Prawdy, fałsze fantazje: Przeleciało i wróciło /1/

 

hans-nielsen

Sięgam pamięcią wstecz, jesienne wieczory temu sprzyjają, d ł u g i e wieczory panie i panowie. Każdy sport ma inne obciachy, zdarzenia, które wpadają raz po raz do historii. Piszę ten felieton po sensacyjnym było, nie było, futbolowym remisie 3: 3 warszawskiej Legii z królewskim, madryckim Realem naszpikowanym gwiazdami. I gdyby zebrać pieniądze na murawie, które zgarniają Hiszpanie, to legioniści zostaliby przykryci grubą warstwą. Światowy sport głupieje, bo oto tenisistka wygrywa milion dolarów w ciągu tygodnia, a walijski as z Realu Gareth Bale podpisuje kontrakt i będzie zarabiał 350 tysięcy funtów tygodniowo. Wariactwo. I z jednej strony mamy igrzyska wyśrubowane niebotycznie, z drugiej problemy biednych państw z którymi bogaci tego świata nie mogą sobie poradzić. Sprzeczności targają globem, nie tylko trzęsienia ziemi, które przewracają miasta i grzebią ludzi na amen.

Z trudnych problemów z przyjemnością wjeżdżam w rejon żużlowych wydarzeń. Historia. Ostatni finał indywidualny na Stadionie Śląskim w Chorzowie, rok 1986. Faworytem jest filigranowy Duńczyk ERIK GUNDERSEN, który ma już na koncie dwa tytuły mistrza świata i wygrywa rywalizację ze swoim starszym rodakiem HANSEM NIELSENEM. Cofam jednak czas, STOP, na “Śląski” jeszcze wrócę.

Erik w 1984 roku w Goeteborgu na torze jak beton wygrywa a Hans po barażu z Amerykaninem Lance Kingiem jest wicemistrzem. Przed turniejem w saloniku prasowym na Ullevi coach Duńczyków OLE OLSEN, trzykrotny mistrz świata, który zmontował silną reprezentację zachowuje się bardzo dziwnie i deprecjonuje Hansa, z którym kiedyś startował w parze duńskiego teamu i wyraźnie faworyzuje Erika. “ To on będzie mistrzem świata” mówi Ole dziennikarzom. Na ubitym torze liczy się tylko start i świetny sprzęt. Olsen jest usatysfakcjonowany startami swojego faworyta.

Po duńskiej victorii jest kolejny finał indywidualny MŚ 1985 w angielskim Bradford, odkrytym po stracie/ przebudowa/ londyńskiego Wembley. Okolica piękna, miasto małe, tor czerwony, łuki podniesione, taka beczka cyrkowa, trudno złapać rytm jazdy. Amerykanin Sam Ermolenko wygina się jak “człowiek guma”, podobnie Erik, bo Hans jeździ inaczej, sztywno ale po “wapnie” ostro. Mistrzem zostaje Gundersen, zaś o drugie miejsce znów barażuje Nielsen z SE i wygrywa. Olsen ściska Erika, Hans stoi z boku, jak niechciane/sic!/ dziecko reprezentacji. W kim drzemie większy potencjał ? W obu! Kłopoty bogactwa a Olsen nie potrafi ukryć sympatii tylko do jednego zawodnika. Pytałem go o ten fakt kilka lat później, podczas Grand Prix w Pradze i nie dostałem odpowiedzi. Olsen stawał razem z Nielsenem na podium mistrzostw świata par, gdzieś jednak po drodze coś się zepsuło i pokochane zostało inne, cudowne dziecko duńskiego speedway’a. W Bradford dwaj Duńczycy stoją na podium odwróceni plecami, kuriozalne zdjęcia krążą po gazetach.

No i jest wreszcie wspominany 1986 rok. STADION ŚLĄSKI. W hotelu “ Katowice” spotykam Gundersena i pytam, kto zostanie mistrzem świata. Odpowiada zaaferowany, że on. Wygłupiam się, gdy zadaję to samo pytanie Olsenowi. “Tylko Erik”… A poważny jak zwykle Nielsen oświadcza, że kto będzie najlepszy okaże się po turnieju. Silna reprezentacja Danii ma jeszcze jednego asa TOMMY KNUDSENA/ rocznik1961/, spokojnego poza torem blondynka, który potrafi pojechać ostro i ma ambicje zwyciestw ostatecznych. Kilku faworytów a złoto czeka tylko na jednego. Jazdy rozgrzewają fanów, sędziuje doświadczony arbiter Christer Bergstroem z Norrkopingu, gdzie nb. lokuje się szwedzka federacja SVEMO. W szesnastce startujących jest Polak z nominacji gospodarza imprezy, RYSZARD DOŁOMISIEWICZ/ rocznik 1966/. Władze macierzystej, bydgoskiej Polonii zabezpieczają po trudach włoski silnik GM. “ Dołek” ma Jawę, zajmuje ostatecznie 11 miejsce z 6 punktami a przed nim… Gundersen z 7 pkt., ogromna sensacja! W tym turnieju zwycięża opanowany Nielsen, przed swoim rodakiem małym, jak “Gunder”, JANEM O. PEDERSENEM/. Nie ma tym razem barażu, trzeci jest Anglik KELVIN TATUM, którego mama mocno wyściskała w Chorzowie. Był jeszcze jeden syn, Neil/ w okularach/, który nie miał jednak takiej bożej iskry do żużla jak starszy brat Kelvin, który dziś jest komentatorem angielskiej telewizji SKY. Po turnieju szok, bo dziesiąte miejsce Erika było mało wytłumaczalne. Dyskutowano jeszcze o dynamicznym wywiezieniu po starcie Knudsena przez Nielsena w bandę i kontrowersyjnym wykluczeniu TK przez sędziego. Ostatni finał na “ Śląskim” miał przebieg dramatyczny; mocno zdeterminowany Nielsen zwyciężył bezpardonowo. Dziewczyna mistrza świata Suzanne, sympatyczna blondynka była uradowana, zaś Helle dziewczyna przegranego zasmucona i nie bardzo wiedziała co robić. Podobnie jej adorator, zapytany przeze mnie w hotelu o nowego mistrza, odpowiada krótko… “a kto to jest Nielsen?”. Kabaret. Finał został zapisany w historii nie tylko jako ostatni na chorzowskim stadionie w takiej formule, bo jeszcze na początku nowego wieku mieliśmy dwa turnieje Grand Prix zorganizowane przez bydgoską Polonię, ponieważ nikt na Śląsku nie podjął się przygotowania takiej imprezy. Wstyd. A przecież na tym obiekcie odbyły się wspaniale zorganizowane finały światowe a pierwszy/ 100 tysięcy widzów/ przyniósł historyczne zwycięstwo Jerzego Szczakiela w 1973 roku. Opolanin długo przetrwał jako pierwszy Polak z indywidualnym złotem, aż do roku 2010, kiedy Tomasz Gollob we włoskim Terrenzano zdobył mistrzostwo świata. Nie każdy ma taką fantazję, jak duński mistrz z Chorzowa, który kupił w Anglii, czarnego konia i nazwał go… “ Śląski”. Sympatyczna decyzja i szkoda, że nikt nie pomyślał, żeby potem odkupić konia, przewieźć na Śląsk a chorzowski policjant, na terenie parku wokół stadionu, dosiadał konia żużlowego asa, który pod koniec kariery był nazywany profesorem z Oxfordu. Yes!

Każde “bajki” mają swoje zakończenie, lecz absolutnie nie historia Hansa z Brovst. Oto w sentymentalnie urokliwym holenderskim Amsterdamie, gdzie kanały przecinają miasto, ponadto robi się znakomite, żółte sery nie tylko Gouda i Ementaler, jest okazałe muzeum Van Gogha i stary dom Rembrandta, zaś w tzw. czerwonej dzielnicy rozpusty w oknach wystawowych kuszą turystów z całego świata panie też z całego globu, urządzono w 1987 roku po raz pierwszy/ i ostatni/ dwudniowy finał indywidualny MŚ! AMSTERDAM jest miastem ” kolonialnym”, barwnym, pełnym życia, no i są tam nie tylko słynne sklepy jubilerskie z diamentami, kultowe knajpy i rozbrzmiewa super muzyka, tam można znaleźć zawsze coś wyjątkowego a holenderskie wiatraki ujrzeć za miastem. /cdn/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s