Mikrofonowe dary niebios

dnia

Bohdan-Tomaszewski-szerokie-klapy-i-miękkie-ramiona

Za oknem pada gęsty śnieg, jest noc, płatki lecą majestatycznie i zmiękczają ziemię. Urokliwe widoki nie tylko z okna. Malarstwo bez sztalug. Pięknie, choć nie każdy lubi takie pejzaże. Trudno. Każdy jest inny, inne ma spojrzenie na świat. Inny głos, jego barwę i emocje.

Nie tylko sport wydobywa emocje, koncerty muzyczne także, teatr, widowiska, które wirują przed oczami, zapadają w pamięci głęboko. Czasem na zawsze. Relacje ze sportowych wydarzeń mają swoich herosów.

Kiedy byłem mały a telewizji jeszcze nie było, to z wypiekami na twarzy słuchałem transmisji z mistrzostw świata, Europy, igrzysk olimpijskich. Komentatorzy wybudzali ze mnie wyobraźnię i kiedy Wojtek Fortuna w japońskim Sapporo leciał jak tatrzański wiatr po złoty medal, głos Bohdana Tomaszewskiego i jego poetyckie a zarazem konktretne opowieści roztaczały przed słuchaczami obrazy przenikające do duszy. I jej głębi. A te jego lekkoatletyczne komentarze? Sztuka i magia. Koncert słów. Zapominało się, że czajnik na piecu już wypalony dawno. Nie chcę przypominać zacnych żołnierzy mikrofonu, ba generałów, którzy mimo telewizji nie stracili wyobraźni w przekazywaniu relacji. Fascynowali nadal fanów, przyciągali jak magnes, sztukmistrze, „pieścili“ głosem i malowaniem obrazów słowami, mocą wiedzy i fantastyczną gradacją emocji.

Miałem przyjemność obcowania z magiem mikrofonu Janem Ciszewskim, który karierę rozpoczynał w katowickim radiu i na rybnickim stadionie w roli spikera żużlowych imprez. Siedział tam przy biurowym stoliku, opodal maszyny startowej w lotniczej pilotce. Takie były początki WIELKIEGO „CISA“. Byłem wtedy w szkole. Długo potem jako młody reporter katowickiego SPORTU współpracowałem ze słynnym komentatorem, zapracowanym na różnych frontach telewizyjnych transmisji z największych wydarzeń sportowych na całym świecie, z igrzyskami olimpijskimi włącznie. Jan Ciszewski dawał z siebie wszystko, zarówno, gdy trzymał mikrofon w ręce albo kiedy hazardowo stawiał na konie. Imponował mi nie tylko magicznym, ciepłym głosem. Naturszczyk z Sosnowca, kiedy prowadził transmisję, to czasami panie gotujące w kuchni zostawiały kotlety i leciały przed telewizory. Przyciągał. Wzruszał. Kupował głosem ludzi.

4f7586b4e195c_o,size,933x0,q,70,h,7e02ab

Byłem z nim m. inn. trzy razy na londyńskim Wembley. Liczyłem punkty, bywało pokazywałem dramatycznie na kartce, że nie ten zawodnik jedzie, którego wymieniał „Cis“, lecz on był w transie, upajał się imprezą, zanurzał w niej na całego i czasami się mylił ale robił to sympatycznie, więc wybaczano mu „pełny komplet“. Prowadził także estradowe imprezy w Polsce, poza granicami. Lubiany był bardzo, szanowany, podziwiany. I kiedy był już bardzo chory i głos mu się łamał, nie dawał za wygraną.

0006LPRLT2TXBNE1-C122-F4

A Włodek Szaranowicz, kiedy żegnał na skoczni Adama Małysza przekazał swoje emocje słuchaczom i widzom. Zwyczajnie, serdecznie i popłakał się ze wzruszenia. Bez cudów dawał ludziom satysfakcję, dzielił się sercem nie tylko na pół. Sztuka? O tak. Generałowie, żołnierze mikrofonów przechodzą do historii. Odgrzebuje ich historia a nowi adepci z talentem tworzą kolejną historię.

Jest takie powiedzenie, które słyszałem od włoskiego przyjaciela, że…“ to wino jest dobre dla kobiet, które piją z uwielbieniem mężczyźni“. I jeszcze coś innego, też z Italii: „Kochanie dwóch kobiet przez mężczyznę to nie grzech a wielki pech“.

Dygresje. Wracam do radiowych, telewizyjnych relacji; nie przegadać, przekazać, wzbudzić emocje, stworzyć atmosferę. Rzetelnie, z wiedzą, bez krzyku, ze stopniowaniem emocji, które targają sercami kibiców. Jakby tam byli. Artyzm?

Oglądam w sezonie speedway nie tylko na żywo i na ekranie. Futbol w każdym wydaniu, europejskie ligi oraz inne wydarzenia sportowe ze szczytów marzeń przeżywania. Widzę i słucham. Goście z tamtej strony ekranu są różni, jedni pracują nad sobą, drudzy bazują na tym, co im natura ofiarowała. A nic nie jest na zawsze. Bywa odbierane, kiedy człowiek nie nadąża albo traci grunt pod nogami z różnych powodów. Ekran wymaga silnych charakterów, nie każdy wytrzymuje ciśnienie popularności. Niektórzy marzą o wielkości, zazdroszczą a ci, którym tak lekko przychodzi czarowanie głosem czasem nie doceniają, że mogą spaść z urwiska. Szczęściem jest nie mieć pecha, powtarzał mi znajomy, który kilka razy uratował życie w czasie wojny.

Jestem recenzentem żużla od dawna, w przyszłym roku mam jubileusz okrągły jak globus, przeleciał ten czas jak piorun z nieba. Z jednej strony radość, z drugiej odpowiedzialność coraz większa. Pamięć to cudowna rzecz. Wiem o tym i wiem, że dużo jeszcze nie wiem.

635328437257198882

W Canal +, w NC + pracuje od kilku lat Tomasz Dryła, rocznik 1984. Młody człowiek z ambicjami. Mieszka z rodziną w Warszawie, „słoik“ z Lublina, zakochany po uszy w motorach różnego gatunku, w żużlu ocywiście też, a sport od małego zaszczepiał mu tata. I tak już zostało, zaszczepił. TOMASZ DRYŁA pracował w radiu lubelskim, akademickim, zgłębiał wiedzę o motorach i on ją ma. I ma talent, fantazję, no i jeszcze dużo do zrobienia. Plany oryginalne w wykonaniu, skonkretyzowane w oparciu o różne losy Polaków i ukochane motocykle. Oryginalny w swoim wizerunku, ubiorze, w tym co mówi prywatnie i ciekawie, rzetelnie, gdy relacjonuje serial Grand Prix. Twierdzi, że to nie jest trudne zajęcie, taki gość. Ma niewątpliwy talent, wygrał casting i pracuje w stacji TV, która nie tylko sportowo ma duży prestiż. Tomasz potrafi przekazać kibicom z drugiej strony ekranu stany emocjonalne największego napięcia. Przygotowuje się do transmisji, ma wiedzę, którą wspomagają także wybrani ludzie żużla z różnych stron. Z nimi bywa różnie, ale Dryła trzyma fason i jest w porządku. Ma oryginalną barwę głosu, gwarantującą dobry odbiór w domu. Tak mówi, jak się ubiera, bez tanich dodatków, które niektórzy komentatorzy uwielbiają, kokietując kibiców i lecząc kompleksy, siląc się mocno na poufałości. Komentator radiowy, telewizyjny rośnie w siłę, czasem bardzo szybko wzrasta jego popularność i trzeba sobie z tym radzić mądrze, bez wygłupiania się z mikrofonem i poza stadionem. Autorytet jest jak dowód osobisty.

A dar głosu? Dar niebios? Dojrzewa jak wino, emanuje, wibruje, przyciąga. Tomek Dryła młody człowiek ma szansę dojechać do elity; ma paszport na kolorowe, porywające sprawozdawanie tego, co oglądamy a czasem nie widzimy czegoś na ekranie. Ot, co! Malowanie słowami, amplituda uczuć, utożsamiamy się z zawodami. Jest pięknie. Tak?

Za oknem wciąż śnieg pada i pada; do świąt coraz bliżej, może się utrzyma. Chciałbym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s