Bal nad bale

tlo

„Jeśli będziesz po równo wielbił przyjaciół i wrogów, stracisz wtedy przyjaciół“ powiada stara sentencja. Finisz ligowy na polskich torach miał dramatyczne chwile, ostatecznie premie dostali lepsi i tak zostało pozamiatane, choć nie do końca…

W Ekstralidze mistrzem Polski została po raz czternasty Unia z Leszna, miasta zakochanego w żużlu, ozdobionego pomnikiem niezapomnianego mistrza Alfreda Smoczyka, to jego imię nosi stadion mistrzów Polski, którzy zdetronizowali gorzowską Stal, też tradycyjnie silną kuźnię talentów. W Lesznie w finale rewanżowym z wrocławską Spartą dowodzoną mądrze przez Piotra Barona walka była do ostatnich metrów fascynująca. Padł remis w meczu a ponieważ na obcym torze w Częstochowie /szkoda, że tam/ wrocławianie przegrali ośmioma punktami, to złote medale dostał zespół Romana Jankowskiego i Adama Skórnickiego. Ale bal nad bale: 45 do 45! Szaleli Tai Woffinden i Maciej Janowski, nie dali jednak rady bardziej równemu teamowi z Leszna /wygrywał nawet 16 – letni Dominik Kubera/. Leszno pany! Pasjonujące widowisko, klasowi zawodnicy i poziom godny najlepszych drużyn Ekstraligi. Było co oglądać wbrew malkontentom, którzy zawsze znajdą dziurę na wirażu. Leszno i okolice żyją żużlem, tam atmosfera snuje się nie tylko po pubach. Tam mówi się o żużlu i basta. Speedweay jest tematem dnia tak jak i to, kto z parlamentarzystów plunie drugiemu w twarz. Leszno zwyciężyło zasłużenie ale i wrocławianie zasługują na wygranych sezonu, bo kto spodziewał się, że “baronowie“ będą w pierwszej czwórce a potem dojadą do finału i powalczą o złoto bez żadnych kompleksów. Świecą mocno gwiazdy takie, jak wznowiony mistrz świata po raz drugi, angielski as tatuażów Tai Woffinden, czy wjeżdżający na mega orbitę Maciej Janowski, uczeń Amerykanina Grega Hancocka, a jeszcze trochę i mentor z nim przegra. Rozpędzona młodzież nie ma litości dla wieku, dokonań, po prostu szaleńczo ściga się i chce być lepsza, szybsza od starszych. I z jednej strony gratuluję teamowi z Leszna, z drugiej chylę czoła przed wrocławskim zespołem, który w tym sezonie zaskoczył wszystkich i na koniec pojechał świetnie w finale. A zwycięzcy jak zwycięzcy, ich się nie sądzi, oni przechodzą do historii. Amen.

W pierwszej lidze Ostrów Wlkp. na sezon 2015 zakontraktował trenera obdarzonego charyzmą i mianem szamana, czyli Marka Cieślaka. Gdzie bywał wygrywał, prowadzi ponadto reprezentacyjny team Polski. Ostrowianie mieli apetyt na Ekstraligę, jednak czy nie za szybko ?! Obok Leszna to kolejne sympatyczne, wielkopolskie miasto, które nie wyobraża sobie życia bez żużla. Ostrów przegrał na Łotwie w Daugavpils i nie wyobrażali sobie wielkopolanie by nie odrobić strat. Pomylili się bardzo i choć wygrali minimalnie, to Łotysze narobili zamętu polskiej władzy żużlowej awansem. Łotwa jest nie tylko ciekawa ale i żużlowo zaznaczona turniejami Grand Prix. Do zwycięstwa poprowadził ich czekoladowy Antonio Lindbaeck, urodzony w piłkarskiej Brazylii a mieszkający w Szwecji. W Ostrowie szok i na koniec meczu trenera Marka Cieślaka przebadano alkomatem/ ale heca!/, który dał wynik niekorzystny dla zasłużonego szkoleniowca. Oświadczył, że był już po pracy…Gospodarze narzekali na tor, zwłaszcza bracia Szczepaniakowie. Złej baletnicy wszystko przeszkadza, nawet w oknie kotara. Nieprzyjemnie zrobiło się w Ostrowie Wlkp., bo przegrywać trzeba umieć i zachować twarz. Jak tam bywało w historii tego klubu? Różnie, nie zawsze działo się dobrze, nie zawsze wszystko było jasne. Zajrzyjcie w kroniki. Nic na siłę! Jednak nie można odebrać temu miejscu: urody i prężności miasta, klubowi miłości do żużla za wszelką cenę. Końcowy zgrzyt nie przysporzy chwały Ostrovii i negatywnie popłynął komunikat o wizycie policji na stadionie i próbie alkomatowej. Uruchomiony został natychmiast internetowy świat i pisano w stylu: „Jestem na meczu ale trzeźwy“. Prowincjonalna draka i spektakularne pranie brudów jest fatalnym wizerunkiem z echem.

W Lesznie i Daugavpils radość a pokonani/ Ostrów, nie Wrocław/ niech nauczą się przegrywać. Marek Cieślak nie odleciał, wszak Ostrovia barażuje jeszcze z przedostatnim teamem Ekstraligi, faworytem Stalą Rzeszów. I znów mogą być numery…

Trzecie miejsce zajęła odnowiona Unia Tarnów, która pokazała dwa razy gdzie jest miejsce w szeregu rutynizowanych torunian.“Koperniki“ nie dały rady, osłabiony jest Chris Holder, którego jakby zaćmiła tragedia rodaka Darcy Warda. Nie dziwię się panie i panowie, człowiek nie jest z żelaza i nie każdy ma taką psychikę jak Jason Doyle, też z kraju Kangurów. Toruń zjeżdża i chyba czas na zmiany pewniaków.

Na trzecim froncie, zadowoleni są z awansu gdańszczanie, którzy dobrze się stało, że zachowali kontakt z middle class. Żużlowa kultura w Trójmieście zasługuje na byt w eleganckim towarzystwie, jak na sopockim „Monciaku“ bywa.

Końcówka męska na polskich ligowych torach była udana, walczono, pokazano ambicjonalnie, że faworyt może stracić koronę a słabszy/ nie każdy/ wznieść się na super poziom. Pogoda tym razem była łaskawa. W Ostrowie Wlkp. maszyna startowa robiła figle, nierówno podskakiwała do góry i sędzia z Tarnowa powtarzał słusznie starty. A powtórki nie zawsze przynoszą sprawiedliwe rozstrzygnięca, trudno: los jednym daje, drugim odbiera ale grunt, żeby kasa się zgadzała, jak powiadał szuler z kasyna nie byle jakiego.

Proszę Państwa, było na finiszu ostro z adrenaliną w gardłach, a że trzeba je czasem przepłukać czymś mocniejszym, wiadomo, acz w trudnych chwilach nikt nie zna ani dnia, ani godziny, bo nerwy są złym doradcą.

Żużlowa stolica Polski w Lesznie jest znów murowana, na Łotwie jeszcze „drewniana“, lecz wszystko wyklaruje się, gdy pieniądze dorównają kolorom medali.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s