Zadyszany czas

on

 

8999931e-3100-47e8-b15a-5514e9020be9

Serial Grand Prix nakręca się jak szwajcarski zegarek. Jeszcze mamy obraz w pamięci warszawskiej GP a już skok wykonany do Łotwy, potem jazda do Czech. Tempo bez tempomatu. Stajnie żużlowej elity w pogotowiu. Długa jest droga do mistrzostwa świata, drogie kombinacje przy silnikach. To się opłaca? Nie ma innej drogi do podium w indywidualnych MŚ. Kto chce być mistrzem świata, stanąć na podium, musi przedzierać się cały sezon przez turnieje, kilkanaście imprez i modlić się, by nie mieć pecha, kontuzji, które prawie pewne miejsce na pudle zniweczą w ostatniej chwili. Gdzie jest sprawiedliwość? Można tak bez końca, nawet zimą ścigać się pod dachami i wierzyć, że teraz to będzie najsprawiedliwszy ze sprawiedliwych wyroków na wokandzie serialu Grand Prix. Raz po raz czepiam się długości serialu, który wcina się głęboko w kalendarz turniejowy. Nie wszyscy zawodnicy widzą w tym sens, omijają eliminacje a kiedy już nawet zawieruszą się przypadkiem do strefy promującej do udziału w GP nie sprawiają zbyt szczęśliwych. Ambicje pokrywają wygoda i większy zysk. Ligi forever.Tak?!

Hipokryzją jest udawanie, że taki system rozgrywek zapewnia tytuł najlepszemu. W ubiegłym roku tytuł mistrza świata należał się Jasonowi Doyle’owi, niestety wypadek, pech i groźny w konsekwencji uraz eliminuje Australijczyka ze startu w finale sezonu i złoty medal zabiera Amerykanin Greg Hancock. Sport jest dziedziną życia, która płata figle, jednych sprawiedliwie nagradza, drugich jakby karze za systematyczność.

Filozofia organizacji kilkunastu turniejów Grand Prix nie jest nowością na rynku sportowym. W małym/ Polska i okolice/ sporcie, jakim jest speedway, serial wcale nie ekscytuje wybrańców losu i gdy wyselekcjonuje się grupa kandydatów do podium i zacieśni grono pretendentów do medali, reszta jeździ, bo musi dokończyć grę i czeka z utęsknieniem na finał ”pochodu”. Patrzmy realnie na skostniałą strukturę serialu GP, schemat przylepił się do kalendarza i nie ma nikogo, kto podjąłby dyskusję nad sensem tak rozwlekłego cyklu, który wcale nie zapewnia, patrząc choćby na ubiegły sezon, mistrza świata bez kolców w koronie. Organizatorzy znad Tamizy wiedzą w co grają, sport jest drugoplanowy, pierwszoplanowy zysk. Poszczególni organizatorzy turniejów podpisują umowy z angielską firmą BSI. Pertraktują, kombinują. Polska rozdaje karty, bo bez nas byłby ten speedway okaleczonym zdobywaniem pieniędzy. Polacy ratują statystyki frekwencji. Poziom organizacji. Wniosek jest jeden; jeśli Polski Związek Motorowy skumuluje zgodnie wysiłki polskich organizatorów, można surowo dyktować warunki BSI. Bez nas, światowego speedway’a nie uratuje turniej w Cardiff, który jest brytyjską bazą w miejsce londyńskiego Wembley. Zaskakuje mnie polerowanie przez duże grono ludzi “robiących” w speedway’u zesztywniałego schematu. Mydlenie oczu. Tak być musi? Nie pomoże już nic, by zmodyfikować, skrócić serial z korzyścią dla świeżości sportowej walki o mistrzostwo świata. Nie katujmy elity, która przy długim cyklu wyłania jeszcze super elitę, ”magluje” się do utraty sił i zasobów konta. Nie patrzmy na tasiemcowe rozgrywanie IMŚ przez pryzmat polskiej frekwencji, warszawskiej Grand Prix, która udowodniła, że to nasza stolica powinna wieńczyć serial finałem, nad finałami. Wystarczy osiem turniejów panowie z Wysp Brytyjskich, z korzyścią dla rywalizacji w pełni kondycji, empatii dla sportu, z radością i entuzjazmem bez oznak zmęczenia zdrowia oraz technicznego zaplecza.

Sugeruję, że motorem napędowym do korekt, po dyskusji i uwzględnieniu wszystkich za i przeciw, jest centrala Polskiego Związku Motorowego z warszawskiej Kazimierzowskiej. Jak na razie od 1995 roku Anglicy wspomagani przez różnej barwy adoratorów hasają sobie po klubach, wybierają tych, którzy łamią reguły finansowe, psują rynek dla partykularnych ambicji urządzania imprez za wszelką cenę i “grają” na korzyść konta wyspiarzy. Co z tego ma speedway globalny czy prowincjonalny, co zawodnicy, działacze? Pseudoświatowy speedway polskim rynkiem stoi, mówienie, że mamy najlepszą ligę na świecie obanża ignorantów. To jakby żebrak z tysiącem złotych, chełpił się, że jest milionerem wśród innych żebraków. Trochę rozwagi i pokory.

Serial GP wymaga generalnego “remontu”, jeśi tak będzie dalej, to zniechęci adeptów walki o MŚ, wydrenuje organizatorów, którzy ze splendoru nie utrzymają swoich klubowych zobowiązań. Będziemy mieli elitę a potem długo, długo nic…

Temat nie jest błahy, bo liftingu IMŚ w najbardziej prestiżowej grupie, nie da się zrobić szybko, nie można go też modyfikować co roku. Projekt musi być trafiony na kolejne lata, wyobraźnia jest zawsze w cenie. Nie ma idealnych rozwiązań, ułomności wkalkulowane w życie, lecz rzecz w tym, by “kalectwa” było jak najmniej.

Speedway na świecie skurczył się niebezpiecznie, tragiczne wypadki stworzyły wizerunek groźnego sportu. Eliminacje IMŚ juniorów w Pardubicach/ponad 600/, Eskilstunie/400/ i Terenzano/1400/ obejrzało poniżej 2500 widzów/!/, o czym to świadczy? Szwedzka Esklistuna ma przecież ligę i stamtąd pochodzi kultowy Tommy Jansson, który zginął tragicznie na torze. A co zrobił w swoim kraju dla promocji żużla Armando Castagna, włoski szef światowego speedway’a? Równie dobrze mógłby być na jego miejscu Grek.

Czasu jest coraz mniej, zawodnicy “obskakują” ligi, wjeżdżają w serial GP z rozpędu, a reszta pilnuje tylko chleba bez igrzysk. Powinno być inaczej, z perspektywami. Martwi mnie głęboki regres angielskiej federacji, skandynawskie grubo nie przędą. Na tym tle świeci polska jutrzenka, nie popadajmy jednak w zadufanie, w potęgę. Nic nie trwa wiecznie. Nie ma mocarstw bez skazy i dobrze dostrzegać tych na ozłoconych motorach i tych, którzy z jednym silnikiem muszą przeorać cały sezon. BB – bogaci i biedacy.

Ostatnio mamy sporo smutnych wieści. Zmarł świetny artysta estrady, piosenkarz, trębacz, skrzypek, światowej klasy głos Zbigniew Wodecki; krakowskie grono mistrzów maleje, a tym samym moje. “Zadyszany czas”, tytuł felietonu wyjąłem z utworu ”Lubię wracać tam gdzie byłem” Zbigniewa Wodeckiego /tekst Wojciecha Młynarskiego/ “Co dzień nas gna, w nowe strony zadyszany czas, w sto dat, w sto spraw, wciąga nas, gna czas…”

Sto dat, sto spraw…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s