Lemon ożywia jak cytryna

Z jednej strony ligowe potyczki, z których ponad wszystko wybijają się ekstraligowe, z drugiej walki w edycjach mistrzostw świata. Indywidualne MŚ ponad wszystko? Kalendarz imprez gęstnieje, pogoda manewruje rozkładem i nie ma mocy na jej kaprysy. Warszawska premiera serialu Grand Prix na torze ułożonym przez słynnego Ole Olsena wypadła celująco, wcześniejszy turniej młodzieży testujący nawierzchnię był udany. Kilka lat temu tory tzw. sztuczne były zmorą niektórych zawodników, nawet bardzo znanych, poniekąd był to “wytrych” tłumaczenia się słabszą postawą. Trener reprezentacji Marek Cieślak wyjaśniał słabszą jazdę Janusza Kołodzieja nie lubieniem takiej nawierzchni. Zawodnik z doświadczeniem, objeżdżeniem, możliwościami finansowymi nie powinien mieć żadnych problemów. Owszem były niegdyś tego typu tory o strukturze polskich dróg lokalnych, lecz rutyniarze nie mogą mieć problemów obojętnie na jakim placu się ścigają. Młodzi piłkarze w mistrzostwach świata, które przygotowała Polska, grali na murawie w Tychach zatopionej w wodzie. Fontanny tryskały za każdym razem, kiedy piłka spadała na trawę, gdy zawodnik przewracał się a młodzi piłkarze Korei Płd. i RPA grali jakby na suchej nawierzchni; było ciężko, lecz przyjęli takie warunki i gonili oblewani bryzgami wody. W innych sportach np. parkiet nie jest alibi dla poziomu gry. Koszykarze, siatkarze po prostu grają! Po tylu latach jazd trudno w żużlu tłumaczyć się sztucznymi torami, bo przecież nie startuje się bez rozpoznania. Mocny bywa zawsze mocny. Są zawodnicy, którzy ścigają się obojętnie gdzie oraz mamy ścigantów typowo ligowych, nie dających sobie rady w atmosferze MŚ. Dziwne, bo Ekstraliga w polskim wydaniu jest sobowtórem MŚ, startują najlepsi, presja na wynik duża a klimaty ogniste. Przypominam sobie takich zawodników, którzy na krajowych torach brylowali, byli nie do “ugryzienia” a gdy wyjeżdżali poza granice, czy startowali w Polsce w prestiżowych imprezach byli “sparaliżowani”. Problem dla psychologów. Nie podaję nazwisk ze względu na szacunek dla ich dorobku, lecz nie można fałszować historii speedway’a. Jak potocznie się mówi, każde dziecko w rodzinie inne. Optymizm jest dobrym zjawiskiem acz nadmierny, oparty na faktach wczoraj i dziś bywa niezrozumiały. Życie weryfikuje nasze istnienie a sport poprzez przypadki irracjonalne wzbudza emocje kolosalne, dlatego jest fascynującym zjawiskiem w naszym bycie.

Wspominałem o klimatach klubowych, atmosferze. Dałem przykład toruńskiej drużyny. W przegranym meczu z Motorem Lublin, po odstawieniu menago oraz jednego zawodnika i zaangażowaniu australijskiego managera ad hoc, Marka Lemona, zespół braci Holderów i Doyle’a był inny, niż zwykle i na wyjazdowej próbie z naładowaną energią lubelską paką stawiał opór niespodziewany. Atmosfera znaczy bardzo dużo wszędzie, można ją zatruć byle czym, można podsycać przyjaznymi prądami. Szkoleniowe “instynkty” albo się ma, albo nie, nauczyć się tego nie można absolutnie, często wręcz mówi się o “chłopskich rozumach”. Były zawodnik/ 25 lat startów/ reprezentacyjny coach 46 – letni Mark “Cytryna” LEMON wyluzowaniem i doświadczeniem opanował zespół  z Torunia pod egidą szefa rady nadzorczej spółki –  Adama Krużyńskiego, przedsiębiorcy, który wie, że w biznesie nie ma litości dla przeciętności. Czas ligowy dla “Aniołów” skurczył się diabelnie, zobaczymy co dalej, czy ratunkowy “skok kangura” nie jest trochę opóźniony?

Nie jest ostatnio różowo w Częstochowie, włókniarze przegrali u siebie raz i dwa, druga linia zespołu znalazła się na tzw. cofce. No ale ten team ma potencjał, potrzebuje odblokowania, asy Leon Madsen i Fredrik Lingdren mają aspiracje w mistrzostwach świata ogromne, zwłaszcza ten pierwszy, debiutant w extra towarzystwie. Matej Zagar, słoweńska dusza czyli słowiańska, potrafi walczyć a nawet dać więcej. Młodzież częstochowska dziwnie pogubiona, myślę jednak, że odnajdzie moc, która da jej oraz kibicom radość. Na razie zgrzytanie zębami fanów słyszałem aż w Katowicach, bo sporo kibiców jeździ z centrum śląskiej metropolii albo do Rybnika, albo pod Jasną Górę.

TOWARZYSTWO żużlowe “gada” o potędze Unii Leszno, mistrzach Polski, którzy mają zespół, który stosuje zasadę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Ktoś przegrywa, drugi nadrabia, nie ma słabości, taki Liverpool piłkarski, taki Baron jak Klopp. Zwykle jestem ostrożny w osądach, jednak Unia Leszno jest trafnie ustawiona, nie lekceważy nikogo, bo drobny błąd kosztuje a zwycięstwa mają smak rozkoszy. Nie można łatwo tracić kapitału byle czym. LESZNO jedzie! Rozprowadza rywali, nie zawsze od początku ale potrafi włączyć energię piekielną w decydujących chwilach, ma młodzież /“nauczyciel” Roman Jankowski/ udaną na torze, także poza nim. Team scalony umiejętnie od prezesa po sztab szkoleniowy. Fachowcy od żużlowej roboty, solidność wielkopolska bez pożyczek.

EKSTRALIGA jest na szczycie, w połowie tej góry jest pierwsza liga, zaś u podnóża druga linia. Różnice spore; polskie ligi zatrudniają wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia. W tym tyglu imponują mi tacy rutyniarze, jak Piotr Protasiewicz, który wjeżdża tam, gdzie innym trudno, ostro, jakby metryka nie miała strachu. Duńczyk Nicki Pedersen, trzykrotny mistrz szanuje siebie oraz innych, jest zawodnikiem, któremu przyklejono etykietę rozrabiaki. Panie i panowie –  dawno i nieprawda Mr. NP jedzie i walczy soczyście. Obok krąży młodzież polska i zagraniczna, Przyjemnie popatrzeć. Fantazja.

Nie wszystko jednak świeci się w żużlu, choćby pomysł wzięty z księżyca, czyli kwalifikacje, gonitwy czasowe przed turniejami Grand Prix. Bzdura totalna. Byli ongiś szkoleniowcy, którzy demonizowali czasy na treningach. Jak pięść do nosa pasowało, bo nijak się miał ten proceder do oficjalnych zawodów. Trening, jak sama nazwa wskazuje jest tylko pomocnikiem w grze. Dziś inne zawody, jutro inne, reżyseruje też pogoda, warunki zmienne. Kwalifikacje GP są grand inwencją do kosza. Mamy priorytetowe, konkretne ściganie pod dachem lub pod niebem i trzeba tam pędzić kilkadziesiąt sekund w szaleństwie ambicji bycia pierwszym na mecie. Po cztery okrążenia ileś tam razy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s