Prawdy, fałsze, fantazje: ZAPACH KADZIDŁA

 

“Pomyśl, zanim coś powiesz. Przeczytaj coś, zanim pomyślisz” – napisała znana, kultowa amerykańska pisarka, Fran Lebowitz. I jeszcze jedno na czasie: “wolność jest ważniejsza od bezpieczeństwa”. Do Fran wrócę na koniec felietonu.

No to zaczynam. Koniec roku, początek nowego, jaki był wiemy, a jaki będzie? Przełom? Oby szczęśliwy! Sportowo udany! Szaleństwa sylwestrowe popłyną szampanem, a za kilka dni kolejne święto Trzech Króli. Lubię zapach kadzidła, który unosi się już od świąt, wprawdzie nadmiar kadzenia niektórym nie służy, rzecz w tym, by nie przesadzać, gdyż alergików nie brakuje. Specjalnych alergi osobiście nie mam, uczulenie może na głupotę, która raz po raz gruntuje mnie, że jestem w ojczyźnie. No cóż, kocham ten kraj jaki jest i chyba tak zostanie, bo miłość nie wybiera, zaś uciekający czas umacnia prawdy.

980x

Wydarzeniem w żużlu będzie nie tylko start polskiego kwartetu w indywidualnych mistrzostwach świata ale i finał drużynowych MŚ w Lesznie, nie pierwszy raz i mam nadzieję, że nie ostatni. W przeszłości odbyły się tam prestiżowe turnieje rangi MŚ, finały par i drużynowe, inne. Region jest mocno nasycony zapachem metanolu, tam o żużlu mówi się nie tylko w niedziele. Pamiętam sprzed lat pobyt przed jednym z finałów światowych w przytulnej Rydzynie, skąd z pałacowego hotelu było blisko na stadion. Otóż, kiedy wybrałem się na rekonesans i wstąpiłem na piwo z pobliskiego browaru w Bojanowie, w lokalu zażarcie dyskutowano wyłącznie o żużlu i obstawiano wygranych. Gdyby ktoś nie uszanował tych kibiców, byłby już na progu przegranym. Klimatem uwielbienia dla żużla wielkopolska ziemia emanuje, sport jest tam lubiany a pieniądz tradycyjnie szanowany, choć teraz już nie wszędzie.

Znów odjechałem od meritum, oto pod koniec roku mamy trochę świeżego powietrza w środowisku, które być może z biegiem czasu trochę się odtruje. Trzeba mieć taką nadzieję. Marek Wojaczek, sędzia międzynarodowy, który jeszcze trochę ma do roboty za pulpitem krajowym i zagranicznym znalazł się w Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Jakie będzie miał kompetencje nie wiadomo, w każdym razie jako działacz w tak wysokiej roli debiutuje. Jest rybniczaninem z pochodzenia i ma za sobą sporo lat sędziowania w Polsce i na arenie międzynarodowej. On i opolski Wojciech Grodzki, byli pierwszymi, którzy pojawili się na forum światowym w roli arbitrów, po odejściu toruńskiego sędziego Romana Cheładze. Tenże podniósł poprzeczkę wysoko i polski duet bez kompleksów przyjął wyzwanie. Opolanin Wojciech Grodzki jest synem Andrzeja znanego działacza o renomie międzynarodowej, uznanej, aktywnej, polskiej obecności jako szef GKSŻ a potem wiceprezes PZM. Nadal udziela się na arenie międzynarodowej a jego CV w dziedzinie żużla jest bogate w czynne uczestnictwo imprez najwyższej rangi. Do wspomnianej dwójki sędziów dołączyli z czasem następni ze statusem międzynarodowym i trzeba sie z tego cieszyć, bo posucha przez wiele lat zrobiła swoje, po prostu rynek polski dobrze ćwiczy i uzbraja w doświadczenia. Ligowe mecze, turnieje, w sezonie sporo “ćwiczeń” rozmaitego gatunku uzbraja w rutynę. Marek Wojaczek będzie w GKSŻ drugim sędzią obok Leszka Demskiego, tenże wsławił się projektem nowego tłumika wokół którego było sporo huku. A jeśli chodzi o sekretarzowanie w europejskiej unii, która siedzibę ma w Rzymie, jak mi oświadczono w sezonie jest dużo roboty, którą można jednak realizować sprawnie w domu, w dobie dominującego i szybkiego internetu.

Jedźmy dalej. Kilka tygodni temu poleciało echo, że oto multimedalista mistrzostw świata Duńczyk Hans Nielsen być może obejmie funkcję menedżera częstochowkiego Włókniarza, beniaminka Ekstraligi. Polski rynek szkoleniowy jest mocno zawężony, w zasadzie w żużlu potrzebni są instruktorzy na podstawowym etapie edukacji. Wyszkolenie talentu jest ogromną sztuką a inną czytanie gry i dyrygowanie drużyną, którą może poprowadzić człowiek z intuicją, psychologicznym talentem itp.itd. Nazewnictwo w sporcie żużlowym operujące słowem TRENER jest dwuznaczne. W każdym sporcie nie koniecznie sławny zawodnik może być szkoleniowcem, menedżerem, chodzi głównie o przekaz, o czytanie gry. Wrodzone umiejętności szkoleniowe z wyobraźnią mają wysoką cenę. Nazywam ten walor m. inn. chłopskim rozumem, na co ongiś żachnął się ostro Marek Cieślak, gdy odniosłem ten epitet do niego. Prowadzenie drużyny nie musi być powiązane z extra naukowym cenzusem. Intuicja, miłość do żużla, jego znajomość czynią czasem cuda. Kiedyś namawiałem zawodnika XYZ do zdobycia statusu trenera, ale on mi ze szczerością odpowiedział, że przepisy nie pozwalają, bo “ja mam tylko podstawówkę”. I dalej plącze się w klubie.

SPEEDWAY się zmienia, jeden ze znanych prezesów, już nim nie jest a klub miał we władaniu mistrzowski, powiedział “wie pan, 10 lat temu speedway był inny od dzisiejszego”. Racja, mentalnie otoczenie się zmienia. Siła czasu pokoleniowa. Zawodnicy rosną z roku na rok w innej atmosferze, znajomość języków obcych ruszyła wreszcie z miejsca a było kiedyś bardzo tępo. Wyszkolenie rusza się powoli, zaś talenty przerastają nauczycieli na torze i w warsztacie. Powracając do propozycji z Częstochowy i chęci zaangażowania asa Hansa Nielsena, mam mieszane uczucia. Nie będzie tani, bo nikt ze sław nie lubi “drobnych” a czy potrafi jest zagadką. Kiedyś wrocławianie zatrudnili Duńczyka Tommy Knudsena, transfer zakończył się miernie. W światowym rozrachunku szkolenie zawodników opiera się na dorwaniu talentu, który w pewnym sensie kształci się sam a wszystko co będzie dalej zależy od środowiska i od… niego samego. Nie ma reguł w tym temacie. Żużlowi szkoleniowcy z różnych stron Europy nie spotykają się i nie omawiają co zrobić, żeby było lepiej. Wszystko w biegu od sezonu, do sezonu. A cały świat w różnych branżach wymienia uwagi, zdobywa, nową, cenną wiedzę w szerokim towarzystwie. Wiem ile odbywa się rozmaitych szkoleń na katowickiej AWF, bo nikt nie ma patentu na mądrość. A speedway jest nadal “klubowym domatorem”, często bez kindersztuby, samoukiem, zanikającym w świecie echem angielskiej potęgi, która blaskiem z Wembley próbowała kiedyś ”kopać się” z futbolem. Co nam zostało?

O tym i owym ”pogadamy”, wszak do sezonu sporo czasu, wypierzemy brudy.

Tyle więc mojego migotania serca na początek nowego roku i niech się wszystkim pomyślnie darzy, szczególnie tam, gdzie dobro bierze górę nad złem.

Zacząłem od Fran Lebowitz i kończę jej słowami: “Życie to coś, co przydarza nam się, gdy nie śpimy”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s