Zdarzenia mało codzienne

dnia

Kończy się rok 2018. Jeszcze trochę i go nie będzie, wejdzie w nasze życie nowy …Czas pędzi jak szalony. Cofam się… chcę coś przypomnieć, nie przenosić tej historii na 2019.

Był rok 1990, polska transformacja gospodarcza, która zdarza się tylko raz. Kto był mądry przetrwał, dziś jest zabezpieczony finansowo do trzeciego pokolenia nawet. Lata bujały łatwością obracania pieniędzmi, kontakty rodziły się na pniu, nowe projekty budowały konta. Szumiało w głowach. Rakiety tenisowe stały się pasją, w świetnych markowo autach rakiety były widoczne za tylną szybą. Bieganie nie było wtedy modne. Jednak z biegiem czasu kruszyły się fundamenty. Polski speedway skusił zagranicznych zawodników i tak markowych, jak samochody, którymi wożono ich na mecze. Era Bizancjum na torach PL! Kontrakt duńskiego mistrza Hansa Nielsena bajeczny, pierwszy mecz na wiosnę ligową w Lublinie był wydarzeniem takiego formatu, jak koncert Budki Suflera w Nowym Yorku. Bo do tanga trzeba dwojga, więc zaczęła się wirówka, Hans z krańca Polski wylądował w Pile i pomógł Polonii wyjechać z dołka na ligowy szczyt. Niesamowita atmosfera gorącego pieniądza, zachwyt kibiców, bo mogli dotknąć arcymistrzów torów. Tomasz Gollob podbija światowy rynek, mamy super lans. Kolorowo, głośno, buńczucznie. Polacy lubią zadęcie, skromność została za płotem.

1. Rybnickim klubem zawiaduje po mecenacie górnictwa człowiek, który nie wiadomo skąd się wziął. Biznes miał taki, że mocno szalał. Zawodnicy mieli przedsmak raju, bez spowiedzi i pokuty. Towarzystwo klakierów obnosiło pychę prezesa. Zapach mimozy nie był kwiatowy. Nic nie trwa wiecznie, każde konto bez kontroli kurczy się niebezpiecznie.

2. W Zielonej Górze w tym okresie nowy prezes, który nie szukał węglowych faktur, znalazł inne w lesie, gdyż runo bywa czasem złote. Jestem w Goeteborgu na Ullevi, finał IMŚ i zielonogórski biznesmen przylatuje z ekipą pochlebców samolotem prywatnym. Ogłasza, że u siebie zrobi rewanż za ten finał z nagrodą 100 tysięcy dolarów. Szok! Nowozelandzka ikona na emeryturze – Barry Briggs pyta mnie, co to za człowiek. Zdziwienie ogromne. Rewanżu jednak nie ma, trzeba spaść na oraną ziemię. Rybnicki prezes wpada w długi, faworyzowani zawodnicy zawodzą jego męską dumę. O polskim żużlu mówi się, że jest bogaty i nie ma umiaru, bo 2000 niemieckich marek za punkt fruwało pod i nad stołem. Kluby płacą różnie, zwichrowane lata uciekają jak woda w górskich potokach. Obywatel Gollob wjeżdża triumfalnie na stadiony, jest rozchwytywany jak hollywoodzki aktor. Wygrywa, rośnie w siłę a z nim polski speedway. Polscy kibice widoczni są wszędzie, jak na skoczniach narciarskich kiedy fruwał Adam Małysz, po zjedzeniu bułki z bananem.

3.Każda bajka ma koniec, bardzo różny, bo normalność nie jest w gatunku bajek. Inny sort ludzi wymienia tych, którym woda sodowa zamąciła głowy. Jest tak jak jest, polscy zawodnicy, wyrobnicy czekają na wypłaty, bo elita zagraniczna bez kłopotów szantażuje i nie jest przyzwyczajona do czekania na honorarium. Eldorado zostaje porysowane; to co było w cenie, staje się kłopotem. Speedway notuje regres w Anglii, Dania ligowo jest cienka, bez szaleństw, Szwecja gospodarnie przyciąga na pikniki, Polacy chętnie za Bałtyk wyjeżdżają, taki mały “potop” w drugą stronę. Każde życiowe etapy mają różny przebieg, nie ma idealnych sytuacji. Na tyle jesteś bogaty, ile zaoszczędzisz.

Formuje się polska Ekstraliga, dwie pozostałe ligi wegetują i liczy się przetrwanie. Żużlowe życie między Bugiem a Odrą kształtuje swoją egzystencję. W klubach panują odmienne warunki, budżety wirtualnie konstruowane zimą padają w połowie sezonu. Jeśli w Szwecji czy Anglii organizatorów zadawała podczas ligi kilka tysięcy fanów, to w Polsce poprzeczka finansowa szacuje się w elicie na ponad 10 tys. kibiców. Absurdy. A bywa przecież więcej. Mało? Rosną koszty utrzymania żużla, staje się on sportem nowoczesnym technicznie, lecz drogim. Przygotowywanie silników jest kosztem pokaźnym Dają jakoś radę. Sponsorzy wspomagają reklamami pod warunkiem udanych wyników. Bez ulgi. Układy, kompromisy, sztukowanie, pozorowanie. Jedni udają, że nie widzą zjawiska, drudzy z zazdrości kapują gdzie trzeba. Świat wariuje poza torami. Polska elitarna liga ściąga najlepszych zawodników, ci dobrze wiedzą, że tylko u nas można zarobić. Polski rynek staje się dominujący, dalej bessa. Jak długo?

Żużlowa władza światowa wskutek hołubienia turniejów Grand Prix działa bez wyobraźni. Polska chcica organizowania GP psuje międzynarodowy plac. Nie można przecież budować monopolu, jest mało atrakcyjny w treści. No ale show musi trwać, więc nie brakuje klakierów, którzy przyczepieni do żużla rozpowiadają, że kochają ten sport od dziecka. Widzimy gołym okiem ignorantów, którym wydaje się, że wszystko jest cacy. Otóż nie. Polska koniunktura na speedway jest globalnym fenomenem. Nie zgłębiono dotąd socjologicznie zjawiska, które leci w chwale i sławie z sezonu na sezon już kilkadziesiąt lat /choć kibiców w niższych ligach coraz mniej/. Niektóre kluby przeżywają upadki, podnoszą się, ratują prestiż przed lokalną władzą. Inni bezradni. Hallo, hallo, SPORT nadal jest nośnikiem reklamy wielu celebrytów, miast, regionów. Prezesi jak narcyz na wiosnę mizdrzą się na antenach TV a nie zawsze im do twarzy. W emocjach głupota ma skrzydła. Kłusuje. Gorszy łasi się do gorszego. Ortografia fatalna.

XXX

Oj, tak. Nie wyobrażałem sobie, że historia powtórzy się sprzed wielu lat. Oto w Rzeszowie mamy analogiczną sytuację, choć inny czas, inne warunki, pesele też. Charaktery powtarzają się w innych marynarkach, butach a mentalność podobnie ulepiona. Nie mogę uwierzyć jak można dopuścić kogoś na klubowy salon, kto tylko chce być prezesem klubu? Kto wydaje licencje na organizowanie imprez, które fatalnie psują wizerunek sportu? Komisja śledcza polskich władz motorowych powinna skontrolować rzeszowską glebę. Nie masz kasy, nie pchaj się na afisz. Klakierzy bywają wszędzie i fałszywie grają na plus albo minus. Gdzie zatuszowano normalność? Jak można kalkulować imprezę z budżetem byle jakim. Kabaret nad Wisłokiem ma nie tylko humorystyczne oblicze. Oto wdowa po tragedii męża oczekuje w Ostrowie Wlkp. na zaległe pieniądze. Dramatyczny wstyd, niestety kodeks karny nie obejmuje bezczelności. Gdzie honor ale przede wszystkim kontrola klubowego podwórka, które “hula” jak chce? Temu dać, temu nie zapłacić a dziwaczne plany emitowane są w świat. O powodzeniu firm, ich marce decydują ludzie, zgrane, normalne działania w zespołach. Rzeszowski klub jak stal w tradycji kiedyś wielosekcyjnej nie jest wprawdzie marką, jak… Bayern Monachium. Inny BAJER podkarpacki. Klub zwinął niegdysiejsze “ folie”, nie jest obecnie przedsiębiorstwem, które budzi zaufanie. Dziwny geszeft z odłamkami wątpliwości. Bolą. Tak nie można. Nie znam osobiście prezesa Ireneusza Nawrockiego i wcale nie “tęsknię”, choć kocham od urodzenia Podkarpacie.

Na początku felietonu wymieniłem rybnicki i zielonogórski klub; w pierwszym prężył muskuły Roman Niemyjski, w drugim zbierał leśny susz na klubowe, wystawne życie Zbigniew Morawski. Teraz mamy nieporadny rzeszowski casus, który jest przykładem kuriozalnego prowadzenia klubu z soczystą historią przecież. Co tam jeszcze można spier…

Same chęci i nieobliczalne ego niestety nie wystarczą. Trzeba liczyć siły na zamiary. HONOR błąka się nędznie, problemy spiralnie oddalają ich załatwienie zwyczajnie po ludzku.

WYOBRAŹNIA jest darem, jej brak powoduje konflikty a cnota uczciwości deptana. Już dość blamażu w mieście, w którym długo i mądrze rządzi prezydent. STOP.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s