy Mr. Tomasz odłożyłby koronację do rodzinnej Bydgoszczy w następnym turnieju GP. Gollob startował długo, zapisał  karierę bogatą ale tylko raz był mistrzem świata.

Bartosz Zmarzlik ma treściwe, mimo młodego wieku portfolio, szanse na kolejne tytuły. Motocykl opanowany perfekcyjnie, techniczny zawodnik, zawadiacki, fruwa obok rywali jak sokół, sterylny sportowiec. Gorzów jest kuźnią talentów a brylantem jest Bartek. Obok niego czuwa ojciec Paweł, gotujący się wewnętrznie, natomiast na zewnątrz emanuje siłą spokoju, starszy brat Paweł jest animatorem pracy w teamie Bartosza. Nr 95 jest na fali wznoszącej, wzór do kopiowania. Nie zazdroszczą mu, podziwiają, “jest wielki” napisał mi Bert Harkins szkocki przyjaciel, były zawodnik, który nie opuszcza światowych turniejów od wielu lat. Brytyjczycy, Skandynawowie cenią gorzowianina.

Triumfy sportowe miewają wielu ojców, w naturze ludzkiej jest jakaś wola przypisywania sobie laurów, bo przecież przyjemnie gwiazdorzyć. Puchnie więc pycha wszechobecna przy spektakularnych wydarzeniach. Obserwuję takie klakierstwo, czasem prawdziwe, czasem naciągane jak guma. Publika kupuje, fachowcy przesiewają opowieści dziwnej treści i kiwają głowami. Pycha nie zna granic, prawda bywa tłamszona, wszystko zależy jakie kto ma koneksje na rynku sprzedaży sukcesów.

Przypadek Bartka i jego triumf jest wykonanym zadaniem głównie przez niego, rodzinę, normalne wychowanie w kulturze sportowej rywalizacji fair – play. Nie ma sztuczności, blichtru, chytrości nadętej jak bania. Finanse, jak w przypadku innych, nie odgrywają u niego pierwszoplanowej roli, biegną obok, planem nr 1 być najszybszym i najlepszym w elicie światowej, ligowej na polskim gruncie, szwedzkich gonitwach. Jazdy bez końca.

Brąz, srebro, złoto, co dalej?

Ekscytująca wizja, trudne i realne wyzwania; sport jest ogromnym polem do dokumentowania światu doskonałości wyczynu. “Ten” Bartek ma glejt do rządzenia na torach. Miał lat 13 i marzył o tytule mistrza świata. Skoczek narciarski z Zakopanego Kamil Stoch, jako bystry chłopaczek z Gubałówki prawie tak samo wypowiadał się, że chce być najlepszym na świecie. Późniejszy medalista igrzysk olimpijskich jest sztandarem na skoczniach po Adamie Małyszu. Wielcy sportowcy nie znają granic, mają full ambicje, uparci i konsekwentnie zmierzają sezon po sezonie wyżej, dalej, najszybciej. Pięknie pisane kartki, obrazy malowane cudnie, filmy dramatycznie wzruszające. Sportowa poezja, nowele czytane, oglądane. Adrenalina wyostrza stres.

Nie wszystko jednak w sporcie jest normalnie kreślone. Mamy wypadki koszmarne, eliminacje sportowców z karier świetnie zapowiadających się, zdarzenia znaczone bólem do końca życia. Los jest wywrotny jak kajak w czasie burzy na jeziorze. Jak wznosi pod niebo, tak sprowadza do piekła. Nie ma siły, nie tylko w sporcie, w życiu niestety też tak jest! Szczęście reglamentowane, absolutnie nie do kupienia a los podstępnie grasuje. XXX

I mamy przypadki puchnięcia pychy z byle powodu, zanim jeszcze kariera się rozkręci, “fikania” dojrzałych na torze, niedojrzałych życiowo, bo kinderszuba została gdzieś tam za drzwiami stodoły. Każdy ma prawo do pójścia do lekarza, nie każdy ma prawo do igrania w majestacie sportowca. Proste? Kombinacje mają krótkie nogi…

Każdy ma prawo chorować, bywają jednak spektakularne zwolnienia w różnych przypadkach startowych. Oto dowiaduję się, że mistrz świata juniorów nadesłał do Polskiego Związku Motorowego L – 4, trener Marek Cieślak dowiedział się mimochodem o tym zdarzeniu a telefonu nie wyłączał. Trener reprezentacji pominięty, brzydko mówiąc olany! Ale numer, co? Zawodnik nazywa się Maksym Drabik, rodem z Częstochowy, przypisany w sezonie do Sparty, Betardu Wrocław. Niewątpliwy talent, jak ongiś ojciec Sławomir Drabik. Czegoś temu młodzieńcowi jednak brakuje, a co –  proszę o podpowiedź. W obliczu startu reprezentacyjnego zawodnik nagle jak mimoza więdnie. Współczuję biedakowi, życzę samopoczucia bez wytrysku wody a jego decydentom twardego serca. Bez litości, ktoś musi jeszcze wychowywać, skoro wcześniej zabrakło… no właśnie czego, czekam zatem na suflerów. Zabawy w chowanego dobre są w przedszkolu. Traktujmy się poważnie, z szacunkiem.

Zachorzał także, jak Drabik jr., w obliczu finału Złotego Kasku –  Piotr Pawlicki jr., to eliminacja do Grand Prix. Bunt? Kadra jest świętością, nie opłaca się? Tylko ważna kasa? Przykre są zjawiska lekceważenia nominacji kadrowych, lecz nie ma zawodników niezastąpionych, Pawlicki jr. członek mistrzowskiej drużyny Unii Leszno jest wątły, trudno, warto wziąć pod uwagę stany psychiczne i fizyczne. I leczyć skutecznie, oto znajomy lekarz mówi, że oczyszczanie organizmu dobrze robi, jak lewatywa. Proponuję takie akcesoria mieć pod ręką, bez obaw, że pacjent nie zaakceptuje. Musi! Terapia taka jest złotem.

Foto: Koncept Ducati motocykla żużlowego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s