marek wojaczek

Ale wpierw o bardzo smutnych wieściach. Sport żużlowy traci ikony, życie wygasa, teraźniejszość przechodzi na drugą stronę, do wspomnień. Oto w Gdańsku zmarł wielokrotny reprezentant Polski HENRYK ŻYTO/1936/, medalista mistrzostw świata. Nestor, sympatyczny zawodnik, który życie poświęcił żużlowi. Wielkopolanin, urodził się w miejscowości Poniec. Startował w Unii Leszno, jakżeby inaczej, potem w Gdańsku, jeździł w Anglii, w Coventry. Mistrz Polski, złoty medalista MŚ, uczestnik finałów. Bogate dossier tego zawodnika, który prezentował skuteczny styl jazdy, zwinny, efektowny. Heniek zmarł. Wielki żal. Legenda odeszła ale historia została na zawsze. Był, trudno tak pisać, BYŁ człowiekiem, który dla żużla oddał wszystko do końca.

Pogrzeby są smutnym ceremoniałem, chcę i muszę napisać, że nie wiem dlaczego władze żużlowe niby uczestniczą w tych wydarzeniach ale bezszmerowo, bez należnego szacunku nie wspominając słowami dokonań ludzi zasłużonych. Smutne, prawdziwe. Już kilka lat temu na pogrzebie cenionego, byłego zawodnka, trenera klubowego oraz reprezentacji Polski, Mariana Spychały w Opolu władze milcząco potraktowały uroczystość. Zgroza, nie tylko koleżeńskość nakazuje mimo wszystko obowiązki. Nie można tego potem naprawić, pogrzeb jest tylko raz. Memento.

A w Czechach zmarł na raka Vaclav Verner/1949/, reprezentant Czech, uczestnik finałów światowych, mistrz tego kraju, znany i ceniony nie tylko jako zawodnik ale i jako twórczy człowiek dający temu sportowi doświadczenie i wiedzę. Startował także w angielskiej lidze, w Exeter i Poole. Na koniec swojej działalności pomagał nowozelandzkiemu internacjonałowi Ivanowi Maugerowi w Australii, przy organizacji imprez. Rozmawialiśmy rok temu podczas Grand Prix w Pradze, wyglądał bardzo źle i mówił, że odchodzi na „drugą stronę rzeki“ i wyrokował, że wkrótce, bo miał pełną świadomość choroby. Pocieszałem, dziękował, ale wiedział, co go czeka. Nie spotkamy się już na tegorocznym turnieju GP w Pradze w maju. Cześć Jego Pamięci.

Miroslav Verner/ 1938/ jest najstarszym z tej trójcy braci; Milo długoletni, bardzo ceniony działacz międzynarodowy/ już na emeryturze/, też zawodnik, mieszkający w Mlada Boleslav. Znamy się przyjacielsko, bywał wielokrotnie w Polsce. Był działaczem Międzynarodowej Federacji Motocyklowej rzeczowo oceniającym sytuacje, bez bicia piany. Fachowiec. Odbierany wszędzie z sympatią i szacunkiem. Był rok temu na GP w Pradze, centralnej imprezie żużlowej w Czechach. Zapraszał na wino do siebie.

Najmłodszy z braci Jan/ 1951/, podobnie jak starszy Vaclav, ma trochę więcej sukcesów sportowych. jednak bez kontynuacji działania po zakończeniu ścigania. Ciekawa rodzina VERNERÓW, która w żużlu napisała małą trylogię, w ramkach światowych, bogato z czeskimi.

Personalia mam dziś na klawiaturze. Poruszam permanentnie temat, że Polak mając fundamenty popularności żużla nad Wisłą, powinien zmienić w fotelu zarządzającego światowo Włocha Armando Castagnę. Tylko kto?! Trwa i na tych łamach „ranking“. Piotr Szymański, szef polskiego żużla albo Stępniewski, prezes Ekstraligi. Pierwszy w pewnym okresie pojawił się na scenie niespodziewanie, mało znany, człowiek znikąd. Przepraszam, z Ostrowa Wlkp. Drugi z obszaru Romana Karkosika, byłego wodzireja toruńskiego klubu. I Szymański, i Stępniewski uczestniczą w pracach międzynarodowej komisji światowej. Ich opcja oraz inwencja pozostaje tajemnicą. Środowisko nie przepytuje, więc cisza trwa. Piotr Szymański kieruje nadto żużlem w ramach europejskiej Unii, od niedawna. A ma tam prawą rękę w osobie byłego, międzynarodowego sędziego Marka Wojaczka, działacza Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Klocki ktoś ułożył sprawnie. Wojaczek był nadto szefem alternatywnej grupy sędziowskiej, która zrodziła się w opozycji do innej grupy arbitrów pod dyrekcją wspomnianego Szymańskiego. Stowarzyszenie Sędziów Żużlowych, działa teraz pod okiem Jacka Ziółkowskiego. Grupy się ścierały. Wojaczka już tam nie ma, zajął się sprawami międzynarodowymi w granicach europejskich, choć jego ambicje sięgają większego obszaru działania. Szymańskiego chwalą a Wojaczek robi co może. Do GKSŻ warto wrócić innymi drzwiami.

Speedway jest małym sportem w kryzysie. Nie oszukujmy się i nie podniecajmy polską frekwencją. Działacz o długiej karierze i znawca tematów zagranicznych Andrzej Grodzki z Opola, ojciec sędziego międzynarodowegoWojciecha /z pokolenia Wojaczka/ indagowany o sytuację żużla na świecie oświadcza na łamach TŻ, że jest sercem i chyba wszystkim innym za serialem Grand Prix. Otóż mam, i nie tylko ja, odmienne zdanie, bo ten sport Andrzeju potrzebuje mocnego kopa i jednego mega wydarzenia! Aktualne decyzje rugujące drużynowe MŚ jest idiotyzmem w skali światowej. Nie robi się nic, żeby uratować te rozgrywki, tylko zamienia na ściganie par; białe rękawiczki na czarne. Na szczęście jazdy parami hołubi One Sport z Torunia. FIM obcina bezceremonialnie tradycję i jakość. Destrukcja poszczególnych nitek MŚ wykańcza całość. Mam nadzieję, że nie doczekam, kiedy na arenie międzynarodowej zostanie tylko zrutynizowany serial GP. Odnoszę wrażenie, że po okresie złotej ery polskich działaczy międzynarodowych /p.p. Matuszak, Pietrzak, Flasiński, Jabłkowski/ obecni uczestniczą w gremiach, ekscytując wybrańców polską ligą, właściwie tylko jedną/ Ekstraliga/ oraz barwną organizacją imprez. W historii polskiego żużla, nawet, kiedy nic nie było na półkach, polska sprawność i gościnność zawsze robiła pozytywne wrażenie od Wrocławia przez Leszno do Katowic.

Fotel światowego guru żużla jest pokryty włoskim aksamitem; nowe wybory jesienią, Armando Castagna nie zrezyguje, bo ma ciekawe zajęcie. Nie dokłada, rodzinny biznes ma się dobrze. Z kim będzie się ścigał na wyborczych kartkach pokaże czas. Po dawnych szefach światowej centrali Władysławem Pietrzakiem, Słoweńcem Franci Novakiem, Niemcem Guenterem Sorberem, Włochem Renzo Giannim, trwa włoskie dolce vita.

I chyba tak pozostanie. Ciao!