Deszcz confetti

Francuski pisarz, którego nie muszę afiszować, Wiktor Hugo, powiedział: „Weź Wersal, dodaj Antwerpię i masz już Bordeaux“. No tak, po kolei: „Bordo“ znamy nie tylko ze smaku win ale jest również miejscem na zachodzie Francji przepięknie ułożonym architektonicznie. Cudo, do „wydeptania“ uliczkami od rana do rana. Przywołałem Hugo, bo po kolejnym spektaklu na Stadionie Narodowym w Warszawie, przypomniało mi się, co powiedział a trawestując tę myśl dodam, że jeśli weźmiesz dawne londyńskie Wembley, dodasz Ullevi w Goeteborgu… będziesz miał Warszawę z „Narodowym“ w żużlowej edycji. Byłem tam, na południowej Pradze, tak się znów złożyło, choć nie wiem na jak długo. Niemal na progu trafiłem na polską ikonę Zenona Plecha i Kubę Kępę. Oczywiście nie uciekniesz od żużla, możesz od piwa ale nie od tego, on zakręca na amen. Jerzy Szczakiel za kilkanaście dni będzie miał operację biodra, przyjechał z Opola. –„Jurek, trzymaj się“. Szczakiel od złotych medali MŚ z lat siedemdziesiątych jeździ i jeździ na imprezy. Mistrz. Na stadionie barwnie, jak w książce dla dzieci, tłumy sympatyków z całej Polski, z zagranicy. – „ Co tak dużo kibiców sportowych“, dziwiła się Dalia Kostrzewska z hotelu Marriott, która już multum lat w tym miejscu podziwia fanów z różnych stron świata. Speedway, rozgadani Anglicy, rozbawieni Niemcy. Fans. Warszawa kusi ofertą nie tylko sportową, stadion jest celem, lecz mamy jego atrakcyjne tło, które nie daje spać. To nie Teterow w Niemczech, gdzie z lasu wyjeżdżają zawodnicy na tor. Każde Grand Prix powinno mieć ofertę także poza stadionem dla turystów.

A na stadionie hucznie i odświętnie, korowód ponad 50 tysięcy widzów. Dużo celebrytów w wydaniu rozmaitym, speedway przyciąga od 3 do 93 lat. Czerwony tor równy jak stół, sztuczna nawierzchnia ułożona przez Duńczyka, trzykrotnego mistrza świata i działacza rangi światowej Ole Olsena. Udało się, ole! Wykonawcy turnieju w przeddzień w tzw. kwalifikacjach ścigali się czasowo, solowo. Totalne nudna bzdura wymyślona przez międzynarodowe towarzystwo. Kto miał taki pomysł? Speedway, nie jest wyścigami kierowców F – 1, pierwsza edycja takich popisów i mam nadzieję ostatnia. Biało –  czerwono, w loży VIP – ów nad VIP – mi: szef polskiego futbolu Zbigniew Boniek a piłkarze nazajutrz rozstrzygali w Ekstraklasie o mistrzostwie Polski. Minister polskiego sportu Witold Bańka, lekkoatleta, nowy szef międzynarodowej organizacji walczącej z dopingiem WADA. Przyleciał Portugalczyk/oni prawie wszyscy są wyluzowani/ Jorge Viegas. Jak może nie spodobać się nowemu prezydentowi Międzynarodowej Federacji Motocyklowej taki show? Polska gościnność. Czekam na speedway w Lizbonie, na „żużlowe fado“! Władze FIM obradowały w Warszawie a clou była premiera na Narodowym. Spektakl w wielu odsłonach. Ściganie na torze nabierało rozpędu. Jednak, nie Polak, choć ma maleńką córkę Marikę z krwią duńsko – polską, pokonał wszystkich brawurowo, 31 – letni Leon Madsen, zawodnik częstochowskich Lwów. Żona jest Polką, Magdalena z Wejcherowa, bałtyckie powietrze tak dobre, jak duńskie. Madsen ma apetyt na odegranie dużej roli w serialu Grand Prix. Drugi był Szwed Fredrik Lindgren, również zawodnik częstochowskiego Włókniarza. Obaj następnego dnia na swoim torze w meczu Ekstraligi z Unią Leszno nie przyłożyli się, by sprostać Bykom. Przegrali sromotnie. Ktoś wspomniał o jakimś syndromie Jasona Crumpa. „Syndrom“ zmęczenia, odprężenia po trudach turnieju GP!

W tym kontekście nie raz pisałem, że mecze ligowe następnego dnia po zawodach o GP są bez sensu, choć nie dla wszystkich. Z Warszawy do Częstochowy jest blisko, lecz gdyby trzeba jechać np. ze Słowenii, spanie w aucie nie jest żadnym spaniem.

Trzeci był konsekwentny Patryk Dudek. Matka Honorata bardzo nerwowo, wulkanicznie niemal przeżywa jazdy syna. Pani Honorato, proszę dbać o zdrowie, spokojniej, lepiej dla syna – teraz i potem. Łatwo pisać, trudniej dusić w sobie emocje rodzinne.

Podium ominęli: trzykrotny mistrz świata Anglik Tai Woffinden, wyraźnie nie był spasowany do tej uwertury, Bartosz Zmarzlik przekombinował na starcie ostatnią szansę, by zadowolić siebie i kibiców.

Serial GP ruszył i będzie się nakręcał, 1 czerwca Krsko/Słowenia/ na naturalnym torze,  także na normalnej nawierzchni w Pradze 15 czerwca i tam już rozjaśni się sytuacja w układzie sił. Przyjechali do Warszawy czescy działacze z Petrem Ondrasikiem i Petrem Moravcem na czele. Oddani żużlowi od małego. „Plocha draha“ na Marketa będzie „krasna“. Kameralna, bezpardonowa.

Zakończenie imprezy w naszej stolicy było efektowne wizualnie, kilogramy płatków confetti wystrzeliwano i kolorowe papierki leciały bajecznie jak deszcz spod dachu na głowy a fani zbierali na pamiątkę, jakby na szczęście i kolejny tour do polskiej stolicy. Jeden sen się skończył, trzeba teraz czekać na następny, kiedy usłyszymy wreszcie Mazurka Dąbrowskiego. Wypadałoby wzruszyć się hymnem, bez wstydu łez.

Potem były powroty do domów i ligowe ściganie, na żywo i w TV.

Toruń przeżywa męczarnie, ciekawe jak długo, problemem jest nijaka atmosfera klubowa. A w piłkarskiej Ekstraklasie mistrzem Polski po raz pierwszy został Piast Gliwice. Jednogłośnie podkreślano rodzinną atmosferę w tym klubie. Waleczny, sympatyczny Joel Valencia, Ekwadorczyk, najlepszy piłkarz sezonu i jego koledzy chwalili domowe klimaty, autorytet trenera. Klubu. Wszyscy, zgodni. Mają sukces historyczny. O żużlowym Toruniu mówi się, że atmosfera w drużynie jest fatalna. Czarną owcą nie jest jeden zawodnik, przecież ktoś tam zarządza i bierze pieniądze za lokacje zawodników, roszady. Nerwy ponoszą sportowców wtedy, kiedy brakuje wodza z autorytetem, który scala team. W futbolu coach po tylu porażkach dostałby czerwoną kartkę, zresztą w każdym innym sporcie. Torunianie mielą słomę. Drużyna ma swoją historię, ładną, bogatą i marnuje personalnie dorobek. Ofiarami nie mogą być zawodnicy, czegoś im brakuje, gdy usłyszałem zestresowanego Duńczyka Nielsa Kristiana Iversena, było mi żal, że sport notuje takie obrazki goryczy. Ambicji nie brakuje, każdy chce ale oczekuje tchnienia ducha walki, motywacji, wspólnej wiary w sukces. Sport potrzebuje silnych charakterem ludzi, twardych na wyzwania a samo chcenie bycia menago nie wystarcza na ligowe wyczyny. Team toruński męczy się wewnętrznie, „respirator“ traci moc.

I tak dojechałem do końca tej opowieści; przed nami wszystko dopiero się zagrzeje i na rynku krajowym, ligowym i międzynarodowym;  oto Warszawa pokazała premierę do filmowania za 7 milionów złotych i nie wszystkich na to stać, lecz polski speedway jest bogaty nie tylko w kasie, także duchowo, fantazyjnie, choć czasem brakuje istotnej kropki nad „i“. Albo kilku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s