„Czarny sport“ nie musi być czarny

 

rempala_rip-660x330

Nie musi. A jest! Tragiczny wypadek Krystiana Rempały i po kilku dniach pobytu w szpitalu śmierć 18 – letniego zawodnika tarnowskiej Unii jest tematem nie tylko w środowisku sportowym. Dramat. Tomasz Gollob, który jest postacią w żużlu, która wie na czym ten sport polega upatruje w rosnącej liczbie wypadków winę m.in. w nowych tłumikach, które mają 96 decybeli. Obniżenie hałasu wprowadziło wiele zamieszania w mocy silników i zachowania w trakcie jazdy. Ostro kiedyś krytykował wprowadzenie nowych tłumików, awantura była głośna, w końcu uznano decyzje międzynarodowych władz. I cisza. Inna postać Krzysztof Cegielski gromi władze międzynarodowe jak ksiądz z ambony. Temat jest gorący. Szkoda, że nie wcześniej konsekwentnie. Cegielski szefuje Metanolowi, organizacji skupiającej zawodników, to taki mini syndykat mający na celu obronę żużlowców. Co robi Metanol wiemy mało albo wcale, w każdym razie nie może być tak, że kiedy jest dramat wtedy celebryci wygłaszają swoje kwestie na lewo i prawo. Speedway potrzebuje pokory. W ubiegłym roku Australijczyk, talent wielki jak Antypody, ulega wypadkowi w Zielonej Górze, operowany w miejscowym szpitalu zostaje przewieziony do Anglii. Jest sparaliżowany, rok temu w drugiej połowie sezonu świat żużlowy doznał szoku. Speedway poniósł ogromną stratę zawodnika jutra.

Sport nie może być krwawą przygodą. Tomasz Gollob oświadcza słusznie, że zamiast sportu mamy pogrzeby. Przeciwnicy żużla mają powody do krytykowania. Pobłażliwe władze nie wprowadzają rygorów. „Instytucja“ komisarzy d/s torów mało zmieniła i nawierzchnie nadal bywają zdradliwe. Może więc wprowadzić nadkomisarzy ?! I jeszcze zwiększyć koszty? Nonsens. Mamy złą zmianę. Czekamy na dobrą.

Jestem na meczu w Zielonej Górze, gdzie doświadczony zawodnik Piotr Protasiewicz zaciekle atakuje Vaclava Milika, wreszcie uderza w niego i na szczęście w tak groźnym wypadku Milik doznaje „tylko“ złamania ręki. Protasiewicz wystraszony czuwał przy rywalu na torze. Powstaje pytanie, czy tak musiał atakować przeciwnika. Rutynowe tłumaczenie żużlowe brzmi: „zawodnik złapał przyczepność i go powiozło“. Jeśli na drodze autem jadę jak wariat i wpadnę w poślizg raczej nie ma tłumaczenia. Sport jest pozbawiony skrupułów.

W Rybniku jadą młodzi zawodnicy, ponosi Kacpra Worynę /świeżo po kontuzji ręki/ i wali w Krystiana Rempałę, temu spada kask, uderza głową w tor, masakra. Wypadek tragiczny w skutkach. Ratunkowy helikopter nie przyleciał na stadion, ambulans w ciężkim stanie dowiózł chłopaka do szpitala w Jastrzębiu.

Wracam do nowych tłumików, które o ile wiem FIM czyli Międzynardowa Federacja Motocyklowa zatwierdziła przy akceptacji CCP, czyli Komisji Wyścigów Torowych. Były mocno krytykowane przez polskich zawodników. Padło w końcu hasło: Panowie nie dyskutujcie, jazda, bo Europejska Unia troszczy się by na żużlu nie było tak głośno. Gdzie byli ludzie z grupy Metanola? Pamiętam głośność 112 decybeli, potem jechano w dół aż do 96. Były sędzia żużlowy Jerzy Kaczmarek kosi w ogrodzie trawę maszyną Wolf Garten, która ma 96 db. Moi sąsiedzi koszą takimi maszynami, że ptaki uciekają. Polskie władze żużlowe nie potrafiły w sprawie tłumików zabrać stanowczego głosu w innych też. Autorytetu nie zyskuje się tylko przez obecność w gremiach. Odwaga potaniała ale nie speedway, który jest kosztowną i niebezpieczną zabawą.

Żużlowcy startują w kilku ligach. Zmęczony futbolista będzie co najwyżej gorzej grał. Przemęczony zawodnik na torze może wpaść na kolegę, spowodować wypadek. Żużlowcy mają ciała zmaltretowane, startują z niezaleczonymi kontuzjami, obojczykami pośpiesznie „pospawanymi“, rękami niesprawnymi po urazach. Przed wieloma latami w w FIM zaczął aktywnie działać lekarz z Wrocławia doc. dr Lech Baran, szybko po mozolnej pracy zyskał autorytet w sprawie bezpieczeństwa i zdrowia zawodników. Kiedy Giekażetem zaczął kierować Andrzej Grodzki w ekipach na zagraniczne turnieje był lokowany dr Tadeusz Jędrzejczyk. Lekarz dla żużlowców jest lekarstwem w rozmaitych sytuacjach ale nie powinien wypuszczać mało sprawnych do ścigania…

Obserwuję nie od dziś brak dbałości o zdrowie żużlowców, które mają przecież tylko jedno. W codzienności ligowej, startowej liczy się za wszelką cenę WYNIK, który w ostatecznym rozrachunku nie przywraca życia nikomu! Panowie prezesi idiotyczna pogoń za zwycięstwem przynosi czasami tragedię, która oblekana jest w słowa, które nic nie znaczą. Dramat Rodziny Rempałów powinien wstrząsnąć skutecznie środowiskiem i mam nadzieję, że wreszcie KTOŚ się obudzi. Kadencje władz motorowych są słodkim nektarem usypiającym ambicje. Nie mogę doczekać się kreatywnego programu rozwoju światowego/?!/ speedway’a za sprawą włoskiego bossa Armando Castagny, który już od dawna szefuje żużlowi i mamy beznamiętny cyrk. Dygnitarz tyle razy jest w Polsce, kiedyś tu startował i nie można na nim oraz innych niczego wyegzekwować?

No tak, zapominam, że sztuczny twór w postaci Ekstraligowej Spółki z Torunia zajęty jest właściwie finansami wokół sponsoringu. I co z tego, że goście z tej spółeczki zarabiają na siebie… a może na zlecenie firma XYZ załatwi reklamowy problem jeszcze korzystniej a za budżet lukratywnych etatów utrzymają się dwa kluby? Sytuacja jest szemranym tematem w kulisach imprez, bo to co robi spółka mógłby wykonywać Giekażet. Podobno w obecnej demokracji nie ma hipokryzji/ sic!/.

Moc silników. Temat dobrze znany Piotrowi Szymańskiemu, prezesowi Giekażetu. Łodzianin Sławomir Walczak, który speedeway lubi tak, jak lotnictwo oraz rybnicki majster Mirosław Dudek mają gotowy motor dwuzaworowy. Dotykali tego tematu np. Rafał Dobrucki i Adam Skórnicki, sprawdzano, jednak temat słabszych motocykli i tańszych został odroczony. Przez Castagnę, Szymańskiego? Dlaczego? Bo unijne zalecenia? Panowie nie chowajcie głowy i reszty narządów pod kołdrę! W żużlu chodzi chyba o mijanki na torze, bezpieczną walkę a nie wyśrubowaną szybkość z którą potem na wirażach nie wszyscy mogą sobie poradzić, obojętnie czy rutynowani czy nieopierzeni. Kiedy tylko pojawi się jakiś talent od razu jest kreowany na wirtuoza a przecież to nie oblepione reklamami auto jeździ na torze. Jak mawia wspomniany Jerzy Kaczmarek żużlowcem może być każdy a zawodnikiem nie każdy… Taka Tischnerowska filozofia. Podzielam. Kreowanie na siłę jeszcze mało obytych adeptów na wielkich mistrzów kończy się źle. Podczas warszawskiej Grand Prix młodzi, nasi reprezentanci wpadali na siebie idiotycznie. Ostatnio junior Maksym Drabik fatalnie złamał udo w szwedzkiej lidze. Młodzież jeszcze musi się uczyć, bo żużlowy uniwersytet skończyć to sztuka w stylu Duńczyka Hansa Nielsena, kiedyś „profesora“ z Oxfordu. Przykładem może być także wiedza dżentelmeńskiego Grega Hancocka. Szanujcie autorytety i życie.

 

Speedway stał się brutalny i potrzebuje mądrych głów do rządzenia a przede wszystkim pokory aby nie było łez i smutku. Dość tego. Sport musi być bezpieczną zabawą i radością dla startujących oraz ich rodzin, najzwyczajniej przyjemnymi igrzyskami, po których powrót do domów nie ma żadnych barier.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s