59f085ab1f049_o,size,969x565,q,71,h,ef21ad

I znów One, w poprzednim felietonie tytuł był One Szczakiel, teraz znów lokowany produkt z toruńską nazwą firmy, która zdobywa z uporem rynek żużlowy. Nie odpuszczą! I oni , i śląska grupa trzymająca władzę na kultowym obiekcie. Speedway wystartował po latach przerwy na Stadionie Śląskim meczem Polska kontra Reszta Świata, wygranym przez wybrańców trenera Marka Cieślaka dwoma punktami w ostatnim wyścigu. Szkoleniowiec denerwował się przed startem, który decydował o zwycięstwie, bo “ wypadało wygrać inaugurację żużla na historycznym obiekcie”. Jasne. I znów się sprawdziła intuicja częstochowianina, który jako trener kadry zalicza ostatni sezon, a wszystkie w jego bogatej karierze, przyniosły worek medali dla reprezentacji Polski. Komu przypadnie reprezentacyjna scheda po Cieślaku? Radzę mocno się zastanowić i wybrać fachowca. I dla seniorów, i dla młodzieży. Kto brzęczy w uszach? Jest kilku chcących błyszczeć na międzynarodowym forum. Ilu faktycznie? Dwóch, na razie trzymam w tajemnicy, to moje przemyślenia. Celebrytów i udawania polski speedway nie potrzebuje, normalność jest cnotą, przewidywanie sztuką życia.

Wjeżdżam na Stadion Śląski i obszar Karola Lejmana oraz Jana Konikiewicza, którzy wpadli na pomysł utworzenia firmy, która obnaży luki żużlowych speców spod znaku Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Nie wbili się z pomysłami na forum zarządzane przez Włocha Armando Castagnę, dość często przeze mnie lokowanego w felietonach. Jego szefowanie jest podtrzymywaniem żużla pod kroplówką, nie ma kreacji, ludzie z jego szeregów nie wychodzą przed orkiestrę. Serial Grand Prix, obojętnie co mówią i klepią ludzie pracujący w tej przestrzeni, zużywa się już wyraźnie. I tylko polska strona jest łakoma turniejów, które mają frekwencję zadziwiającą świat. Niszowy sport oddycha płucami znad Wisły. Lejman i Konikiewicz trwają na posterunku i organizują imprezy rangi światowo – europejskiej. Nie ma nici kompromisu z FIM, bo to właśnie oni wyraźnie dowiedli, że mogą kręcić lody. Speedway jest sportem małym o dużym zainteresowaniu hobbystów. Nie wszyscy jeżdżą od imprezy, do imprezy. W domowym zaciszu śledzą wydarzenia, notują, zbierają gadżety, robią statystyki. Fenomenalni kibice tworzący łańcuch wiedzy o żużlu w skali globalnej. Inni mają możliwości oglądania na żywo meczów, turniejów. Wszyscy jednak marzą o jednym, totalnym wydarzeniu w roku, które umożliwi spotkanie pokoleń, mistrzów i outsiderów. Z całego świata, takie żużlowe forum, towarzyska randka z miłości do żużla. Były takie w przeszłości, lecz zostały zastąpione kilkoma, mniejszymi. Nie każdy ma czas i pieniądze, by objeżdżać wszystko, co chciałoby się zobaczyć. Może wróci sentyment realny? Nie wiem.

Siedzę w poczekalni u dentystki katowickiej, obok zaczyna się dyskusja na temat… żużla, jedna pani drugiej pani chwali się, że ma już bilety na finał SEC (15 września, godz. 20) na Stadion Śląski. Podlałem ”oliwy” do tej dyskusji. Entuzjazm z okazji żużlowego ścigania przyćmił to, co miało się odbyć na fotelu dentystycznym. Miło. Come back speedway’a na śląski obiekt w parku, który jest oazą przyrody i wypoczynku dla tysięcy ludzi, został przyjęty, jak się w różnych miejscach tego regionu zorientowałem, z niekłamaną satysfakcją, że “będzie znów się działo”, jak dawniej.

Pierwsze koty za płoty już za One Sport. Teraz zjawi się znacznie większa publika, na meczu było blisko 20 tysięcy ludzi. No, no… mimo telewizyjnych przekazów kibice chcą zobaczyć na żywo ostre ściganie. Dla jednych nowość, dla pozostałych powrót do wspomnień od roku 1973. Premiera stadionu ze złotym medalem Jerzego Szczakiela wryła się mocno. Nie ma już 100 tysięcznej widowni; czasy się zmieniły, telewizja zapewnia wygodę oglądania w domu – na kanapie, w fotelu, choć atmosfery na żywo nic nie zastąpi. Spotykałem teraz kibiców z południa i wschodu, z północy i zachodu Polski. Zadowoleni, choć było krzykliwie i za głośno. Sędzia i podprowadzający przejęli się tym wydarzeniem na tyle, że nie można im wystawić dobrych ocen. Ale… nie nawaliła maszyna startowa i nie trzeba było startować na zielone światło, jak w meczu Ekstraligi następnego dnia na innym stadionie. Niemal wszystko zagrało i pogoda zrozumiała intencje takiej imprezy. Luz, ściganie bez napinki, wszak dzień później były ważne mecze play – offów, które drapieżnie mobilizowały zawodników. A propos startów na zielone światło, byłem kilka razy świadkiem takich sytuacji. Coś tam się psuło… We Wrocławiu zbulwersowało mnie ostrzeżenia dla Janusza Kołodzieja, kiedy już startowano bez tasiemki. Brak empatii sportowej Artura Kuśmierza, zalecam wpierw pomyśleć, potem wydać decyzję. Arbiter za psucie meczu pozostaje bezkarny? Dlaczego? W tym sezonie jest sporo nawalanek sędziów. Nie tylko na startach.

Pierwsza impreza anno 2018 na Stadionie Śląskim była “treningiem” przed ostatecznym finałem indywidualnym mistrzostw Europy. Udało się. Ściganie będzie ostrzejsze, zwykle solowe wyścigi są bardziej zacięte. Jaki zagrają hymn: duński, polski? Tor wytrzyma? Zawsze są dyskusje, jaka nawierzchnia by nie była… To jest materiał położony na bieżni lekkoatletycznej, tartanowej. Po finale SEC – u już go nie będzie, poczeka na następny rok, gdyż nie wyobrażam sobie, aby toruńscy inicjatorzy odpuścili śląską aglomerację. Stadion również kupił tradycję odnowioną, przepakowaną i niech zarządzający nim ludzie twardo tego się trzymają. Karol LEJMAN i Jan KONIKIEWICZ robią swoje, ten duet powinien kiedyś wziąć w pakiecie/ zamiast BSI/ organizację prestiżowych wydarzeń żużlowych na świecie. Polska swoim wkładem w istnienie speedway’a zasługuje na taki proces dziejowy: organizacją imprez, wynikami sportowymi, utrzymywaniem światowej elity i szkoleniem zdolnej młodzieży w ligach. Organizacyjnie historia pokazała, że Polacy potrafią urządzać speedway na poziomie.

15 września kolejna szpila między turniejami Grand Prix, ligowymi play- offami. Scena Stadionu Śląskiego po raz drugi, po solidnej reanimacji podnosi przyjaźnie kurtynę na żużlowe widowisko bez tajemnic. A więc – jazda! Madsen, Hampel, Lambert? No kto?