Moje fado

dnia

1 - Singer of Fado-1W portugalskich, portowych knajpkach w XIX wieku powstał ten rodzaj muzyki, fado, sentymentalny, tęskny. Lizbona, Porto… bajkowe miasta, gdzie nie sposób posłuchać tej muzyki; wokal wykonywany przy akompaniamencie dwóch gitar, wino podsyca nastrój, muzyka i pieśni jak świąteczne ballady. Znam, uwielbiam, szwendam się tam, słucham i rozmyślam, takie mam życiowe pobocza. Lubię także dworce kolejowe świata, lokalne, które przygarniają w koniecznych chwilach nie patrząc na godziny. Miejsca na odjazdy, przyjazdy, zawsze lepiej witać się, niż żegnać.

Koniec roku, sezonu, już rachunki strat i zysków dokonane. A przed oczami wyobraźni nowe wyzwania. Ledwie się zakończyła karuzela a już chcemy wsiadać na nową. Powoli, cierpliwości panie i panowie. Tego człowiek uczy się latami, szlifuje i zawsze jeszcze wpada w jakieś dziury. Nie ukrywam, że w duszy grają mi sentymenty, które pielęgnuję, odgrzebuję, co nie oznacza, że tu i teraz oraz jutro są bardzo ważne, zwłaszcza, kiedy pesel coś człowiekowi udowadnia.

Już wjeżdża nowy rok 2018 a co było w 1978, 1988 ? 40, 30 lat temu na arenie światowej? Lata spadają jak kartki z kalendarza, zrywamy, nie robimy zaległości. Nikt nam nie jest w stanie wydrzeć wspomnień, są wkręcone w świadomość i odgrywają na nowo taśmy z tamtych lat.

  1. Epoka późnego Edwarda Gierka a w Argentynie piłkarski Mundial. Wygrali gospodarze po dogrywce z Holandią 3:1. Finał odbył się w Buenos Aires, polskiego czasu o godzinie 15.00. Polacy pod wodzą trenera Jacka Gmocha zajęli 5/6 miejsce. Oczekiwania były większe, wygraliśmy np.mecz z Meksykiem 3:1. Zbigniew Boniek był liderem drużyny a królem strzelców został Mario Kempes ulubieniec gospodarzy. Argentyną rządziła junta wojskowa, Swiat się oburzał, odmówił wyjazdu na Mundial wspominany przeze mnie w poprzednim felietonie Holender Johan Cruyff.

Kiedy rozgrywano argentyński finał, na Stadionie Śląskim mieliśmy finał mistrzostw świata par. Niefortunna zbitka, nic nowego, bo tradycyjnie Międzynarodowa Federacja Motocyklowa lekceważy największe imprezy świata, nie uwzględnia terminów i faktu, że kibice inetresują się nie tylko motorami. Igrzyska Olimpijskie, MŚ, ME mają rangę ponad wszystkoostro rywalizującą z wydarzeniami na torach. Stadion Śląski był wypełniony zaledwie w połowie, co robiło wrażenie pustego obiektu, ponadto były rozbieżności w ilości widzów a sprzedanymi biletami. Wygrali Brytyjczycy, przed nową Zelandią; Malcolm Simmons, zwany “Simmo”, ścigał się w dodatkowym wyścigu z Ivanem Maugerem. Brytyjską parę dopełniał Gordon Kennett, a nowozelandzką Larry Ross. Trzecie miejsce zajęła Dania z Ole Olsenem i Finnem Thomsenem. Nie liczono, że Czesi Jirzi Stancl i Jan Verner staną na podium! A gdzie gospodarze w zestawieniu Edward Jancarz – Bolesław Proch/obaj już nie żyją/. Polacy przegrali trzema punktami z Czechami, Eddy zdobył 13 pkt, tylko dwa Proch. Klapa. Za nami Niemcy i… Szwedzi! “Trzy Korony” na siódmym miejscu – Jan Andersson, który jeździł w Kaparnie Goeteborg i Boerje Klinberg. Andersson zajmuje się obecnie rasowaniem silników i ma zmienne powodzenie. Finał przeszedł do historii, wynik był w polskich mediach komentowany krytycznie, ponadto na Mundialu nie było podium a w Chorzowie przy dziurawych bramach medale wisiały za wysoko. Jeden zawodnik nie wygra rywalizacji par, musi być zgrany tandem. Polski duet dał “ciała”, porażka u siebie bolesna.

INDYWIDUALNE mistrzostwa świata. Finał extra, w Londynie, więc lecę na Wembley, wielka gala, zaproszeni byli mistrzowie świata. Mamy dwóch reprezentantów, Jerzy Rembas, który ma wsparcie w gorzowianinie Edwardzie Jancarzu, który jeździ na Wimbledonie. Marek Cieślak jak zwykle niespokojny, co to będzie, co to będzie. Wembley pełne, ściganie w potwornym wrzasku kibiców, emocje sięgające zenitu. Wieczór ze speedway’em na tym starym Wembley był wydarzeniem niecodziennym, trudno opisać, brakuje czasem słów na obrazy z łomotem. Dramatyczny finał dla Polaków, oto debiutant Rembas, który wskoczył do finału z listy rezerwowej, po złamaniu nogi przez Niemca Hansa Wassermanna ma szanse na MEDAL na Wembley jako pierwszy Polak. Edward Jancarz daje mu swój sprzęt, gorzowski, reprezentacyjny mechanik Edward Pilarczyk przeciera okulary, zapomina, gdzie jest, “kocioł” na trybunach, Jurek stoi przed życiową szansą, no i niestety nie udaje mu się sztuka. Rembas za bardzo “odkręca”, gubi go trema, traci szansę a jako nałogowy palacz mógł dać popalić światowej elicie. Złoty medal zdobywa Duńczyk Ole Olsen, który na żużlu nie dokonywał szaleństw, fajerwerków, speedway w jego wykonaniu był oparty na niezawodnym sprzęcie/ Jawa/ i skandynawskim chłodzie. Dopiero po zawodach można było poluzować i wyściskać żonę Ullę. Na tej imprezie była przy podium obok Olsenowej miss świata, seksowna, niebieskooka Mary Stavin.

Za Olsenem znalazł się Gordon Kennett, spokojny, konsekwentny. O trzecie miejsce barażowali Amerykanin Scott Autrey, Dave Jessup i Jerzy Rembas, taka też była kolejność na mecie. Miałem wówczas ściśnięte gardło i wysokie tętno, bo szansa medalowa była prawie w kieszeni. Jerzy Rembas piąty, zapalił z Pilarczykiem papierosa, na piwo potem przyszedł czas. Marek Cieślak, który w finale kontynentalnym w Pradze był trzeci, za zwycięzcą Wassermannem i Czechem Jirzim Stanclem/ widziałem go ostatnio na GP w Pradze/, częstochowianin był dwunasty z 5 pkt. Słynny Mauger ósmy, Stancl przedostatni a ostatni jego rodak Petr Ondrasik. Za plecami Rembasa ulokował się angielski as Simmons, zawsze z perłowym uśmiechem, za “SIMMO” szalały polskie dziewczyny. Czy dawał im szanse tego nie wiem…

DRUŻYNOWE MŚ z finałem w bawarskim Landshut. Byłem tam z redaktorem Janem Ciszewskim, który tym razem nie do TV a nadawał do Polskiego Radia. Nowy tor kilkanaście kilometrów za ślicznym, zabytkowym miastem. Po raz pierwszy zajaśniała gwiazda Duńczyków niczym Wielki Wóz na niebie. 37 punktów zdobyli złoci Hans Nielsen, Olsen, Mike Lohmann i Thomsen. 27 pkt Anglia, a na podium z 16 pkt POLSKA, Jancarz, Cieślak, Rembas, Zenon Plech i Andrzej Huszcza. W pewnym momencie zgasło na małym, zgrabnym stadionie na wsi światło, jednak niemiecka sprawność prąd uruchomiła w porę. Za Polakami ulokowali się Czesi, co niejako było rewanżem za wpadkę na Stadionie Śląskim. Landshut nad Izarą wygląda jak landszaftowe widokówki bawarskie; starówka i zamek, polonica i życie na wysokiej stopie. Tak tam było i nadal jest! Region czysty jak łza, cisza, dbają o ekologię wszędzie, dlatego stadion zlokalizowano za miastem. Przykład myślenia o ludziach i ptakach.

1978, rok dla Polaków już z obywatelskimi niepokojami, protestami, prawo łamane.

Biorę oddech. Nastawiam płytę z fado i odgrzebuję w pamięci, jak to było w żużlu 10 lat później/1988/. Ofensywa duńska od Landshut ciągle miała moc i była fascynującym objawieniem, teamem gwiazd pod wodzą Olsena, które wydawało się, że będą świecić fantastycznie długo. Jednak życie dotkliwie udowadnia, że gwiazdy nagle spadają, dlatego mamy ciągłe dramaty zapisujące kolejne kartki historii. /CDN/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s