Praskie pranie

87733658

Żeby pojechać do Pragi trzeba mieć dobre buty, bo miasto nie daje ulicznego odpoczynku, uroda miejsc wymusza chodzenie tam i z powrotami. I ten jeden turniej Grand Prix Czech na żużlu w tej stolicy, starzejącej się coraz piękniej ma jakiś magiczny smak. Kameralność stadionu Marketa, gdzie kibice mieszają się z uczestnikami, jak w tyglu zacieśnia kontakty, ubarwia zawody, potęguje napięcie. Tu spotykają się ludzie żużla, bo do Pragi z wielu miejsc w Europie jest dobrze dojechać, spotkać się i pogadać nie zerkając na zegarek. Mało tak charyzmatycznych miejsc na żużlowej mapie świata. Tym razem było podobnie. Pogoda nie straszyła, oczekiwania polskich kibiców były duże, wszak startuje w serialu czterech “aktorów”, którzy nie są banalni w jazdach, choć nierówni i nieobliczalni zarazem. Patryk Dudek, Piotr Pawlicki, Bartosz Zmarzlik i Maciej Janowski, ekipa o której każda federacja marzy, aby mieć na drużynowy turniej. Mamy kłopoty bogactwa, choć nie zawsze ten walor winduje na szczyt.

16 zawodników, w tym czterech polskich. Można mieć duże oczekiwania? Tak.

Zlata Praha. Pogoda słońcem wypala zieleń, prognoza przyjazna, jest upalnie. Rok temu grad postraszył przed zawodami ale stopił się momentalnie. Teraz w przedzień deszcz skropił dyskretnie w nocy miasto. Za mało. Ale jest dobrze. Organiatorzy dostawili trybunę od strony parkingu, polscy kibice zawsze tu dominowali i tak już chyba będzie zawsze, dopóki miasto nie odklei się od serialu. Kibice, turyści zwykle przyjeżdżają na jeden dzień, nazajutrz po GP Czech wzywa ich polska liga, na szczęście stamtąd blisko. Czterokrotny mistrz świata Amerykanin Greg Hancock oblegany przez kibiców, podpisuje autografy na czym się da, tradycyjnie z uśmiechem optymistycznym, można dojść do przekonania, że jednak mimo 47 lat nie spieszy się na sportową emeryturę, jego szybkie uciekanie ze startów oddala niebezpieczeństwa, jakie niesie z sobą speedway w jeździe nadto kontaktowej. Jego szczęście rodzinne jakby dodawało pozytywnej energii, uzupełniało jego psyche, co widać gołym okiem, Herbi wydaje się spełnionym człowiekiem jako sportowiec, który nie wjechał od razu w ten sport jako Wielka Niespodzianka. Wyjeździł sukcesy solidnością, logiką Kalifornijczyka, który wie, żeby coś mieć, warto inwestować. Kariera w biznesie nie może zaczynać się od złotych klamek Mercedesa. A poza tym szczęście, to nie mieć pecha, jak powiedział mi kiedyś jeden ze spotkanych ludzi, doświadczonych wojennymi przeżyciami. I tak to chyba jest.

Greg a obok ten, który na rzecz Hancocka stracił rok temu prawie pewny złoty medal MŚ, Australijczyk Jason Doyle, zawodnik, który w tym sezonie chce zdobyć tytuł mistrza świata i jest faworytem bez dwóch zdań. Doyle wygląda na wyluzowanego, potrafi pojechać ostro jak niezapomniany jego rodak Darcy Ward; tu i tam, przedtem i teraz. Jason wygrał zasłużenie GP Czech, zaczyna przyzwyczajać, że jest ”Kangurem”, który w każdej chwili może wskoczyć po szampana na podium i odebrać najlepszy puchar. Tak zrobił w Pradze; zaczął od zerwania taśmy a zagrano mu australijski hymn. Drugi był Hancock, trzeci… no właśnie. Pytam tuż przed zawodami znanego czeskiego działacza o międzynarodowej renomie Petra Moravca, kto wygra. “ Ja to myslim, że nasz Milik”. Nie bardzo chciało mi się wierzyć, bo nie wyobrażałem sobie, żeby któryś z Polaków nie wjechał na podium. Na fachowe dyskusje z Moravcem nie było czasu. Kierownik zawodów Pavel Ondrasik spokojnie panował nad sytuacją, nauczył się sporo od ojca Petra, obaj stanowią tandem, który łączy doświadczenie i ambicje. Wspomagają ich praskie, miejskie władze, federacja motorowa, ludzie, którzy w tym sporcie widzą sens utrzymywania tradycji na Marketa.

I oto przebojowy Vaclav Milik, który doskonali swoje rzemiosło w polskiej, jest trzeci/!/ nawiązuje do Antonina Kaspra z roku 1997, kiedy stanął na podium. Ogromny sukces i radość miejscowych kibiców, satysfakcja i promocja “plochej drahy” nie tylko dla organizatorów, którzy za wszelką cenę utrzymują speedway na Marketa. Były szef światowego żużla, sympatyczny Renzo Giannini z włoskiego Lonigo, fan m. inn. Zbigniewa Bońka, chwalił ten turniej, który nie przyniósł co prawda mijanek zapierających dech w piersiach, gdyż decydował głównie start, ale wszystko poszło sprawnie.

A Polacy? Bez podium a poprzednie GP Łotwy wygrał żywiołowy Piotr Pawlicki, tym razem po drugim ostrzeżeniu wola walki była silniejsza od mocy spokoju. Stracił niepotrzebnie punkty. Zrobił swoje doświadczony Maciej Janowski; jeszcze szuka, jeszcze błądzi ale mam nadzieję znajdzie swoje miejsce, kiedy moc silników uzupełni jego umiejętności. No i Bartosz Zmarzlik, ubiegłoroczny, przebojowy brązowy medalista MŚ. Ten medal jakby ciążył gorzowianowi, miota się, chce na siłę i popełnia błędy, raz pokazał szarżę bodaj najlepszą w całym turnieju ale to za mało. Drugi ofesnsywny młodzieniec, debiutant Patryk Dudek minimalny lider GP, ale jest, utrzymuje równowagę, ale już rywale gniotą jego plecy. Ciekawe jak będzie dalej /kolejny turniej GP w duńskim Horsens, potem walijskie Cardiff/, w każdym razie musi jeszcze bardziej zapanować po wygranych startach. Polacy są w przewadze i kibice słusznie oczekują efektów. Były międzynarodowy czeski działacz Milan Verner, który skończył 79 lat, powiedział mi, że bez polskiego żużla byłoby ciężko w tej chwili, więc dodałem, że zawsze ktoś musi kogoś podnosić z kolan. Zawiódł mnie Szwed Fredrik Lindgren, pasywny był Anglik Tai Woffinden, obaj dynamicznie potrafią przecież ożywiać ściganie, tym razem jakby nie mieli ochoty. Zabrakło determinacji.

Obecnie panujący szef światowego żużla Armando Castagna z Włoch, przyleciał oczywiście na Marketa i nie krył zadowolenia z zawodów, które są już historią. W Pradze wcześniej czy później wszystko staje się historią do wspominania.

No to już koniec ze stolicy Czech; znów obleciałem ulubione kąty, przedzierałem się Mostem Karola, wąskimi uliczkami jak ścieżki przez tłum turystów, wśród których Japończycy byli nadto widoczni. Świat kocha Pragę o każdej porze roku, ona faluje urodą i przyciąga, tyle, że zawsze trzeba mieć dobre buty, żeby poznawać jej tajemnice. Miałem takie tym razem, i nie tylko ja, bo nie byłem sam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s