Komisarze do komisu

Peter_Collins_270376.jpg

  1. Paradoksy, głupoty polskie, pomysły z kosmosu zadziwiające cały świat. Słyszę i czytam o tym bez przerwy. Ile to już lat?

Wraca raz po raz temat komisarzy, specjalistów od torów. Zrobiła się niezła fucha w tym magicznym żużlowym, polskim światku. Czy mamy teraz lepsze nawierzchnie czy nie? Pytanie jakby retoryczne. Tworzenie struktur, które nic nie wnoszą są specjalnością, normą naszego życia a speedway nie jest sportem zawieszonym jak żyrandol. Speedway nie patrzy na inne sporty, żyje swoim ucieranym schematem, liftingowanym pod kątem zwiększania środków na utrzymanie tej dyscypliny. Ostatnio zostali zawieszeni trener i toromistrz z Rybnika. Ten zasłużony dla polskiego żużla klub jest od pewnego czasu na wokandzie władz i drży co będzie dalej. Klub płaci jakby za prezent jaki go kiedyś spotkał wciśnięciem do Ekstraligi. Kiedy zrodziła się przykra sytuacja z Grigorijem Łagutą, ROW wpadł w sieci i wizja spuszczenia drużyny z elity jawi się niebezpiecznie na horyzoncie. Jak załatwić ten problem? Czeka na sprawiedliwy werdykt środowisko, społeczność sportowa, która nie lubi rozstrzygania przy zielonym stoliku. Każda cierpliwość ma jednak swoje granice.

Komisarze zajmujący się torami wyrugowali decyzje sędziów. Historia polskiego żużla pokazuje, że preparowanie nawierzchni był uprawiane mimo kar. Bywało, że gospodarze topili się swoimi pomysłami naprawiania rzeczywistości. Speedwy bardzo często jest uzależniony od pogody. Co do władzy komisarzy postuluję nie mnożenie ich liczby a przywrócenie autorytetu sędziego, który zawsze był na stadionie osobą nr. 1. Toromistrze tradycyjnie pilnowali swoich zadań pod rygorem.

Rozmywanie odpowiedzialności jest cechą potrzebną do stosowania ubocznych metod w utrzymywaniu władzy. Główna Komisja Sportu Żużlowego była niepodzielną władzą, zbierała na siebie gromy ale i pochwały. Mamy dodatkowo Ekstraligę a GKSŻ nie zbiera się cyklicznie i warto zajrzeć do historii jak skrzętnie i systematycznie były prowadzone spotkania pod rządami społecznymi/ podkreślam to słowo/ Rościsława Słowieckiego, Zbigniewa Flasińskiego, Andrzeja Grodzkiego… Skrupulatnie, konsekwentnie z odpowiedzialnością marki Polskiego Związku Motorowego. O czym mówi zbulwersowane środowisko? Elity zapominają o tych, co stoją za plecami i z których żyją. Co zrobić z “instytucją” komisarzy? A może zrobić bez ustawki dyskusję środowiska, bo uzbierało się aż nadto różnych kontrowersji? Problemy zamiatane pod dywan, czasem wyłaniają się nagle w najmniej oczekiwanym momencie z ostrością brzytwy.

  1. W 1976 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie w finale indywidulanych mistrzostw świata złoty medal zdobył w kapitalnym stylu Anglik Peter Collins. Fruwał na torze z nogą wyciągniętą do tyłu. Startował na codzień w Belle Vue Manchester, pochodził z rodziny żużlowej, jego bracia też startowali a mama kibicowała osobiście na wielu stadionach w prestiżowych imprezach. Peter Collins w roku 1977 odniósł kontuzję stopy a kolejny finał rozgrywany był na Ullevi w Goeteborgu. Lekarze spreparowali specjalny but dla Collinsa. Byłem wtedy w Goeteborgu, gdzie wygrał szczęśliwie Nowozelandczyk Ivan Mauger po raz piąty w karierze i zrównał się tytułami ze słynnym Szwedem Ove Fundinem. Peter Collins był drugi z przykrą kontuzją nogi! Można dywagować, jaki przebieg miałby turniej, gdyby Anglik był w pełni sprawny, gdyż pogoda zamieniła nawierzchnię w gęstą maź. Zawody stały pod znakiem zapytania. Paradoksem był fakt, że następnego dnia zapanował słoneczny dzień, po tym jakże deszczowym. Dyskutowano potem szeroko na temat startu i kontuzji Petera. Takie “buty” sympatycznego Anglika z biegiem czasu miały zastosowanie w podobnych sytuacjach. Czy to dobrze czy źle? Czy notoryczne tzw. “spawanie” obojczyków przez żużlowców aby szybko wyjechać na tor, jest dopuszczalne? Kilkadziesiąt lat temu do władz Międzynarodowej Federacji Motocyklowej, do nowego panelu włączony został dr Lech Baran z Wrocławia. Był fachowcem i kochał żużel. Był utożsamiany z wrocławską grupą działaczy, którzy udanie przygotowywali finały światowe. Niestety docent Lech Baran zmarł. Panel medyczny w FIM działa jak działa, podobnie, jak grono żużlowych działaczy w tym gremium. Przypomnę przy okazji z tamtych lat światowego guru żużla Władysława Pietrzaka, który był ogromnym autorytetem, znał języki i niemal klinicznie funkcjonował w świecie.

Zawodnicy łamią wszystko co jest do złamania, szybko chcą wracać na tor. Nie patrzą na zdrowie, które po latach przypomina, co stało się kilknaście, kilkadziesiąt lat wcześniej. Często poruszałem idiotyczny pomysł startów ligowych następnego dnia po turniejach Grand Prix. Dziś w Skandynawii, jutro w Polsce! Podróże nocne, zmęczenie, gdzie jest sport, przyjemność? Mamy obraz żużlowców, którzy przemieszczają się z odległych miejsc na stadiony kolejnych startów. Normalne? Ludzie z innych sportów podziwiają i nie rozumieją takich decyzji. Mamy groźne kontuzje, starty niewyleczonych do końca zawodników. Lekarze wydają dziwne decyzje a władza żużlowa akceptuje takie warunki. Speedway robi się kaleki. Ile mieliśmy dramatów, tragicznych zdarzeń? Lista długa. Smutne echa wyciszał czas ale warto wreszcie obudzić się zdrowym. I tu, i tam!

  1. Nie tak dawno zmarł były sędzia Andrzej Kulesza /rocznik 1944/ z Gdańska. Był bardzo aktywnym i wyluzowanym, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, arbitrem i cenionym działaczem. Bardzo komunikatywny i logiczny w rozstrzyganiu zwykłych problemów. Znał speedway nienagannie; grono zasłużonych ludzi tego sportu straciło kolejnego człowieka, który zaakcentował swoją osobowość różnymi funkcjami, nie tylko sędziowaniem, na imprezach w całej Polsce.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s