Wirówka mieszanych uczuć

Zrzut ekranu 2015-11-13 o 08.42.57

Tak, tytuł w moich przemyśleniach dotyczy sezonu 2015. Koniec, kropka. Po kolei. Długi sezon, zawędrował jesienią aż do Australii. Tam polskie, młode orły po raz ósmy wywalczyły złoty medal w drużynowych mistrzostwach świata. Pięknie, cudownie i taka hegemonia może wstrzykiwać optymizm bez kompleksów. Od lat mamy talenty, które falują różnymi odcieniami na torach świata. Kiedy patrzę na speedway niemiecki, włoski, rosyjski czy słoweński Polska ma cały czas dopływ czystej rasy talentów na furę medali. W dobie wygodnych sportów i bezpiecznych speedway w Polsce przygarnia do szkółek nowych adpetów, którzy chcą być spadkobiercami sukcesów nie tylko Tomasza Golloba. Wprawdzie frekwencja na stadionach systematycznie się obniża, co między innymi powodowane jest ofertą innych sportów ze światowej połki na ekranach TV, nadal jest wysoka. Wszędobylska telewizja przenika, część kibiców staje się wygodna i zostaje w domach, choć nie omijają oni jednak okazji do bezpośredniej wizji na stadionach. Chcą czuć ten smak walki i ryk, zapach silników i przebywać w atmosferze sportowej zabawy. Fenomenem jest napływ do szkółek klubowych młodzienców i tragiczne wypadki, dramatyczne przejścia nie są w stanie odrzucić chęci bycia żużlowcem. Przykre zdarzenia wytrącają na jakiś czas zawodników już z dorobkiem, natomiast młodzież głodna jest ciągle sławy i ścigania się na torach. Jakby na przekór losowi chcą rywalizować i pokazać, że speedway też daje emeryturę.

W tym sezonie międzynarodowym w serialu Grand Prix pokiereszowany został na dłużej Jarosław Hampel, nie obronił srebra fatalnie wycofany w formie Krzysztof Kasprzak. Dokonał rzadkiej sztuki jazd na rzecz klubu i w ściganiu się o mistrzostwo świata i ten rok zalicza na straty. Chyba sam nie wie dlaczego tak się stało. Słyszę głosy potępienia i uspokojenia sytuacji. Mam mimo wszystko nadzieję, że człowiek się odnajdzie w tej zadymie. Sportowy uwiąd formy przechodzi do historii, która oby w karierze tego zawodnika została tylko stratą jednego sezonu.

No więc jak nie mieć mieszanych uczuć, skoro debiutant, zawodnik szybko uczący się w Polsce i Anglii Maciej Janowski wjechał w dobrym stylu do premiowanej ósemki GP i z siódmego miejsca podejmie walkę w roku 2016. Janowskiego stać na jeszcze lepsze jazdy, nie chcę zapeszać, dużo potrafi, kiedy tylko wkręci w siebie więcej dynamiki, będzie dobrze, bo jest myślącym żużlowcem i bardzo pojętnym. Z jednej strony super Janowski, z drugiej dołujący Kasprzak. I obok na rehabilitacjach Hampel.

W przyszłym sezonie będzie czterech polskich zawodników w GP, oprócz Janowskiego, Hampela dojadą Piotr Pawlicki i Bartosz Zmarzlik, nowa generacja, która odmłodzi elitę. Oni dają radę wygrywać z mistrzami, mają na koncie medale, to nie będą „harrisowe“ fanaberie, nawiązując do kapryśnego, angielskiego Chrisa Harrisa.

Co dalej z mieszanymi uczuciami? Wirują.

Mistrzem klubowym Polski została Unia Leszno. Kuźnia od zarania dziejów polskiego żużla rozmaitej urody talentów. Tam wiedzą jak szkolić i robić speedway. Klub z tradycjami do zazdroszczenia i naśladowania. Wyleciał z Ekstraligi Grudziądz posiłkujący się Tomaszem Gollobem. As nie pomógł, było jak było i tak już będzie, bo nie każdy jest Gregiem Hancockiem. Ten ma końskie zdrowie. Pierwszą ligę wygrał Lokomotiv z Daugavpils i narobił kłopotów polskiej władzy żużlowej zastygłej w schematach. Ponieważ Stal Rzeszów po barażowaniu utrzymała Ekstraligowy deputat, zaczęło się szukanie drużyny do wypełenienia luki. Śmieszna sytuacja. Jeśli nie Lokomotiv, nie Ostrów Wlkp, który przegrał finał ligi właśnie z ambitnymi Łotyszami, to może trzeci zespół pierwszej ligi czyli Rybnik. Farsa przy zielonym stoliku i kpina ze sportu. Mieszane uczucia obejmują więc niczym pajęczyna. Zarówno Ekstraligowa spółka, jak i firma Nice rozdająca karty w niższej kategorii nie wypracowała sposobu na zaistniałą okoliczność a życie bywa niestety życiowe. Nie dość, że Łotysze narobili “kłopotów“ w Ostrowie, gdzie tamtejszym puściły nerwy na całego, to pośrednio stali się sprawcami kabaretu moralnego niepokoju z dziwacznym poszukiwaniem partnera do Ekstraligi… Wiadomo było, że goście ze wschodu umacniają się z roku na rok i mogą sprawić niespodziankę. Brawa dla ambitnych z Daugavpils! Sport nie może być kpiną z ciężkiej rywalizacji na torze i okaleczaniem reguł gry.

No to jak nie mieć mieszanych uczuć, kiedy takie są rządy żużlem pod polskim niebem? Generalnie nie jest źle, mamy czterech w serialu Grand Prix, „zuchwałą“ młodzież na złoto w każdych okolicznościach gdzie nie pojedzie. Z drugiej brak wizji na klubowe życie, bo jeśli elitarne zespoły mają budżety oblane lukrem, to pozostali łatają dziury od zimy i nie śpią z powodu niezapłaconych faktur. Błędne koło od lat. Przyznawane licencje bez nadzoru, czy z przymrużeniem oka nakręcają koniunkturę przez pierwsze trzy miesiące sezonu a potem są boleści i żebranie. Optymizm umiera zanim zacznie prawdziwa wojna.

Polski speedway nie narzeka absolutnie na brak utalentowanych zawodników, lecz cierpi na rozdrobnienie struktur i brak mocnej, scentralizowanej władzy. Jest wszechwładne Ekstraligowe zarządzanie i mamy Giekażetowe z Nice harce, są bogaci i biedni, ci ostatni natarczywie „klamkują“ po firmach by przetrwać początek, zanim się zacznie. A jak się zacznie, szybko kończy.

Jeden z polskich, znanych polityków, wpierw mówił, że mężczyznę poznaje się jak kończy, jednak ostatnio zrobił drastyczną korektę i oświadczył, że wówczas, kiedy mężczyzna nigdy nie kończy. Masz ci los.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s