Wypadki przywracają pamięć

 

rempala_rip-660x330Speedway raz po raz okaleczony zostaje brutalnie przez wypadki. Brawura nie oszczędza nikogo. Młodych i rutyniarzy. Co zrobić, żeby upadki w tym sporcie nie miały łez?

CZAS pędzi nieubłaganie szybko. Jak wicher wywołuje zamieszanie, wywraca, powoduje bóle głowy. Będzie trochę w tym felietonie nie po kolei. Bohaterem jest Szwed Tommy Jansson. Gdyby żył miałby dziś 64 lata. Zginął na torze w Sztokholmie jadąc angielskim Weslake, niemal na rękach ojca. Miał 24 lata i karierę na miarę legendarnego Ove Fundina, pięciokrotnego mistrza świata. Wypadek wstrząsnął sportowym światem, w żużlowym środowisku zostawił głęboką wyrwę. Trudno taką zasypać szybko… Tragiczne zdarzenie miało miejsce 5 maja 1976 roku.

19 czerwca 1976 jest planowany finał mistrzostw świata par w rodzinnej miejscowości Tommy Janssona w hutniczym mieście Eskilstuna, gdzie można przeżyć białe noce. Do finału MŚ par zakwalifikowały się duety Anglii, Danii, Szwecji, Australii, Nowej Zelandii, Szkocji i Polski. Rok wcześniej finał odbył się we Wrocławiu i wygrali Szwedzi 24 pkt, a startowali Anders Michanek 17 pkt, rutynowany zawodnik, as „Trzech Koron“ i młody talent Tommy Jansson 7 pkt. Drugie miejsce zajęli Polacy 23 /Edward Jancarz 15 i wrocławianin Piotr Bruzda 8 /. Trzecie miejsce wywalczyli po barażu Duńczycy 20 + 3/ Ole Olsen aż 18 + 3 i Jan Henningsen 2/ Duńczycy byli na progu nowej ery i już w kuluarach kręcili się młodzi zawodnicy, którzy wkrótce pod wodzą koncepcyjnego Olsena będą wjeżdżać na podium MŚ. Czwarte miejsce we Wrocławiu przypadło Anglikom 20+2 /John Louis 12+2 i Peter Collins 8/. Pozostałe miejsca zajęły ekipy Australii, RFN/ Niemcy/ i Austrii. To było w roku 1975 na torze we Wrocławiu. Rok później mamy wyprawę do Szwecji, która była m. in. „sprawcą“ razem z Polakami mistrzostw świata par. Do Eskilstuny daleko. Polskim żużlem /Giekażet/ dyrygował wtedy wrocławianin Zbigniew Flasiński, ekipa została zmontowana w składzie: Edward Jancarz, Zenon Plech, rezerwa Jerzy Rembas. Gorzowianie z urodzenia. Trasa prowadziła z Gdańska przez Bałtyk promem do Sztokholmu i dalej dwoma samochodami do Eskilstuny. Szefem wyprawy był inż. Flasiński. W Gdańsku żegnał ekipę przyjaciel szefa Giekażetu Bronisław Ratajczyk, wrocławianin, organizator imprez, działacz i mieszkaniec Trójmiasta. Na Bałtyku nocą rozszalał się sztorm i ogromnym promem rzucało jak szalupą. W stolicy Szwecji słońce, za nami /byłem w tej ekipie jako reporter „Sportu/ Bałtyk po sztormie i masa ludzi zmaltretowanych chorobą morską. Na niebie samoloty transparentami ogłaszały, że wkrótce odbędzie się ślub szwedzkiego króla z hostessą letnich igrzysk olimpijskich z Monachium/ 1972/. Do dziś panują na tronie. Po drodze wszędzie informacje na temat ożenku i sterty rozmaitych pamiątek. To samo w Eskilstunie, gdzie jest klub Smederna. Ekipa dotarła na miejsce, Plech przyleciał samolotem z Londynu, bo startował w Hackney. Białe noce piękną, czerwcową nocą nie dają absolutnie spać. W Eskilstunie na każdym kroku z jednej strony kolorowe dowody, że król już nie będzie kawalerem a z drugiej żałoba po tragicznej śmierci Tommy Janssona. Wstrząs. Żałobne opaski nosiła młodzież bez wyjątku. Zderzenie tego co było a co będzie dosyć trudne do pogodzenia. Kolor i czerń. Smutek i radość. Samo życie jak na obrazach starych, holenderskich malarzy.

Zbigniew Flasiński proponuje mi uczestnictwo w pochówku Tommy Janssona, bo uroczystości żałobne w kościele odbyły się niemal w manifestacyjnej formie już wcześniej. Teraz nastąpi na cmentarzu złożenie urny do grobu. Poznaję rodziców Tommy’ego. Jesteśmy zaproszeni do mieszkania, skromnego, w bloku, Tommy miał jeden pokoik wypełniony trofeami od podłogi po sufit. Międzynarodowe towarzystwo snuje wspomnienia o tragicznie zmarłym, jego zdjęcia w Eskilstunie przeplatały się wszędzie z królewskimi podobiznami, gadżetami jak na jarmarku.

Finał MŚ na małym stadionie sędziował Norweg Tore Kittilsen; wygrali Anglicy 27 /Louis 17 i Malcolm Simmons 10/, przed Duńczykami 24/ Olsen 16, Finn Thomsen 8/ i Szwedami 22/ Bengt Jansson 11 i Pernt Persson 11/. Dalsze miejsca Australia 16/Phil Crump 10 i Billy Sanders 6 / Nowa Zelandia 15 /Ivan Mauger 8 i Barry Briggs 7/, Szkocja 12/ Jim McMillan10, George Hunter 2/ i POLSKA 10/Jancarz 7, Plech 3/. Polacy walczyli, nie były to jednostronne pojedynki, niestety przegrywali na mecie. Szef polskiej ekipy był bardzo sfrustrowany. Powrót na szczęście bez sztormu na morzu.

DRAMAT Tommy Janssona wywarł silne piętno na szwedzkim żużlu, młodzież cofnęła się od speedway’a. Młody zawodnik o charyzmatycznej osobowości, z burzą włosów na głowie, o sympatycznej twarzy był wielką nadzieją tego sportu. Zapowiadał się znakomicie, był dwukrotnym mistrzem świata par/ 1973, 1975/. Odważny piekielnie, grał też w hokeja na lodzie w Eskilstunie, potem ścigał na żużlu. Był idolem młodzieży, która straciła nagle błyskotliwą ikonę. Speedway w Szwecji załamał się na kilka lat. Po regresie z mozołem i taktycznym zmysłem zaczął odbudowywać wiarę w ten sport Bo Wirebrand, świetny coach. Zebrał talenty, których nie brakuje w Skandynawii. Per Jonnson, Jimmy Nilsen, Tony Rickardsson szlifowali jazdy na angielskich torach, test – mecze z elitą dawały efekty. Szwecja wróciła po śmierci Tommy Janssona do grona medalistów MŚ w mistrzowskim wydaniu. Wypadek, który zdarzył się 40 lat temu w stolicy Szwecji zrobił duży wyłom w historii tamtejszego żużla, jednak dzięki rozważnej koncepcji Wirebranda „Trzy Korony“ wróciły do gry o medale. Nie bez łez. Tragiczne incydenty niestety wpisane są w historię żużla i oto mistrz świata Per Jonnson startujący w Toruniu po koszmarnym wypadku kończy karierę i porusza się na wózku inwalidzkim. Znowu załamanie, które rozświetla Tony Rickardsson, sześciokrotny mistrz świata, strategiczny facet, który prezentuje inny, elegancki styl bycia w środowisku. Zwycięski.

TRUDNO uciec na zawsze od przykrych zdarzeń na torach, wywołują raz po raz lęki. Ostatnia tragedia Krystiana Rempały/ z licznej, kultowej rodziny żużlowej/ 18 – latka z Tarnowa na rybnickim torze nie daje spokoju. Życie jest wartością, której nie można lekceważyć. Sport nie ucieknie, życie niestety tak. Los nie zna litości, żużel wymaga technicznej, pilnej korekty, ograniczenia mocy silników dla wszystkich. Speedway jest gladiatorski! Młodzi dosiadają zbyt mocnych motocykli. Rodzicom zostawiają rozpacz.

Wracam jeszcze do Eskilstuny, niezwykle klinicznie czystego miasta, rodzinnego dla Tommy Janssona, który pozostanie symbolem dramatu ale i zarazem aktem wskrzeszenia po kryzysie wielkości szwedzkiego speedway’a. Jest w tej historii pewna mądrość, że nie można poddawać się nigdy, i z jednej strony pamiętać a z drugiej nie ulegać, choć często bezradność pozostaje tylko cierpliwą modlitwą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s