Nie tak prędko, spokojnie przejedziemy całą Polskę, odwiedzimy kluby, których zmartwieniem jest budowa formacji na nowy sezon. No i zasłużone wakacje, zachód Polski, Ziemia Lubuska – tamtejsze derby wycisnęły adrenalinę na maxa do beczek.

GORZÓW Wlkp. Stal jest jak stal. Kraina talentami płynąca, Edward Jancarz zasłużył na fakt nazwania jego imieniem stadionu. To on razem z Zenonem Plechem stawali na podium mistrzostw świata w różnych kategoriach. Sukcesorem tych zwycięstw jest Bartosz Zmarzlik; wyrósł fizycznie, psychicznie zmienił się, sportowo udoskonalił. Ma brązowy medal i srebrny indywidualnych mistrzostw świata, brawurowo pokonuje tory, ściga fantazyjnie, może jeszcze brakuje wyrachowania, typowego cwaniactwa. Będzie wcześniej czy póżniej mistrzem świata. Stal w historii jest wielokrotnym drużynowym mistrzem Polski, rywalizowała na tym tronie z rybnicką stajnią. Trener Stanisław Chomski doprowadził team do wicemistrzostwa Polski, bo Unia Leszno była równiejsza, kompletniejsza. Gorzowianie od dawna mieli profesjonalny klub w oparciu o firmę przemysłu maszynowego. Nie można martwić się o następców Zmarzlika, taki fighter działa na wyobraźnię chłopców. Derby Ziemi Lubuskiej zawsze były klasykiem, oto Stal walczyła z Falubazem Zielona Góra na krawędzi ryzyka. Czasy zmieniły się ostatnio, bo Falubaz cierpi, posypało się tam trochę spraw ale chyba odsypie.

ZIELONA GÓRA. Fani tego klubu wszędzie widoczni. “Myszki Miki” z Patrykiem Dudkiem na czele, którego kontuzja wyeliminowała z pewnego podium tegorocznych MŚ. Ma już srebro, medale Polacy zgarniają jak kasztany. Atmosfera na stadionie zielonogórskim jest gorąca, hasła malownicze, doping zagłusza tych, co chcą mówić głupoty. Ostro, bardzo ostro. I jest tam mag, weteran z tamtych stron o przeszłości bujnej jak jego broda, Piotr Protasiewicz. Nie jeździ z zamkniętymi oczami, ma za dużo do stracenia, jako kapitan znaczy wiele, jak na statku. Falubaz w swojej historii klubowej ma “na sumieniu” znaczących wychowanków, którzy jako młodzi robili rewolucję w polskim żużlu. Wymienić? Brakuje miejsca. Na drogowskazie mam inny plac.

WROCŁAW. Miasto bogate i atrakcyjne turystycznie. Od lat 60 – tych byli tam działacze, którzy zawzięli się, by w trudnych momentach naszej rzeczywistości urządzać dla świata mistrzostwa. Udawało się znakomicie, sympatyczni przesiedleńcy ze wschodnich dawnych terenów Polski. Lwowiacy. Kiedy pytano kogoś, gdzie mieszka a ten mówił, że we Wrocławiu, to słyszał a… czyli we Lwowie. Sparta ma markę niekwestionowaną w polskim żużlu, sportową, organizacyjną. Stadion jeszcze z czasów przedwojennych uszykowany na letnie igrzyska w Berlinie został niedawno przebudowany. Presja na ligowy wynik w Sparcie jest bezwzględna, nie zawsze jednak sport jest w stanie pokonać bariery. Wrocław był i będzie areną imprez z pięcioma gwiazdkami. Miasto sprzyja dużym wydarzeniom. Klub owiany jest legendą.

OPOLE. Kolejarz. Stadion ciasny z mikro atmosferą wyłącznie dla żużlowych wyścigów. Obok duże zakłady naprawcze taboru kolejowego. Stamtąd pochodzi kilka cennych nazwisk, Andrzej Grodzki działacz marki międzynarodowej, syn sędzia, Marian Spychała był szkoleniowcem reprezentacyjnym. Jak na tak mały stadion dużo się działo. Reanimacja klubowa trwa. Wytrwałość grupy podtrzymującej “tlen”… może okazać się skuteczna, by”pacjent” dawał nadzieję na przetrwanie. Trzeba jednak więcej.

RYBNIK. Skarbnica polskiego żużla, ba! Europejskiego, światowego nie może ominąć tego miasta. Kuźnia ścigantów, historia jest nauczycielką życia. Podobno. Ile z tego wzięli obecni sygnatariusze klubowi? Pukają do elity, chcą, kibice są wierni a talenty “szprycują” od lat inne kluby. O Rybniku mówi się i będzie mówić. Tam organizowano turnieje rangi mistrzostw świata. Robiono z górniczą atencją, dziś mamy inne patronaty, które powinny widzieć w żużlu szansę na sportową sławę. Futbol gdzie? Koszykówka, lekka atletyka? Był tenis stołowy, dżudo… Klub dawniej wielosekcyjny. Na wypalonej ziemi speedway jest okazją dla podniesienia sportowej rangi tego miasta, które zasługuje na mecze elitarne, turnieje honorowane globalnie. Litania nazwisk rybnickich sław żużlowych zobowiązuje; Antoni Woryna, Andrzej Wyglenda, bracia Tkoczowie… Czy wnuk Antka Woryny, Kacper byłby lepszy, gdyby dziadek żył? Na pewno potrzebuje mentora, bo maturę zdał, czas na uniwersytet i dyplom na torach. Wnuk jest kokietowany przez inne kluby, wierność ma swoją cenę.

CZĘSTOCHOWA. Pielgrzymki żużlowe jeszcze do Włókniarza nie chodzą. Ale mogą. To jest klub, który spadł z wysokiego drzewa i podniósł się bez większych okaleczeń. Owszem były bóle, niewłaściwe płynne dowodzenia. Dziś jest logistyka i plan aby wjechać na podium ligowego szczytu. Teraz nie udało się, częstochowianie kochają speedway jak Jasną Górę. Marek Cieślak wrócił po peregrynacjach klubowych do swojego matecznika i mimo upływających lat z takim doświadczeniem powinien zaakcentować swoją obecność kolejnym medalem do worka. Ten worek jest już ciężki a złoto prześwituje wyraźnie. Włókniarz, ze lwami w herbie montuje ekipę na play – offy, prezes Michał Świącik nie daruje niczego. I nikomu. Każdy talent wart jest medalika.

KRAKÓW. Dawna Nowa Huta ze stadionem Wanda. Robią co mogą aby nie wypaść z nurtu. Miasto ma ogrom sportów, dominuje oczywiście futbol i trudno przebić się z niszowym żużlem pod Wawelem. Może znajdzie się wreszcie sponsorski król. Jak długo na Wawelu brzmi Zygmuntowski Dzwon… Historyczna Wanda nie chciała kiedyś Niemca i wpadła do Wisły, mam nadzieję, że wegetujący klub uratuje swój byt.

TARNÓW. Legenda. Unia w dzielnicy Mościce i koncern Azoty a stadion miejski marny. Byli mistrzowie Polski obsunęli się w dół, elita nie dla nich. Szkoda. Duch Szczepana Bukowskiego błąka się po zakamarkach tego klubu, bardzo zasłużonego dla polskiego sportu. Tarnów i okolice nie mogą istnieć bez ścigania na torze. Dewizą zwykle byli eksportowi gracze spod taśmy. Janusz Kołodziej “popłynął” do Leszna, choć nad Dunajcem lepsze powietrze. Kto wskrzesi speedway na poziomie zbliżonym do czasów, kiedy startował Tomasz Gollob a bracia Rempałowie fruwali między bandami. Wydaje się, że problem nie tkwi w kasie tylko w kierowaniu przedsiębiorstwem, bo takim jest dziś każdy klub. Unia to marka, firma w herbie z Jaskółką, gdzie uciekła moc skrzydełek?

XXX

“Za rzekami i górami” dawno temu w pobliskiej Machowej, wsi podtarnowskiej – Piotr Rolnicki zbudował stadion ze świetnym torem. Taka perełka nie tylko szkoleniowa. Niestety nie dał rady finansowo, “zjadła” go jeszcze dodatkowo liga. Brakuje takich miejsc! Z tego wszystkiego jest jednak “ślad”; Patryk Rolnicki, syn, który zaczyna karierę w Tarnowie. Po torze w Machowej zostało pole i hula tam wiatr.

ŁÓDŹ. Żużel nie jest w centrum zainteresowania. Jak to zrobiła familia Skrzydlewskich, że miasto ma nowy stadion żużlowy? Fenomen na miarę popularnej Prezydentki! Piłka nożna jest na ustach, choć firmy ŁKS i Widzew nie grają, jak za czasów Zbigniewa Bońka. Speedway w cieniu, Witold Skrzydlewski, który ma potężną władzę nad duszami, człowiek wyluzowany nie szasta swoimi walorami pieniężnymi. Ostrożnie działa, w odróżnieniu od tego co robił Karkosik w Toruniu. Łodzianie jak przystało na tradycje przemysłowe tego miasta tkają nie w szklanych domach. Skrzydlewscy wiedzą co czynią, bez szumu robią swoje. Mają swoje zdanie w polskiem żużlu i tego się trzymają.

KROSNO. Nowa – stara twarz. Zniknął czarny pył kominowy z toru. Jest czysto a jak będzie z wynikami pokażą działania nowych władz odmienionego w strukturze klubu. Nadziejami nikt nie utrzyma się przy życiu, potrzeba nie tyle rozgłosu, co drużyny. Krosno ma swoją przeszłość, dawne czasy braci Owoców i potem zawodników komponowanych na miarę skromnego budżetu. Miasto na Podkarpaciu ma kilka znaczących firm, które powinny wspomóc inicjatywę odbudowy. Kameralny stadion w mieście potrzebuje widowisk o których będzie się mówiło w okolicy.

RZESZÓW. Nowa władza, Ireneusz Nawrocki wije się z kasą, speedway wyżyma co się tylko położy na stole, nie ma zmiłuj się! Rzeszowianie podskoczyli wyżej w lidze, kiedyś byli na topie, lecz tamte dzieje zawinęły się w folie. Amerykański weteran wojen żużlowych Greg Hancock jest twarzą Stali, mistrzem długowieczności jazdy na torze. Czym skuszono Grega do Rzeszowa pozostaje tajemnicą prezesa. Nawrocki ma asa i wydatki, i będzie miał coraz większe, jeśli chce sprostać ambicjom. Prezydent miasta Tadeusz Ferenc jest ikoną na tym fotelu. Miasto wspiera żużel, kibice wierzą, że będzie lepiej, nie zawsze wiara czyni cuda, Harry Potter potrzebny do szaleństw. Ostrożnie jednak, Hancock to nie drużyna.

LUBLIN. Bo do tanga trzeba dwojga. Do tańców wielu. Lublin awansował do ścisłej elity a tam nie ma żartów. W elicie rządzą mocni gracze, składy zmontowane na filarach finansowych nie od parady. Cieszy awans lubelskich animatorów, ale też mobilizuje całe środowisko do zebrania się w siłę, która pokaże w Polsce, że awans jest dopiero początkiem kłopotów w ustawieniu strategii. Oczekiwania nad Bystrzycą są ogromne, ostatni mecz barażowy z rybnickim zespołem pokazał charakter zwycięstwa. Udało się a co dalej wydarzy zobaczymy. W Lublinie jak w motorze wrze, ambicji nie można schować do pudełka, buzują, więc liczy się wszystko i każdy, który dołoży do budżetu. Zbudowanie składu zespołu jest sztuką na miarę pozostania na dłużej, niż jeden sezon w gronie najlepszych. Sukces nie jest tani, kosztuje, czasem tanie bywa w końcu drogie.

XXX

W Świętochłowicach ma powstać nowy stadion na Skałce, w ślad za tym idą tendencje narodzin nowej drużyny. Trudna sztuka, nowe ściany i ludzie. Od nich zależeć będzie powodzenie projektu. Tradycje świętochłowickie nie zaczynają i kończą się na rodzinie Waloszków, z Pawłem, niedawno zmarłym, jako mistrzem nad mistrzami. Zgoda działaczy, całego środowiska pokaże czy można zbudować coś atrakcyjnego.

XXX

Mamy też światowe wizytówki stadionowe, bez udziału ligowej rywalizacji. Warszawski Stadion Narodowy gości turnieje Grand Prix. Przyjemności stolica dostarcza nie tylko przy okazji żużla. Komplety widzów świadczą, że centralne, wygodne położenie wygodnego stadionu, sztucznego toru, ściąga kibiców z całej Polski.

Odżył w podobnej konstelacji chorzowski Stadion Śląski. Też ze sztucznym torem. Dwa giganty stadionowe.

“Śląski” ma historię sportową bogatą i barwną, w tym żużlową zapisaną sukcesami organizacyjnymi z frekwencją rekordową w ramach starego stadionu, bo aż 100 tysięczną publicznością. Spektakularne wydarzenia ze Śląska obleciały cały świat.

“Narodowy” w stolicy tworzy księgę, którą akceptują kibice gremialnie, oto na przyszłoroczny turniej Grand Prix w maju sprzedano już ok. 30 tysięcy biletów. Będzie w znów spektakl, który nie pozostaje bez echa w atmosferze żużla, któremu nie grozi starość. Kibice w Polsce znający się na żużlu lubią takie spektakularne wydarzenia.

NIE odbierając niczego Toruniowi, ale właśnie WARSZAWA powinna wieńczyć koniec każdego sezonu finałem Grand Prix; taki “bal” żużlowy należy się światu i Polsce tylko na “Narodowym”. Warunki wyśmienite a stolica dodaje splendoru różnej barwy i treści.

Cdn.