“Złotego” szampana pić

1. Powiało energetycznie nowym rokiem, rozkręci się i popędzi, fani będą spekulować i liczyć dni do premiery. Kibice jeszcze syci świątecznie, kluby marzeniami wypełnieni ale też obawami. Tam, gdzie budżety są polepione byle jak, bez gwarancji, tylko wyszykowane na użytek zdobycia licencji, może być kiepsko. Od lat na progu sezonu niby jest wszystko w porządku, lecz potem zaczynają się jazdy na wszystkie strony, bo ci co ofiarują oczekują chcą wyników. Na piękne oczy? Twarda ziemia ćwiczy kręgosłupy krętaczy. Komisja Licencyjna pracuje, nie ma słabego serca, ono bije w warunkach nie tylko ciepłej wody w kranie.

Cwaniackie poczynania mają pręgierz. Nie tak dawno w felietonie sugerowałem, by nieodpowiedzialnych “władców” klubowych 7 boleści, którym brakuje wyobraźni odsyłać “kurierem” bez opakowania do domu na własny koszt. Niech nie robią picu, bo budżet klubowy ma swoje zasady bankowe. No i extra nadzór dał czerwoną kartkę w Rzeszowie i Łodzi. Czar pryska, prywatne pieniądze mają banknoty z napisem obłuda. Ile trzeba włożyć, żeby “wyjąć” swoje inwestycje? Słyszę… “o kur…! Pieją! Bankructwo bywa klęską ignorantów, sytuacje w Łodzi/ pani prezydent miasta pomoże?/ i Rzeszowie/ katastrofa, wstyd dla polskiego żużla/ są różne, prezesi odmienni mentalnie, sezon pokaże jak będą cerować kasę. Liczę, że łódzki prezes zamieni się w orła i wróci do umoszczonego gniazda. Gorzej z rzeszowskim fundatorem dziwnych, diamentowych precjozów oraz aut, które nie mogą dojechać do wygranych. Obywatel I.N./ podobnie jak niejaki Vanna Ly, który miał uratować krakowską Wisłę/ stąpa po grząskim gruncie nie osusza, dolewa brudu, nie ma lokalnego poparcia dla nieporadnego działania. Powoli zostaje sam i widać, że ”król” jest nagi. Po co był ten cyrk w tak zasłużonej firmie pt. STAL? Kto dał przyzwolenie na dewaluację tradycji? Ubolewam. Ktoś wymyślił takiego gościa; to nie jest początek lat 90. A jednak duchy powracają. Koszmar zarządzania.

2.Nowe otwarcie ścigania się na torach nie zawiera rewelacji. Polskie kluby poskładały co miały w planie, dogadały się z zawodnikami jeszcze zanim zaczęły spadać liście z drzew. Tak jest od lat kilku; transfery, które rozpalały emocje przez zimę gasną jesienią. Potem zostają tylko, ci, którzy albo spóźnili się, przekombinowali, nie mieli forsy na kontrakty. Ligi z play- offami są ponad wszystko w najwyższej cenie giełdowej.

3.W połowie maja w Warszawie na Stadionie Narodowym święto żużlowe, resztki biletów/organizatorzy zaoferowali wariant cenowy, by stadion był pełny/ jeszcze do nabycia, co funduje atmosferę dynamicznego show, jakby koncertowała Madonna na motocyklu. “Dziką kartę” powinien dostać Bartosz Smektała, mistrz świata juniorów /odpukuję kontuzję/, rezerwę toru pilnować kolega klubowy z Unii Leszno Dominik Kubera. Zobaczymy, bo do rozdań przepustek jeszcze dużo czasu.

A kto będzie wrzeszczał do mikrofonu na stadionie? Zagłuszał skutecznie. Jest reżyser widowiska, który być może ustawi inteligentnie całość. Nie może być tak, że krzyk wdziera się w rozmowy na trybunach, trudno wymienić uwagi, bo ryk ogłusza. Radzę odsłuchać jak było i posadzić na widowni podpalonych mikrofonem, w ekstazie bez opamiętania. “Delikwenci” jakby na przekór opiniom jeszcze bardziej wzmagają moc. Czy nie można emitować muzyki jako zgrabnego przerywnika? Niezapomniany redaktor Jan Ciszewski, naturszczyk, zarówno mający przed sobą mikrofony radiowe czy telewizyjne, nie wydzierał się jak noworodek. Owszem, jest grupa, która z wyczuciem operuje głosem i wiedzą, jednak najgorsze są sytuacje, w których ”bohaterowie” uważają siebie bez skromności za bogów nie do skorygowania.Wymienić? Profesor Jan Miodek “wyceni”. Ciągle słyszę “dwa oczy”… inne pokraczne wypowiedzi, bez przeprosin.

Podobno… “wszechświat i głupota nie mają końca”/ Albert Einstein/.

4.Indywidualne mistrzostwa świata zamknięte w kapsule serialu Grand Prix mają liderów z mistrzem świata Anglikiem Tai’em Woffindenem. Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek, Maciej Janowski mieszają na podium ostatecznym. Może wreszcie ten ostatni pozbiera się skutecznie. Janowski, który w czasie sezonu ma różne fazy, potrafi wygrać, pojechać z talentem i doświadczeniem, ale i zaskakuje in minus. Zagadkowy gość, chwilami wygasa u niego determinacja, intuicja sprzętowa zawodzi a stać go przecież na złoty medal. Złudzenia płowieją z biegiem czasu. Wiara traci na wartości.

5. Ścieżki mistrzostw świata w różnych kategoriach na żużlu biegną koniunkturalnie labiryntem poszukiwań czegoś innego, burzą co było dobre, usankcjonowane a zamieniają w markę mało chwytliwą. Nie szalejmy. Idea wymyślonego Pucharu Narodów, to co hołubi siatkówka czy futbol przykleiła się do żużla. W piłce nożnej mistrzostwa świata, Europy były najważniejsze, jeszcze olimpijski turniej. Czas kopania jest napięty w ciągu roku. Jeszcze Liga Mistrzów, fascynująca w emocjach klubowych sław.  Krążą złe wieści o jej modyfikacji. A lansowanie Ligi Narodów w terminie zaraz po MŚ jest pakowaniem się w absurd. Ranga wydarzeń wypracowywana jest przez długie lata, marka zrodzona ad hoc w apartamentach bossów musi mieć zaplecze. Czy w żużlu tzw. Liga Narodów wylansuje się tak, jak drużynowe mistrzostwa świata? W nowym sezonie kolejna odsłona w rosyjskim Togliatti. Daleka droga i daleka promocja. Obserwuje się, że organizatorzy światowych imprez powiększają liczbę uczestników gier eliminacyjnych, finałowych. Elita jest powiększana na siłę, co nie oznacza jakości. Schematy wycierają się jak gumka, nowości nie mogą być małpim urządzaniem świata sportowego. Ilu kibiców wybierze się do Togliatti? Przekaz telewizyjny ratuje sytuację , choć nie do końca bywa promocyjny. Kibice nie nabiorą się na “przeceniony towar. Wybierają imprezy markowe.

6. W Warszawie, w maju będzie radośnie i hucznie w czasie GP. Grand Show obrasta w tradycję, atrakcje miasta dodatkowo przyciągają fanów. A finał serialu Grand Prix także tradycyjnie w Toruniu na Motoarenie. Tak blisko, a jednak jeszcze daleko. Trafniej byłoby kalendarzowo odwrócić kolejność turniejów. Stolica bardziej zasługuje na finał GP, więc dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiono. Panie Armando Castagna lepszy Rzym czy Werona?

Angielski Tai Woffinden, mądry obrońca tytułu dokłada do kufra kolejne złote medale. Za plecami ma koalicję polskich, zadziornych/ Srebrny Bartosz Zmarzlik ma najwięcej fanów/ chłopaków, którzy jak ferajna z placu “zabaw”, stara się zdominować /wreszcie/ podium IMŚ/GP. Cud? SPORT uwielbia figle, zaskakuje, dlatego jest tak sercowo hobbystyczny. Medale wiszą wysoko. Trudno. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana na pudle. Jesień nasza?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s