Wynik czy człowiek ?

 

Zrzut ekranu 2016-06-29 o 10.14.19

  1. Kilka słabo przespanych nocy. Myślę i myślę a minuty lecą powoli, dręczą, oczy schną, już robi się jasno za oknem a ptaki urządzają festiwal. Orgia głosów. Co robić ? Wstać, nie myśleć i napisać. Jak? Temat ciężki, moralny, natura ludzka jest trudną materią, zagadkową i doświadczaną niemiłosiernie przez los. Jak żyć, jak pogodzić dylematy i wybrać drogę nie koniecznie do gwiazd?
  2. Jadę autem i w dali widzę niebieskie światła. Wypadek. Straż pożarna, zbiegowisko, trzy samochody rozwalone jak porcelanowe filiżanki. Ambulans odjeżdża z rannymi, jedna ofiara niestety czeka na pomoc. Obok tragedia ale życie niesie dalej i auta lekko zwalniając, pędzą potem jak szalone. Nie ma umiaru. Pogoń, żeby zdążyć na czas. Jedna z moich babć zawsze mówiła, kiedy przyjeżdżałem do niej na rowerze, jedź powoli, zawsze zdążysz, najwyżej się spóźnisz. Łatwo mówić, gorzej z wykonaniem, zwłaszcza kiedy jest się młodym i życie kusi jak diabeł.
  3. Jacek Rempała/ rocznik 1971/ był pierwszym, który wprowadził rodzinę na żużlową arenę. Talent, potem pojechali tą drogą jego bracia. Spod Tarnowa w świat. Speedway podobnie, jak każdy sport jest namiętnością, która czasami przypomina obłęd. Potrzebna jednak chłodna głowa, mimo gorącego serca. Jacek Rempała stracił na torze 18 – letniego syna, Krystiana. Rozpacz. Nie tak dawno ojciec podjął rodzinną decyzję i chce jeździć w macierzystej tarnowskiej Unii, pomagać innym, zająć się tym, co było dotychczas jego życiem w klubowym wymiarze, na terenie, gdzie zaczynał bogatą karierę. Trudna decyzja, która wywołuje kontrowersje. Rozumiem Jacka Rempałę ale nie rozumiem innych, którzy węszą w tym jakieś podteksty. Mali ludzie do gry o pieniądze, nie zawsze o czystych intencjach. Wywiad jaki ukazał się w internecie z ojcem tragicznie zmarłego syna jest sygnałem, że speedway poza naturalnymi zagrożeniami, nie jest kontrolowany a zawodnicy traktowani jak gladiatorzy. Nie zgadzam się z bohaterem wywiadu, że szybkość nie jest najważniejsza. Jest również! Speedway poprzez tunningi pozyskał maszyny szybkie. Ten sport od kiedy wytłumiono tłumiki bezsensownie stracił sens zabawy a stał się niebezpiecznym narzędziem w rękach sponsorów i zarządzających tym sportem. Żużel nie jest szachami ani wioślarstwem; człowiek wsiada na motocykl i robi się rodeo. Nie każdy potrafi okiełzać te “konie” zwłaszcza, gdy jest młodym, bez rutyny i nabuzowany przez prowadzących w klubie. Jazda za wszelką cenę z poparciem pseudo opiekunów kończy się czasami tragedią.

Na wypadki składa się sporo przyczyn, poszukiwanie sedna jest koniecznością, obowiązkiem dla wyciągnięcia wniosków. Czy są dyskutowane uczciwie i realizowane?

  1. Młody człowiek walczy o życie, które zostało przetrącone brutalnie. Liczą się minuty, nie godziny. Trwa walka i nitka życia chwieje się jak szalona. Najbliższym serce wyskakuje z ciała. Nie wszyscy to rozumieją. Wypadek na torze nie był solowym przypadkiem. Uczestnik rybnickiego wypadku na torze, podobno z rozterkami/?!/ startuje w podrzędnych zawodach. “Ktoś” go tam wysyła, startuje, nie jest w stanie podjąć męskiej decyzji, moralnie rozumianej, że nie wypada. Oczywiście można w życiu wszystko, jest jednak ale! To tak, jak w wypadku drogowym ktoś ranny/ albo gorzej/

leży na poboczu a samochody mkną zwariowane i ludzie przypatrują się beznamiętnie. Syndrom tych czasów? Zdziczenie sięga dramatu niedawnej strzelaniny w amerykańskim Orlando i raz po raz świat jest kopnięty czynami, które trudno zrozumieć w obecnej cywilizacji. Haniebne czyny nie uzdrawiają bynajmniej świata, lecz jak uczy historia demoralizują. “Ktoś” jednak jest odpowiedzialny za takie “ustawki”, które wpisują się w rejestr fatalnych zdarzeń. Można je korygować i trzeba do tego mocnych charakterów.

  1. Jeden z żużlowych celebrytów w wywiadzie interentowym chyba śledzi moje felietony i snuje perspektywy nie podając źródła. Cwaniactwo. Zresztą wiele problemów magluję i magluję, aż “pranie” wysycha na wióry. Nudności mam, kiedy słyszę, że trzeba to albo tamto zrobić. Kiedy? Żeby mówić w wymiarze światowym, warto zrobić na swoim podwórku porządek! Rutynowe czczenie śmierci tradycyjną minutą ciszy nie załatwia problemów i warto wreszcie mówić głośno, bo głaskanie się po plecach dobranego /mierny ale wierny/ towarzystwa nie powoduje koniecznych zmian. Polski speedway niestety nie ma autorytetu, który by tym towarzystywem potrząsnął i ustawił do raportu! Dyskusje celebryckie i wyświechtane frazesy depczą historię nie w tym kierunku a sport musi być zdrowy i szczęśliwy.

A więc WYNIK, punkty, czy CZŁOWIEK dosiadający motocykla decyduje o swoim losie i SPORTU, który wjeżdża raz po raz w zakręty śmierci?!

  1. Najbardziej bulwersują opinie, że żużel ma wkalkulowane wypadki w historię. Jakby samousprawiedliwienie na ciąg niedorobionych działań. Tak, wypadki, upadki będą, bo żużlowiec nie biegnie ani nie macha wiosłem, nie rzuca kulą ani dyskiem, nie kopie piłki ani nie gra w tenisa. Kontuzje są wpisane w rejstr medycznych przypadków każdego sportu. Można się potknąć w drodze na trening. Nie błaznujmy jednak i trochę pokory oraz szacunku wokoło. “Ktoś” żużlowców pcha do walki na torze, byle wynik, byle punkty. Hazard. Prezes, szkoleniowiec a gdzie jest LEKARZ?! Na futbolowych ME we Francji, w przypadku bramkarza Wojciecha Szczęsnego medyk wydał ostateczna decyzję żeby nie grał w arcyważnym meczu z Niemcami. Z szacunkiem, choć na pewno z bólem serca, mówił o tym trener Adam Nawałka. Takich decyzji i takich postaw potrzebuje speedway. Zawodnicy jeżdżą podrutowani, pospawani aby tylko wziąć udział w meczu, turnieju, oczywiście nie zawsze, lecz praktyki są ogólnie znane i ledwie uratowany jest zagrożeniem dla siebie i rywali. Nie zasłaniajmy oczu i nie udawajmy ślepych herosów. Nie wyleczona każda kontuzja jest w przypadku tego sportu zagrożeniem, która ujawniona powinna być surowo ukarana. Zawodnik nie jedzie sam i jeśli ktoś nie jest w pełni sił stwarza niebezpieczne sytuacje, które boleśnie “dotykają” pozostałych uczestników wyścigów. Zero tolerancji władzom żużla! To nie jest wtedy sport a pojedynki gladiatorów przy aplauzie zorganizowanych grup zarządzania zawodnikami.

I dlatego nie zawsze mogę zasnąć a noc bywa złym dniem. Dobranoc.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s