Hans ujeżdżał konia “Śląski”

 

Zrzut ekranu 2015-12-29 o 08.24.36

Mamy 2016 rok, nowy. 30 lat temu na Stadionie Śląskim w Chorzowie 29 sierpnia rozegrano indywidualny finał mistrzostw świata. Rok 1986, ostatni finał światowy na tym stadionie, który w swoim debiucie w 1973 roku zadziwił świat ponad 100 tysięczną widownią a Polaków ucieszył złotym medalem Jerzego Szczakiela. W gronie 16 uczestników jest bydgoszczanin Ryszard Dołomisiewicz, rokujący nadzieje. Polonia Bydgoszcz dokłada wszelkich starań aby ich zawodnik miał extra sprzęt. Klub mundurowy, policyjny /wówczas milicyjny/ w swojej historii ma na koncie sukcesy indywidualne, drużynowe. Talentów na Pomorzu nie brakuje a tradycja Polonii odbija się z wyobraźnią na współczesność. Podpułkownikowy prezes klubu, chce by Dołomisiewicz zwany “Dołkiem,” wychowanek Polonii, chłopak z maturą, wystartował na włoskim GM. Mecenat jest sprawny, “ Dołek” mniej. W gronie 16 uczestników jest koalicja Duńczyków z Erikiem Gundersenem, faworyzowanym przez Ole Olsena, mentora reprezentacji. Erik w 1984 roku na Ullevi w Goeteborgu na twardym torze, gdzie wyłącznie decydował start, zdobył mistrzostwo świata. Jego rodak, rówieśnik Hans był przegrany/II/, choć lepszy. Nikt nie rozumie zachowania Olsena, który startował ongiś w parze z Hansem, że stawia bezceremonialnie na Erika. Głupio to wygląda, lecz prawda nie jest klockami Lego. Do Chorzowa obok Erika i Hansa przyjechali Tommy Knudsen, sympatyczny młodzieniec o niewinnej twarzy, który potrafi pojechać ostro i jest mały, zwinny jak lisek Jan Ove Pedersen. Trwa obstawianie typów, Erik prowadzi. Sędziuje szwedzki arbiter Christer Bergstroem, opanowany, późniejszy działacz Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Nielsen spięty, grzebie przy motocyklach JO Pedersen, Gundersena kokietuje Olsen a Knudsen chce ograć rodaków. Polscy fani liczą na agresywny debiut Dołomisiewicza, który nie kryje ambicji wjazdu w okolice podium.

W bezpośrednim pojedynku Nielsen “wywozi” Knudsena i sędzia kontrowersyjnie bierze stronę Hansa. Wysoki Duńczyk punktuje równo, Erik traci grunt pod nogami, Jan Ove robi swoje. Mistrzem świata po raz pierwszy w karierze zostaje Nielsen, drugi jest Pedersen a trzeci Anglik Kelvin Tatum, którego matka jest w Chorzowie i tak szczęśliwa, jakby dopiero co urodziła Kelvina. Gundersen ma 7 pkt i jest dopiero dziesiąty, za nim po ambitnej walce z 6 pkt Ryszard Dołomisiewicz. Niebiescy mundurowi znad Brdy niby zadowoleni, acz nie do końca, bo liczyli na więcej. “Nie matura a chęć szczera zrobią z ciebie oficera” krąży mi po głowie. Dołomisiewicz był dobrym ligowym zawodnikiem.

W hotelu “Katowice” Erik zapytany przeze mnie o nowego mistrza świata odpowiada   “a kto to jest Nielsen?”. Wyraźnie zszokowany, nie wie co się stało ale wie dobrze Olsen i już liczy na odwet. Trochę poczeka. Knudsen był poirytowany i zły na sędziego a Hans Nielsen skromnie zadowolony i marzący o następnych tytułach MŚ. Wywalczył jeszcze trzy, już za rok w Amsterdamie, dwudniowym finale, który sędziował Roman Cheładze. W 1988 roku w duńskim Vojens Erik/ po barażu z HN/ odkuł się z Olsenem na Hansie ale ten w 1989 roku na olimpijskim stadionie w Monachium znów był najszybszy. Potem w pierwszej edycji/ popierał nowy projekt/ serialu Grand Prix Nielsen został po raz czwarty mistrzem świata.

W swojej bogatej karierze Hans Hollen Nielsen urodzony w Arentsminde, mieścinie obok Brovst 26 grudnia w 1959 roku, był 22 razy mistrzem świata. Jeszcze 11 razy z drużyną Danii i 7 razy złotym medalistą w MŚ par. Szafa medali! Był 3 razy mistrzem Wielkiej Brytanii, 5 razy mistrzem Danii.

Był eleganckim, bardzo skutecznym zawodnikiem, emanującym spokojem, lecz kiedy wsiadał na motocykl był inny, sprinterski na starcie i potrafiący ostro pojechać po “wapnie”, wtrącić się w “grupę” agresywnie i być skutecznym na mecie.

Rozmawiałem z nim wielokrotnie, bywałem na turniejach i meczach z jego udziałem. Ostatni raz trzy lata temu w Lublinie, gdzie zaprosili go działacze jako byłego zawodnika Motoru. To tam w 1990 roku było wielkie święto, kiedy mistrz Hans wystartował w polskiej lidze i przegrał w premierze z rybniczaninem Eugeniuszem Skupieniem. Jak wspomina były sędzia a opiekun i przyjaciel Duńczyka Jerzy Kaczmarek, Hans pojechał ostrożnie, bo “zdawał sobie sprawę jak bezpardonowo wygląda ligowa jazda made in Poland”.

Hans jeździł na motocyklu od małego, ścigał się ojciec i brat/ Henrik/, miał trzech braci i trzy siostry. W 1977 roku wystartował w lidze angielskiej w Wolverhampton, potem przenosił się kolejno do Birmingham, Oxfordu/ spędził tam 9 lat/ i Coventry. W Motorze, do którego przywiózł go wspominany Jerzy Kaczmarek startował cztery sezony, w 1994 pojawił się w Pile i razem z tym zespołem, który był rewelacją, zaliczył duże sukcesy. Obok niego jeździł inteligentny Rafał Dobrucki a podpatrywał młody i pojętny Jarosław Hampel. Był uwielbiany w Pile, którą sławił na świecie jako spełniony zawodnik, imponujący wiedzą jak… “profesor z Oxfordu”. Wielką fanką była blondwłosa panna Susanne, która została życiową partnerką mistrza z Arentsminde i urodziła córkę Daisy oraz syna Daniela. Kiedy Duńczyk, multimedalista mistrzostw świata kończył karierę płakała Piła i nie tylko, a za osiągnięcia dla polskiego żużla otrzymał Krzyż Kawalerski od prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Rzadkie uhonorowanie zagranicznego sportowca, dlatego Duńczyk nie krył wzruszenia i… zażenowania, wszak spotkał go większy splendor w Polsce, niż w ojczyźnie. Hałdę prezentów trudno było ogarnąć.

Mamy 2016 rok a 30 lat temu w Chorzowie Hans Nielsen był najbardziej uradowanym żużlowcem świata. W Anglii kupił konia i nazwał go na cześć pierwszego tytułu MŚ po prostu “Śląski”.

Pierwszy tytuł indywidualnego mistrza świata został zdobyty przez Nielsena na przekór Olsenowi i do dziś nie poznałem tej tajemnicy. Dlaczego Ole faworyzował w drużynie Erika, którego potem los nie oszczędził po upadku w finale DMŚ w 1989 roku na stadionie Odsal w Bradford i filigranowy geniusz z Esbjergu zakończył karierę /podobnie los potraktował solidnego Jana Ove Pedersena a niewinnie wyglądający Tommy Knudsen miał kłopoty z kręgami/. Duńska, wspaniała, medalowa fregata rozleciała się jak szalupa na oceanie. A zaczęło się kiedyś w 1978 roku w bawarskim Landshut, kiedy Duńczycy zdobyli drużynowe złoto z Ole Olsenem/ 10 pkt/, Nielsen 11 pkt, a Gundersena nie było. Pamiętam jeszcze ich wielki triumf w 1984 w DMŚ w Lesznie już pod wodzą Olsena/ Gundersen 12, Nielsen 11…/. Było, minęło, ale, ale jeszcze trochę historii.

Został po dramatach “rozbitek” Hans Nielsen, którego wiosną 26 lat temu w Lublinie witały tłumy. To była sensacja na miarę podobnej jakby teraz w futbolowej Legii Warszawa zagrał Leo Messi. Były kwiaty, owacje i początek zagranicznych transferów w polskiej lidze. Polscy żużlowcy zostali w tyle, lecz rozkręcała się era Tomasza Golloba.

Jakoś przy innych wydarzeniach nielsenowych zagubił się zakup konia i nadanie mu nazwy śląskiego stadionu. O ile pamiętam to był ładny, czarny koń… choć Hans Nielsen startując w Chorzowie nie był “czarnym koniem”. Zrobił efektowny wykład na torze jak profesor z Oxfordu, z zimną kalkulacją Skandynawa, który wie, gdzie dojechać w karierze na świecie. A w polskiej lidze okazał się żużlowym noblistą, zawodowcem, sprytnym jak Bond, precyzyjnym i do bólu regularnym, jak markowy zegarek.

c.d.n. ale nie tyle o Hansie, co transformacji indywidualnych mistrzostw świata i Holendrach, którzy wywrócili żużlowy świat; zapraszam więc do lektury kolejnego felietonu pt. “Tulipany nie są wieczne, więdną”.

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Chaju pisze:

    Bardzo ciekawa opowieść. Kawał historii o wielkich zawodnikach i tamtych czasach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s