Plus minus

 

1

Nic na siłę jak mówiła moja babcia. Życie pisze scenariusze bez podpowiadania i układania. Speedway jest sportem wyjątkowym w oglądalności od samego zarania i mimo szalonej konkurencji innych sportów, wzrostu medialnych przekazów, tendencja popularności utrzymuje się w granicach poważania. Tak, nie jest sportem powszechnym przez swoją trudną specyfikę uprawiania. To nie jest tak, że weźmie się trampki, piłkę i pójdzie na boisko, klepisko czy piach. Kopać każdy umie? Pewnie. Z motorami jest inaczej i kółka trzeba opanować, umieć poprowadzić maszynę i choć niektórzy mają wrodzony talent do uprawiania żużlowego “procederu”, życie mocno koryguje ich kariery. Kiedy słyszę o tym, że speedway może być u nas sportem narodowym mam duże wątpliwości. Po pierwsze o narodowości jakiegoś sportu stanowi jego tanie uprawianie, dostęp i oczywiście popularność. Niszowość i popularność mogą pędzić w parze. Od dawna słyszę o jednym i drugim bez zastanowienia się nad sensem. Pół biedy, gdy takie opinie wygłaszają incydentalnie osoby, które ulegają raz po raz urokowi imprez przy wypełnionych trybunach. Nie ma ich niestety tam, gdzie wiatr zamyka bramy stadionów a woda w kranach nie jest nawet letnia.

Nic na siłę a jednak…

Mówi kibic będący w zażyłości z żużlem od lat kilkudziesięciu i zafascynowany potęgą rodzinnej tradycji uprawiania tego sportu przez dziadka, syna, wnuka…”Imponuje mi przekazywanie motorowych “genów” młodszemu pokoleniu. Obserwuję i podziwiam nawet sytuacje, gdy ktoś w rodzinie ginie na torze. Nie odstrasza dramat, ba, nawet jakby bardziej umacniał chęć pokazania się w walce na torze. Imponujące jest zjawisko żużlowych więzi rodzinnych”.

Władysław Gollob, kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych wprowadzał na tory żużlowe młodszego syna Tomasza wiedział co robi i chce uzyskać. Nie wszystkim podobała się zadziorna, fachowa determinacja wodza familii. “Tomek będzie mistrzem świata” powtarzał jak mantrę. Nie było łatwo, gollobomania podbiła jednak stadiony Europy i napędziła z biegiem czasu koniunkturę na speedway. W cieniu Tomasza był starszy z Gollobów Jacek. Ojciec wierzył jednak w niego. Sytuacje były niecodzienne. Jeden syn spał w hotelu, drugi w samochodzie. Jeździli razem busem po Europie. Mijały lata, kariery różnie się toczyły. Dziś jeden jest milionerem, drugi trenerem w Bydgoszczy, gdzie klubem zawiaduje ojciec. Tomasz ma córkę, Jacek syna Oskara. I tenże Oskar jakby wdał się stylem w wujka Tomasza. Robi postępy i chyba będzie satysfakcja nie tylko dla dziadka.

Nic na siłę? Tak. W tym przypadku fakty przemawiają za kochanym życiem na plusie.

Inna jest sytuacja w rodzinie wielkopolskich Pawlickich. Leszno jest miastem z krajobrazem ozdobionym żużlowymi motocyklami. Piotr, ojciec, uległ wypadkowi. Dwóch synów; starszy Przemysław i młodszy Piotr/określany jako “F -16”/ nawet w wodzie mają oktany i robią karierę jaka ojcu chyba czasami tylko się śniła. Życie przebiło sny. Jak rozwiną się kariery pokaże czas, ponieważ są różne zagrożenia a życie uczy pokory. Młodość jest walorem, fantazja urokiem a moc walki wymaga rozwagi. Nie zawsze logistyka biegnie zgodnie z normami. Martwimy się, by kochane życie nie spłatało figla, bo lubi takie numery robić, zwłaszcza na żużlu.

Szczęściu warto pomóc, talentowi dać szensę rozwinięcia i pamiętać, że speedway tak jak bywa bajeczny, tak okazuje się okrutnym katem.

Patryk Dudek ma ojca rozważnego. Młody zielonogórzanin został mistrzem świata juniorów, podobnie jak i wspominany powyżej Piotr Pawlicki jr. Sławomir Dudek, ojciec jest doradcą i mechanikiem. Mama spontanicznie reaguje na poczynania syna. Nie ustrzegli się razem faktu, że syn miał czas na karencję po wykryciu “konsumpcji” niedozwolonych środków. Odcierpieli a początek sezonu pokazuje, że Patryk ”Duzers” Dudek /ksywa z kanadyjsko – amerykańskiego serialu animowanego/ jest w sztosie. Wygrał w Gorzowie Wlkp. prestiżowy XIII Memoriał Edwarda Jancarza, wcześniej w turnieju par na toruńskim torze pokazał, że nie stracił czasu a karencja dopieściła… głodem i skalą formy. Mam nadzieję, że również refleksjami nad tym, co sportowcowi wolno a co jest mu zakazane na zawsze. Falubaz ma szczęście do talentów i tamtejsza atmosfera sportowa wybija speedway w górę, choć przecież nie tylko żużlem winogronowe miasto żyje. Inne wszak sporty zielonogórskie/kosz/ wpisane są w krajobraz a dawny ośrodek pięcioboju nowoczesnego w Drzonkowie był kiedyś znany w całym świecie.

Nic na siłę…

Sławomir Drabik był talentem, miał nerw żużlowca i zaliczył częstochowskie nauczanie rzemiosła “tylko w lewo”. Pamiętam na stadionie jego syna brzdąca, który z mamą i babcią był zabierany na żużel i patrzył jak tata ściga się na obiekcie owianym tradycją wielkich mistrzów. Bywa tak, że synowie przerastają ojców. Maks Drabik jako reprezentant Polski juniorów robi postępy i jest zawodnikiem na medale. Kibice zmierzą i ocenią walory ojca i syna, potrafią wydać trafne opinie.

Wracam na koniec znów do Leszna. Mamy tam choćby klan Kasprzaków z ojcem Zenonem i Krzysztofem, który zdobył solowe srebro mistrzostw świata. I klan Jankowskich, z ojcem Romanem, którego synowie próbowali jeździć. Nie udało się. Pecha miał zielonogórzanin Andrzej Huszcza, którego córki były i są fanami żużla na amen. Następca weterana Huszczy nie narodził się a kobiety w Polsce nie mają prawa żużlowania, szkoda, piszczą więc z wrażenia tylko na trybunach. A panie przecież grają w hokeja na lodzie, skaczą na nartach, boksują i ekstremalnie wyżywają gdzie tylko można. Na żużlu ścigają się jedynie od święta.

Nic na siłę? Kto ma rację?

Ach. Proza życia jest ciągle nieprzewidywalna i zaskakuje czasem na minus a czasem na plus. Czego jest więcej?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s